W ogniu pytań Michalina Bielaska

Śląsk pamięta

29 Stycznia 2026

Zbliżająca się 20. rocznica zawalenia się hali Międzynarodowych Targów Katowickich (MTK) podczas Ogólnopolskiej Wystawy Gołębi Pocztowych skłania do refleksji nad jedną z najtragiczniejszych katastrof budowlanych w historii Polski. Mimo upływu lat wydarzenia z 28 stycznia 2006 r. na trwałe wyryły się na kartach historii i w pamięci mieszkańców Śląska. O jej wpływie na rozwój systemu ratowniczego, zmianach w procedurach oraz o wnioskach, które wciąż pozostają aktualne, rozmawiamy ze st. bryg. Arkadiuszem Labochą, komendantem miejskim Państwowej Straży Pożarnej w Chorzowie.

Zbliża się 20. rocznica katastrofy hali MTK. Jak z dzisiejszej perspektywy ocenia pan znaczenie tego wydarzenia dla Państwowej Straży Pożarnej (PSP) i całego systemu ratowniczego w Polsce?

W mojej ocenie katastrofa MTK była jedną z najbardziej wymagających i przełomowych akcji ratowniczych w historii PSP. W sposób brutalny wskazała kierunki, które wpłynęły na udoskonalenie procedur ratowniczych i organizacyjnych, a także na rozwój systemu wsparcia psychologicznego oraz doposażenie jednostek w specjalistyczny sprzęt. Była to tragedia o ogromnej liczbie ofiar – 65 zabitych i ponad 170 rannych – co wymagało zupełnie innego podejścia do zarządzania działaniami ratowniczymi, koordynacji służb i komunikacji.

Co, pana zdaniem, sprawiło, że to właśnie ta tragedia stała się jednym z najważniejszych punktów zwrotnych w historii PSP?

Było to doświadczenie skrajnie bolesne, ale jednocześnie niezwykle pouczające, będące bez wątpienia takim punktem zwrotnym w historii PSP. Tak jak powiedziałem wcześniej, katastrofa ta przyczyniła się do zrewidowania procedur w zakresie tak dużych i skomplikowanych działań ratowniczych. Bez wątpienia przyspieszyła rozwój grup poszukiwawczo-ratowniczych, doposażenie jednostek w sprzęt specjalistyczny oraz zwróciła uwagę na konieczność ścisłej współpracy z organami nadzoru budowlanego, szczególnie w zakresie kontroli obiektów wielkopowierzchniowych.

Jak wyglądały pierwsze minuty akcji ratowniczej po zawaleniu się hali? Czy są elementy działań, które szczególnie zapadły panu i innym strażakom w pamięć?

28 stycznia 2006 r. to data, która już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Była sobota, piękna, śnieżna, bardzo mroźna zima – coś, za czym dziś tęsknimy. Tego dnia cała Polska żyła sukcesami Adama Małysza podczas konkursu w Wiśle. Nikt nie spodziewał się, że kilka minut później wydarzy się tragedia na taką skalę.  Godzina 17.15 – godzina, która na zawsze zmieniła życie dziesiątek rodzin, zapisała się jako największa katastrofa budowlana w historii powojennej Polski. Właśnie wtedy do Miejskiego Stanowiska Kierowania Komendanta Miejskiego PSP w Chorzowie zaczęły napływać dramatyczne zgłoszenia od świadków tragedii, która miała swój początek na MTK w Chorzowie. Pełniłem wówczas dyżur domowy kierownictwa komendy. Około godz. 17.19 otrzymałem drogą telefoniczną informację ze stanowiska kierowania: „Dowódco, na MTK zawalił się dach, są osoby przygniecione”. Odpowiedziałem wówczas z niedowierzaniem: „Co się zawaliło?”.

Pamiętam ten szok i niedowierzanie – nowy obiekt wystawowy, coś, co miało zapoczątkować rozwój MTK w Chorzowie. Obiekt bardzo dobrze znany chorzowskim strażakom, choćby z zabezpieczeń imprez masowych czy regularnych ćwiczeń obiektowych. Kiedy przybyłem na miejsce katastrofy po kilkunastu minutach – bo do KM PSP w Chorzowie od miejsca zamieszkania mam ok. 2 km – nigdy nie zapomnę ogromnej liczby osób biegających, widoku setek ludzi krzyczących, a raczej lamentujących, wielu z nich silnie pokrwawionych, próbujących wracać do wnętrza hali, by ratować swoich bliskich i znajomych. Ten widok zostaje w człowieku na zawsze: z zewnątrz widać ściany hali, które częściowo jeszcze stały, jednak były wyraźnie pochylone do środka, jakby w każdej chwili miały się całkowicie zawalić.

