• Tłumacz języka migowego
Rozpoznawanie zagrożeń Paweł Rochala

Dymowe, spalinowe, wentylacyjne

5 Lutego 2019

W naszej szerokości geograficznej nie da się ogrzewać domów samym słońcem przez okrągły rok. Przewody kominowe i wentylacyjne, stanowiące źródło pożarów i drogę ich rozprzestrzeniania, były, są i będą potrzebne.

 Na szczęście ludzkość od dawna wie, czym grożą przewody kominowe i wentylacyjne w czasie pożaru. Znajdą się wprawdzie maniacy twierdzący, że komin w nowoczesnym domu jest niepotrzebny. Trochę się w tym nie mylą, jednak mówią półprawdę. Jeśli ogrzewają dom wyłącznie prądem, pompą ciepła i własnym oddechem, to komin w znaczeniu przewodów dymowych i spalinowych potrzebny nie jest, ale wyrzutnia i czerpnia powietrza - już tak. Mało tego, im nowocześniejszy budynek, tym różnego rodzaju przewodów wentylacyjnych ma więcej - przecież okien w takim domu się nie otwiera (oszczędność energii ponad wszystko), a żyć trzeba, najlepiej bez smrodu.

Rodzaje przewodów kominowych

Mało kto uwierzy, ale dawno temu kominów istotnie nie było. W kurnej chacie dym z paleniska wydobywał się przez dwa otwory w szczycie dachu, a wszyscy mieszkańcy byli mniej lub bardziej uwędzeni. Z wentylacją starano się walczyć, gdyż oznaczała utratę ciepła.

Potem paleniska obudowywano, zwłaszcza gdy budynek zyskał powałę lub więcej niż jedną kondygnację. Niekoniecznie robiono je z cegły - z gliny tak. Ale glina sama z siebie trzymać się nie chce, pęka, opada: wymaga zbrojenia. Zbrojeniem było drewno, a właściwie - chrust. To i tak dobrze - z drewna też stawiano kominy, również w miastach, mimo istnienia porządków ogniowych. Nic dziwnego, że płonęło wszystko szybko i skutecznie, bardzo często bez przerywania ludziom snu.

Tak było kiedyś, czyli jeszcze około 200 lat temu. Potem nastała era kominów: najpierw w miastach, a potem w wydaniu wiejskim. Wentylację aż do końca XX w. zapewniała nieszczelna stolarka okienna i drzwiowa, co nie zawsze było skuteczne, gdyż z jej nieszczelnością walczono.

Obecnie rozróżnia się trzy rodzaje przewodów służących do odprowadzania z domu dymu i bezużytecznych gazów: dymowe, spalinowe i wentylacyjne. I trzeba te różnice znać, by zwiększyć prawdopodobieństwo dożycia późnej starości w zdrowiu oraz bez niepotrzebnych strat majątkowych, w tym niezmiernie uciążliwych remontów. Bo w ślad za tymi nazwami, a jednocześnie funkcjami, poszły wymagania przepisów, starania producentów i niewidzialna ręka wolnego rynku. Są to więc wyspecjalizowane funkcjonalnie wyroby, znacznie różniące się ceną i właściwościami użytkowymi. Ekonomika sprawia, że wykonuje się je na granicy bezpieczeństwa, a jednocześnie opłacalności produkcyjnej. Tym samym kto przechytrzy, ten straci: jedne przewody nie zastąpią drugich.

Przewody dymowe

Jak wskazuje nazwa, służą do odprowadzania dymu, a nie spalin. Czym dym różni się od spalin? Zawartością cząstek stałych w produktach spalania, które w dymie są, zaś w spalinach ich nie ma, a przynajmniej nie powinno być.

Generalnie rzecz biorąc, dym powstaje wtedy, gdy spala się ciało stałe: węgiel, drewno, słoma, siano oraz wyroby węglo- i drewnopochodne mające postać stałą. Widocznego dymu jest tym mniej, im lepiej pali się materiał (czyli im więcej jest tlenu) i im więcej węgla w węglu, a drewna w drewnie.

