Technologia wspiera ratowników
27 Listopada 2025Świadomość sytuacyjna na miejscu zdarzenia stanowi fundament skutecznych działań służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obywateli. O tym, jak aplikacja SIRON wspiera budowanie tej świadomości podczas akcji poszukiwawczych i innych złożonych działań ratowniczych, rozmawiamy z jej twórcą – Błażejem Buszą.
Na początek zapytam – kim jest Błażej Busza? To istotne dla tych, którzy nie znają jeszcze twojej historii.
Z zawodu i z pasji jestem ratownikiem. Na co dzień działam w Wielkopolskiej Grupie Poszukiwawczo-Ratowniczej, jestem także członkiem jej zarządu. Od lat zajmuję się wspieraniem koordynacji akcji ratowniczych i poszukiwawczych – nie tylko w Polsce, ale też np. w Nepalu po trzęsieniu ziemi. Jestem krótkofalowcem, społecznikiem i twórcą aplikacji SIRON, która wspiera działania w terenie.
Jak zrodził się pomysł na jej stworzenie?
Cofnijmy się do 2017 r. Prowadziliśmy akcję poszukiwawczą w Ostrowie Wielkopolskim – w pełni ochotniczą, z udziałem cywilów, strażaków PSP i OSP. Udało się odnaleźć zaginioną osobę, niestety już nie żyła. Wtedy dotarło do mnie, że działamy na ślepo – bez GPS, bez planowania. Wieczorem usiadłem i zacząłem programować aplikację dla naszej grupy – to miał być prosty rejestrator śladów. Z czasem zaczęły o niego pytać osoby z innych grup poszukiwawczych i jednostek, m.in. OSP. Potem dodaliśmy kolejne funkcjonalności: sektory, komunikację, kompas, system odpraw, zdjęcia zaginionych... Aplikacja rozwijała się razem z potrzebami, weszła do szerokiego użytku. Z biegiem czasu dołączali do nas nowi partnerzy – ratownicy górscy, wodniacy, a nawet grupy z zagranicy testujące rozwiązanie.
Co mówią liczby? Ilu ludzi z korzysta z aplikacji SIRON?
Aktualnie mamy około 500 grup w systemie – od GOPR i WOPR, przez OSP i PSP, po cywilne zespoły. 71 tys. osób zainstalowało aplikację. Przetworzyliśmy 316 mln pozycji GPS i zarejestrowaliśmy ponad 7000 zdarzeń ratowniczych. To już naprawdę duża skala.
Czy obserwujecie też wzrost liczby zdarzeń? A jeśli tak, to czy to tylko kwestia większej dostępności narzędzia, czy może realnie zwiększa się skala problemu?
WHO prognozuje, że do 2030 r. zaburzenia psychiczne, w tym depresja, będą jednym z największych globalnych problemów zdrowotnych – większym niż choroby sercowo-naczyniowe czy nowotwory. Już dziś dostrzegamy wzrost liczby zaginięć związanych z zaburzeniami psychicznymi, samobójstwami czy dezorientacją. To zjawisko będzie się nasilać. W statystykach mamy coraz więcej wezwań do trudnych przypadków, a trend ten pokrywa się z globalnymi prognozami. Ciekawostką jest to, że część z tych akcji kończy się pozytywnie dzięki szybkiemu przesłaniu linku lokalizacyjnego i natychmiastowemu odnalezieniu osoby – nawet jeśli jesteśmy dziesiątki kilometrów od miejsca zdarzenia.
Masz w pamięci akcje, które szczególnie cię poruszyły?
Jest ich dużo. Na przykład wtedy, gdy dron z termowizją sprawdził sektor i uznano go za zweryfikowany. Jednak doświadczenie i intuicja podpowiedziały nam, żeby wrócić w to miejsce. Po ponownym przeszukaniu odnaleziono mężczyznę w polu kukurydzy – nieprzytomnego, ale żywego. To wydarzenie pokazało, że technologia jest ważna, ale ostatecznie liczy się człowiek i jego praktyka oraz intuicja. Albo inny przypadek – starszy pan wyszedł ze szpitala i przeszedł 24 km. Został odnaleziony dzięki analizie kamer monitoringu i śladom w terenie. Mimo zaawansowanego wieku i choroby przeżył. Ta akcja pokazuje znaczenie dokładnego zbierania danych i śladów.
Często podkreślasz wagę odpowiedniej taktyki w terenie.
