Aktualne wydanie, Zdrowie Szymon Kokot

Profilaktyka nowotworowa: indywidualna odpowiedzialność i zmiany systemowe

27 Lutego 2026

4 lutego obchodzony jest Światowy Dzień Walki z Rakiem. To dobry moment, aby przypomnieć, że nowotwory u strażaków nie są wynikiem pecha czy wyłącznie predyspozycji genetycznych, lecz konsekwencją ekspozycji i specyfiki służby. Cząstki zawarte w dymie, sadzy oraz substancjach chemicznych osiadają na skórze i sprzęcie ochronnym, a następnie są przenoszone do kabin pojazdów, szatni, pralni, a niekiedy także do domów. Specyfika służby sprzyja również powstawaniu okoliczności oraz nawyków obniżających indywidualną odporność organizmu. Najnowsze opracowania Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC), działającej w strukturach WHO, kończą erę domysłów i opinii – warunki służby strażaków zostały zakwalifikowane jako rakotwórcze dla ludzi. Informacja ta nie powinna jednak służyć wzbudzaniu sensacji, lecz przesunięciu ciężaru dyskusji z pytania „czy to prawda?” na kluczowe rozważania: „co z tym zrobić?”.

Sylwetka strażak w ubraniu specjalnym z przedstawieniem najbardziej narażonych obszarów skóry.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Strażak nie ma wpływu na skład chemiczny substancji wydzielających się podczas pożaru mieszkania, magazynu, pojazdu czy śmietnika. Nigdy też nie pozna ich dokładnego składu i w istocie nie musi go znać. Ma jednak wpływ na to, czy wraca z pożaru z niewidzialnym – a częściej po prostu niewidzianym – skażeniem i czy stanie się ono normą w miejscu pełnienia służby. Dlatego artykuł nie koncentruje się na encyklopedycznych wyliczeniach zagrożeń chemicznych, lecz na tym, co ma znaczenie praktyczne: higienie po pożarze, dekontaminacji, respektowaniu zasad funkcjonowania stref czystych i brudnych oraz zmianie kultury pracy. Skupienie się na tych aspektach kosztuje mniej niż leczenie i wypłata odszkodowań, a jednocześnie ratuje więcej żyć.

Koniec wątpliwości: klasyfikacja IARC

IARC nie zajmuje się opiniami ani poglądami. Jej zadanie jest ściśle określone: zebrać i ocenić dowody naukowe pochodzące z wielu krajów, a następnie sklasyfikować czynniki rakotwórcze. W 2023 r. IARC oceniła zawodową ekspozycję strażaków jako czynnik rakotwórczy dla ludzi. Zakwalifikowano ją do najwyższej kategorii – Grupy 1 – co oznacza, że istnieją wystarczające dowody na powodowanie przez ten czynnik nowotworów u ludzi.

Czego przyporządkowanie zawodu strażaka do tej grupy nie oznacza? Nie oznacza to stwierdzenia: „każdy strażak zachoruje”, ani nie jest wyliczeniem odsetka zachorowań. Nie jest to prognoza dotycząca konkretnej osoby. Jest to komunikat o naturze zjawiska: ekspozycja związana z wykonywaniem zawodu strażaka jest z definicji niebezpieczna onkologicznie, ponieważ łączy w sobie czynniki o udowodnionej rakotwórczości.

IARC wskazuje przy tym, że dowody epidemiologiczne są wystarczające w odniesieniu do co najmniej dwóch nowotworów: międzybłoniaka oraz raka pęcherza moczowego. Dla kilku kolejnych lokalizacji nowotworów dowody oceniane są jako „ograniczone” – co w terminologii IARC oznacza, że związek jest prawdopodobny, jednak nie można jeszcze wykluczyć wpływu czynników zakłócających lub brakuje spójności danych. Jednocześnie nie oznacza to, że lista nie będzie rozszerzana – przeciwnie, czyni to jej przyszłe poszerzenie prawdopodobnym wraz z pojawieniem się nowych dowodów naukowych.