Spalanie ciał stałych polega na uwalnianiu z nich cząstek palnych w postaci gazowej i łączeniu ich z tlenem. Zwie się to uczenie spalaniem homogenicznym, gdyż zarówno utleniacz, jak i materiał palny są w tym samym stanie skupienia - w tym przypadku gazowym. To, co się nie uwolni, żarzy się, aż do wypalenia lub spopielenia. Spalanie żarowe uczeni zowią heterogenicznym, gdyż materiał palny i utleniacz pozostają w różnych stanach skupienia. Cała sztuka w tym, by każde spalanie ciał stałych miało postać jak najbardziej „homo”, a nie „hetero”. Ze spalania gazowego powstaje mniej zanieczyszczeń czy odpadków. Przy ciałach stałych zawsze jednak zachodzi uwalnianie dużych cząstek palnych materiału, które nie mają postaci gazowej. W postaci spalonej czy niedopalonej wchodzą one w skład produktów spalania, a widoczne są jako dym. Im mniej czarnego dymu, tym spalanie skuteczniejsze, więcej energii idzie w temperaturę, mniej marnuje się w postaci dymu, większa jest sprawność urządzenia ogrzewczego.

Ponadto ciała stałe mają w swej budowie sporo części niepalnych, pozostających jako popiół. Im mniej tych składników, tym spalanie lepsze, wydajność energetyczna większa, no i mniej dymu.

W przypadku spalania ciał stałych w warunkach domowych mamy ten problem, że nawet w nowoczesnych piecach trudno o wysoką sprawność. Niekoniecznie jest to wadą pieców: najczęściej winę ponosi paliwo, zawierające np. za dużo wody lub kamienia. Co wtedy się dzieje? Pozostaje bardzo dużo cząstek stałych, niedopalonych. Z gorącym strumieniem gazów trafiają do komina, a przez komin do atmosfery. To marnotrawstwo paliwa, ale też znaczne obciążenie dla komina. Nie sposób takich sytuacji uniknąć, gdyż zawsze zachodzi „dopalanie” paliwa w dymie, czy to z uwagi na niepełną sprawność pieca, czy też ze względu na niedoskonałość (zanieczyszczenie) paliwa. Z tego powodu przewód do odprowadzania dymu musi być bardzo odporny na działanie wysokich temperatur. Co gorsza, jeśli spalanie nie zachodzi jak należy, niedopalone paliwo osadza się na ściankach komina. I można zaobserwować zależność, że im więcej wody zawiera paliwo, tym więcej sadzy pozostanie w kominie.

Oto przykład mokrego węgla. Zgodnie z potoczną wiedzą węgiel pali się lepiej, gdy jest polany wodą. To bzdura - węgiel ten pali się przez to dłużej, a jednocześnie spala się go wtedy za dużo. Wodę w procesie spalania trzeba z węgla odparować, co już oznacza zużycie części energii na jej wysłanie w komin. Para wodna rozcieńcza tlen, tym samym rozszerza się obszar i czas niepełnego spalania (w tym zwiększenia produkcji tlenku węgla, póki jednak jest należyty ciąg kominowy, tlenek węgla pozostaje zjawiskiem niegroźnym, gdyż ulatuje z dymem). Para wodna ochładza się szybko, zmienia stan skupienia z gazowego w ciekły i przywiera do cząstek węgla i popiołu, a w dodatku zlepia je w większe części. Te zaś, jako wilgotne, łatwiej lepią się do ścianek przewodu kominowego. Tak tworzy się sadza w kominie.

Zjawisko sadzy jest nieuniknione - tylko przy należytym spalaniu, czyli przy dobrym piecu, kominie, paliwie i dostępie powietrza do komory spalania, jej przyrost jest minimalny. Jeśli jednak coś jest nie tak, sadzy lub innego nagaru przybywa zdumiewająco szybko, aż do zatkania przewodu.

Podobnie sprawy się mają, gdy ktoś pali w piecu niedosuszonym drewnem, szczególnie z drzew iglastych. Obecność żywic przyspiesza proces spalania, więc ulegamy złudzeniu, że wszystko jest w porządku. Otóż nie - wilgoć z drewna działa tak samo, jak wilgoć z węgla, tylko przewód kominowy zarasta jeszcze szybciej i nie tyle sadzą, co nagarem (mieszaniną wody z olejkami), który może mieć różne postacie, w tym gęstego szlamu, a jego usunięcie jest niezmiernie trudne. Przewód może zarosnąć nagarem w kilka tygodni.

Zatem mamy w przewodzie dymowym zawsze dwa groźne zjawiska: „dopalanie” w kominie i zawężanie przewodu kominowego przez osady. Z tym wiąże się trzecie zjawisko, będące grozą wieków minionych, a obecnie, z uwagi na upowszechnienie budownictwa ogniotrwałego traktowane raczej w kategorii ciekawostek: pożar sadzy.

