• Tłumacz języka migowego
Pożary filmowe Paweł Rochala

Barany (2020)

11 Kwietnia 2022

Cóż wspólnego barany, a raczej - zważywszy akcję obu filmów (produkcji australijskiej i islandzkiej) - owce, mają wspólnego z pożarami? Okazuje się, że wiele, nie tylko w znaczeniu australijskim. A jeszcze więcej wspólnego mają z dzisiejszymi czasami: zarazę.

Nawet w pierwotnej wersji filmu, gdzie pożaru nie ma, któryś z islandzkich pasterzy wygłasza taki wiersz: Żadne stworzenie w naszym narodzie nie odegrało większej roli, znosząc mrozy i płomienie; W każdych warunkach mocna i wytrzymała; Przez ludzkich lat tysiąc zbawczyni i przyjaciółka; Przez cały rok, czy w radości, czy w niezgodzie, owczy byt splata się z pracą rolnika. Czyżby owce były ognioodporne? Trochę bardziej niż człowiek, za sprawą wełny. Izolacja to izolacja, zarówno od śniegu, jak i od ognia, wydobywającego się na Islandii spod ziemi. Co też czyni to zwierzę odpornym na australijskie słońce.

O co chodzi?

Nie o same owce, tylko o to, że dla człowieka w dzisiejszych czasach nie ma już ucieczki od światowych spraw. Możesz mieć potrzeby życiowe na poziomie minimum egzystencjalnego, żyć z pasji, nie wadząc nikomu, płacić uczciwie podatki i chcieć od otoczenia nie więcej niż świętego spokoju, a i tak dopadną cię cywilizacja, administracja i jej zdobycze. Zatem jeśli gdzieś ktoś wymyślił sobie i opatentował jakąś chorobę, to ona cię dopadnie. W przypadku ludzi podejmuje się próby leczenia izolacje, kwarantanny, szczepienia itp. przedsięwzięcia. Zwierzęcą zarazę, na którą lekarstwa nie ma, likwiduje się w znaczeniu dosłownym - łącznie z jej nośnikami faktycznymi i potencjalnymi oraz otoczeniem, w którym mogłaby przetrwać. Wiedzą o tym aż za dobrze hodowcy drobiu (ptasia grypa), świni (afrykański pomór świń), bydła (pryszczyca) czy pszczół (zgnilec). Film dotyczy podobnego problemu z owcami i postaw ludzi w zetknięciu z nieuniknionym.

I tu uczyńmy drugą woltę w kierunku tytułu. W istocie oryginalne tytuły filmów, zarówno islandzkiego pierwowzoru [1], jak australijskiego wtórnika [2], są słowami symbolicznie wyrażającymi cechę owiec płci męskiej, u Anglosasów mającą znaczenie nader pozytywne - waleczność. „Barany” niezmiennie kojarzą się ze szczególnego rodzaju uparciuchami, walczącymi aż do upadłego. Chore owce są tu tylko nośnikiem emocji oraz idei. Bo „Barany” to opowieść o ludziach, być może skazanych na utylizację, tak jak te zarażone owce - bez litości, ckliwości czy rozumienia. W sytuacji zagrożenia ważne są tylko bezduszne, urzędowe procedury i pęd przez nie nadany całym stadom owiec ludzkich. W poprzek temu idą tytułowe, stare barany.

Akcja

Australia, Tasmania i Nowa Zelandia - wszędzie tam nastał z białym człowiekiem i trwa przemysłowy chów owiec na wełnę. Jeżeli ktoś oglądał „Babe, świnkę z klasą” [3], to raczej wie, że akcja działa się w Australii. Że finałowy turniej w zaganianiu owiec to wieloletnia tradycja, a czempionat w tym zakresie to powód do ponadlokalnej chwały, bo zawody są ze szczegółami i komentarzem transmitowane w telewizji, jak u nas skoki narciarskie. Ba! Są filmy fabularne o zawodach w strzyżeniu owiec na czas, będące pretekstem do poruszania spraw socjalnych.

