Rozmaitości

Nieludzcy podpalacze

Kategoria: Rozmaitości

Człowiek, przestępca wzniecający pożar. Taką definicję podpalacza znajdziemy w słowniku języka polskiego. Czy zawsze jest trafna?

W 1871 r. w suchy, upalny wieczór 8 października w Chicago drewniana obora stanęła w płomieniach. Ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie na pobliskie budynki, ogarniając znaczną część miasta. Pożoga ta znana jest historii jako „wielki pożar Chicago”. Zgodnie z miejską legendą pożar miała rozpocząć krowa, która kopnęła lampę naftową, odłożoną na czas dojenia na ziemi. Zapaliła się słoma, a w konsekwencji cała drewniana budowla i 10 km² ówczesnej zabudowy miejskiej. Płomieniom nie oparły się murowane hotele, chicagowski ratusz, kościoły ani fabryki.

Do innego niebezpiecznego zdarzenia z udziałem bydła doszło 145 lat później. Pewien niemiecki rolnik przekonał się, jakie mogą być skutki niewietrzenia obory. Jego 90 mlecznych krów, cierpiących na wzdęcia, wyprodukowało i wydaliło znaczną ilość metanu. Jedna krowa produkuje w procesie fermentacji beztlenowej około 280 litrów tego węglowodoru dziennie.Rozpylony w pomieszczeniu łatwopalny gaz eksplodował na skutek niewielkiego wyładowania elektrostatycznego. Wybuch uszkodził dach budynku i spowodował niewielki pożar. Poparzeniu uległa jedna ze sprawczyń.

O tym, że byk może być groźny, wie każdy. Ale nie każdy wie, że pobudzony buchaj może puścić z dymem 14 ha pastwisk. Na pewnym kalifornijskim ranczu byk rozjuszony z uwagi na ruję jałówki kilkukrotnie nacierał na słup energetyczny. Ponawiał ataki, dopóki nie pokonał przeszkody. Przy kontakcie przewodów z ziemią powstał łuk elektryczny podpalający darń.

Palenie szkodzi

Wróbelek może być równie niebezpieczny co ważący tonę byk. Ptaszyna stała się głównym podejrzanym w sprawie podpalenia sklepu w pewnym brytyjskim miasteczku. Spowodowany przez ptaka pożar wyrządził szkody oszacowane na 250 tys. funtów. Zespół dochodzeniowy nie dopatrzył się usterek instalacji elektrycznej ani gazowej. W toku postępowania ustalono natomiast, że najbardziej prawdopodobną przyczyną powstania pożaru było umieszczenie przez wróbla tlących się niedopałków wśród suchych gałązek gniazda, znajdującego się tuż pod okapem dachu. Powyższą tezę potwierdziły odnalezione przez śledczych liczne niedopałki w innych gniazdach wybudowanych w szczelinach spalonego budynku.

Winę za wzniecenie pożaru na poddaszu trzykondygnacyjnego budynku w Londynie, w wyniku którego konieczna okazała się ewakuacja dziewięciu mieszkańców, przypisuje się z kolei gołębiowi. Źródłem ciepła, które spowodowało zapalenie, również okazały się niedopałki papierosów zgromadzone w gnieździe. Rekonstrukcja przebiegu zdarzenia wskazuje na rozprzestrzenienie się ognia od ptasiego gniazda na elementy konstrukcyjne dachu.

Co ciekawe, okazało się, że liczne ptaki miejskie zaczęły celowo zbierać niedopałki papierosów i wmontowywać je w konstrukcję gniazda. Czerpią z tego konkretne korzyści – nie tylko ocieplają nimi swoje gniazda, lecz także odstraszają pasożytnicze roztocza. Celuloza pełni funkcje izolujące, nikotyna i octan celulozy (z którego wykonuje się filtry papierosów) stają się zaś naturalnymi insektycydami.

Symbol szczęścia

Zgodnie z powiedzeniem „Gdzie bocian na gnieździe siedzi, tam piorun nie uderzy”, obecność bociana zapewnia bezpieczeństwo pożarowe obiektów budowlanych. Dodatkowo – według wierzeń – miał on chronić od pożaru z zaprószonego i podłożonego ognia. Kto wyrządził mu krzywdę, narażał się na srogą zemstę w postaci podpalenia domu przyniesioną w dziobie żagwią.

