• Tłumacz języka migowego
Świat katastrof Aleksandra Radlak

Co się stało na La Palmie?

10 Grudnia 2021

Cumbre Vieja to łańcuch górski, który pokrywa dwie trzecie południowej części jednej z Wysp Kanaryjskich - San Miguel de la Palma. Zrobiło się o nim głośno już lata temu, za sprawą teorii, że oberwanie się zboczy wulkanu może doprowadzić do tsunami, którego fale mogłyby sięgać nawet 25 m i spowodować podtopienie wschodnich części wybrzeży obu Ameryk.


Gdy 22 września 2021 r. na La Palmie pojawiły się pierwsze wstrząsy sejsmiczne, cały świat zamarł w oczekiwaniu na dramatyczny rozwój wydarzeń.

Długo oczekiwana erupcja

Aktywność wulkanu Cumbre Vieja trudno w związku z tym nazwać nieoczekiwaną. Choć na wyspie żyło się względnie spokojnie od 1971 r. (kiedy wybuchł wulkan Teneguía), to już w 2017 r. zaczęły pojawiać się częste wstrząsy sejsmiczne, a we wrześniu 2020 r. system monitorowania geochemicznego wykrył w okolicy Cumbre Vieja najwyższe stężenia izotopu helu-3 w ciągu ostatnich trzech dekad. Dlatego jeszcze zanim tej jesieni dało się odczuć pierwsze większe wstrząsy, badacze zauważyli „napompowanie” ziemi w okolicy wulkanu, co wskazywało, że magma powoli toruje sobie drogę przez skały na powierzchnię, wprost ku lasom i ludzkim siedliskom.
Przypuszczenia te potwierdził fakt, że w ciągu kilku dni zarejestrowano rój aż 22 000 trzęsień ziemi, o sile wynoszącej około 3,5 mbLg - a więc stosunkowo słabych, a jednak powszechnie odczuwalnych przez mieszkańców wyspy. Był to dziesiąty rój trzęsień ziemi w obrębie łańcucha Cumbre Vieja od 2017 r.
Dlatego już 13 września wydano oświadczenie o żółtym poziomie alarmu, ostrzegające 35 000 mieszkańców czterech położonych na La Palmie gmin (Los Llanos de Aridane, Fuencaliente, El Paso i Villa de Mazo) przed wybuchem wulkanu. Początkowo ewakuowano jedynie czterdzieści osób z najbardziej zagrożonych terenów - wraz ze sporą częścią ich dobytku, zwierzętami, a nawet ulubionymi roślinami ogrodowymi.
Erupcja rozpoczęła się 19 września o 15.12 czasu lokalnego na niezamieszkałym zboczu w rejonie Cabeza de Vaca. Nastąpiła ona z co najmniej pięciu głównych otworów, powodując na początku jedynie niewielkie pożary lasu.

Wkrótce ewakuowano około 300 mieszkających nieopodal osób, a następnie kolejnych 700 z turystycznego przybrzeżnego regionu Los Llanos de Aridane. Istniało bowiem podejrzenie, że lawa - spływając do morza - odetnie drogi dojazdowe i mieszkańcy oraz turyści zostaną pozbawieni możliwości ucieczki.

Tym samym poziom alarmowy został podniesiony do najwyższego - czerwonego.

W dniu erupcji działalność lokalnego szpitala przeorganizowano tak, aby zagwarantować miejsce i natychmiastową pomoc ewentualnym ofiarom, następnego dnia wznowiona została jednak normalna praca placówki. Jednocześnie Ministerstwo Edukacji nakazało tymczasowe zawieszenie zajęć szkolnych. Spółka publiczna odpowiedzialna za loty cywilne uruchomiła procedurę postępowania w przypadku pojawienia się pyłu wulkanicznego, zawieszono na kilka godzin jedynie loty na wyspę La Gomera.
W poniedziałek 20 września płynąca lawa pożarła około 200 budynków, w tym szkołę publiczną w liczącej 1200 mieszkańców gminie Los Campitos w Los Llanos de Aridane. Następnego dnia, kiedy w Instytucie Wulkanologicznym Wysp Kanaryjskich wykryto silny wzrost amplitudy  wstrząsu wulkanicznego, lawa dotarła do dzielnicy Todoque, pochłaniając kolejne budynki i 400 ha gruntów ornych, a 5500 osób zostało ewakuowanych. Wulkan wyrzucał duże ilości materiału piroklastycznego, w tym bloki i bomby wulkaniczne. Należy tu zaznaczyć, że wzrost amplitudy wstrząsu nie był równoznaczny ze wzrostem zagrożenia - pojawiły się pulsacje lawy, a ilość gazów spadła.
A jednak w Internecie zaroiło się od dość dramatycznych obrazów nagrywanych z dronów. Szczególne zainteresowanie budziły te, na których lawa wpływa do przydomowych basenów. Stopień i prędkość, w jakiej lawa pustoszy lasy, a także tarasy, ogrody i domy, doskonale widać na ujęciach, na których do połowy widzimy spaloną ziemię, a od połowy - jakby odcięte linią - zielone połacie lasów, palmy przy basenach i nienaruszone części budynków. Niektóre z domów zostały dosłownie przecięte na pół. W pierwszych dwóch dniach po erupcji wciąż nie zgłoszono ofiar, a loty na wyspy były kontynuowane.