Klasyfikacja ta nie dotyczy wyłącznie wybranych strażaków, lecz wszystkich – w tym również strażaków ochotników. Podważa to wygodną narrację, zgodnie z którą problem występuje w innym kraju lub w innej formacji. Z punktu widzenia profilaktyki kluczowe znaczenie ma nie rozmiar pożaru, lecz częstotliwość ekspozycji oraz jakość działań prewencyjnych. W praktyce zatem dyskusja nie powinna koncentrować się na udowadnianiu istnienia ryzyka, lecz na umiejętności zarządzania ekspozycją. W warunkach pożaru nie da się jej wyeliminować, można ją jednak realnie zmniejszyć – poprzez procedury, logistykę i kulturę służby. Największe sukcesy w tym obszarze zwykle nie wynikają z samej technologii ani z wysokości nakładów finansowych (choć często idą z nimi w parze), lecz z konsekwentnego wdrażania podstawowych zasad. Jeśli straż ma potraktować wnioski IARC poważnie, musi zacząć myśleć o higienie popożarowej tak, jak myśli o środkach ochrony indywidualnej – nie jak o „dodatku”, lecz jako o standardzie bezpieczeństwa. Istnienie ryzyka nowotworowego należy po prostu przyjąć do wiadomości.

Źródła zagrożeń

Dym pożarowy jest mieszaniną gazów, par i cząstek, której skład zmienia się z każdą minutą: inne warunki panują w fazie pożaru rozwiniętego, inne podczas dogaszania, inne w strefie zadymienia, a jeszcze inne w trakcie wentylacji i rozbiórki. Wspólny mianownik jest jeden: w środowisku pożaru powstają substancje drażniące, toksyczne i potencjalnie rakotwórcze – część w postaci gazów i oparów, a część jako lotne związki organiczne, część jako cząstki stałe (sadza/PM) z „przyklejonymi” związkami chemicznymi. Strażak nie ma wpływu na to, jakie materiały ulegają spalaniu, ma jednak wpływ na to, jak długo i w jaki sposób ta mieszanina pozostaje w kontakcie z jego organizmem.

Schemat przedstawiający trzy filary ryzyka: człowiek (donie podczas mycia), sprzęt (hełm strażacki, samochód bojowy), jednostka (samochody bojowe w garażu).)Istnieją dwie główne drogi narażenia: oddechowa i dermalna (przez skórę). Zagrożenia związane z zatruciami wziewnymi zostały dobrze rozpoznane, dlatego aparat powietrzny stanowi fundament ochrony. Problem polega na tym, że oddychanie dymem nie ogranicza się wyłącznie do wejścia w strefę zadymienia bez aparatu. Obejmuje ono także momenty, w których środki ochrony indywidualnej zostają zdjęte zbyt wcześnie, takie jak: dogaszanie, wynoszenie mienia, prace rozbiórkowe, porządkowanie pogorzeliska, przerwy czy przejścia między obszarami. Dym i aerozol mogą utrzymywać się lokalnie przez długi czas, a ekspozycja powtarzana dziesiątki i setki razy w kolejnych latach służby zawodowej tworzy znaczący ładunek biologiczny.

Droga dermalna jest mniej intuicyjna, ponieważ „nie szczypie w płuca” i często nie powoduje natychmiastowych objawów. A jednak skóra – szczególnie na szyi, w okolicy żuchwy, na nadgarstkach oraz w pachwinach – jest miejscem, w którym narażenie może być znaczące. Po pierwsze, obszary te są trudne do idealnego uszczelnienia. Po drugie, są to obszary o dużej potliwości, cienkiej warstwie ochronnej i intensywnym ukrwieniu. Po trzecie, w trakcie działań strażak jest rozgrzany i spocony, często odwodniony; naczynia krwionośne są rozszerzone, a pory skóry aktywne. Są to warunki sprzyjające wnikaniu i transportowi związków chemicznych z powierzchni skóry do organizmu.

