• Tłumacz języka migowego
Ratownictwo i ochrona ludności Szymon Kokot, Marcin Kuźmiński

Planuj, Zarządzaj, Monitoruj! cz. 1

15 Września 2022

Cz. 1. Historia zarządzania powietrzem

 

Przez 30 lat funkcjonowania PSP ramy legislacyjne i system szkolenia ewoluowały, aby móc uwzględniać realia funkcjonowania tej formacji. Wnikliwy obserwator zauważy jednak, że istnieją pewne fundamentalne aspekty bezpieczeństwa, które pozostają niezmienne, mimo płynności ich komponentów.

Bezpieczeństwo działań podczas gaszenia pożarów wewnętrznych jest niezwykle ważną i złożoną kwestią. Istniejąca równolegle odpowiedzialność strażaka i jego dowódcy za bezpieczeństwo realizowanych zadań opiera się na wspólnych oczekiwaniach i zrozumieniu, te zaś wynikają z wyszkolenia, doświadczenia, stanu prawnego i bieżących okoliczności. Profesjonalny system bezpiecznej pracy w niebezpiecznych warunkach spoczywa na fundamentach uwzględniających dublowanie zabezpieczeń i działanie w obszarze marginesów bezpieczeństwa. Istotnym ograniczeniem podczas działań wewnętrznych jest limitowany czas pracy ochrony układu oddechowego. Zatem ich bezpieczeństwo zależy w dużej mierze między innymi od umiejętności zarządzania powietrzem.

Fundacja cfbt.pl z Krajową Sekcją Pożarnictwa NSZZ „Solidarność” przy udziale PZU realizuje projekt o nazwie „Planuj, Zarządzaj, Monitoruj!” (#PZM), który chcielibyśmy przybliżyć czytelnikom w niniejszym cyklu artykułów.

Geneza ochrony płuc

Podwodne zdjęcie z 1899 r. - zastosowanie aparatu oddechowego / fot. Wikipedia / domena publicznaW 1818 r. w Whitstable w Wielkiej Brytanii płonęła stodoła, w której znajdowały się zwierzęta, a farmer bezskutecznie próbował ugasić pożar małą ręczną pompą wodną. Miejscowy 18-latek John Deane zdjął hełm ze starej zbroi i umieścił go na głowie farmera, podłączając do niego wąż używany do pompowania wody. Użył ręcznej pompy, aby dostarczyć do hełmu powietrze zamiast wody, a farmer był w stanie wejść do stodoły i wyprowadzić swoje zwierzęta. Przypadek ten przytaczany jest jako początek historii współczesnej technologii ochrony układu oddechowego.

Podobno pierwsi strażacy zapuszczali długie brody i wąsy, aby ułatwić sobie pracę w dymie. Strażak zanurzał wąsiska w wiadrze z wodą, a następnie zaciskał mokrą brodę między zębami i oddychał przez usta, używając zarostu jako prymitywnego filtra. Wynalazcy w XIX w. próbowali stworzyć sprzęt do oddychania w dymie i wodzie. Rewolucja przemysłowa i konieczność pracy w szkodliwych warunkach, w szczególności w kopalniach, intensyfikowały starania o stworzenie aparatu oddechowego (ang. breathing apparatus - BA). Problemem były nie tylko szkodliwe gazy, ale i atmosfera beztlenowa.

W 1879 r. brytyjski inżynier morski Henry Fleuss skonstruował „regeneracyjny aparat oddechowy”. Wynalazek wykorzystano w 1880 r. - Fleuss i kilku współpracowników użyli go w akcji ratunkowej w kopalni Killingworth Colliery. Rozwój ochron doprowadził do powstania kilku kategorii sprzętu używanego dziś: aparatów filtrujących oraz izolujących. W tej drugiej grupie występują głównie aparaty na powietrze dostarczone (supplied air breathing apparatus - SABA) oraz aparaty z zapasem powietrza, jak powszechne w straży pożarnej aparaty powietrzne butlowe (self contained breathing apparatus - SCBA). W Wielkiej Brytanii strażacy używali aparatów oddechowych butlowych od 1913 r., jednak dopiero 30 lat później pojawiły się pierwsze próby sformalizowania ich użycia. 