Toksyczne chmury

W piątek 24 września sytuacja była jeszcze poważniejsza, popiół i materiał wulkaniczny opadały na większą odległość, a regionalny rząd podał do wiadomości, że loty zostaną jednak wstrzymane ze względu na wzmożoną emisję wydostających się z wulkanu chmur popiołu i gazów (ich wysokość sięgnęła aż 4500 m). Kilka cywilnych linii lotniczych zawiesiło loty na wyspę z powodu chmury pyłu. Tymczasem z boku głównego stożka wulkanu otworzyły się dwa nowe otwory, wypluwając lawę. Filmy udostępnione w mediach społecznościowych pokazały potężną falę uderzeniową płynącą z miejsca erupcji.
Początkowo władze nakazały mieszkańcom miast Tajuya, Tacande de Abajo i tej części Tacande de Arriba, która nie została ewakuowana wcześniej, pozostać w budynkach, by uchronić się przed spotkaniem z chmurą popiołu, a także z odpryskami lawy, wkrótce jednak nakazano ewakuację.
Strażacy z brygady Gran Canarii na La Palmie pracowali przez całą noc, aby wykonać zadanie, które w mediach określono jako „prawie niewykonalne” - przekierować ścieżkę lawy, szybko zbliżającą się do domów w rejonie Todoque. Za pomocą koparek i ciężkiego sprzętu strażacy próbowali stworzyć nowy kanał dla lawy, usuwając jej z drogi jak najwięcej przeszkód. Chłodzili jednocześnie pobliskie obszary dużą ilością wody, aby dać koparkom więcej czasu na pracę. Nasilające się wybuchy w końcu jednak zmusiły straż pożarną do wycofania się.
W sobotę 25 września operator lotniska La Palma zawiesił wszystkie loty z powodu nagromadzenia popiołu. Tego samego dnia zawaliła się część głównego stożka wulkanu, a na zachód otworzył się kolejny otwór emisyjny. Być może był to jeden z poprzednich otworów, który otworzył się ponownie. Buchnął z niego całkiem nowy strumień lawy, który dodatkowo poszerzył uprzednio utorowaną ścieżkę jej przepływu.
Dnia następnego te strumienie lawy, które uznano już za zatrzymane, zaczęły ponownie podążać w kierunku wybrzeża. Zniszczeniu uległ kościół św. Piusa X w Todoque, a lawa płynęła do morza z prędkością 100-200 m/h. Tymczasem wulkan wydawał się przechodzić w bardziej ustabilizowany stan, wykazując mniejszą aktywność.

Spotkanie ognia z wodą

28 września około 23.02 czasu lokalnego strumień lawy dotarł do morza na plaży Los Guirres w gminie Tazacorte, a rząd Hiszpanii sklasyfikował wyspę La Palma jako strefę klęski żywiołowej, ze względu na stale rosnące szkody majątkowe i gospodarcze spowodowane erupcją. Kiedy lawa dotknęła morza, nastąpił gwałtowny szok termiczny. Jak tłumaczą wulkanolodzy, w momencie gdy rozgrzana do około 1200°C lawa spotyka się z zimną wodą, zostaje ugaszona i powstaje pióropusz, na który składają się z kwas solny, szklisty popiół i para wodna. Gwałtowne zagotowanie się wody w oceanie może ponadto wyrzucić w powietrze w rejonie przybrzeżnym odłamki wulkaniczne.
Po spotkaniu z lawą woda na fragmencie wybrzeża La Palmy po prostu wyparowała, tworząc toksyczną chmurę złożoną z kwasu siarkowego, chlorowodorowego i fluorowodorowego, które natychmiast przedostały się do powietrza. Ślady emisji dwutlenku siarki z wulkanu wykryto w górnej stratosferze aż nad północną Europę, a jednak początkowo nie poświęcono temu faktowi wiele uwagi, między innymi dlatego, że emitowane gazy - choć niebezpieczne - nie mają jasno zdefiniowanego zapachu i jakość powietrza wydaje się (jak określiła to Rada La Palmy) doskonała. Mieszkańcom zachodniego wybrzeża polecono jednak pozostać w budynkach, a także uszczelnić wszystkie okna i drzwi taśmą i mokrymi ręcznikami.