Kolejnym elementem ryzyka jest kontakt z kontaminowanym wyposażeniem. Ubranie specjalne, kominiarka, rękawice, hełm, pasy czy elementy maski – wszystko to zbiera sadzę oraz związki chemiczne niczym gąbka. Problem ten nie kończy się w momencie odjazdu z miejsca zdarzenia. Jeśli sprzęt wraca do kabiny pojazdu lub do szatni, jest przenoszony przez wspólne korytarze, odkładany na ławki, a następnie wchodzi w cykl „wyjazd–powrót–wyjazd”, ekspozycja przestaje być epizodem, a staje się trwałym tłem. W praktyce oznacza to zjawisko wtórnej ekspozycji: strażak może przyjmować dawki toksyn nie tylko na pożarze, lecz także później – podczas zdejmowania odzieży, w trakcie pracy w jednostce, w samochodzie i w innych przestrzeniach wspólnych.

Pamiętajmy również, że nawet najlepsze środki ochrony indywidualnej (ŚOI) nie tworzą hermetycznej kapsuły. Chronią one w określonych warunkach i mają swoje słabe punkty: połączenia, mankiety, kołnierze, zamki, miejsca ucisku i zgięć, a także sytuacje, w których odzież jest mokra i rozgrzana. Dodatkowo istotną rolę odgrywa czynnik ludzki: zmęczenie, presja czasu, przerwy w ciągłości ochrony oraz utrwalone nawyki w jednostce. To właśnie dlatego rozmowa o ryzyku nie może kończyć się na uproszczonych hasłach „noś aparat” czy „pierz ubranie”. Jest to temat systemowy: wymaga uporządkowania tego, co dzieje się po akcji – ponieważ to właśnie tam często zaczyna się „niewidzialna” część ekspozycji, o której rzadko myślimy w kategoriach zagrożenia onkologicznego.

Najskuteczniejsze: higiena popożarowa i dekontaminacja

Jeśli ktoś szuka jednego „złotego środka” na ryzyko nowotworów w straży, musi liczyć się z rozczarowaniem. Nie ma tu jednego, uniwersalnego rozwiązania. Jest jednak coś lepszego: zestaw prostych działań, które – stosowane konsekwentnie – realnie obniżają ekspozycję i nie wymagają laboratoriów ani dużych inwestycji, lecz dyscypliny oraz sprawnej logistyki. Higiena popożarowa i dekontaminacja nie są sprzątaniem, lecz elementem bezpieczeństwa i higieny pracy oraz profilaktyki zdrowotnej. Zamieszczona obok lista dobrych praktyk wskazuje najbardziej skuteczne i możliwe do wdrożenia kierunki działania.

Zalecenia te są skuteczne wyłącznie wówczas, gdy przestają być postrzegane jako przymus, a stają się elementem rutyny. Nie ma potrzeby wdrażania wszystkich rozwiązań jednocześnie. Wystarczające jest rozpoczęcie od trzech podstawowych filarów: (1) szybkiego mycia kluczowych obszarów skóry, (2) izolacji brudnego sprzętu oraz (3) wyznaczenia stref czystych i brudnych. Jeśli te trzy elementy zostaną utrwalone w codziennej praktyce, pozostałe działania staną się kwestią dalszego dopracowania.

 

Profilaktyka nowotworowa strażaków: lista dobrych praktyk

  • Najpierw człowiek

Po działaniach – szczególnie w warunkach intensywnego zadymienia – priorytetem jest szybkie usunięcie sadzy z najbardziej narażonych obszarów: twarzy, szyi, karku, okolic żuchwy oraz nadgarstków. Celem jest szybkie przerwanie kontaktu skóry z zanieczyszczeniami. Po powrocie do jednostki należy jak najszybciej usunąć z siebie zanieczyszczenia – zdjąć brudną odzież oraz umyć ciało. Dopiero w dalszej kolejności można zająć się dokumentacją lub pracami porządkowymi, pamiętając o zabezpieczeniu przed zanieczyszczeniami.