Czy zatem motywem podpalenia drewnianego chlewamogła być zemsta? W jednej ze wsi gminy Augustów ogień w obejściu pojawił się w samo południe, gdy gospodarze pracowali w polu. Kiedy pierwsi strażacy przybyli z odsieczą, zastały ich już tylko dymiące zgliszcza. Właściciel gospodarstwa rolnego od początku podejrzewał podpalenie. W trakcie oględzin pogorzeliska zauważono kawałek druta przyspawanego do przewodu energetycznego biegnącego w sąsiedztwie chlewika. Szczegółowa analiza śladów popożarowych oraz przebiegu pożaru wskazała winnego. Bocian poszukujący budulca do modernizacji gniazda chwycił kawałek drutu i wzbił się z nim w powietrze. Metalowy element wypadł z czerwonego dzioba dokładnie nad przewodami zasilającymi posesję w prąd, powodując zwarcie w instalacji i iskrzenie. Spadające iskry zainicjowały pożar drewnianego chlewu. Można tylko się domyślać, że tym razem to jednak nie była zemsta bociana – gospodarz stracił chlew, ale na nim znajdowało się gniazdo skrzydlatego podpalacza.

Inny bocian na terenie powiatu człuchowskiego był przyczyną pożaru żyta na powierzchni 1,5 ha. Dotknął rozłożystymi skrzydłami dwóch przewodów linii energetycznej, powodując zwarcie. Płonący ptak spadł na pole, inicjując pożar zboża.

Zabójcze słupy

Napowietrzne linie energetyczne, w które wpadają ptaki, stając się źródłem pożaru, są sporym problemem. Potwierdzają to między innymi teksańscy strażacy. Przyszło im walczyć z ogniem, który spowodował  sęp. Ten ogromny padlinożerca nie zmieścił się między przewodami i zahaczył o nie skrzydłami. Porażony prądem, jeszcze płonący martwy ptak upadł u podnóża konstrukcji wsporczej. Taki był początek pożaru powierzchniowego, który strawił 2,5 ha nieużytków.

Inny pożar, z którym strażacy walczyli przez kilka godzin, spowodowały dwie gęsi. Wznosząc się z tafli wody do lotu, wleciały wprost na linię zasilania rozciągniętą nad rzeką. Przerwały przewód pod napięciem, który upadł na nadrzeczną roślinność – palną pokrywę gleby. Jedna z gęsi zginęła na miejscu, losy drugiej nie są znane. Stromy i wysoki brzeg utrudniał prowadzenie akcji gaśniczej, a przerwę w dostawie energii odczuło 19 tys. osób.

Konstrukcja niezapewniająca odpowiednich odległości między przewodami oraz zastosowanie zbyt krótkich izolatorów na słupach to zgodnie z nomenklaturą stosowaną w zachodniej literaturze słupy zabójcy (ang. killer poles), ze względu na wysoką śmiertelność ptaków. Do porażenia dochodzi w chwili symultanicznego kontaktu fizycznego z elementami linii o różnych potencjałach. Ryzyko porażenia (i podpalenia) rośnie wraz z wielkością zwierzęcia (rozpiętość skrzydeł sępa to 230 cm, gęsi 160 cm, a bociana do 210 cm).

… oto miś

W Kalifornii dwukrotnie odnotowano chuligańskie wybryki niedźwiedzi, które zakończyły się pożarami lasów. Ci ważący blisko 700 kg wandale wspinali się na drewniane słupy energetyczne, powodując awarię linii. Porażone prądem niedźwiedzie spadały na ziemię, a wraz z nimi iskrzące przewody. Jeden z pożarów udało się ugasić w zarodku. Drugi rozprzestrzenił się na powierzchnię 0,6 ha, a akcja gaśnicza trwała trzy godziny.

Ostatnie wielkopowierzchniowe (590 tys. ha) pożary lasu w prowincji Alberta w Kanadzie każą przyjrzeć się niedźwiedziom ze wzmożoną czujnością i nieufnością. Okazuje się bowiem, że czerpią one korzyści z pożarów. Miasto Fort McMurray z którego ewakuowano 90 tys. mieszkańców, stało się dla tych wszystkożernych zwierząt doskonałym miejscem na piknik, ze względu na bogactwo pozostawionej żywności. A ponieważ wśród zwierząt są takie gatunki, które celowo wykorzystują płomienie do zdobywania pożywienia, można się zastanowić, czy misiom także nie przyszło to do głowy.

