• Tłumacz języka migowego
W ogniu pytań Marta Giziewicz

Nie chodzi o to, by się rozsypać

16 Listopada 2022

Strażacy są ludźmi i mają takie same słabości i problemy, jak każdy, ale im nie zawsze wypada się do tego przyznać. Na szczęście na horyzoncie widać zmiany i coraz większą świadomość strażaków, że mają prawo być ludzcy. O pracy psychologów w straży pożarnej opowiada koordynator ds. pomocy psychologicznej st. kpt. Jakub Góźdź. 

 

fot. Marta GiziewiczNa początek wyjaśnijmy, czym zajmuje się koordynator ds. pomocy psychologicznej.

Zasadniczo koordynuje funkcjonowanie Systemu Pomocy Psychologicznej w Państwowej Straży Pożarnej. To wspieranie i monitorowanie pracy psychologów w terenie. Nadzór merytoryczny nad zespołem, ale też analiza potrzeb szkoleniowych, dbanie o jego rozwój, czyli organizowanie szkoleń, spotkań, narad, na których możemy omawiać sytuacje problemowe wynikające z interwencji, konsultacji czy z bieżących spraw.

Koordynator odpowiada również za ewaluację Systemu, którą jako zespół przeprowadzamy co kilka lat. Obecnie wdrażamy wnioski wypracowane na podstawie przeprowadzonych w ubiegłym roku badań. Pracujemy nad aktualizacją programów szkoleń z zakresu psychoedukacji, w przyszłym roku pojawią się już w odświeżonej formie. Wśród zadań koordynatora jest współpraca z instytucjami, organizacjami, uczelniami w zakresie realizacji projektów badawczych, naukowych i innych, zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym.

Rola koordynatora to także prezentowanie pracy psychologów, która często bywa niewidoczna na co dzień, a w ostatnim czasie jest jej coraz więcej. Mamy serię nieszczęśliwych wypadków wśród funkcjonariuszy i druhów. Udzielamy wsparcia rodzinom, spotykamy się ze zmianami, pracujemy z kierownictwem przy procesie powiadamiania i interwencji zaraz po zdarzeniu i w późniejszym zadbaniu o rodzinę, którą dotknęła strata.

Jest to praca na różnych frontach i różnych obszarach. Czasem potrzeba w takich sytuacjach koordynacji działań, konsultacji na bieżąco, dysponowania kolejnych psychologów. Koordynator to element wspierający, szuka rozwiązań, by ułatwić pracę psychologów w terenie, ale też pośredniczy w przepływie informacji z działalności psychologów do komendanta. 

Czyli jest pan poniekąd superwizorem?

Bardziej konsultantem. Superwizje prowadzimy oddzielnie. Obecnie mają dwie formy. Jedna to comiesięczne spotkania zespołu online, które prowadzą doświadczone psychoterapeutki: mł. bryg. Anna Kubicka z Biura Edukacji KG PSP, wieloletni psycholog KW PSP w Warszawie, oraz st. kpt. Joanna Pluczyńska, psycholog z KW PSP w Poznaniu. Druga odbywa się dwa razy w roku, prowadzi ją zewnętrzny superwizor. Omawiamy z nim trudne zdarzenia. Jako koordynator udzielam konsultacji na bieżąco. 

Czy łatwo być psychologiem w straży pożarnej?

Jako koordynator widzę, że trudniej dziś utrzymać psychologów w służbie. Kilka lat temu warunki, jakie oferowały służby mundurowe, były bardziej konkurencyjne. Obecnie rynek się zmienia, rośnie zapotrzebowanie na psychologów, a ci, których mamy w SPP, to doświadczeni i kompetentni specjaliści, dlatego warto o nich dbać, aby zostali w służbie. Wielu z nich jest z nami z powodu wyznawanych wartości. To grupa entuzjastów, którzy zaczęli coś dobrego budować kilka lat temu i chcą to kontynuować. Niestety często muszą być wielozadaniowi - są psychologami i dodatkowo dostają różne, rozbieżne obowiązki. 

Czym należałoby motywować strażaków, żeby przyniosło to oczekiwane efekty? Tylko słowem, czy też profitami?

I jednym, i drugim. Motywowanie kojarzy nam się przede wszystkim z podwyżkami i awansami - oczywiście to ma zasadnicze znaczenie. Drugi obszar motywowania bywa często pomijany, niedoceniany. A przecież proste rzeczy, takie jak „dziękuję” czy docenianie dobrze wykonanych zadań, również się liczą. Gdyby strażacy mieli możliwość decydowania o sprawach dotyczących bezpośrednio ich pracy, np. co znajdzie się na stanie jednostki, to też motywuje. Jeśli pytamy strażaków o zdanie, to próbujmy ich pomysły wdrażać. Warto wzmacniać to, co było dobre. Jeśli ktoś dobrze wykonuje swoje zadania, to trzeba mu o tym powiedzieć. Wystarczą słowa „widzę, że jesteś zaangażowany, starasz się, można na ciebie liczyć”, aby drugi człowiek czuł, że to, co robi, ma sens. 