  • ŚOI jak materiał skażony, nie jak ubranie robocze

Największymi błędami są dotykanie brudnymi rękawicami (lub rękami) twarzy, telefonów czy wnętrza kabiny pojazdu oraz mieszanie elementów czystych i brudnych. ŚOI należy zdejmować w taki sposób, aby ich zewnętrzna, kontaminowana powierzchnia nie miała kontaktu ze skórą ani z odzieżą cywilną.

  • Worki barierowe i izolacja transportu

Zanieczyszczone ŚOI nie mogą mieć kontaktu z innymi powierzchniami, leżeć na siedzeniach ani być przenoszone po remizie. Minimalnym standardem jest zapakowanie kontaminowanych elementów – takich jak kominiarki, rękawice oraz kurtki i spodnie – do worka lub pojemnika oddzielającego skażenie od otoczenia. Rozwiązanie to chroni ludzi oraz przestrzenie wspólne przed rozprzestrzenianiem się zanieczyszczeń.

  • „Czysta kabina”

Kabina pojazdu jest przestrzenią, w której strażacy przebywają długo i często bez ŚOI. Jeżeli trafiają do niej kontaminowane elementy wyposażenia, staje się ona źródłem wtórnej ekspozycji. Konieczne jest wyznaczenie miejsca na zanieczyszczony sprzęt, jego izolacja i konsekwentne przestrzeganie zasady, że kabina pojazdu jest strefą możliwie czystą. W postępowaniach przetargowych należy stawiać wymagania dotyczące wykonywania wnętrz z materiałów niewchłaniających toksyn i łatwych do czyszczenia.

  • Strefa brudna i czysta

Zrozumienie idei jest ważniejsze niż posiadanie idealnych warunków lokalowych. Nie w każdej jednostce możliwe jest zastosowanie wszystkich wytycznych, jednak wszędzie można wdrożyć proste zasady, takie jak: wyznaczenie miejsca na brudny sprzęt po akcji, określenie dróg przemieszczania się, właściwa lokalizacja ŚOI, wyznaczenie miejsc do czyszczenia sprzętu oraz unikanie rozprzestrzeniania zanieczyszczeń w obrębie budynku. Proste oznaczenia oraz konsekwentnie stosowane nawyki okazują się rozwiązaniem najskuteczniejszym.

  • Słabe punkty ochrony osobistej

Miejsca połączenia poszczególnych elementów ŚOI wymagają szczególnej uwagi. Szyja jest jednym z najbardziej narażonych obszarów ciała, a kominiarka może zarówno przepuszczać, jak i gromadzić zanieczyszczenia. Wymaga ona regularnego prania, właściwego przechowywania oraz okresowej wymiany. Zmiany legislacyjne powinny zmierzać w kierunku dopuszczenia do użytkowania dłuższych kominiarek o większej masie, wyposażonych w dodatkowe warstwy ograniczające przenikanie zanieczyszczeń.

  • Pranie i czyszczenie „wystarczająco dobrze” nie wystarcza

Płukanie wodą, szybkie przetarcie czy wietrzenie nie eliminują problemu. Pranie ma sens uzasadnienie wyłącznie wówczas, gdy jest wykonywane zgodnie z procedurą, obejmującą zastosowanie profesjonalnej pralnicy przeznaczonej wyłącznie do ubrań specjalnych, odpowiedniego detergentu, właściwie dobranych parametrów oraz zachowanie regularności. Dostępna w naszym kraju technologia dekontaminacji z wykorzystaniem ciepłego CO2 powinna również stać się standardem postępowania.

