• Tłumacz języka migowego
Pożary filmowe Paweł Rochala

Bandyci czasu (1981)

1 Stycznia 2021

Zaczynamy serię artykułów, w których przyjrzymy się zawodowym okiem pożarom w filmach. Jak nas oszukują twórcy? Czy to na nas działa? Co należy podziwiać? Gdzie przesadzono, a gdzie nie doszacowano? O tym wszystkim będzie traktowała niniejsza rubryka.
Serię miał zapoczątkować inny tytuł, ale będą to „Bandyci czasu” [1], ponieważ…

… sir Thomas Sean Connery…

sędziwy 90-letni aktor, zmarł we śnie 31 października 2020 r. Był lubiany, kojarzony wyłącznie pozytywnie - z ról, a nie z życia prywatnego. Tę okoliczność należy docenić w dzisiejszych czasach, pełnych aktorów i aktorek znanych ze wszystkiego prócz klasy. Sean Connery poważnie traktował swoje obowiązki, a miał w sobie to coś, że bicie na ekranie nawet najpiękniejszych kobiet uchodziło mu płazem. Ba! Katherine Zetę-Jones nawet topił [2]!
Choćby z tych powodów warto zacząć od filmu z jego udziałem.

Grał na tyle dobrze, że nawet gdy na plakacie jako pierwszy w dziejach Bond, James Bond [3] trzymał w ręku co prawda pistolet, ale bardzo małokalibrowy, to nikt tego nie zauważył! A agenci Jej Królewskiej Mości nie do wróbli i gołębi strzelają…
Co istotne pożarowo: w filmie, który niniejszym pod kątem jakości przedstawienia pożaru zrecenzujemy, grał dwie role: króla Agamemnona, co nas obchodzi mało, i strażaka, co obchodzi nas więcej. W obydwu, jak to on, wypadł nad podziw wiarygodnie, choć ta druga rola była króciuteńka. Ale po kolei. Bo gra aktorska nie zależy tylko od aktora.

Twórcy…

… scenariusza to Terry Gilliam i Michael Palin, czyli duet spod znaku „Latającego Cyrku Monthy Phytona”. O sens tej nazwy nie ma co pytać: miała być bezsensowna. Z założenia tworzono tam skecze, rozumiane obecnie jako „humor angielski”, a w istocie używające surrealistycznych środków wyrazu do pokazywania prawideł dzisiejszego i niedzisiejszego świata. Przykład: punki skarżące się na gang agresywnych staruszek we wdowich strojach, bijących torebkami młodzież - to oni właśnie.
Grupa miała olbrzymi potencjał twórczy, wyobraźnię niczym jak widać nieskrępowaną, a jednocześnie, na co nie zwracano uwagi - bardzo solidne, wręcz klasyczne wykształcenie i nie mniejszą wiedzą historyczną. Wzięli się więc za filmy fabularne, w których na swój sposób walczyli tak z tradycją, jak z popkulturą, wiary nie oszczędzając. Wszystkie ich filmy miały drugie, a czasami i trzecie dno. Wszystkim bardzo precyzyjnie rozpisano scenariusze, a każdy robiono w nieco innej konwencji, zawsze z nad wyraz starannym osadzeniem scenograficznym i kostiumowym. Każdy jest wart uwagi: jednych będzie śmieszył, bo wszystko to są komedie, innych oburzał (lub wręcz przeciwnie), bo świętości tam się szarga, a niektórych może znudzić, bo obrazy te, z wyjątkiem „rybek Wand = lemurów Rollo”, zmuszają do myślenia. Jedno jest pewne: bezczelność twórców jest niebotyczna, a granice dobrego smaku rzadko bywają przekraczane, jednak jeśli już, to twórcy idą na całość.Strażak mruga porozumiewawczo do Kevina, głównego bohatera filmu / kadr z filmu

Uwaga, spojler!