Niedźwiedzie rychło doczekały się naśladowców wśród innych leśnych ssaków. Tym razem ryś wspiął się na słup energetyczny. Skutkami zetknięcia tkanek dzikiego kota ze źródłem prądu elektrycznego były kolejno: śmierć, zapalenie, upadek na ziemię i inicjacja pożaru traw. Pożar spowodowany przez rysia objął powierzchnię ponadtrzykrotnie większą od niedźwiedziego pożarzyska.

Atak małych zębów

Równie niebezpieczne mogą okazać się gryzonie. Szkody powodowane przez bobry to nie tylko podtapianie terenów czy blokady przepustów. Od niedawna na konto swoich przestępstw gospodarczych mogą wpisać także podpalenie. Żerujący bóbr obalił rosłą topolę wprost na trakcję elektryczną, ta została przerwana i podpaliła 0,4 ha przybrzeżnych szuwarów. Był to precedens; na szczęście większość przedstawicieli gatunku zazwyczaj przywraca korzystne stosunki wodne, zmniejszając lokalne zagrożenie pożarowe.

Mniejsze gryzonie wydają się być jeszcze bardziej niebezpieczne. Okazuje się, że myszy które zjadły Popiela, mogły go równie dobrze spalić żywcem. Początkowo za śmierć 55-letniej kobiety obwiniano właśnie mysz, która przegryzając przewody zasilające lodówki, spowodowała pożar mieszkania. Sekcja zwłok wykazała jednak, że w drogach oddechowych denatki nie ma śladu wdychanych produktów spalania, a przyczyną zgonu była choroba wieńcowa. Mysz została więc oczyszczona z zarzutów spowodowania śmierci. Nie ulega jednak wątpliwości, że jest winna podpaleniu mieszkania. Szacuje się, że gryzonie w Stanach Zjednoczonych doprowadzają każdego roku do 20% pożarów budynków.

Inna mysz w przedśmiertnym zrywie wzięła odwet na właścicielu nieruchomości, próbującym ją brutalnie wyeksmitować. Mężczyzna wrzucił pojmaną mysz do przydomowego ogniska. Płonącemu gryzoniowi udało się wydostać i przerażony uciekł w kierunku zajmowanego wcześniej domostwa. Przebiegając przez próg, mysz podpaliła wiszącą we framudze moskitierę, skąd płomienie rozprzestrzeniły się na cały dom. Budynek doszczętnie spłonął.

Do innego tragicznego zdarzenia doszło w pobliżu Toronto. Mysz domowa pozbawiła życia blisko 100 kotów. Finałem odwiecznego międzygatunkowego konfliktu był pożar schroniska dla kotów. Gryzoń spowodował pożar, przegryzając przewód elektryczny w suficie budynku. Sprawca zginął na miejscu zdarzenia.

O innych sposobach wzniecania ognia przez gryzonie przekonała się pewna starsza para, wracająca swoim pickupem z weekendowego kampingu. W pewnej chwili dym zaczął wypełniać kabinę pojazdu. Turyści zatrzymali się na poboczu, wezwali straż pożarną i bezradnie przyglądali się, jak ich samochód staje w płomieniach. Wiejący tego dnia silny wiatr stwarzał realne zagrożenie przeniesienia płomieni na pobliskie prerie, ciągnące się wzdłuż drogi. Strażakom udało się jednak szybko opanować ogień, nie dopuszczając do zapalenia przydrożnej roślinności. Oględziny wraku ujawniły nietuzinkowe znalezisko. W komorze silnika oraz w bezpośrednim sąsiedztwie rury wydechowej zauważono wiele zwęglonych szyszek, które uznano za bezpośrednią przyczynę powstania pożaru. W kontakcie z rozgrzanymi elementami układu wydechowego łatwo uległy zapaleniu. Najprawdopodobniej podczas kampingu wiewiórka wybrała pickupa jako swój magazyn na zimowe zapasy.

Przyjaciel?