W pierwszych sekundach pojawiły się pierwsze pytania: „Jakie siły i środki już dotarły, ile osób tam zostało, ile osób nie zdążyło?”. Natychmiast nawiązałem kontakt ze Stanowiskiem Kierowania, przekazując aktualne informacje z miejsca zdarzenia oraz potwierdzając meldunki, które wcześniej napłynęły od dowódcy zmiany, asp. Ryszarda Wolskiego. Równocześnie wystąpiłem o zadysponowanie dodatkowych sił i środków PSP, a także zespołów ratownictwa medycznego, ponieważ już w pierwszych minutach było jasne, że skala zdarzenia znacznie przekracza standardowe działania ratownicze. Podjęto również decyzję o natychmiastowym uruchomieniu namiotów pneumatycznych z Komendy Miejskiej PSP w Chorzowie. Stały się one zapleczem medycznym, w którym ratownicy przygotowywali poszkodowanych do transportu medycznego, wydobytych z wnętrza hali – kilka osób było uwięzionych bardzo blisko drzwi wejściowych. Od tego momentu zaczął się bezwzględny wyścig z czasem. Na zewnątrz panował siarczysty mróz, temperatura sięgała minus 15 stopni Celsjusza, a każda minuta zmniejszała szanse osób uwięzionych pod zawalonym dachem. W takich warunkach liczyła się każda decyzja, każdy ruch i każda sekunda.

W akcji brały udział setki ratowników z wielu jednostek. Jak wyglądała koordynacja działań na tak dużą skalę?

Była to jedna z największych operacji ratowniczych w historii regionu. Około 300 strażaków PSP z województwa śląskiego i spoza niego, a także policja, wojsko, Żandarmeria Wojskowa, ratownicy GOPR, zespoły ratownictwa medycznego, lekarze oraz ratownicy Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu – wszyscy działali razem.

Od pierwszych minut dysponowane były siły i środki niezbędne do prowadzenia działań ratowniczych. Pierwszym dowódcą akcji był asp. Ryszard Wolski – dowódca zmiany II JRG Komendy Miejskiej PSP w Chorzowie; następnie mł. bryg. Janusz Ciesielski – oficer operacyjny Komendy Wojewódzkiej PSP w Katowicach, który podzielił teren akcji na dwa odcinki bojowe, a następnie nadbryg. Janusz Skulich, śląski komendant wojewódzki PSP w Katowicach, który po przybyciu na miejsce zdarzenia i zapoznaniu się z sytuacją powołał sztab, którego zostałem członkiem.

Jakie były największe wyzwania podczas tej konkretnej akcji?

Wyzwanie było jedno, absolutnie podstawowe – dotrzeć do wszystkich i udzielić pomocy wszystkim tym, którym jeszcze można pomóc. Od pierwszych minut mieliśmy świadomość, że czas działa na naszą niekorzyść. Proszę pamiętać, że na zewnątrz panowały skrajnie trudne warunki – temperatura sięgała minus 15 stopni Celsjusza, a cały czas padał śnieg.  Równolegle z walką o ludzkie życie pojawiło się kolejne, nie mniej istotne wyzwanie – konieczność stanowczego dementowania nieprawdziwych informacji, które zaczęły się szybko mnożyć. Plotki i niesprawdzone doniesienia, niemające potwierdzenia w faktach, potęgowały chaos informacyjny i napięcie wśród rodzin poszkodowanych oraz opinii publicznej. Dlatego równie ważne, jak same działania ratownicze, było prowadzenie rzetelnej i odpowiedzialnej komunikacji, opartej wyłącznie na sprawdzonych danych.

Czy dziś, dysponując nowoczesnymi narzędziami do lokalizacji osób pod gruzami oraz dronami, przebieg akcji MTK wyglądałby inaczej? W jaki sposób technologia zmieniła podejście do takich zdarzeń?