Nasz film, jak zwykle u Pythonów, jest konsekwentnie obmyślony - nie dość, że w dalej konwencji, to z kluczem. Konwencja jest taka: rodzice nie zajmują się 11-letnim Kevinem, tylko oglądają telewizję i ciągle chcą mieć coś, co jest w niej reklamowane. Właściwie tracą na to cały wolny czas, zmieniając się w bezmyślnych, biernych konsumentów. Tymczasem odpychany przez telewizyjnych narkomanów syn zaczyna żyć we własnym świecie. I tu jest klucz: życie to przybiera na intensywności tak mocno, że Kevin każdą wolną chwilę w nim spędza. Któregoś dnia zjawia się u chłopaka banda prosiakowatych krasnoludów. Są zabawni, ale też złośliwi, a przy tym nie wyglądają na rozgarniętych. Mają mapę i nijak sobie z nią nie radzą; mapa pomaga w podróżach w czasie. Było nie było, poszedł chłopiec z nimi - dla jego wyobraźni mapa nie miała tajemnic.
Gdzie on nie był! Czego nie widział! A wszystko dokumentował aparatem fotograficznym, typu polaroid. Zaprzyjaźnił się z królem Agamemnonem, tym od wojny trojańskiej. Widział Robin Hooda - wiemy, z jakich przeżyć się to wzięło, a kto nie wie, przypomnę, że dawno, dawno temu amerykański aktor Errol Flynn i inni, ubrani w kuse kubraczki, czapko-kapelusze z przedłużonym daszkiem, a co najważniejsze - rajtuzy, biegali po lasach, śpiewali, skakali i strzelali z łuków [6]. Widział też Napoleona Bonaparte, który w angielskim wydaniu nigdy nie jest sympatyczny.
Wreszcie doświadczył czegoś, co już w dziecięcej wyobraźni mieścić się nie mogło, a było próbą przemycenia przez autorów własnych infantylizmów wieku dojrzałego: odpowiedzi na pytanie, czy Stworzyciel tego wszystkiego jest tak dobry, jak to głoszą. Kryzys wiary w wykonaniu 11-latka, opakowany nawet w komiczne sytuacje, to już nic śmiesznego.
Gdzieś tam, pod koniec tych przygód, dochodzi do walki dobra ze złem, które bucha piekielnym ogniem. Zło trafia do magicznej skrzynki, zwanej w realnym świecie kuchenką mikrofalową. Wszyscy krztuszą się dymem. I tu przechodzimy ze świata wyobraźni do pożaru.Kevin widzi na zdjęciu z podróży w czasie króla Agamemnona i rozpoznaje w nim strażaka, który przed chwilą go uratował / kadr z filmu

Pożar

Rzadko, bardzo rzadko twórcy pokazują pożar mieszkaniowy takim, jakim jest. A tu takim jest właśnie. Widzimy pokój chłopca, jego na łóżku, duszącego się przez sen. Widzimy to za dużo powiedziane - zawiesina dymu nie pozwala nam dostrzec za wiele. Bo też i prawie nic nie widać, jak w prawdziwym pożarze. Chłopiec budzi się, woła ratunku. Wszystko w jednej chwili się wyjaśnia - te podróże w czasie i przestrzeni, te niesamowite przygody, ta radość i śmieszność, których w życiu dziecku brakowało - wszystko to było jeśli nie grą wyobraźni, to snem nadwrażliwca, uciekającego od rzeczywistości. Bo cała ta podróż odbyła się bez wychodzenia z mieszkania, na dystansie między dwoma miejscami, gdzie chłopiec mógł czuć się bezpiecznie. Tak, tak, to są, jak się okazuje nawet z filmu fantastycznego, miejsca, w których należy przede wszystkim szukać dzieci w czasie pożarów mieszkaniowych - kuchnia i ich pokój. A w pokoju łóżko: pod łóżkiem, na łóżku, za łóżkiem, w pościeli z dokładnym jej przerzuceniem, wreszcie wewnątrz łóżka (czyli wersalki, tapczanu), ze sprawdzeniem dłonią, czy widoczna szmata nie jest przypadkiem małym człowieczkiem i czy za tą szmatą się nie schował.
Chwała twórcom filmu, że umieli to tak sugestywnie przedstawić w jednej, krótkiej scenie!
Zatem nic nie widać, jak w prawdziwym pożarze. Ale wypadają z hukiem drzwi. Nie pojawiają się kolejne potwory czy historyczne postacie. Do skrajnie samotnego, umierającego chłopca zbliża się postać w hełmie. Wygląda trochę jak z bajki: czarny surdut dwurzędowy, jak u kominiarzy, żółty hełm, żółte spodnie. Ale tak wtedy wyglądali angielscy strażacy.
Strażak wie, gdzie szukać. Sekunda i ma chłopca pod pachą, i już go wynosi, ocierając się o ścianę ognia, bo w pomieszczeniu obok właśnie trwa rozgorzały pożar. Tu troszkę twórcy przesadzili - obok czegoś takiego nie sposób przejść bez opalenia włosów na głowie. No ale był to jedyny element, gdzie sylwetka strażaka z chłopcem pod pachą była w pełni widoczna - na tle ognia.
Na zewnątrz strażak postawił chłopca na ziemi. Ten nie dowierzał - rozpoznał w wybawcy króla Agamemnona! Wyjął z zanadrza pidżamy plik zdjęć: to on!
Mamy też uczucie ulgi - rodzice przeżyli, ale pozostali sobą, nawet w takiej chwili kłócąc się: - Gdybyś był prawdziwym mężczyzną, uratowałbyś toster!
W tle strażacy wchodzą z linią wężową do środka. Za chwilę wynoszą kuchenkę mikrofalową. Co wtedy się dzieje, przemilczę.
Nasz strażak wsiadł na tylne prawe miejsce w kabinie samochodu. Czyli po naszemu był przodownikiem roty pierwszej. Chwycił za otwarte drzwi, odwrócił się jeszcze do chłopca i mrugnął. Zupełnie jak Agamemnon.Kevin w gościnie u króla Agamemnona / kadr z filmu