Ludzie zawsze chętniej wybierali towarzystwo psów niż gryzoni. Mówi się wręcz, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Kiedy ma się takich przyjaciół, wrogowie stają się niepotrzebni. Pewien pies bawiący się zapałkami spowodował pożar domu w Kanadzie. Dochodzenie wykazało, że żując pudełko zapałek, podpalił dywan na środku salonu, skąd ogień rozprzestrzenił się na resztę pomieszczenia. W czasie oględzin odnaleziono zwęgloną paczkę zapałek fosforowych typu strike-anywhere (ang. uderz gdziekolwiek), zapalających się przy energicznym potarciu, o każdą suchą i szorstką powierzchnię. Tego typu zapałki należy zawsze przechowywać w miejscu niedostępnym dla dzieci i – jak się okazało – psów.

Kolejny czworonóg spowodował pożar w stanie Missouri. Pewien właściciel ziemski znalazł na terenie swojej posesji padłego kojota, z którym rozprawiły się jego liczne psy stróżujące. Mężczyzna postanowił spalić truchło. Chcąc ułatwić sobie zadanie oblał martwe zwierzę zużytym olejem silnikowym. W czasie kremacji kojota psy biegały luzem po podwórzu. Niestety jeden z nich podszedł zbyt blisko ognia i sam stanął w płomieniach. Spanikowany, rozpoczął szaleńczy bieg po działce, podpalając wokoło suchą trawę. Szybka interwencja strażaków pozwoliła na zatrzymanie płomieni na niewielkiej powierzchni.

Kocia mafia

Najświeższe doniesienie, bo z czerwca bieżącego roku, związane jest z ogromnymi pożarami lasów paraliżującymi Sycylię. Z powodu otrucia dymem lub oparzeń w walce z pożarami lasów 20 osób zostało hospitalizowanych. Ponad 15 000 domów zostało pozbawionych prądu. W ciągu dwóch dni doszło do 800 podpaleń, w wyniku których spaleniu uległo 5600 ha. To nie dzieło przypadku. Nieludzkich praktyk dopuszcza się sycylijska mafia. Jej przedstawiciele przyczepiają do kocich ogonów nasączone łatwopalnymi płynami tkaniny i podpalają je. Przerażone zwierzęta uciekają w panice w głąb zarośli, podkładając ogień na swojej drodze. Podłożem tych działań jest konflikt sycylijskiej mafii z Dyrekcją Parku Narodowego oraz chęć zarobienia na zalesieniach pożarzysk, gdyż wiadomo, że mafijne struktury zainwestowały w firmy zajmujące się odnowieniami lasu.

Zamiar bezpośredni

W powyższych przypadkach trudno przypisać zwierzętom celowe działanie, wyczerpujące znamiona podpalenia i należy traktować je jako podpalaczy raczej z przymrużeniem oka. To  specyficzny przegląd nieszablonowych przypadków pożarowych.

Istnieją jednak dwa gatunki, które pretendują do oficjalnego miana zwierzęcych podpalaczy.

Liczne zeznania naocznych świadków wskazują, że sokół brunatny i kania czarna są w Australii sprawcami pożarów lasów. Ptaki te potrafią przelecieć wiele kilometrów, by dotrzeć do pożaru i posilić się drobnymi kręgowcami i owadami uciekającymi z płomieni. Ofiary stają się łatwym łupem drapieżnych ptaków. Małe pożary często gromadzą tak dużo tych drapieżników że nie wystarcza pokarmu dla wszystkich, wobec czego wspomniane gatunki udoskonaliły taktykę zdobywania pożywienia. Relacje pochodzące zarówno od rdzennych mieszkańców Australii – Aborygenów jak i od strażaków oraz leśników, wskazują na to, że ptaki przenoszą w szponach tlące się gałązki z pożarzyska w nowe rejony nieobjęte ogniem. W ten sposób wypędzają stada drobnych zwierząt, prosto w swoje szpony. .

Jak dowodzą powyższe, coraz liczniejsze doniesienia ze świata, ludzie nie są jedynymi zwierzętami zdolnymi do wywołania pożaru.

Jan Kaczmarowski zajmuje się ochroną przeciwpożarową lasu w Wydziale Ochrony Lasu Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych

Data publikacji: sierpień 2016