Nagar w przewodzie kominowym pozostaje materiałem palnym. Woda z niego kiedyś odparuje, pozostanie sadza, czyli smolisty węgiel. Ciąg kominowy zapewni dopływ powietrza, gorące gazy już mamy z ogniska pieca, kuchni czy kominka, a wtedy komin wygląda, zwłaszcza nocą, jakby z niego wylatywały fajerwerki, na ogół bardzo ciche, choć czasami płonący komin wydaje z siebie ryk. Temperatura pożaru sadzy kominowych bywa znacznie wyższa niż w palenisku pieca, samo zaś zjawisko nie trwa długo, najwyżej kilkanaście minut. Jeśli materiał przewodu kominowego nie był wystarczająco trwały, przewód kominowy ulega zniszczeniu bądź uszkodzeniu: będzie się kruszyć, przepuszczać dym i temperaturę, co samo w sobie jest już groźne. Jeśli konstrukcja jest wytrzymała, przewód kominowy po pożarze będzie bardzo czysty.

Przewody dymowe powinny być zatem wykonywane z materiałów ogniotrwałych. Kiedyś była to wyłącznie pełna cegła wysokiej jakości (tzw. kominówka), obecnie są to również gotowe kształtki ceramiczne z obudową podtrzymującą i izolacją termiczną. I choć cegła spełnia swoją rolę bardzo dobrze, to rozwiązanie systemowe jest znacznie lepsze: tworzy komin w kominie, przy czym wewnętrzny wkład ceramiczny jest stabilizowany niepalną izolacją termiczną z wełny mineralnej. Powoduje to szybsze nagrzanie przewodu, a zatem lepszy ciąg. Jednocześnie izolacja termiczna odcina inne elementy budynku od niepotrzebnego nagrzewania, a komin w niej sobie „pracuje”, rozszerzając się i kurcząc, bez szkody dla własnej szczelności. Poza tym przekrój kształtek jest okrągły, co sprzyja przepływom. Kanciasty przekrój przewodów ceglanych przyczynia się natomiast do osiadania zanieczyszczeń, a jego przekrój użyteczny jest znacznie mniejszy. Jest jeszcze kwestia chropowatości: jak bardzo by się murarz nie starał, nie osiągnie tak gładkiego wnętrza, jakie ma ceramiczna, ogniotrwała rura. Wilgotne składniki dymu wsiąkają w mur, naruszają spoistość zaprawy, z czasem powodują nieszczelności. Szkliwionej kształtki nieczystości gorzej się trzymają, poza tym jest szczelna. Oczywiście i kształtkę można uszkodzić, ale przy właściwym jej montażu jest bardzo trwała.

Zapamiętajmy: główną cechą przewodów dymowych jest ich ognio- i żaroodporność, sama niepalność to za mało. Wymagana jest, jak we wszystkich rodzajach przewodów, szczelność.

Przewody spalinowe

Jak wskazuje nazwa, służą do odprowadzania spalin. Spaliny różnią się od dymu brakiem bądź bardzo ograniczoną ilością cząstek stałych. Spaliny, jako „dym”, powinny się składać z dwóch zasadniczych składników: wody, jako produktu utlenienia wodoru, i dwutlenku węgla, jako produktu utlenienia węgla.

Co jest paliwem spalającym się tak czysto? Przede wszystkim wszelkie gazy palne, zarówno kopalny metan, jak i wytworzone przez człowieka: tlenek węgla (tak tak, czad bywał niegdyś gazem używanym w celach oświetleniowych, jako jeden z zasadniczych składników tzw. gazu miejskiego, o niego chodzi w słowach piosenki: „odkręciła gaz, nie zapukał nikt na czas”), mieszanina metanowa z biogazami oraz gazy płynne powstające w wyniku rafinacji ropy naftowej: propan i butan oraz ich mieszaniny. Niestety, nie dorośliśmy jeszcze do umiejętności taniej produkcji wodoru - naprawdę szkoda. Wszystkie gazy spalają się na czysto, nie dymią. Kopcenie oznacza zanieczyszczenie paliwa lub awarię urządzenia spalającego.

