• Tłumacz języka migowego
W ogniu pytań Anna Łańduch

Porozumienie dla Ukrainy

16 Sierpnia 2022

Szefowie pięciu służb ratowniczych: z Polski, Litwy, Łotwy, Estonii i Ukrainy podpisali memorandum porozumienia w sprawie pomocy Ukrainie. O znaczeniu tego dokumentu rozmawiamy z gen. brygadierem Andrzejem Bartkowiakiem, komendantem głównym PSP.

gen. brygadier Andrzej BartkowiakSkąd taka inicjatywa?

Zrodziła się podczas wizyty gen. Siergieja Kruka na naszej majowej uroczystości z okazji Dnia Strażaka. Szef Państwowej Służby Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych zaproponował mi wtedy, bym został liderem współpracy krajów Europy Wschodniej przy udzielaniu różnego rodzaju wsparcia Ukrainie. Zgodziłem się, a nasze spotkanie w Ukrainie było tego konsekwencją. Inicjatywa wyszła więc ze strony gen. Kruka, który, co oczywiste, potrzebuje wsparcia i uznał, że moja osoba będzie jak najbardziej adekwatna do koordynowania współpracy na rzecz pomocy jego krajowi. Zorganizowaliśmy zatem tę podróż, poznaliśmy się, omówiliśmy kwestie współdziałania. Zaprosiłem uczestników spotkania do Polski we wrześniu. Omówimy kolejne kroki współpracy, stosownie do sytuacji. Zdajemy sobie sprawę, że przed nami jeszcze długa droga.

Jaki jest cel tego porozumienia i jak jego zapisy mogą się przełożyć na praktykę?

Po pierwsze chodzi o pokazanie, że Ukraina nie jest sama, stoimy za nią murem. Po drugie - przelanie na papier inicjatyw na rzecz pomocy Ukrainie, które dzieją się już od początku wojny, ale trochę nieformalnie, na szybko, na telefon czy przez wideokonferencję. Formalne usankcjonowanie obecnych i planowanych działań jest profesjonalnym podejściem do tematu. Wszak nie chodzi tylko o pomoc obecną, doraźną, ale i wzajemne wspieranie się w różnych tematach oraz szukanie odpowiedzi na pytanie: co dalej, co po wojnie?

Zatem jak obecnie wygląda sytuacja strażaków w Ukrainie?

Niełatwo. Jestem pełen podziwu dla ich pracy, postawy, to po prostu mistrzostwo świata. Nie potrafimy sobie nawet wyobrazić ich położenia. Dla nas trudna sytuacja to zawalony budynek, rozwinięty pożar czy zdarzenia spowodowane siłami przyrody, które się zdarzają, liczymy się z nimi, są wpisane w naszą służbę. Dla nich to strzelanie podczas akcji. Trudno zrozumieć, że człowiek człowiekowi jest w stanie czynić taką krzywdę - i to narodowi tak zbliżonemu kulturowo i historycznie. Zginęło już ponad 40 strażaków, to dramat dla ich bliskich, koleżanek i kolegów ze służby. Jakie to sieje spustoszenia w psychice? Co czują, kiedy ruszają do akcji? Pracują w stanie permanentnego zagrożenia życia. Niesienie pomocy innym wiąże się z zupełnie innym ryzykiem niż u nas. Ukraińscy strażacy zdają więc trudny egzamin ze swojej strażackiej przysięgi. A wywiązują się z niej fenomenalnie. I nic nie wskazuje, by to się wypaliło. Byłem w Państwowym Uniwersytecie Bezpieczeństwa Życia we Lwowie i mogę powiedzieć, że widać tam ducha walki. Na pewno agresorowi udało się zjednoczyć Ukraińców, będą walczyli do ostatniej kropli krwi - nie mam co do tego wątpliwości.

Morale strażaków wzrosło mimo wyjątkowo trudnych warunków?

Zdecydowanie. Ta sytuacja scementowała ich wolę walki i utwardziła w przekonaniu słuszności postawy względem wroga. Widziałem to też w postawie studentów, przyszłych oficerów. Nie widzę też w ich podejściu pola do dyskusji ani do negocjacji - z moich rozmów wynika, że nie zamierzają oddać ani źdźbła trawy. Są zdeterminowani do walki o swoje.

Czy wojna zachwiała tamtejszą administracją? W takich warunkach można się spodziewać utrudnień, dezorganizacji.

Mimo działań wojennych administracja straży pożarnej działa bardzo sprawnie, są świetnie zorganizowani i opanowani. Nasi koledzy strażacy z Ukrainy to zresztą doskonali PR-owcy. Możemy się od nich sporo nauczyć. Przy skali problemów, jakie mają, ich poziom spokoju jest godny podziwu. Organizacyjnie, mobilnie szybko przestawili się z czasu pokoju na czas wojny. Widać, że od 2014 r. wszystkie służby mundurowe, ze strażą na czele, odrobiły lekcję.