Czy jest potrzeba, aby psycholog znajdował się w każdym powiecie i wspierał strażaków z jednostek?

Na ten moment uważam, że takiej potrzeby nie ma. Dwóch czy trzech psychologów na województwo byłoby bardzo dobrym rozwiązaniem. Dwóch to właściwie minimum zarówno ze względu na same działania interwencyjne, standardy pracy, jak i organizację, kiedy weźmiemy pod uwagę urlopy czy sytuacje losowe. Pozwoliłoby to zachować ciągłość bieżących zadań. Takie zresztą jest założenie od początku powstania SPP - jeden psycholog na 1000 strażaków, ale nie mniej niż dwóch na województwo. Niestety wciąż nie udało się tego osiągnąć. Na ten moment trzech psychologów mamy w woj. mazowieckim, dwóch w Wielkopolsce i w woj. lubuskim, natomiast w pozostałych - po jednym. 

Czy strażacy mają zaufanie do psychologów? Czy jednak wciąż obawiają się stygmatyzacji?

Najlepiej byłoby zapytać strażaków. Na pewno to się zmienia, tak jak zmienia się podejście do psychologów w społeczeństwie. Pomoc psychologa czy konsultacja psychiatryczna przestały być postrzegane jako coś negatywnego. Strażacy oswoili się z myśleniem, że warto spotkać się z psychologiem po zdarzeniach, które są trudne, obciążające. Prośby o przyjazd psychologa są częstsze, co oznacza, że mamy coraz bardziej świadomych strażaków. Przecież nie chodzi o to, żeby w napięciu przetrwać, byle do emerytury, a potem się rozsypać albo uciekać w używki.

We wspomnianych badaniach ewaluacyjnych połowa ankietowanych doświadczyła w trakcie służby sytuacji, która w ich ocenie wymagała pomocy psychologa. 70% tej grupy skorzystało z takiej pomocy i w większości wybrali psychologa PSP. Warte podkreślenia jest natomiast to, że zapytani, u kogo w takich sytuacjach szukaliby wsparcia, przed psychologiem wskazali dowódcę, który znalazł się zaraz za kolegami ze służby i rodziną. 

Dowódca to trochę psycholog. Czy przydałyby się zatem dowódcom szkolenia w tym kierunku?

Należy wziąć pod uwagę istotną rolę dowódców. Skoro badania pokazały, że jest tak znacząca, chcielibyśmy wyposażyć ich w narzędzia w obszarze kompetencji miękkich, które pomogą spełniać oczekiwania wobec nich. Istotną jednak rzeczą jest to, by ich rola i zdanie były zauważone i brane pod uwagę przez kierownictwo. Jeśli ktoś zgłasza, że ma ludzi, którzy się angażują, to warto poszukać sposobu, jak tę motywację podtrzymać. To znów często nie tylko pensja czy nagroda, ale też szkoła, szkolenie, warsztaty. Możliwości jest naprawdę wiele. 

Czy lepiej, jeśli psycholog ma doświadczenie w podziale bojowym? Być może strażacy krzywo patrzą na psychologa zza biurka?

Uważam, że te same doświadczenia nie są niezbędne. To może być cenny element, który psycholog mógłby wykorzystać przy szkoleniach i w kontakcie z ratownikami, by znaleźć wspólny język, ale nie jest to konieczne, a czasami będzie nawet przeszkadzało. Nie trzeba wszystkiego doświadczyć na własnej skórze, żeby to rozumieć, zwłaszcza, że w pomaganiu nie chodzi o ustalenie „obiektywnych” faktów. Problemem często nie będzie samo zdarzenie, lecz jego odbiór - każdy będzie to samo odbierał nieco inaczej. Ważne jest rozumienie sytuacji z punktu widzenia rozmówcy. Nakładanie własnej perspektywy na odczucia innych może po prostu przeszkadzać. 

Co z przypadkami samobójstw wśród strażaków? Czy stoją za nimi traumatyzujące przeżycia? I jak im zaradzić?