Minęło 20 lat i różnica pomiędzy sprzętem, którym dysponowaliśmy wtedy, a tym, w jaki dziś wyposażeni są strażacy, w wielu obszarach jest wręcz nieporównywalna – zarówno pod względem jakości, jak i ilości dostępnych środków. W 2006 r. możliwości techniczne były znacznie bardziej ograniczone, niemniej jednak ta akcja charakteryzowała się tym, że większość naszej pracy należało wykonać ręcznie.  Na dachu zalegała warstwa śniegu sięgająca nawet 1,5 m. Aby dotrzeć do wnętrza hali, ratownicy musieli najpierw ręcznie odrzucać śnieg, następnie wycinać otwory w poszyciu dachowym przy użyciu pił tarczowych, odginać blachę i usuwać warstwę izolacji termicznej. Każdy taki etap wymagał ogromnego wysiłku fizycznego i precyzji, ponieważ konstrukcja była niestabilna i w każdej chwili mogło dojść do jej dalszego zawalenia. Po przedostaniu się pod dach ratownicy wchodzili w przestrzeń całkowicie zdeformowaną – zgniecione i połamane stoiska wystawowe, elementy konstrukcyjne i wyposażenie ograniczały możliwość przeszukiwania terenu często do zaledwie kilku metrów kwadratowych. W takich warunkach każdorazowo konieczne było powtarzanie całej procedury obok: ponowne odrzucanie śniegu, wycinanie blachy i ręczne torowanie drogi do kolejnych fragmentów wnętrza hali. Udzielając pomocy poszkodowanym pod dachem, niezwykle trudnym elementem tych działań był bezpośredni kontakt ratowników ze zwierzętami, które znajdowały się w hali w chwili katastrofy. Gołębie, zarówno żywe, jak i martwe, wydostawały się z pogniecionych klatek; te, które przeżyły, były chwytane i przenoszone do wcześniej przygotowanych, bezpiecznych miejsc. Dziś, przy obecnym stanie techniki, z pewnością wykorzystalibyśmy zespoły dronowe, które umożliwiłyby szybszą ocenę sytuacji, lokalizację potencjalnych miejsc przebywania poszkodowanych oraz lepsze planowanie działań.

Czy ta tragedia wpłynęła na szkolenia strażaków i standardy działań podczas zdarzeń związanych z katastrofami budowlanymi?

Permanentny proces doskonalenia zawodowego, któremu są poddawani zarówno strażacy PSP, jak i druhowie Ochotniczych Straży Pożarnych, został po tej katastrofie wyraźnie poszerzony o wnioski płynące z analizy zdarzenia na terenie MTK. Doświadczenia z tamtej akcji znalazły odzwierciedlenie nie tylko w zmianach proceduralnych, ale również w rozwoju zaplecza sprzętowego oraz w podejściu do szeroko rozumianego wsparcia psychologicznego.

Szczególny nacisk położono na nowoczesne rozwiązania w zakresie ratownictwa technicznego, a także na organizację pomocy psychologicznej dla strażaków – zarówno w trakcie działań ratowniczych, jak i po ich zakończeniu. Równolegle wypracowano lepsze standardy udzielania wsparcia poszkodowanym oraz ich rodzinom, które w takich sytuacjach znajdują się w stanie ogromnego stresu i traumy. Istotnym elementem zmian stała się również organizacja obsługi medialnej zdarzeń o charakterze masowym oraz sposób przekazywania informacji opinii publicznej. Doświadczenia z 2006 r. pokazały, jak ważna jest rzetelna, spójna i odpowiedzialna komunikacja, a także skuteczne zabezpieczenie terenu akcji przed dostępem osób postronnych, co bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo prowadzonych działań. Trzeba podkreślić, że proces doskonalenia zawodowego nie jest zamkniętym etapem – trwa nieprzerwanie do dziś. I bardzo dobrze, ponieważ jako formacja musimy stale rozwijać swoje umiejętności, aktualizować procedury i dostosowywać je do zmieniającej się rzeczywistości, nowych zagrożeń oraz rosnących oczekiwań społecznych.

Czy obecny stan techniczny obiektów wielkopowierzchniowych – hal, centrów handlowych, obiektów sportowych – daje podstawy do spokojnego spojrzenia w przyszłość?