  • Zakaz jedzenia i picia w ŚOI

Drogi pokarmowe również stanowią istotną bramę wnikania zanieczyszczeń, dlatego należy bezwzględnie unikać narażenia na skażenia drogami pokarmowymi.

  • Kluczowa rola dowódcy

Zmiana nie dokona się za sprawą ulotki, lecz poprzez standard dowodzenia, obejmujący odprawę poakcyjną, stosowanie checklist, przypomnienie o konieczności dekontaminacji oraz egzekwowanie stref i zasad transportu brudnego sprzętu. Jeżeli dowódca traktuje te zagadnienia poważnie, załoga dostosowuje się do obowiązujących zasad. Ma to znaczenie na wszystkich poziomach dowodzenia.

  • Rotacja i logistyka

Zapasowy komplet odzieży oraz czas przeznaczony na jej pranie stanowią istotny element gotowości operacyjnej. W praktyce nie jest możliwe mycie i suszenie odzieży bez wpływu na gotowość operacyjną w sytuacji, gdy jednostka dysponuje jednym kompletem na osobę. Dlatego tam, gdzie jest to możliwe, zasadnym kierunkiem działań jest rotacja wyposażenia (drugi komplet albo rozwiązanie magazynowe), tak aby proces prania nie stawał się wyborem pomiędzy zdrowiem funkcjonariuszy a utrzymaniem gotowości operacyjnej.

  • Detoks to nie sauna, to system

Korzystanie z sauny może pozytywnie wpływać na samopoczucie i układ krążenia, jednak nie zastępuje higieny popożarowej. Higiena popożarowa rozpoczyna się od usunięcia z powierzchni ciała zabrudzeń i unikania ich dalszego rozprzestrzeniania.

 

Problem kulturowy

W straży pożarnej przez wiele lat funkcjonowało przekonanie, że wygląd świadczy o doświadczeniu, a tym samym wiąże się ze statusem. W języku angielskim zjawisko to bywa określane mianem badge of honour (odznaka honoru), co w praktyce oznacza przekonanie, że brud jest dowodem udziału w działaniach i wykonywania zadań w strefie zagrożenia. Jednak współczesny stan wiedzy nie pozwala dłużej ignorować faktu, że zanieczyszczenia stanowią realny czynnik ryzyka. Im dłużej sadza i produkty spalania pozostają na skórze i w materiale ŚOI, tym dłużej organizm pozostaje narażony na kontakt z tymi substancjami.

„Kultura brudu” niesie ze sobą jeszcze jeden istotny skutek – obniżenie rangi higieny popożarowej. Jeżeli czynności związane z czyszczeniem są postrzegane jako fanaberia lub przesada, procedury te nigdy nie staną się standardem postępowania. Brak standardu prowadzi do sytuacji, w której ochrona zdrowia zależy od indywidualnych nawyków – jedni podejmują działania higieniczne niezwłocznie, inni odkładają je na później, a jeszcze inni uznają dotychczasowy sposób postępowania za wystarczający. W dobrze zorganizowanej służbie brudny sprzęt nie stanowi powodu do dumy, lecz jest sygnałem, że zadanie zostało wykonane i nadszedł czas, aby zadbać o bezpieczeństwo oraz zdrowie ludzi.

W praktyce kultura BHP zmienia się nie za sprawą materiałów informacyjnych, lecz dzięki osobistemu przykładowi i konsekwentnemu działaniu. Jeżeli dowódca oraz funkcjonariusze z większym stażem traktują dekontaminację jako element taktyki i BHP, młodsi funkcjonariusze przejmują te postawy w sposób naturalny. Jeżeli natomiast trzon zespołu bagatelizuje czynności związane z czyszczeniem, pozostali członkowie grupy będą powielać ten wzorzec zachowań. W takiej sytuacji traci znaczenie liczba dostępnych publikacji naukowych, ponieważ decydującą rolę odgrywają wygoda oraz mechanizmy psychologii grupowej. Dlatego wszelkie działania lub wypowiedzi osłabiające spójny przekaz w zakresie BHP są szczególnie niepożądane, a w przypadku gdy pochodzą z wyższych szczebli dowodzenia, mogą być odbierane jako brak dostatecznej odpowiedzialności za bezpieczeństwo podkomendnych.