W drugiej kolejności są paliwa płynne, głównie tzw. olej opałowy, który praktycznie niczym nie różni się od oleju napędowego, zwanego potocznie ropą. Paliwa płynne to pod względem chemicznym mniejsze lub większe ciągi związków węgla i wodoru. Bywa, że kopcą nawet bardzo mocno, ale w przypadku oleju opałowego to kwestia zanieczyszczeń lub niepełnego spalania. Spalanie jest złożoną reakcją chemiczną, jeśli coś się nie dopala (nie doreagowuje), powstają większe cząstki, zwłaszcza węgla (wodór jest bardziej reaktywny i wypala się szybko), a w związku z tym widoczny jest dym, w ślad za nim powstaje nagar, sadza, straty na sprawności.

Gazy i paliwa płynne są spalane w komorach pieców w sposób bardzo precyzyjny, ze sprawnością nieosiągalną dla domowych pieców na paliwa stałe. Sprawność ta jest na tyle duża, że z pieca wychodzą spaliny o niewiele wyższej temperaturze niż para z czajnika. Tym samym przewody spalinowe nie muszą mieć znacznej odporności ogniowej, gdyż ogień będzie ich dotyczył bardzo rzadko. W ich przypadku najważniejszą cechą jest odporność na wilgoć: zasadniczym składnikiem spalin jest para wodna, która w zetknięciu z zimną powierzchnią skrapla się. Dlatego im zimniejszy komin, tym więcej wody spływa jego ściankami. Można by więc mówić o samooczyszczaniu komina, gdyby nie kolejna niedogodność.

Niestety, pośród zanieczyszczeń gazów i paliw płynnych (węgla też) dominuje jedno: siarka. Płonie w innych temperaturach, ale podgrzana jest gotowa do reakcji, zresztą jako produkt spalania (tlenki siarki) również. Otacza ją para wodna, co oznacza, że to, co spływa po ściankach komina, nie jest samą wodą, a wodnym roztworem kwasu siarkowego. Roztwór ten ma niekorzystną cechę - wnika głębiej niż woda i „zżera” materiał. Mury ceglane i cała porowata ceramika budowlana, w rodzaju kształtek, pustaków, są nieodporne na spaliny. Odpornością wykazują się kształtki ceramiczne szkliwione bądź przewody ze stali nierdzewnej. Zwykła stal degraduje się błyskawicznie, podobnie jak bardzo popularne elastyczne „harmonijki” z metali lekkich.

Niszczenie muru przez spaliny to nie tylko konieczność kosztownych i uciążliwych napraw. Oznacza nieszczelności, co w dalszej konsekwencji grozi zatruciem mieszkańców budynku tlenkiem węgla. Bo spalanie spalaniem, ale nie zawsze tlenu do niego wystarcza: tlenek węgla towarzyszy każdemu spalaniu. A przecież i dwutlenek węgla nie jest obojętny dla zdrowia. Zatem jeśli ktoś ma dom z kominem ceglanym, a chciałby założyć piec gazowy lub na olej opałowy, koniecznie musi do ceny inwestycji doliczyć koszt wkładu kominowego ze stali kwasoodpornej oraz pamiętać o gromadzących się skroplinach.

W tej sytuacji całkiem rozsądnie będzie zaopatrzyć się w piec o możliwie małej mocy z tak zwaną zamkniętą komorą spalania. Przy tym wcale nie reklamowana przez producentów sprawność energetyczna takiego urządzenia jest tu ważna (która objawia się tylko w specjalnych okolicznościach), a bezpieczeństwo i wygoda użytkowania. Do urządzenia o mocy rzędu 5 kW (wystarcza do ogrzania dobrze zaizolowanego domu jednorodzinnego nawet w czasie wielkich mrozów) komina nie trzeba budować. Przepisy dopuszczają wyprowadzenie przewodu spalinowego przez ścianę zewnętrzną. Dla nas ważne jest, że przewód ten może być tzw. współosiowym kominem, jako rura w rurze. Rura wewnętrzna służy do odprowadzenia spalin, a rura zewnętrzna zasysa powietrze, które jednocześnie ogrzewa się od rury wewnętrznej. Piec sam zassie sobie powietrze, sam wydmuchnie na zewnątrz spaliny, nie angażując do tego procesu powietrza z wewnątrz budynku ani nie częstując go spalinami. Co ważne, coś takiego nie wymaga wznoszenia ciężkiego komina ani prowadzenia przez kilka kondygnacji wkładki ze stali kwasoodpornej, zwykle za wąskiej i za długiej, by zapewnić komfortowe warunki komorze spalania.