Na zdjęciach możemy zobaczyć serdeczne powitanie polskiej delegacji. Jak by pan określił klimat tego spotkania?

Nasze relacje są naprawdę przyjacielskie i bliskie. Kiedy poznałem gen. Kruka, szybko okazało się, że mamy podobny temperament, wspólny język, nadajemy na podobnych falach. Siergiej słucha nas uważnie, wiele opowiada, składa propozycje, ma swoje pomysły. Też się wiele od niego uczę. Reformuje ukraińską straż, chce z niej uczynić nowoczesną służbę na wzór europejskich formacji. Podpatruje polskie rozwiązania, szuka inspiracji, kontaktów w ratowniczym świecie. Pomagamy mu w tym. Ma dużą determinację i wsparcie w swoich ministrach. To samo mogę powiedzieć o sobie i dlatego wiem, jak istotne jest zaufanie ze strony przełożonych, by budować coś nowego, wprowadzać zmiany.

Zwiedził pan Państwowy Uniwersytet Bezpieczeństwa Życia we Lwowie, odpowiednik naszej Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Jakie wrażenia zrobiła na panu ta uczelnia?

Przede wszystkim ogromne wrażenie wywarł na mnie Lwów. Jak wiemy, był kiedyś polskim miastem i to widać na każdym kroku. Zwiedzałem salę pamięci w odpowiedniku naszej komendy wojewódzkiej PSP - akcenty polskie zajmują tam wiele miejsca, widzimy polskie nazwiska, historię jednostek OSP, ich piękną tradycję, świetną organizację. Niestety zaprzepaszczoną, zmarnowaną przez komunistów. Ochotnicze ratownictwo jest tam w powijakach, a ukraińscy strażacy są pod wrażeniem naszego ochotniczego ruchu. Chętnie widzieliby taki u siebie. Dlatego też Siergiej z zaciekawieniem słuchał o naszych ostatnich rozwiązaniach - wprowadzeniu na szczebel wojewódzki komendantów ds. współpracy z ochotnikami. Bardzo spodobał mu się ten pomysł. Mają piękne tradycje na ziemiach zachodnich, trzeba ich poszukać i spróbować do nich wrócić. Jeśli zaś chodzi o szkołę, to mieści się w historycznym budynku, uczy się w niej 500 studentów i jest wśród nich bardzo wiele dziewczyn. Do tych studiów zachęcam także panie w Polsce! Widziałem dobrze wyposażone sale edukacyjne, młodych, zaangażowanych ludzi, do których miałem okazję przemawiać. Cieszy fakt, że SGSP blisko współpracuje z lwowską uczelnią. Tym bardziej teraz pomagamy, ostatnio nasza szkoła przekazała ciężki samochód ratownictwa chemicznego. Zdajemy sobie sprawę, że Ukraińcy walczą też o naszą wolność.

Udzielamy pomocy Ukrainie od początku wojny. Sprzęt, transport uchodźców, koordynacja pomocy z innych krajów. Co dalej?

Na pewno nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Do Ukrainy pojechały 204 samochody z Polski, 165 z innych krajów, około 5 tys. palet ze sprzętem, w tym 3 tys. z Polski. Teraz zbieramy sprzęt specjalistyczny - hydrożelowe opatrunki na oparzenia, ponieważ wiemy, że najeźdźca nie przestrzega żadnych konwencji i stosuje zakazaną broń. Do tego tysiąc radiotelefonów potrzebnych do poprawy komunikacji i sprzęt do ratownictwa wysokościowego - ewakuacja z wielu budynków możliwa jest jedynie za pomocą technik linowych, gdyż klatki schodowe są albo zniszczone, albo zaminowane. To niezwykle trudne warunki, pewnie ukraińskim strażakom nie śniło się, że będzie aż tak trudno. Zawiozłem też projekt budowlany strażnicy stanowiący własność Komendy Głównej PSP. To wzorcowy projekt, modułowy, z możliwością dopasowania do potrzeb danego miejsca - od małej do dużej komendy. U nas te rozwiązania sprawdziły się w kilku miastach. Może i Ukraińcom się spodobają i zechcą skorzystać z naszych doświadczeń. To był taki symboliczny prezent - pokazanie nadziei, że po katastrofie przyjdzie czas odbudowy.

Rozmawiała Anna Łańduch

 

Anna Łańduch Anna Łańduch

Redaktor Naczelny „Przeglądu Pożarniczego”

do góry