Nic zatem dziwnego, że gdy filmowcy australijscy ujrzeli wybitny skandynawski film o poświęceniu człowieka dla owiec, szybko go zaustralizowali. Z powodzeniem. Z tym że z islandzkiego dramatu uczyniono australijski komediodramat. Rzecz jest o konieczności wybicia stad owiec w całej dolinie. Tylko że nie są to zwykłe owce, a owce rasy rzadkiej, charakterystycznej dla tej doliny, duma wszystkich hodowców, a i powód do poczucia wyższości nad innymi regionami. To Kalgan Horny, a nie jakieś tam merynosy, choć Australia ze swoich merynosów jest dumna. Te owce są lepsze od najlepszych merynosów (na potrzeby filmu bohaterki zostały wyprane, a merynosy pobrudzone, żeby każdy poznał różnicę).

Dodatkowo na jednej ziemi żyją dwaj bezżenni bracia, którzy nie odzywają się do siebie od 40 lat, a głównie się kłócą. Porozumiewają się za pomocą listów, które przynosi im pies zbliżony pokrojem do rasy border collie. Australijskie psy pasterskie słyną z mądrości, ten od nich nie odstaje. Zresztą kto ma psa pasterskiego z owych ras, ten wie, jak są zaprogramowane. Np. bardzo ostrożnie używają kłów. Nie popadają w zajadłą wściekłość. Zawsze zostają z ostatnią w stadzie sztuką, choćby naszym gościem, który poszedł na spacer i na chwilę się zatrzymał. Ma to swoje znaczenie - pasterz wie, że jeśli zniknął mu pies, to i jakaś owieczka się zgubiła.

Nierozmawiający ze sobą bracia rywalizują, który z nich ma lepsze owce. Jeden z nich mówi do owiec na pastwisku: „Ty jesteś piękna. I ty jesteś piękna.” A do barana: „A ty jesteś najlepszy”. Bo rywalizacja ma wymiar sportowy w czempionacie baranów. Owczarz owce bada - to widać na obydwu filmach. W australijskim wydaniu mamy fascynację baranimi jądrami. Zwycięzca pośród baranów może być tylko jeden. Jeden z braci wygrał z minimalną różnicą punktową nad drugim. Drugi przeżyć tego nie mógł. Po zakrapianej imprezie poszedł zbadać barana brata i zauważył, że coś z nim jest nie tak. Przypadek zgłosił służbie weterynaryjnej. Zwierzę zbadano - potwierdziło się najgorsze z przypuszczeń. Zarządzono badania wszystkich stad w dolinie, wszak choroba skądś się wzięła, a baran był wypożyczany do innych stad w celach rozpłodowych.

Okazało się, że choroba nie jest jednostkowa. W grę wkracza australijska inspekcja weterynaryjna, w postaci wyjątkowo odartego ze współczucia urzędnika. Decyzja jest druzgocąca dla podstaw bytu, a nawet sensu życia ludzi z całej doliny: wszystkie stada mają być wybite i zutylizowane. Wszystka ściółka, siano, pasze - spalone, podobnie drewniane elementy obór. Co pozostanie, podlega dezynfekcji. Ziemia, pastwiska - mają zostać zbadane na obecność patogenu i poddane kwarantannie. Owczarze - odbędą kwarantannę. Teren zapowietrzony ma być oznakowany. Żadnych owiec, nawet merynosów, przez najbliższe 2 lata, o ile akcja wybijania i dezynfekcji zostanie przeprowadzona szybko i skutecznie. Owce są ładowane na samochody przez ludzi w kombinezonach i w asyście policji.

Opornych się aresztuje - spotyka to tego z braci, którego baran wygrał, a okazał się zarażonym. Drugi z braci mówi do owiec w zagrodzie: „Ty jesteś piękna. Ty jesteś piękna. I ty jesteś piękna.” I idzie po pistolet do zabijania owiec, czyli w obydwu filmach po to samo - obrzyn karabinka sportowego na naboje 22LR. Scena mycia rąk z krwi jest w obydwu filmach równie wstrząsająca. Na tym jednak nie koniec, bo ten akt desperacji miał na takowy tylko wyglądać i zamaskować oszustwo - ocalenie zaczątku stada. Tu akcja w filmie australijskim zyskuje wymiar na poły komediowy. Dwa stare barany, pod wpływem miłości do sensu życia, przeszły od chęci pozabijania się do współpracy. Aż przychodzi pożar buszu.