Przewody wentylacyjne

Przewody wentylacyjne, jak wskazuje nazwa, służą do wentylowania i wyłącznie do tego celu. Nie wolno z nich korzystać jako z przewodów do odprowadzania dymu lub spalin - grozi to śmiercią innych osób od zaczadzenia oraz roznieceniem pożaru we wszystkich pomieszczeniach, przez które taki przewód przechodzi. Grozi na różne sposoby, bo jedynym wymaganiem, jaki przewód wentylacyjny ma spełniać, jest jego szczelność. Jest ona rozumiana bardzo swoiście.

Ponieważ w teorii przewody wentylacyjne w budynkach mieszkalnych nie służą do transportu substancji niebezpiecznych, w praktyce jeden przewód zbiorczy może obsługiwać kilka przewodów pobocznych. Zupełnie inaczej jest w przewodach dymowych i spalinowych: każdy przewód transportuje substancję niebezpieczną, w związku z tym musi być poprowadzony indywidualnie od paleniska do wyrzutni, bez żadnych „przykanalików” (z niewielkimi wyjątkami).

Poza tym warunek względnej szczelności przewodów wentylacyjnych może być spełniony na różne sposoby, a przy tym, ze względu na koszty, z użyciem materiałów, które z ogniotrwałością czy niepalnością niewiele mają wspólnego. Można je wykonać jak kominy dymowe, ale jest to bardzo drogie. Przewody wentylacyjne w budownictwie indywidualnym i zagrodowym są wykonywane z następujących materiałów, przy czym ich szczelność zależy wyłącznie od staranności montażu:

  • kształtek ceramiki budowlanej bez podporności ogniowej, przy tym nasiąkliwych,
  • nasiąkliwych kształtek z betonu i keramzytobetonu, dających niedefiniowalną odporność ogniową, zależną od staranności zlepienia zaprawą murarską,
  • rur stalowych, bez odporności ogniowej,
  • rur z tworzyw sztucznych, bardzo szczelnych, ale łatwopalnych.

Ostatnie rozwiązanie, czyli stosowanie rur z tworzyw sztucznych, jest szczególnie popularne w nowoczesnym budownictwie energooszczędnym. Mianowicie każdy taki dom jest wyposażony w system wentylacji wymuszonej, z odzyskiem ciepła w wymienniku (tzw. rekuperatorze). Wentylator wymusza obieg powietrza we wszystkich pomieszczeniach poprzez system rur zbiorczych i odgałęzień. Powietrze świeże z zużytym przechodzą przez kanały wymiennika ciepła, co producenci zachwalają jako czysty zysk, więc inwestor cieszy się z inwestycji. I rzeczywiście zysk przekracza nawet koszt napędzania wentylacji, jednak nie koszt samej instalacji. Są tu istotne wartości dodane, przede wszystkim filtracja powietrza, dalej możliwość jego nawilżenia lub osuszenia, nagrzania i oziębienia, no i odcięcie od hałasów zewnętrznych dzięki nieotwieraniu okien.

Niestety, są też wady. Pierwszą jest niebezpieczeństwo rozwoju pożaru na cały budynek poprzez sieć wentylacyjną, obejmującą przecież wszystkie pomieszczenia. Drugą - podtrzymanie rozwoju pożaru przez tę sieć, jeśli wykonano ją z materiałów palnych i/lub zaizolowano palnymi materiałami, a takie są tańsze i wygodniejsze w montażu od niepalnych. Trzecią - napędzenie pożaru przez wentylator wymiennika, póki sam nie spłonie. Dlatego, choć przepisy nie zabraniają stosowania plastikowych kształtek, jeśli już ktoś chce lub powinien zbudować system wentylacji wymuszonej, niech zdecyduje się na rury stalowe i zaizoluje je termicznie (i akustycznie) wełną mineralną. Jest jeszcze czwarta niedogodność użytkowania wentylacji wymuszonej. Mianowicie tam, gdzie ona występuje, nie wolno stosować urządzeń z otwartą komorą spalania: wentylacja najpewniej utrudni spalanie, czyli spowoduje spalanie niepełne, no i zassie do pomieszczeń to, co najgorsze - tlenek węgla. Dotyczy to zarówno kominków, pieców, jak i poczciwych kuchni do gotowania posiłków, a piecyków łazienkowych w szczególności.