XX-wieczne zasady

W 1943 r. w brytyjskim „Podręczniku pożarnictwa” części 1  zawarto zalecenia, aby w aparatach oddechowych pracować w parach, w określonych przypadkach używać lin ze znacznikami kierunku poruszania się, a w niektórych okolicznościach korzystać z sygnałów (pociągnięć) liną, przy użyciu dodatkowej liny sygnalizacyjnej.

W 2 lata później w części 6a „Podręcznika” podano dalsze rekomendacje: jeśli dym jest „gęsty”, należy używać aparatów, paląca się izolacja przewodów elektrycznych oraz pożary w obiektach przemysłowych wymuszają konieczność stosowania aparatów z uwagi na trującą atmosferę. Przedstawiono także zasady poruszania się w zadymieniu oraz ciemności z wykorzystaniem rąk i nóg do badania drogi. Owe pilotażowe procedury poprawiły bezpieczeństwo, jednak w przypadku dwóch zdarzeń okazały się niewystarczające.

Przyrząd do oddychania w dymie, Warszawska Straż Ogniowa, 1869 / fot. Wikipedia / domena publicznaPierwszy pożar powstał 20 grudnia 1949 r. w piwnicy domu przy Covent Garden Market (CGM) w Londynie i trwał do 22 grudnia. Strażacy nie byli w stanie wycofywać się po linii, ponieważ poziom wody na podłodze sięgał 10 cm. Strażacy pracowali w pojedynkę. Jeden z nich, próbując uratować kolegę, z wyczerpania ledwo dał radę wyjść i wezwać pomoc. Nie istniały procedury zapisywania wejść i wyjść, nadzoru nad pracującymi wewnątrz ani też procedury i metody wzywania pomocy czy urządzenia sygnalizujące problem (np. sygnalizatory bezruchu). To samo dotyczyło komunikacji. Często zdejmowano maskę, aby prowadzić rozmowę, co wiązało się z inhalowaniem dymu.

Nie było wymagań dotyczących nabijania powietrza do butli, przez co wiele z nich miało około dwóch trzecich stanu napełnienia. Aparaty nie miały alarmu niskiego ciśnienia. Wielu strażaków noszących aparaty nie korzystało z ochrony, do czego przyczyniała się kultura pracy na bezdechu (wdychanie dymu oraz długi czas przywracania aparatów do stanu gotowości bojowej). Co ciekawe, żadna z tych obserwacji nie została zbadana szczegółowo, a stan organizacji brygady w raporcie komendanta F.W. Delve z 24 stycznia 1950 r. do Rady Miasta uznano za zadowalający.

W 1950 r. Brygady Londyńskie wprowadziły nominal roll board (imienną tablicę obecności) w pokojach dowódców zmian. Wpisywano na nich nazwiska strażaków na służbie, ale nie zabierano ich do pożarów. Poza tym detalem do 1954 r. w kwestii pracy w aparatach nie zmieniło się nic.

Drugi pożar w Covent Market Garden miał miejsce w pięciopiętrowym magazynie i wybuchł 11 maja 1954 r. o 15.00. Akcja trwała do około 22.30. W pożarze zginęło dwóch strażaków. Powtórzyła się część wniosków z poprzedniego pożaru. Zabrakło nadzoru nad strażakami wchodzącymi do budynku i opuszczającymi go, a ich nieobecność stwierdzono dopiero po powrocie do jednostek! Nie było możliwości zapewnienia wsparcia roty asekuracyjnej w chwili potrzeby. Po zawaleniu się części budynku zlokalizowanie uwięzionego kolegi zajęło strażakom godzinę. Brakowało ustalonych sygnałów opuszczenia strefy zagrożenia przy niestabilności konstrukcji.