Australia płonie…

…tak głosiły plakaty na przystankach w Warszawie. Często bardzo pomysłowe, działające na wyobraźnię. Mające nas przekonać, ile złego człowiek narobił, że cały kontynent ulega pożodze. Że przez te pożary stopią się lodowce w Arktyce i zagładzie ulegną białe niedźwiedzie… Można śmiało powiedzieć, że stojące za tymi plakatami organizacje ekologiczne naprawdę niewiele wiedzą o przyrodzie. Bo nie śmiem przypuszczać, że kłamią świadomie i ze złej woli. Jak by nie było, manipulują rzeczywistością. Pożary w Australii są bowiem zjawiskiem tak samo naturalnym, jak zamiecie śnieżne w Islandii. Z tego powodu, że cała Australia ma roślinność, z wyjątkiem dżungli na krańcach północnych, nie tylko pirofityczną, ale nawet pirofilną, czyli lubiąca ogień.

Pirofit to roślina, która jest przystosowana fizjologicznie i anatomicznie do oddziaływania ognia, to znaczy, jest na ogień odporna (np. dzięki martwicy korkowej), ale stanowi on też czynnik stymulujący jej wzrost, kiełkowanie i rozmnażanie. Ogień jest jej potrzebny w cyklu życiowym. W skrócie: bez pożarów szata roślinna Australii wyginęłaby w ciągu cyklu życiowego drzew. Dzięki pożarom odradza się z wielkim powodzeniem. A przecież nikt nie mówi, żeby coś zrobić z klimatem, żeby wreszcie zlikwidować zamiecie śnieżne na Islandii! I nikt tam z nimi nie walczy. Tylko drogi się odśnieża. Ale ogień to ogień. Człowiekowi przynosi szkody. Niszczy pracę: zabudowania, maszyny, infrastrukturę. Zamieć można przeczekać w domu, ale ogień zabierze również dom.

Zatem w naszej filmowej dolinie wszyscy owczarze są jednocześnie strażakami. W porze „mokrej” zajmują się obowiązkowo kontrolowanym wypalaniem buszu, co widzimy na filmie. Czynią tak po to, by w porze suchej nieuchronny ogień nie miał za wiele do zjedzenia. Akcjami podpalania dowodzi żona jednego z owczarzy. Większość poleceń, jak zbiórki i zadania na określony czas, wydawana jest przez radio, którego każdy owczarz słucha prawie 24 godziny na dobę.

Zasadniczo wypalana jest ściółka buszu wzdłuż dróg, wokół osiedli i zabudowań gospodarskich i przemysłowych. Drzewa, niestety, zostają z ich koronami - tamtędy będzie rozwijał się pożar, jednak mniej intensywnie, niż gdyby miał palną ściółkę. Poza tym nie wypala się zimą, ale też nie gasi latem ogromnych obszarów pastwisk i nieużytków. Tu przyroda działa sama. W porze suchej przychodzi zakaz wypalania, gdyż pożary wówczas powstałe mają niszczącą siłę. To również mamy zasygnalizowane w filmie. Mianowicie jeśli jeden z braci opóźni się ze spaleniem pozostałości po hodowli owiec, kwarantannę całej doliny trzeba będzie przedłużyć o rok. Bo w porze suchej nie wolno palić ognisk.

Pożary

Z nadchodzącą porą suchą codzienne informacje pogodowe powiększają się o dawkę pożarową. Wszyscy tego nasłuchują, niczym rybacy prognoz sztormowych, a mieszkańcy północy o zamieciach śnieżnych. Padają przez radio polecenia dla członków ochotniczych straży pożarnych. Są precyzyjne. Poczucie obowiązku jest tak silne, że zwaśnieni bracia na radiowy zew wkładają kombinezony strażackie, dosiadają swoich pojazdów i jadą na zbiórkę. Walczą z ogniem w tych samych miejscach, w których go podkładali zimą - bo drogi to możliwość komunikacji i ewakuacji, a miasta to ich centra zaopatrzenia, szpitale, szkoły. Wędrują za pożarami, zasadniczo rządzi tym zamieszaniem kierunek wiatru. Polecenia znów wydaje ta sama pani, co rządziła wypalaniem, a wszyscy słuchają.