Katastrofa, do której doszło na terenie MTK w Chorzowie, stała się bezsprzecznie punktem zwrotnym w podejściu do bezpieczeństwa obiektów wielkopowierzchniowych w Polsce. Tragiczne wydarzenia z 2006 r. doprowadziły do zaostrzenia przepisów prawa budowlanego oraz do wprowadzenia bardziej restrykcyjnych obowiązków dla właścicieli i użytkowników tego typu obiektów. Nałożono jednoznaczny obowiązek utrzymywania obiektów budowlanych w należytym stanie technicznym, ze szczególnym uwzględnieniem konieczności bieżącego monitorowania konstrukcji dachowych oraz systematycznego usuwania zalegającego śniegu i lodu. Zmiany te miały na celu nie tylko zwiększenie bezpieczeństwa użytkowników obiektów, ale również zapobieganie powtórzeniu się podobnych tragedii w przyszłości.

Doświadczenia wyniesione z katastrofy MTK pokazały, że nawet nowoczesne obiekty wymagają stałego nadzoru i odpowiedzialnego zarządzania, a zaniedbania w tym zakresie mogą prowadzić do dramatycznych konsekwencji.

Czy w planowaniu ćwiczeń uwzględnia się elementy inspirowane przebiegiem działań podczas katastrofy MTK?

Proces doskonalenia zawodowego strażaków obejmuje dziś szeroki zakres zagadnień związanych z prowadzeniem działań podczas zdarzeń masowych i katastrof o złożonym charakterze. Szczególną uwagę poświęca się m.in. zasadom prowadzenia segregacji medycznej poszkodowanych, czyli TRIAGE, która w sytuacjach o dużej liczbie ofiar pozwala na racjonalne i skuteczne wykorzystanie dostępnych sił oraz środków. Istotnym elementem szkoleń są również zasady prowadzenia korespondencji radiowej – jasnej, zwięzłej i uporządkowanej, co w przypadku skomplikowanych organizacyjnie akcji ma znaczenie dla bezpieczeństwa ratowników oraz sprawnej koordynacji działań wielu podmiotów. Wszystkie te elementy składają się na zestaw narzędzi, które możemy wykorzystywać podczas najbardziej wymagających akcji ratowniczych, aby nasze działania były jeszcze bardziej efektywne, skoordynowane i bezpieczne.

Jako mała dziewczynka pamiętałam tę katastrofę jako ogromny wstrząs. Czy strażacy, którzy brali udział w tamtej akcji, wciąż żywo wracają do emocji tamtych dni?

Pani redaktor pamięta tamte wydarzenia jako mała dziewczynka, ja – jako młody strażak, który czynnie uczestniczył w działaniach ratowniczych. Choć minęły lata, wszyscy, którzy byli wtedy na miejscu, do dziś noszą w sobie wspomnienie tej mroźnej i tragicznej nocy.  Dziś, mając zaszczyt pełnić funkcję komendanta miejskiego PSP w Chorzowie, często spotykam się ze strażakami, którzy przeszli już na zaopatrzenie emerytalne. Muszę powiedzieć bez cienia przesady, że nie ma praktycznie żadnego spotkania – czy to z okazji Dnia Strażaka, czy podczas świąt Bożego Narodzenia – abyśmy nie wracali myślami do akcji na terenie MTK. Zawsze towarzyszy temu to samo niedowierzanie, że przyszło nam zmierzyć się z tragedią o tak niewyobrażalnej skali.  

Zdarzają się jednak także chwile, które w szczególny sposób nadają sens tamtym dramatycznym wysiłkom. Niedawno, podczas wizyty na wystawie w Muzeum Hutnictwa, nieopodal siedziby Komendy Miejskiej PSP w Chorzowie, podeszła do mnie i do mojego zastępcy kobieta, która bez żadnego wstępu powiedziała: „Ja was kocham. Ja kocham wszystkich strażaków. To wy wyciągnęliście mnie spod dachu na MTK”. To miłe słowa, które zostają w człowieku na całe życie.

Jak śląskie środowisko strażackie dba dziś o pamięć zarówno o ofiarach katastrofy MTK, jak i o ratownikach zaangażowanych w działania z 2006 r.?