Brytyjskie MSW wydało po tym pożarze „Biuletyn Techniczny” nr 2/1955, w którym zawarte zostały dwa zasadnicze elementy skutecznego zarządzania pracą w ochronie układu oddechowego. Po pierwsze - aparaty należy nakładać i rozpoczynać oddychanie zapasem powietrza w czystej atmosferze przed wejściem do strefy zagrożenia, a  po drugie - jeśli klips nosowy lub maska twarzowa nie będą na swoim miejscu przez jakiś czas, to użytkownik powinien wrócić do strefy czystego powietrza. 

Przełomowe procedury

Rankiem 23 stycznia 1958 r. doszło do pożaru w piwnicy London’s Smithfield Market. Był to jeden z najtrudniejszych pożarów w historii londyńskiej straży, ponieważ trwał przez trzy dni, a życie w nim straciło dwóch strażaków. Stwierdzono występowanie podobnych problemów, jak w pożarach w Covent Garden Market, jednak był jeden wyjątek: lokalna procedura wprowadzona przez LFB w 1956 r. po drugim pożarze w CGM. Na Charterhouse Lane ustawiono punkt kontrolny do notowania wejść strażaków w aparatach do pożaru - tablica szkolna, na której zapisywano: nazwisko, numer jednostki, czas wejścia do obiektu, czas konieczności opuszczenia obiektu (na podstawie średniego tempa zużycia tlenu).

Była to pierwsza procedura pracy w aparacie powietrznym na świecie. Dzięki niej zauważono w trakcie zdarzenia, że z budynku nie wyszło dwóch strażaków. Po pożarze w 1959 r. stwierdzono potrzebę wprowadzenia bardziej skutecznych metod zarządzania.

Do czerwca 1958 r. dwanaście brygad otrzymało do testów procedury pracy w aparatach, oparte na nieopublikowanych dotąd materiałach MSW. W sierpniu 1958 r. testy zakończyły się zebraniem wniosków. W październiku ukazał się „Okólnik Straży Pożarnych” nr 37/1958, w którym podano szczegóły dotyczące identyfikatorów osobistych do zestawów aparatów powietrznych, procedury dwóch stopni zapisu i nadzoru nad pracującymi w aparatach, obowiązków operatora kontrolującego, procedur dla ekip interweniujących oraz głównej procedury kontrolnej.

Dodano też wymóg, aby brygady strażackie zapisywały wnioski i rekomendacje z użytkowania wprowadzonych rozwiązań do końca 1959 r. Nie zostały podane szczegółowe informacje dla lin służących do przeszukania, ponieważ konieczne było zebranie pełniejszych doświadczeń. Pojawiły się natomiast rekomendacje dla alarmu niskiego ciśnienia oraz sygnalizacyjnego urządzenia awaryjnego.

Liny poszukiwawcze

W 1961 r. poinformowano o korekcie uprzednio przekazanych procedur. Tablica kontrolna, w przeciwieństwie do listy obecności, miała być odtąd przewożona w samochodzie gaśniczym, w stopniu drugim użytkowania aparatów (czyli w przypadku większych i bardziej skomplikowanych działań) dodano kolumnę z lokalizacją ekip, a także z „czasem gwizdka” (time of whistle) z powodu wprowadzenia tego ulepszenia technicznego do aparatów, dodano kolumnę na notatki, przewidziano różne kolory identyfikatorów dla różnych rodzajów aparatów, dodano na stałe do tablicy tabelę z roboczymi czasami pracy (według średniego zużycia tlenu lub powietrza), przewidziano margines bezpieczeństwa w kalkulacji (10 min), a także opisano wzór opaski ramiennej dla oficerów kontrolujących stopnia pierwszego oraz drugiego. Aby wdrożyć opisane zmiany, w 1963 r. dokonano przedruku „Podręcznika pożarnictwa”. Ówczesny raport stwierdzał, że w użytkowaniu znajduje się 3490 aparatów. Nadal nie było wytycznych do produkcji i użycia lin poszukiwawczych.