Lawa spływająca do morza stworzyła nowy, liczący wówczas około 20 ha (a kilka dni później ponad 38 ha) półwysep, zwany także fajaną. Termin ten definiowany jest jako ziemia u podnóża oderwana zwykle od pobliskich wzgórz lub skarp. Hiszpania dorobiła się więc w ostatnich miesiącach nowego kawałka lądu.

Od początku erupcji do początku października, a więc w mniej niż dwa tygodnie, wulkan wypluł co najmniej 80 mln m3 lawy. Erupcja z nowego krateru w pierwszych dniach października wyemitowała dwa kolejne strumienie, które zagroziły większej liczbie zaludnionych obszarów Los Llanos de Aridane - przecięły m.in. ważną autostradę LP2. 4 października główny stożek wulkanu zawalił się, dodatkowo zwiększając przepływ lawy.
7 października w południe na głębokości 35 km wykryto trzęsienie ziemi o sile 4,3 mbLg, a więc najsilniejsze od początku erupcji. Do dnia kolejnego według systemu mapowania satelitarnego Copernicus lawa dotknęła już 497 ha ziemi, a ponad 1100 budynków zostało zniszczonych. Za pomocą satelity Copernicus Sentinel-5P, przemieszczającego się nad Oceanem Atlantyckim w kierunku Ameryki Środkowej, monitorowano emitowany przez erupcje wulkaniczne dwutlenek siarki i popiół, śledząc ich ruch w atmosferze.
W sobotę 9 października część północnej ściany wulkanu zawaliła się, powodując powstanie trzech nowych strumieni lawy. Ładunek elektryczny wytworzony przez zderzające się cząstki popiołu spowodował zaś, że w pobliżu erupcji pojawiły się błyskawice. 10 października kawałki rozpalonej do czerwoności magmy wielkości trzypiętrowych budynków runęły w kierunku przemysłowej dzielnicy Los Llanos de Aridane, a towarzyszyły im rzecz jasna nowe strumienie lawy. Tym samym zniszczeniu uległo to, co pozostało z miasta Todoque.
11 października północna strona krateru wulkanicznego zawaliła się, tworząc nowy strumień; tym razem zagroził on innej dzielnicy miejskiej znanej jako La Laguna. Powstał też pożar w cementowni - niebezpieczny ze względu na wydobywający się stamtąd dym i gaz. Choć poważnie obawiano się, że lawa prędko dotrze do kolejnych fabryk i magazynów, to w rejonie przemysłowym pożar w cementowni okazał się najgroźniejszym i najbardziej gwałtownym. W rezultacie, około 3000 osób zostało objętych zakazem przemieszczania się. Na głębokości 11 km wystąpiło ponadto trzęsienie ziemi o magnitudzie 4,1, zaś 13 października odnotowano trzęsienia jeszcze silniejsze, które odczuwalne były na całej wyspie.
Lawa dotarła do dzielnicy La Laguna 14 października, niszcząc boisko do piłki nożnej, supermarket i inne budynki. Trwała dalsza ewakuacja, a lawa objęła już swoim niszczycielskim działaniem ponad 670 ha. W kolejnych dniach znów nastąpiły trzęsienia ziemi - tym razem jeszcze silniejsze, ich magnituda wynosiła bowiem 4,5 i 4,6, ale już 17 października postęp lawy zmalał. Spokój nie trwał jednak długo, do wieczora przybyło bowiem zarówno lawy, jak i wstrząsów ziemi.
Dokładnie miesiąc po rozpoczęciu erupcji lawa pokrywała już 1086 działek, 1692 budynki i 56,4 km dróg oraz rozległe plantacje bananów. Trudno w to uwierzyć, ale banany wypracowują aż 50% produktu krajowego brutto na La Palmie, a w 2020 r. wyprodukowano ich 148 000 ton! Nic więc dziwnego, że lokalni rolnicy opisują skutki erupcji wulkanu jako gorsze niż działania jakichkolwiek szkodników czy chorób. Podczas gdy część plantacji została całkowicie zmieciona z powierzchni ziemi, inne pokryte są przez warstwę popiołu, która po wilgotnej nocy zmienia się w skorupę. Największym problemem w kontekście upraw było jednak zniszczenie przez lawę rurociągu doprowadzającego wodę do wielu plantacji bananów na południowym zachodzie wyspy. Ponieważ na La Palmie nie ma rzek ani jezior, z pomocą przyszły jednostki odsalania wody morskiej oraz tankowiec ze świeżą wodą. To jednak tylko kropla w morzu potrzeb, ze względu na powszechne zniszczenia gospodarka wyspy jest  bowiem poważnie zagrożona.