I znów - nie gasi się całego pożaru i do końca, tylko broni kluczowych obszarów i miejsc. Gdzie indziej pożary mogą sobie szaleć. Ba! Znów w celach gaśniczych wypala się roślinność na drodze nadchodzącego pożaru, a potem broni pogorzeliska przed rozgorzeniem. Przy czym, co należy polecić uwadze wszystkich strażaków, owczarze mają własne zestawy gaśnicze. Jest to kompaktowe urządzenie: zbiornik na 0,5 m3 wody, mała pompa spalinowa i zwijadło z wężem. W razie potrzeby ładuje się ten zestaw na półciężarówkę. W wyposażeniu są jeszcze szpadle i duże grabie.

W jednej ze scen bohater filmu w towarzystwie pani weterynarz, popija z nią piwo. Rozmawiają spokojnie i beztrosko, patrząc na pożar wzgórz na horyzoncie, zadymiający cały ekran trójkątem różnych odcieni szarości. I w pewnym momencie mówi coś takiego: „Jaki piękny pożar! Kiedyś mój dziadek zaraz po takim pożarze zapędził na te wzgórza swoje stado owiec. Bo wiadomo, że po pożarze wszystko błyskawicznie odrasta”. Bo australijskie pożary to odrodzenie dla roślinności. Niebywałe, że nawet - wydawałoby się - zwęglone drzewa znów zazieleniają się w całości, jakby ktoś oblepił je nasionami traw. Niestety. Resztka czy też zalążek stada owiec zostaje wykryty.

Ucieczka w ogień

Trzeba uciekać, bo inaczej ostatnie owce rasy Kalgan Horn, sens życia braci, zginą. To chyba najbardziej epicka scena filmu, wzięta zresztą ze skandynawskiego pierwowzoru. Tylko tam stadko owiec, dwóch starców na traktorku i pies jadą w góry, w śnieżną zamieć. Tu stare pryki dosiadają quada i pędzą przed sobą posłuszne stadko. Pies zagania je zakosami, pilnując, by się nie rozproszyło. Pogoń lekceważy ów widok. A oni: dwa stare uparciuchy, posłuszny pies i zbita gromadka owiec pospiesznie dążą ku swemu przeznaczeniu - w ogień.

Jest w tej ucieczce przed całym światem coś z tragedii antycznej, jakiś wyraz ostateczności. Wszyscy zdyscyplinowani: piękne, ufne owce i ich wspaniały baran, pies mogący wreszcie pokazać, po co się urodził i dwaj starzy ludzie, którzy wolą zginąć, niż bezsensownie żyć. Pokonują równinę, wjeżdżają między spalone zarośla (w Islandii w zadymkę śnieżną). Pies bardzo się przydaje, a owce nieustraszenie i ufnie podążają przed swymi pasterzami. Dopadają brzegu morskiego (w Islandii gór). Owce, a z nimi pies odrywają się od pasterzy, znikają w dymie, technika zawodzi, pasterze tracą siły, ustają… Co dalej? Warto zobaczyć. Również dla najbardziej autentycznego pożaru, z jego uczciwą wymową. Bo ogień czasami oznacza odrodzenie. 

Przypisy

[1] „Barany. Islandzka opowieść” isl. „Hrútar”, scen. i reż. Grímur Hákonarson, Islandia, Dania, Norwegia, Polska 2015

[2] „Barany” ang. „Rams”, reż. Jeremy Sims, scen. Jules Duncan, Australia 2020.

[3] „Babe, świnkę z klasą”, orygin. „Babe”, reż. Chris Noonan, scen. George Miller, Chris Noonan, Australia 1995.

 

 bryg. Paweł Rochala jest właścicielem suki rasy owczarek australijski (co prawda rasa z Australią ma wspólną tylko nazwę, ale dobre i to).

Paweł Rochala Paweł Rochala
do góry