6 lutego 1966 r. o 12.45 doszło do pożaru w tajnej podziemnej bazie radarowej RAF Neatishead w Norfolk. Trwał dziewięć dni i przyniósł kilka wniosków. Brak lin poszukiwawczych i osobistych powodował dezorientację i gubienie się strażaków, przez co dwóch z nich straciło życie. Brakowało głównej liny oraz lin rozgałęziających. Odległość od wejścia do pożaru wynosiła około 500 m, a linie gaśnicze były tak pozwijane, że odnalezienie wyjścia stało się trudne lub niemożliwe. Kluczenie linii w ograniczonej widoczności przez różne zakątki wydłużało znacznie dystanse pokonywane przez strażaków.

Krótki czas ochrony zapewnianej przez akurat posiadany typ aparatów (około 20 min pracy) spowodował zagubienie się i ostatecznie śmierć jednego z dowódców. Komunikacja była utrudniona, ponieważ stosowano łączność przewodową - przewody plątały się z pozostałym sprzętem i już we wczesnych godzinach interwencji praktycznie utracona została łączność z ekipami pracującymi wewnątrz, a ponadto użytkownicy aparatów tlenowych nie mogli się ze sobą skutecznie porozumiewać, w przeciwieństwie do użytkowników aparatów powietrznych z maskami pełnotwarzowymi. W Royal Air Force nie istniały procedury zapisu czy nadzoru nad pracą w aparatach, więc lokalny departament straży pożarnej zadysponowany do tego zdarzenia nie miał wiedzy o działaniach straży wojskowej, brakowało też znajomości obiektów oraz ich planów. Ekipy na podmianę wysyłano 5 min przed zadziałaniem alarmu niskiego ciśnienia, nie uwzględniając czasu niezbędnego na ich dotarcie oraz powrót ekip pracujących. Brakowało sygnalizacyjnych urządzeń awaryjnych, co utrudniało odnajdywanie zagubionych w obiekcie strażaków. Wysoka temperatura powodowała znaczne utrudnienia nawet dla doświadczonych strażaków, ponieważ nie prowadzono szkoleń w takich warunkach.

W 1966 r. ukazał się „Biuletyn Techniczny” nr 10/1966, w którym opublikowano specyfikację techniczną prototypu sygnalizatora bezruchu. Opisano metody mocowania owych urządzeń do aparatów oraz procedury ich testowania. W „Okólniku Straży Pożarnych” nr 46/1969 przedstawiono specyfikację oraz procedury wykorzystania lin poszukiwawczych: lin głównych, rozgałęziających i osobistych. Załącznik zawierał liczne ilustracje prezentujące opisywane rozwiązania.

TAT i TAP

Historia zarządzania powietrzem rodziła się w Wielkiej Brytanii i była pisana krwią. Dziś model brytyjski jest jednym z najbardziej ugruntowanych na świecie. Dokumenty regulujące szczegóły techniczne czy organizacyjne aktualizowane są okresowo, natomiast zarządzanie powietrzem jest dla brytyjskiego strażaka czymś naturalnym i obowiązującym „od zawsze” (UK Technical Bulletin, nr 1/97, dokument Operational guidance: breathing apparatus z 2014 r., obecna wersja National Operating Gudelines znajduje się na interaktywnej stronie internetowej).

W wersji dokumentu z 1997 r. operowano pojęciem czasu odwrotu (turn-around time - TAT), następnie zaczęto używać sformułowania ciśnienie odwrotu (turn-around pressure - TAP). Stosowano określoną metodologię liczenia, kiedy strażak musiał opuścić strefę zagrożenia przed uruchomieniem alarmu niskiego ciśnienia (50 bar). Otóż przy rozpoczęciu oddychania sprawdzał on stan ciśnienia w butli i liczbę tę dzielił przez dwa (np. 280 bar / 2 = 140 bar), do otrzymanego wyniku dodawał połowę wartości alarmu niskiego ciśnienia (np. 140 bar + 25 bar = 165 bar). Otrzymany wynik był informacją, przy jakim ciśnieniu w butli strażak musi przerwać pracę i zacząć opuszczanie strefy zagrożenia.