Obecna sytuacja

24 października miało miejsce trzęsienie ziemi o sile 4,9 w skali Richtera, a całkowity zasięg lawy obejmował co najmniej 7 km2. 25 października intensywność wstrząsów ziemi wzrosła, a liczba zniszczonych budynków sięgnęła 2000. Kolejnego dnia trzęsienie ziemi o magnitudzie 4,8 było również odczuwalne na Teneryfie, La Gomerze i El Hierro. Górna, główna część wulkanu również uległa częściowemu zawaleniu.
Kilka dni przed końcem miesiąca podliczono, że lawa wpłynęła na ponad 66 km dróg i pokryła obszar ponad 900 ha. Dostała się przy tym do przeszło 2100 budynków, a opady popiołu wulkanicznego pokryły prawie 6000 ha w granicach monitorowanego obszaru. Z wulkanu wypłynęło około 215 mln m3 lawy. Dzięki odpowiednio wcześnie podjętej ewakuacji nie zgłoszono żadnych ofiar.
Pod koniec miesiąca wyspa doznała trzęsienia ziemi o sile 5,1 na głębokości 39 km, tuż poniżej centrum Cumbre Vieja.
Do 1 listopada miejscowi urzędnicy podsumowali, że na La Palmie zniszczonych zostało w sumie 2500 domów, a w ciągu ostatniego miesiąca wystąpiło przeszło 35 000 trzęsień ziemi i wstrząsów. Dane te potwierdza europejski system satelitarny Copernicus, według jego danych lawa zniszczyła 2519 budynków i obecnie zajmuje powierzchnię 9,4 km2. Ogółem ewakuowano około 7000 osób, choć niektóre źródła mówią nawet o 10000. Wciąż trwają obawy o jakość powietrza. I chociaż wybuchy nie ustały, to lawa spływa teraz do uprzednio wytworzonych tuneli, nie powodując wielu nowych zniszczeń. Sam wulkan wydaje się stabilny, co niektórzy wulkanolodzy sugerowali zresztą od początku, twierdząc, że teoria o 25-metrowym tsunami zatapiającym wybrzeże Ameryk w wyniku zapadania się wulkanu Cumbre Vieja jest - delikatnie mówiąc - nieco przesadzona.
Szacuje się, że obecnie wulkan wypluwa około 66 m3 lawy na sekundę, tworząc bogate w popiół fontanny u górnego otworu oraz emitując mniejsze ilości lawy z dolnych otworów wentylacyjnych. Wstrząsy wulkaniczne zmniejszyły się, ale nie ustały, a na zachodzie wyspy wciąż unosi się wulkaniczna mgła, mieszanina gazów i popiół. Jeśli chodzi o ten ostatni, to ostatnio wykryto stężenia 499 g drobnego pyłu lub cząstek popiołu na metr sześcienny w powietrzu, co dziesięciokrotnie przewyższa 50 µg/m3, czyli wartość przy której powietrze uznawane jest za zdatne do oddychania. Mieszkańcom wciąż zaleca się unikanie wychodzenia na zewnątrz, a także noszenie masek przeciwpyłowych (najlepiej typu FFP2).
Sytuacja jest więc dość stabilna, trudno jednak uznać ją za rozwiązaną czy zakończoną.
Sporo kontrowersji wywołał ostatnio jeden z hiszpańskich polityków, stwierdzając, że naloty bombowe na skwierczące strumienie lawy w celu ich przekierowania mogą być nie tylko najlepszym, ale i jedynym sposobem, aby zapobiec dalszym zniszczeniom na La Palmie.
Co ciekawe, mimo stałych wybuchów wulkanu i trzęsień ziemi na przełomie października i listopada loty i rejsy na La Palmę zostały wyprzedane co do jednego. Turystom pragnącym wesprzeć gospodarkę wyspy, która drastycznie ucierpiała w wyniku ostatnich wydarzeń oraz obejrzeć niecodzienne widoki zła jakość powietrza i wulkan wciąż wypluwający lawę najwidoczniej nie są straszne. Czy słusznie? Przekonamy się w kolejnych dniach i tygodniach.

 

Aleksandra Radlak jest tłumaczką z języka angielskiego i rosyjskiego
oraz autorką m.in. powieści, opowiadań i felietonów

 

Literatura dostępna u autorki

Aleksandra Radlak Aleksandra Radlak
do góry