Jeśli idzie o wentylację pomieszczeń, najbardziej newralgicznym miejscem pod względem pożarowym jest kuchnia. Producenci i projektanci wentylacji z odzyskiem ciepła zalecają, by przewody wysysające montować w łazience i w kuchni, jako że tam wydziela się najwięcej ciepła do odzyskania (duże ilości ciepła ze względu na znaczną wilgotność powietrza). Ale kto wprost zastosuje się do tych wskazań, ten gapa: przewody kuchenne są najbrudniejsze w całym domu, bo zanieczyszczone tłuszczem, a to materiał palny. Któregoś dnia tłuszcz zapali się i zadziała jak sadza w kominie. Dlatego dobrze mieć jeśli nie filtr kuchenny, to najprymitywniejszy nawet pochłaniacz zapachów, a za nim dopiero przewód. Przewód ten koniecznie należy wykonać z blachy kwasoodpornej, z możliwością łatwego montażu i demontażu - i warto często do niego zaglądać. To tam zawsze będzie najwięcej groźnych pożarowo zanieczyszczeń.

Filtry kuchenne należy wymieniać tak często, jak nas na to stać: tłuszcz z nich nie powinien dostawać się do przewodów wentylacyjnych. Ostateczną oznaką konieczności wymiany filtrów są brązowe kropelki tłuszczu pod nimi: to znak, że w rurach też można się go spodziewać, nie mówiąc o naprawdę drogich filtrach rekuperatora. Warto wymieniać filtry z jeszcze jednego względu: one już jako czyste są palne, gdyż ich główny składnik stanowi węgiel aktywowany, a po nasączeniu tłuszczem temperatura ich zapalenia obniża się do wartości krytycznych.

Konieczność czyszczenia przewodów

Czyszczenie wszystkich rodzajów przewodów jest pierwszym i najważniejszym warunkiem ich bezpiecznego użytkowania. W kontekście podanych wyżej informacji całkiem zrozumiałym. Art. 34 rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji z dnia 7 czerwca 2010 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów (DzU nr 109, poz. 119) stanowi, że:

  1. "W obiektach lub ich częściach, w których odbywa się proces spalania paliwa stałego, ciekłego lub gazowego, usuwa się zanieczyszczenia z przewodów dymowych i spalinowych w okresach ich użytkowania:
    1. od palenisk zakładów zbiorowego żywienia i usług gastronomicznych - co najmniej raz w miesiącu, jeżeli przepisy miejscowe nie stanowią inaczej;
    2. od palenisk opalanych paliwem stałym niewymienionych w pkt 1 - co najmniej raz na 3 miesiące;
    3. od palenisk opalanych paliwem płynnym i gazowym niewymienionych w pkt 1 - co najmniej raz na 6 miesięcy.
  2. W obiektach lub ich częściach, o których mowa w ust. 1, usuwa się zanieczyszczenia z przewodów wentylacyjnych co najmniej raz w roku, jeżeli większa częstotliwość nie wynika z warunków użytkowych.
  3. Czynności, o których mowa w ust. 1 i 2, wykonują osoby posiadające kwalifikacje kominiarskie.
  4. Przepisu ust. 3 nie stosuje się przy usuwaniu zanieczyszczeń z przewodów dymowych, spalinowych i wentylacyjnych budynków mieszkalnych jednorodzinnych oraz obiektów budowlanych budownictwa zagrodowego i letniskowego."

W przełożeniu na potoczny język wygląda to tak.

Jeśli w budownictwie indywidualnym lub zagrodowym użytkuje się przewody dymowe, należy je czyścić co najmniej co trzy miesiące. Jeśli spalinowe - nie rzadziej niż raz na pół roku. Raz w roku wypada przeczyścić przewody wentylacyjne.

W budynkach jednorodzinnych (czyli nie więcej niż dwurodzinnych) i zagrodowych możemy wszystkie przewody czyścić sami - jeśli coś zrobimy nie tak, to na własny rachunek. Możemy oczywiście wynająć specjalistę, czyli kominiarza i róbmy tak, gdy czujemy jakieś podejrzane zapachy lub niesprawność urządzeń mimo własnoręcznego czyszczenia.

W budynkach zamieszkania zbiorowego, gdzie przewody są długie i przechodzą przez wiele własności, sami mieszkańcy nie powinni ich czyścić: wszelkie czynności powinien wykonywać kominiarz. I warto dopilnować, żeby zrobił to rzetelnie - inaczej będzie czadowo.

st. bryg. Paweł Rochala jest p.o. dyrektorem Centralnego Muzeum Pożarnictwa
fot. arch. PP
styczeń 2019

Paweł Rochala Paweł Rochala
do góry