Podczas przemieszczania się strażak rejestruje swoje ciśnienie w punkcie kontrolnym i uruchamia aparat. Następnie oblicza ciśnienie odwrotu, dzieląc swój zapas powietrza przez dwa i dodając do tego połowę „marginesu bezpieczeństwa” (60 bar / 2). Trzeba pamiętać, że pracując w rocie, strażacy mogą mieć różne poziomy ciśnienia przy wejściu (270-300 bar, a czasem nawet nieco więcej) i różne będzie ich tempo zużywania powietrza. Rota winna kierować się wskazaniem tego użytkownika APB, któremu powietrze może skończyć się szybciej. Podczas pracy w miejscu jest to dokładniejsza metoda i może być stosowana, gdy rota wchodzi do strefy zagrożenia i będzie pracowała tam przez jakiś czas.

Przykładowo: jeśli rota 2 zostałaby wysłana do strefy zagrożenia , aby podmienić rotę 1, musiałaby obliczyć początkowe ciśnienie odwrotu przy wejściu i regularnie kontrolować manometry wzdłuż trasy. Gdy rota 2 dotrze do roty 1, musi dokonać kolejnego odczytu i obliczyć ciśnienie, które wykorzystała na dotarcie do tego punktu. Rota 2 może bezpiecznie pozostać na miejscu do momentu, gdy ciśnienie spadnie do wartości gwarantującej bezpieczne wyjście tą samą trasą bez naruszania swojej rezerwy bezpieczeństwa. Jeśli np. ciśnienie przy wejściu wynosi 280 bar, a po dojściu do celu 240 bar, to w momencie osiągnięcia ciśnienia 100 bar (60 bar rezerwy + 40 bar na pokonanie trasy) rota powinna rozpocząć opuszczanie strefy zagrożenia. Ta nieco bardziej złożona metoda pozwala na dłuższą pracę w strefie. Obie metody - jak też inne spotykane na całym świecie - zakładają przede wszystkim regularną kontrolę ciśnienia w aparacie.

1997-2008

Polskie przepisy wprowadzone w 1997 r. i obowiązujące do 2008 r. (DzU 1997 nr 145 poz. 979) zawierały ciekawą regulację, niestety usuniętą ze znowelizowanego rozporządzenia. Jeśli za jeden z fundamentów zarządzania powietrzem uznać regularne sprawdzanie ciśnienia, to w zagadkowy sposób pozbyliśmy się bardzo istotnej regulacji: „Wprowadzając ratowników do strefy zagrożenia, należy kontrolować ich czas przebywania w tej strefie, tak aby zapewnić im w drodze powrotnej dwukrotną ilość powietrza w stosunku do potrzebnej na wejście” (§ 60.1). Przepis ten powodował przede wszystkim konieczność regularnego odczytywania poziomu ciśnienia w butli.

Poza regularną kontrolą powietrza kluczowymi elementami zarządzania są: ewidencjonowanie strażaków wchodzących do strefy i wychodzących z niej oraz nadzorowanie ich pracy wewnątrz (monitorowanie), a także szacowanie realnego czasu pracy w strefie, by zapewnić rozwiązanie zabezpieczające (dublujące). Również funkcjonariusz nadzorujący działania strażaka pracującego w strefie zagrożenia powinien aktywnie uczestniczyć w procesie monitorowania, inicjując sprawdzenie poziomu ciśnienia, jeśli ta informacja nie napływa samoczynnie. Zalecany interwał kontroli wynosi 7 min.

W kolejnej części cyklu przedstawimy zagadnienia związane z krajowymi przepisami, przedsięwzięciami podejmowanymi w ostatnich dekadach, a także wybranymi zagadnieniami dotyczącymi optymalizacji użytkowania aparatów powietrznych.

 

Literatura dostępna u autorów

Szymon Kokot Szymon Kokot

mł. bryg. Szymon Kokot jest zastępcą komendanta KP PSP w Nidzicy

Marcin Kuźmiński Marcin Kuźmiński

mł. bryg. Marcin Kuźmiński jest głównym specjalistą w Dziale Doskonalenia Zawodowego i Poligonu w SGSP

do góry