Kontekst systemowy: UE, Polska i przykład USA

Gdy temat nowotworów w straży pożarnej jest ujmowany wyłącznie jako kwestia zdrowotna, działania często ograniczają się do dobrych intencji i indywidualnych nawyków. Tymczasem jest to zagadnienie o charakterze systemowym, ponieważ dotyczy warunków pracy, standardów ochrony i odpowiedzialności instytucjonalnej. W ostatnich latach wyraźnie widać, że problem ten przestaje być przedmiotem niszowej dyskusji środowiskowej i staje się elementem głównego nurtu debaty po obu stronach Atlantyku.

Unia Europejska w coraz większym stopniu porządkuje zagadnienia związane z czynnikami rakotwórczymi w środowisku pracy. Istotne jest przy tym, że ocena IARC (WHO) nie stanowi jedynie opinii naukowej, którą można pominąć, lecz w praktyce staje się podstawą decyzji podejmowanych przez regulatorów oraz instytucje. Skoro w Europie formalnie identyfikuje się narażenia rakotwórcze w środowisku pracy, straż pożarna nie może być traktowana jako wyjątek od tych zasad. Aktualny stan wiedzy naukowej nie pozostawia wątpliwości, a wniosek jest jednoznaczny: w ochronie zdrowia strażaków powinny obowiązywać standardy co najmniej porównywalne z tymi, które stosuje się w innych zawodach o wysokim ryzyku ekspozycyjnym, a często nawet wyższe, ponieważ w tym przypadku ekspozycja ma charakter mieszany i powtarzalny.

Polska znajduje się obecnie w sprzyjającym momencie, ponieważ zagadnienie to zostało już nazwane i opisane na poziomie instytucjonalnym. Dostępne są zalecenia, rośnie świadomość problemu, a w jednostkach coraz częściej wdrażane są rozwiązania takie jak pranie dedykowane, strefowanie czy elementy dekontaminacji realizowane na miejscu zdarzenia. Problem polega na tym, że bez systemowego „domknięcia” działania te pozostaną nierównomierne: jedna jednostka wdroży pełny standard, druga uzna, że „nie ma warunków”, trzecia zrealizuje go jedynie częściowo, podczas gdy w zapobieganiu chorobom onkologicznym nie ma miejsca na półśrodki. Jeżeli celem jest realne ograniczanie ekspozycji, niezbędne są trzy elementy wdrażane równolegle: procedury, infrastruktura oraz ich konsekwentna egzekucja.

Procedura, rozumiana jako jasne i jednoznaczne zasady, obejmujące m.in. postępowanie po akcjach o wysokim poziomie kontaminacji, sposób segregacji sprzętu, określenie momentów, w których pranie jest obowiązkowe, zasady korzystania ze stref w jednostce ratowniczo-gaśniczej (JRG) oraz transport elementów skażonych. Infrastruktura, rozumiana jako zapewnienie minimalnych warunków organizacyjno-technicznych, takich jak dostęp do środków do wstępnego czyszczenia, możliwość umycia skóry, wydzielona przestrzeń do izolacji skażonych elementów oraz dostęp do prania realizowanego w odpowiednim reżimie. Egzekucja, czyli właściwie realizowana rola dowodzenia, obejmująca stosowanie checklist poakcyjnych, kontrolę zasady „czystej kabiny” oraz normalizację dekontaminacji jako standardowego elementu BHP.