Co było nie tak?

Prawie wszystko było tak. Nawet wchodzenie do pożaru wewnętrznego bez aparatów powietrznych. W 1981 r. nie było jeszcze za wiele tworzyw sztucznych w otoczeniu człowieka, pożary groziły zatem co najwyżej tlenkiem węgla, a nie cyjanowodorem czy fosgenem. Piszący te słowa zaczynał przygodę z pożarami pod koniec lat 80., więc nie raz widział swoistą, a idiotyczną rywalizację pośród zawodowych strażaków: który dłużej wytrzyma bez aparatu powietrznego wewnątrz zadymionego pomieszczenia. Ze zdjęć angielskich pożarów tamtych czasów widać, jak włażą Strażacy Samy do zadymionych pomieszczeń tak w aparatach, jak i bez. Liczyła się szybkość działania, więc Sean Connery dobrze zrobił, że wszedł do pomieszczenia i natychmiast z niego wyszedł, ratując życie. Dziś jednak mogłoby to zakończyć się jego śmiercią.
Poza tym sama akcja trwała za krótko. Strażacy za szybko zwinęli się z miejsca zdarzenia. Ale bez tego nie mielibyśmy ujęcia, w którym Sean Connery mruga i odjeżdża, by ratować kogoś innego…
Jak by nie było, nie natrafiłem nigdy na tak realistyczny obraz pożaru wewnętrznego, z oddaniem uczucia klaustrofobii i bezradności w gryzącym dymie. I tak zręcznie wplecionej w zdarzenie tragicznej samotności dziecka, którego po prostu nie chce się nazwać podpalaczem.
Z czystym sumieniem polecam.
W następnym odcinku zobaczymy, co przeminęło z wiatrem.

Niektóre wcielenia Seana Connery’ego:

  1. Generał Roy Urquhart, co mówi do cynicznego dowódcy: „Tydzień temu wylądowałem z 10 tys. ludzi. Wyprowadziłem stamtąd 2 tys. To odbiera ochotę na sen” [4].
  2. Przebiegły, a uczciwy franciszkanin William, który prowadzi swego ucznia, Adsona z Melku, przez śmiertelnie niebezpieczny labirynt średniowiecznej biblioteki [5].

 

st. bryg. Paweł Rochala jest doradcą komendanta głównego PSP

Przypisy:

[1] Time bandits, Wlk. Bryt. 1981, reż. Terry Gilliam

[2] Osaczeni, Niemcy, USA, Wlk. Bryt. 1999, reż. Jon Amiel

[3] Doktor No, Wlk. Bryt. 1962, reż. Terrence Young

[4] O jeden most za daleko, Wlk. Bryt., USA, 1977, reż. Richard Attenborough

[5] Imię róży, Francja, Włochy, RFN, 1986, reż. Jean Jacques Annaud

[6] Przygody Robin Hooda, USA 1938, reż. William Keighley, Michael Curtiz

 

 

Paweł Rochala Paweł Rochala
do góry