Strażacy, tak jak każdy, miewają kryzysy, trudności, niełatwe doświadczenia itd. W związku z tym również w tej grupie zdarzają się próby samobójcze, także te skuteczne. Funkcjonariusze częściej niż przeciętny człowiek są narażeni na traumatyczne zdarzenia, ale niekoniecznie będzie się to przekładało na samobójstwa. Większy wpływ ma tutaj panujące jeszcze nie tak dawno przekonanie, że funkcjonariusz to ten, co pomaga, jest silny, radzi sobie ze wszystkim i nie trzeba się nad nim rozczulać. Taki sposób myślenia nakłada dużą presję, żeby wytrzymać i nie zgłaszać się, gdy kryzys jest jeszcze łatwy do pokonania, tylko wyczekiwać do czasu, gdy sytuacja staje się nie do zniesienia. To jak napełniające się naczynie, z którego w pewnym momencie się ulewa. Ostatnia kropla przed ulaniem to właśnie ta trudność, którą napotyka się tuż przed decyzją. Można powiedzieć, że to „czynnik wyzwalający”. Gdyby jednak to naczynie nie było wypełnione po brzegi, to ta jedna kropla nie miałaby wręcz znaczenia.

Dlatego niezmiernie ważne jest zadbanie o własną kondycję psychiczną i skorzystanie z pomocy w porę. Kilka lat temu wprowadziliśmy dwa programy szkoleniowe: „Pomoc osobie w kryzysie samobójczym”, gdzie temat kryzysu omawiany jest z perspektywy osoby doświadczającej takiej sytuacji, jak również z perspektywy funkcjonariusza, który ma do czynienia z osobą w kryzysie, manifestującą próbę samobójczą, oraz drugi -  „Kryzys psychiczny, depresja, samobójstwa: profilaktyka i interwencja” skierowany do kierownictwa, aby uwrażliwić je na ten problem i wskazać dostępne ścieżki pomocy. 

Czy do trudnych sytuacji, zdarzeń traumatycznych i kryzysów można się jakoś przygotować? Jak wyglądają szkolenia prowadzone przez psychologów?

Szkolenia mają wymiar profilaktyczny. Staramy się, żeby były zakotwiczone w środowisku, w którym funkcjonują strażacy, w ich codziennej służbie i doświadczeniach. W przypadku pomocy na miejscu zdarzenia chcemy dać ratownikom narzędzia do tego, żeby będąc w kontakcie z poszkodowanymi, z jednej strony mogli uczynić interwencję dla tych osób strawniejszą, a z drugiej sprawić, żeby była łatwiejsza też dla nich samych. Dopóki ratownik ma możliwość działania, wie, że jest skuteczny, ma wpływ na sytuację, to jest to czynnik chroniący. Dlatego tak ważne jest pokazanie ratownikom jak duże znaczenie ma nawiązanie kontaktu z poszkodowanym, czy też jak radzić sobie z reakcjami rodziny poszkodowanego. Uczymy, jak dostrzec u siebie niepokojące objawy i co zrobić, gdzie się zgłosić po pomoc. Każde zdarzenie wywołuje reakcje, część z nich jest typowa i czasowa. Jeśli coś zostaje z nami dłużej i zaczyna wpływać na nasze funkcjonowanie, to wiadomo, że trzeba interweniować.

Straż reaguje alarmowo, natomiast w psychologii nie zawsze ten sam schemat działania się sprawdza. Cieszę się, że coraz częściej o czasie, miejscu i formie interwencji decyduje psycholog. Nie zawsze wskazane jest, aby psycholog jechał na miejsce od razu po zdarzeniu. Warto pozwolić ludziom, by mogli uruchomić własne sposoby radzenia sobie ze zdarzeniem. 

Jakie są najczęstsze problemy, z jakimi borykają się strażacy?

Bardzo różne, często niezwiązane ze służbą. Wiele dotyczy spraw rodzinnych, osobistych, wychowawczych. Inna grupa dotyczy dysfunkcyjnych sposobów  radzenia sobie z rzeczywistością, czyli np. uzależnienia. Dobrze, jeśli strażacy zauważają te problemy i podejmują inicjatywę, aby z nich wyjść. Bywa, że dotyczy to ich bliskich i wtedy przychodzą zapytać, co mogą zrobić, jak pomóc.

Kolejna grupa problemów dotyczy relacji w jednostkach, na zmianie, gdzie pojawiają się konflikty i nieporozumienia. Są też rozmowy związane z wyjazdami do zdarzeń. Ta grupa tematów jest najczęściej poruszana podczas interwencji, czasem podczas szkoleń. Zachęcamy do tego, żeby korzystać z własnej grupy wsparcia, którą tworzą koledzy i koleżanki z jednostki. Często omawiają wszystko ze sobą po powrocie i tu warto pamiętać, że ważne są nie tylko kwestie techniczne, ale i odczucia, jakie pojawiły się z powodu zdarzenia. W wielu jednostkach, gdy przychodzi kolejna zmiana, czasem wciela się w rolę słuchaczy, a ci, co właśnie skończyli służbę, opowiadają, co się działo. To cenny i ważny element wsparcia.

rozmawiała Marta Giziewicz

Marta Giziewicz Marta Giziewicz
do góry