W tym kontekście interesujący jest przykład Stanów Zjednoczonych, który pokazuje, jak daleko system może sięgnąć, gdy uznaje problem za realny. Niedawne podpisanie przez prezydenta USA, za zgodą Senatu, ustawy „HONOR Act” stanowi sygnał, że państwo federalne traktuje nowotwory wśród strażaków nie jako prywatny dramat, lecz jako konsekwencję pełnionej służby. Akt ten wiąże się z uznaniem chorób nowotworowych, w określonych sytuacjach, za pozostające w związku ze służbą, w kontekście świadczeń przysługujących rodzinom. Niezależnie od różnic pomiędzy systemami prawnymi przekaz ten jest jednoznaczny: jeżeli państwo kieruje ludzi do działań w środowisku o potwierdzonym działaniu rakotwórczym, ma obowiązek zapewnić profilaktykę, monitoring oraz systemowe wsparcie, a nie opierać się na założeniu, że „każdy zadba o siebie sam”.

Z perspektywy Polski wniosek ma charakter pragmatyczny: w ślad za niezbędną edukacją muszą następować kolejne rozwiązania systemowe, zarówno w obszarze profilaktyki, jak i świadczeń. Ponad wszystko konieczna jest jednak powszechna zmiana kultury BHP w tym obszarze, rozpoczynająca się od stanowisk kierowniczych.

Co dalej?

Światowy Dzień Walki z Rakiem powinien stać się okazją do merytorycznej dyskusji o realnych wyzwaniach. Powinien on również stanowić przyczynek do poszerzania świadomości decydentów i inspirowania kierunków zmian legislacyjnych i organizacyjnych. IARC wykonała już swoją pracę – jednoznacznie nazwała ryzyko. Teraz kolej na nas – na przełożenie wiedzy na praktykę oraz obowiązujące standardy.

Na poziomie strażaka kluczowe jest proste założenie: dym i sadzę należy traktować jak skażenie, a nie jak „zapach pracy”. Obejmuje to szybkie mycie skóry po działaniach, izolowanie brudnego sprzętu, nieprzenoszenie go do kabiny i stref czystych, unikanie spożywania posiłków w ŚOI oraz nieodkładanie prania na później. Na poziomie dowódcy i przełożonych zasada ta jest równie nieskomplikowana: w procedurze poakcyjnej element higieny i dekontaminacji musi być tak samo oczywisty, jak rozliczenie sprzętu. Na poziomie systemowym oznacza to, że jeżeli celem jest realna ochrona ludzi, konieczne jest zapewnienie warunków do wdrożenia tych zasad, w tym odpowiednich stref, logistyki, czasu oraz wyposażenia.

Fundacja cfbt.pl od lat prowadzi działania edukacyjne i praktyczne pod hasłem „Nie dla raka w straży”, obejmujące gromadzenie materiałów, porządkowanie rekomendacji oraz przekładanie wiedzy naukowej na język zrozumiały dla jednostek. Jest to dobry punkt odniesienia, ponieważ celem nie jest straszenie, lecz konsekwentne ograniczanie ekspozycji – krok po kroku, procedura po procedurze.

Najważniejsze zdanie na zakończenie jest krótkie: odwaga w pożarze, dyscyplina po pożarze. Taką dyscyplinę można zbudować. Jeżeli ją zbudujemy, realnie zmniejszymy ryzyko, które dziś coraz wyraźniej dostrzegalne jest zarówno w statystykach, jak i w życiorysach naszych kolegów.

 

st. bryg. w st. sp. Szymon Kokot jest strażakiem od 1999 r., druhem OSP oraz fundatorem i prezesem Fundacji cfbt.pl; tworzył krajowy system szkolenia gorących pożarów wewnętrznych (GPW), był pierwszym i dotąd jedynym strażakiem pełniącym służbę w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN); jest członkiem licznych międzynarodowych organizacji strażackich

 

Szymon Kokot Szymon Kokot
do góry