Tak, my pamiętamy, a jestem głęboko przekonany, że będą pamiętać również ci, którzy przyjdą po nas.

Katastrofa na terenie MTK wydarzyła się podczas wystawy gołębi pocztowych, a dla Śląska gołębie – obok familoków, orkiestr górniczych czy obchodów Barbórki – stanowią ważny element regionalnej tożsamości. To właśnie na Śląsku mieści się siedziba Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych, co dodatkowo podkreśla symboliczny wymiar tamtej tragedii. Każdego roku, w rocznicę katastrofy, spotykamy się przed pomnikiem upamiętniającym ofiary tych wydarzeń. Stoimy w ciszy, patrząc w puste miejsce po hali – przestrzeń, która do dziś przywołuje trudne, bolesne wspomnienia. W uroczystościach niezmiennie uczestniczą przedstawiciele władz szczebla wojewódzkiego, z wojewodą na czele, przedstawiciele miasta Chorzowa oraz miast ościennych. Obecne są poczty sztandarowe, delegacje instytucji i służb, składane są wieńce i kwiaty, zapalane znicze.  Śląsk pamięta.

Które doświadczenia związane z katastrofą MTK powinny, pana zdaniem, na stałe znaleźć się w świadomości nowych pokoleń strażaków?

Jako PSP mieliśmy już wcześniej doświadczenia związane z prowadzeniem dużych, a nawet bardzo dużych akcji ratowniczych oraz ratowniczo-gaśniczych. Zapewne jednak nikt nie przypuszczał, że to właśnie nam przyjdzie zmierzyć się z największą w powojennej historii Polski katastrofą budowlaną. Była to akcja, z której należało bezwzględnie wyciągnąć wnioski na wielu płaszczyznach. Począwszy od zasad kierowania działaniami ratowniczymi przy udziale ogromnej liczby służb i podmiotów, z uwzględnieniem ich wzajemnej podległości oraz kompetencji, poprzez organizację rozbudowanego zaplecza logistycznego, aż po kwestie związane z zapewnieniem wsparcia psychologicznego. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że była to trudna, ale niezwykle cenna lekcja. W mojej ocenie została ona odrobiona – a jej efekty widoczne są w dzisiejszym sposobie przygotowania, szkolenia i prowadzenia działań przez PSP.

Gdyby miał pan wskazać jedną lekcję, którą polski system ratowniczy wyniósł z tamtych tragicznych wydarzeń, co byłoby najważniejsze?

Jedną lekcję? Jeśli miałbym ją ująć w jednym zdaniu, powiedziałbym krótko i bez wahania – na bezpieczeństwie nie można oszczędzać.

 

Katastrofa hali MTK pozostaje jednym z najboleśniejszych doświadczeń w historii polskich służb ratowniczych. Dla tych, którzy brali udział w akcji ratowniczej, nie jest ona jedynie zapisem w kronikach, lecz osobistym przeżyciem, które na trwałe ukształtowało sposób myślenia o bezpieczeństwie, odpowiedzialności i służbie drugiemu człowiekowi.

Jak podkreśla komendant miejski PSP w Chorzowie st. bryg. Arkadiusz Labocha, doświadczenia z 2006 r. stały się fundamentem wielu zmian systemowych, proceduralnych i szkoleniowych, które do dziś procentują w codziennej pracy strażaków. Jednocześnie są przestrogą, przypomnieniem, że nawet nowoczesne obiekty i rozwinięte systemy bezpieczeństwa wymagają stałego nadzoru, a na ochronie życia i zdrowia ludzkiego nie wolno szukać oszczędności.

Dwudziesta rocznica tragedii to nie tylko moment zadumy nad losem ofiar, ale także wyraz szacunku dla ratowników, którzy w ekstremalnych warunkach stanęli do walki z czasem, zimnem i własnymi ograniczeniami. To również zobowiązanie wobec przyszłych pokoleń – by pamięć o tamtych wydarzeniach była źródłem wiedzy, odpowiedzialności i troski o bezpieczeństwo.

Śląsk pamięta. Państwowa Straż Pożarna pamięta. Jak pokazuje ta rozmowa, wnioski z tamtej tragicznej lekcji wciąż pozostają żywe.

 

 

Michalina Bielaska Michalina Bielaska
do góry