To absolutna podstawa. Wywiad jest kluczowy – trzeba poznać profil zaginionego, jego zwyczaje, stan zdrowia. Każdy sektor powinien być zaplanowany logicznie, a decyzje trzeba móc uzasadnić. Należy unikać zadeptywania śladów – pierwszy zespół wchodzący w teren może przypadkowo zniszczyć cenne dowody. Wszystko trzeba dokumentować – od zdjęć po koordynaty GPS, bo po tygodniach czy miesiącach może to mieć ogromne znaczenie. Trzeba pamiętać, że określenie sektora jako „przeszukany” nie oznacza, że można go całkowicie wykluczyć.
Wiem, że nie każda grupa może ot tak zacząć używać aplikacji SIRON.
Tak – mamy proste wymaganie: szkolenie. Przyszli użytkownicy muszą znać podstawy SAR (Search and Rescue – szukam i ratuję) planowania sektorów, profilowania zaginionych. Chodzi o to, żeby ludzie wiedzieli, co robią – a nie tylko klikali kwadraciki na mapie.
Współpracujecie z wieloma podmiotami?
Z GOPR, PSP, Policją... Ale też z pasjonatami, społecznościami, które edytują mapy OSM. Dzięki temu w aplikacji SIRON można wyświetlić hydranty, linie energetyczne, nawet ambony czy jaskinie. To wszystko pomaga. Organizujemy też warsztaty i wymianę doświadczeń między grupami – bo narzędzie jest ważne, ale jeszcze ważniejsza jest praktyka.
Co dalej z aplikacją? Jakie masz plany?
Przede wszystkim chcemy, żeby była jak najprostsza i nadal darmowa dla tych, którzy ratują ludzkie życie. Nie interesuje nas jej komercjalizacja – ma służyć ludziom, a nie zarabiać. Kolejnym krokiem jest lepsze wykorzystanie danych z dronów, tak aby operator od razu mógł widzieć w systemie, co rejestruje kamera. W przyszłości chcemy też otworzyć API, czyli interfejs programowania aplikacji, by inne instytucje mogły dołączać swoje dane i narzędzia. W planach jest dalsze rozwijanie modułu szkoleniowego, tak aby ratownicy mieli dostęp do wiedzy o profilach osób zaginionych i taktykach poszukiwawczych bezpośrednio w systemie.
Jakie jest twoje ulubione narzędzie ratownika w plecaku poza elektroniką?
Zdecydowanie kompas mapowy. Pozwala przeliczać skalę na mapie i mierzyć odległości czy wielkości obiektów w terenie. To proste narzędzie, a w praktyce niezwykle skuteczne i daje niezależność od elektroniki. Do tego zawsze zabieram spory zapas jedzenia i picia – energia ratownika jest kluczowa, bo zmęczony czy odwodniony nie będzie w stanie skutecznie szukać osoby zaginionej. Najważniejsze, by był wypoczęty i przygotowany do zadania – wpływa to bezpośrednio na skuteczność poszukiwań i bezpieczeństwo zespołu.
Na koniec – co dla ciebie jest w tej służbie najważniejsze?
Żeby odnaleźć człowieka. Żywego. Reszta to tylko narzędzia. A SIRON powstał właśnie po to, żeby pomóc. Nie sprzedajemy go, nie reklamujemy, tworzymy dla ludzi. I jeśli komuś się przyda, to znaczy, że było warto.
fot. Wielkopolska Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza
Cytaty do wyboru
Aplikacja rozwijała się razem z potrzebami, weszła do szerokiego użytku. Z biegiem czasu dołączali do nas nowi partnerzy – ratownicy górscy, wodniacy, a nawet grupy z zagranicy testujące rozwiązanie.
Aktualnie mamy około 500 grup w systemie – od GOPR i WOPR, przez OSP i PSP, po cywilne zespoły. 71 tys. osób zainstalowało aplikację. Przetworzyliśmy 316 mln pozycji GPS i zarejestrowaliśmy ponad 7000 zdarzeń ratowniczych. To już naprawdę duża skala.
W statystykach mamy coraz więcej wezwań do trudnych przypadków, a trend ten pokrywa się z globalnymi prognozami. Ciekawostką jest to, że część z tych akcji kończy się pozytywnie dzięki szybkiemu przesłaniu linku lokalizacyjnego i natychmiastowemu odnalezieniu osoby – nawet jeśli jesteśmy dziesiątki kilometrów od miejsca zdarzenia.
Wywiad jest kluczowy – trzeba poznać profil zaginionego, jego zwyczaje, stan zdrowia. Każdy sektor powinien być zaplanowany logicznie, a decyzje trzeba móc uzasadnić.
Przede wszystkim chcemy, żeby [aplikacja] była jak najprostsza i nadal darmowa dla tych, którzy ratują ludzkie życie. Nie interesuje nas jej komercjalizacja – ma służyć ludziom, a nie zarabiać.
fot. Wielkopolska Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza