• Tłumacz języka migowego
Ratownictwo i ochrona ludności Paweł Rochala

Ukraińskie pożary wojenne

11 Kwietnia 2022

Ktoś powiedział, że pierwszą ofiarą wojny jest prawda. Ale przecież gdy widać wybuchy w zabudowie mieszkalnej, tłumaczyć trzeba niewiele więcej niż to, że ktoś wycelował, wystrzelił, pociski spadły i niszczą.

W przekazach z Ukrainy pożarów wojennych jest coraz więcej. Przyjrzyjmy się tym, które dotyczą zabudowy mieszkalnej wielorodzinnej, gdyż to one sprawiają, że działania wojenne przemieniają się w sianie terroru. Z niniejszej analizy zostały wyłączone obiekty użyteczności publicznej, takie jak urzędy, miejsca kultu religijnego, szpitale i szkoły. Artykuł obejmuje stan na 10 marca 2022 r. Oparty jest na powszechnie dostępnych przekazach medialnych.

Broń

Każdy z zastosowanych rodzajów broni działa na zabudowę nieco inaczej.

Rakiety wielkich kalibrów

Zasadniczo służą do niszczenia ważnych obiektów. Są bronią drogą, toteż i cel nie może być mało znaczący. Ich uderzenia w zabudowę mieszkalną można uznać za błędy w naprowadzaniu, defekty urządzeń sterujących lub efekty działań przeciwlotniczych. W pierwszych dniach wojny kierowano je przeciwko radarom, lotniskom, składom paliwa, koszarom, sztabom, bunkrom dowodzenia i siedzibom władz. Uderzenia w urzędy to już raczej celowe działania. Głowice bojowe rakiet mają różne specjalizacje: przeciwpancerne, przeciwbetonowe, burzące, zapalające, bardzo rzadko odłamkowe. 

Bomby lotnicze

W dzisiejszych czasach nie powinny być bronią celowaną grawitacyjnie, lecz dysponować choć szczątkowymi mechanizmami naprowadzania czy kierowania - nie tyle spadać na cel, co szybować. Niestety, Rosja posiada zapasy bomb starych, celowanych grawitacyjnie (całym samolotem), w tym tzw. kasetowe.

Amunicja kasetowa

Musimy poświęcić jej nieco miejsca, gdyż jak wskazują dane z obszarów bombardowań, znajduje się w powszechnym użyciu. Stosuje ją wiele armii na świecie, w tym Polska, choć wiele krajów przystąpiło do konwencji o zakazie jej stosowania, jako niehumanitarnej. Nie chodzi tylko o bomby lotnicze, jak mowa w przekazach, ale również pociski artylerii lufowej i rakietowej.

Pocisk kasetowy (bomba) to pojemnik wypełniony, zależnie od jego kalibru, dziesiątkami lub setkami małych ładunków (subamunicją), wyposażonych w zapalniki uderzeniowe lub bezwładnościowe. Pocisk rozpada się na pewnej wysokości nad ziemią, by pokryć cel dywanem granatów. Te ładunki są za małe, by mieć zdolności burzące, więc ich użycie przeciw zabudowie nie ma żadnego sensu militarnego. Popularną odmianą subamunicji jest granat kumulacyjno-odłamkowy, dosięgający siły żywej nawet pod osłonami.

Zakazywanie jej używania wynika z faktu, że 10 do 30% granatów nie wybucha w momencie kontaktu z „celem” (np. z powodu zbyt miękkiego lądowania), choć zachowują do tego stałą gotowość. Ich ofiarami padają ludzie nawet długo po zakończeniu wojny. Zresztą zasada działania amunicji kasetowej sprawdza się również przy minowaniu narzutowym.

Pociski rakietowe niekierowane

Na ogół są to wyrzutnie grupujące od kilkunastu do 40 pocisków, odpalane w jednej lub kilku seriach. Jest to broń do powierzchniowego rażenia celów, z reguły pociskami burząco-odłamkowymi.  Odpalenie całej serii trwa do 20 sek. Ich użycie nie ma nic wspólnego z precyzyjnym celowaniem, gdyż ma niszczyć obszar. Zatem jeśli ktoś celuje w niebroniony przez wojsko teren mieszkalny i odpala serię pocisków, z pewnością próbuje popełnić zbrodnię wojenną.

Artyleria lufowa zmechanizowana i zmotoryzowana

Chodzi o armaty czołgowe, armatohaubice na podwoziach gąsienicowych oraz wszelkiego rodzaju armaty holowane i moździerze. Nawet w przypadku haubic (armata do strzelania stromotorowego) jest to broń całkiem precyzyjna, pozwalająca na ostrzał z dokładnością do kilkunastu metrów nawet spoza linii horyzontu.

Używa się kilku rodzajów pocisków, zależnie od celów do porażenia. Moc ładunku zależy od kalibru. Zasadniczo trafienie każdym pociskiem o kalibrze ponad 100 mm, niezależnie od rodzaju ładunku, w budynek mieszkalny jednorodzinny powoduje jego zniszczenie lub co najmniej ciężkie uszkodzenie. Do walk ulicznych w miastach używa się armat o kalibrze 150 mm i większych - taki pocisk burzy jednorazowo średniej wielkości kamienicę.

Flary oświetlające i szczątki statków powietrznych

Flary oraz elementy samolotów, śmigłowców i rakiet, również przeciwlotniczych, to przypadkowe źródła pożarów. Pokazywanie ich w kontekście celowego podpalania obiektów jest przeinaczeniem. W szczególności flary, które dobrze wyglądają w przekazach filmowych, mogą stać się przyczyną pożaru, ale ich zasadniczą funkcją jest oświetlenie terenu dla zwiększenia celności ostrzału.

Dotychczas mogliśmy zaobserwować celowe bądź przypadkowe użycie wszelkich opisanych wyżej środków walki oraz skutki tego działania dla zabudowy mieszkalnej ukraińskich miast. W miarę upływu czasu są one stosowane coraz częściej. Zaznaczyć należy, że straty wojenne obciążają agresora, niezależnie od intencji, jakie mu przyświecają w sposobie prowadzenia wojny. Po prostu prowadząc wojnę, wymusza przeciwdziałanie jej środkami zbrojnymi. Sam przebieg działań zbrojnych regulują zaś konwencje międzynarodowe - zagadnienie to znacznie wykracza poza tematykę artykułu.

Stojący wieżowiec

Wiele miejsca w przekazach z początku wojny zajął przypadek wysokościowego wieżowca mieszkalnego z Kijowa (26 kondygnacji) trafionego rakietą - zdarzenie sfilmowano. Wyrwa narożnikowa dotknęła kondygnacji 18-22, odsłaniając wnętrza kilku pomieszczeń. Budynek nie zapalił się, gdyż energia wybuchu rozproszyła się na zewnątrz, a część napędowa rakiety z paliwem nie pozostała we wnętrzu.

Pocisk miał zapewne głowicę burzącą. Część palnych elementów wywiał z pomieszczeń podmuch wybuchu. W środku pojawił się pożar, ale niewielki. Prawdopodobnie wypalił się sam, gdyż nikt nie ryzykował wejścia do przestrzeni otwartej na wysokości ponad 50 m, a ponadto nie wiadomo, jakie były zniszczenia klatki schodowej. Zadziwiające, że mimo uszkodzeń wieżowiec nadal stał, choć nie jest to nowoczesna konstrukcja, wykorzystująca szkielet żelbetowy, wypełniony lekkim materiałem budowlanym - w jej przypadku nawet zniszczenie kilku słupów i belek nośnych nie spowodowałoby zawalenia budynku, gdyż siły nacisku, ścinające i skręcające zostałyby przejęte przez pozostałe elementy konstrukcyjne. Budynek ten wykonano w technologii wielkiej płyty, tak charakterystycznej dla budownictwa ery komunizmu, a mimo to wyrwanie przez rakietę elementów narożnych nie zachwiało jego statyką, co może zawdzięczać swojej szerokości.

Zdarzenie pokazuje, jak wrażliwa na ostrzał jest zabudowa mieszkalna. Jednocześnie pojawił się typowy element - działanie pocisku wielkiego kalibru było bardziej burzące niż zapalające. Przypadków zburzenia mieszkania, części domu czy całego budynku jest znacznie więcej niż towarzyszących im pożarów.

Budynek wielorodzinny z wielkiej płyty a pożar

Technologię wielkiej płyty stosowano w krajach byłego bloku wschodniego powszechnie. Jak zachowują się tego rodzaju obiekty, które dotknął ostrzał i pożar, pokazały dwa budynki z Borodzianki - miasta na północny wschód od Kijowa. Pokazywano je wielokrotnie w różnych kontekstach, a w szczególności w aspekcie konsekwencji ostrzału zabudowy cywilnej i siły rażenia ludności.

Dziewięciokondygnacyjne budynki o długości ok. 55 m i szerokości dwóch mieszkań położone były symetrycznie względem niemal identycznego obiektu, tyle że dziesięciokondygnacyjnego. Stały przy ul. Lenina.

Budynki po raz pierwszy pokazano 1 marca - miały znaczne wewnętrzne wypalenia od pożarów, całkowicie zniszczone zabudowy balkonowe (bardzo charakterystyczne dla regionu), ułatwiające rozwój pożaru po elewacji. Należy jednak zaznaczyć, że ślady sugerowały wewnętrzny rozwój kilku pożarów jednocześnie. W sąsiedztwie obiektów toczyły się intensywne walki (zniszczona została kolumna wozów rosyjskich), więc obydwa mają ślady wtórne zniszczeń.

Budynki zachowały się w sposób bliźniaczy. 3 marca pokazywano zawalenie ich części centralnych z przewieszeniami części elewacji kondygnacji najwyższych. Zniszczenia krytyczne dotyczyły zatem kondygnacji niższych, najbardziej obciążonych. Dzięki zdjęciom z różnych dni oraz pozostawionym śladom można zrekonstruować sekwencję pożarową.

Uderzenie lub uderzenia pocisków spowodowały zniszczenia i pożary, których z uwagi na trwający ostrzał nikt nie gasił. Pożary miały mnóstwo czasu na swobodny rozwój. To zaś oznaczało, że przy naruszeniu ostrzałem statyki płyt kondygnacji niższych ich elementy konstrukcyjne nie miały już  odporności pożarowej. Można też mówić o niedbałości wykonania - porządne wykonywanie i osłona węzłów konstrukcyjnych w budownictwie wielkopłytowym zawsze były nieosiągalnym ideałem. W pewnym momencie kondygnacje niższe zawaliły się, pociągając za sobą pozostałe jak w domku z kart - w czym być może dopomogły kolejne trafienia. Zasadniczo zawalił się cały centralny moduł konstrukcyjny w każdym budynku, stanowiący jedną trzecią jego długości.

Na kondygnacjach wyższych na skraju zawalonego modułu nie było wówczas pożarów, na co z kolei wskazują ślady okopceń wtórnych. Mianowicie pożary w gruzowisku nie ustały, wręcz przeciwnie. Zawaliska osiągnęły wysokość dwóch kondygnacji. Stały się miejscem długotrwałych pożarów, których różne fazy pokazywano w materiałach filmowych. Nawet w fazie najbardziej rozwiniętej nie widać było płomieni, tylko gęsty, czarny dym. To on pozostawił ukośne, stożkowe okopcenia na ścianach dwóch części stojących.

Tymczasem pozostałe części budynku również spłonęły. Pożary, które w nich wybuchły, były efektem braku reakcji straży pożarnych oraz - mimo wszystko - wytrzymałości ogniowej wielkiej płyty jako takiej. Zastanawiające, że rozwijały się swobodnie dostępnymi drogami zarówno wzwyż, jak i wszerz. Jak wskazują doświadczenia z pożarów czasu pokoju oraz czasów wojny tej części świata, były to raczej drogi wewnętrzne - klatki schodowe i korytarze, co może być związane ze sposobem zbudowania i użytkowania budynków. Stojące, skrajne części budynków wypaliły się w całości. W ostatnich fazach płonęły kondygnacje najwyższe - i tu pożary widać najlepiej.

Typowość pożarów z Borodzianki potwierdzają informacje z innych części Ukrainy. W dniach 7-8 marca pokazywano przykłady niemal bliźniaczych pożarów budynków z Charkowa i innych ukraińskich miast. Charakterystyczne, że płonie środkowa część budynku - klatka schodowa z przyległymi mieszkaniami. Pożar zaczyna się na drugiej, trzeciej kondygnacji, więc powstaje za sprawą trafienia pociskiem lecącym niskotorowo - prawdopodobnie artyleryjskim. Znów łatwo dochodzi do wypalenia całego obrębu klatki schodowej, co może skłonić do przypuszczeń, że z jakichś względów budownictwo mieszkaniowe wielorodzinne w krajach bloku wschodniego jest w niewielkim stopniu odporne na rozprzestrzenianie się pożarów wewnętrznych.

Klatki schodowe są otwarte pożarowo, mieszkańcy prawdopodobnie trzymają sporo dobytku na korytarzach, drzwi zewnętrzne nie mają żadnej odporności ogniowej, a poza tym niszczy je ciśnienie wybuchu. Tym samym pożar jest inicjowany w kilku mieszkaniach jednocześnie, co przy zbitych wybuchem szybach daje mnóstwo powietrza napędzającego ogień i dużo miejsca do usuwania dymu. Pożar nie dławi się, szybko dochodzi do rozgorzenia.

Gaszenie odbywa się wyłącznie z zewnątrz, jest więc mało efektywne. W gruncie rzeczy pożar trwa, póki się nie wypali, a akcja gaśnicza jedynie zbija jego temperaturę, chroniąc tym samym budynek przed zawaleniem.

Mniej groźne dla konstrukcji budynku są pożary na poddaszach czy ostatnich kondygnacjach. Nawet niegaszone, wypalają się, nie schodząc w dół. Często ograniczają się do pojedynczego mieszkania, trafionego jakimś pociskiem.

Zabudowa mieszkalna pod ostrzałem powierzchniowym

Uderzenia pojedynczymi pociskami artyleryjskimi czy nawet trafienia rakietami dużych kalibrów są neutralizowane, bo jednostki straży pożarnych reagują na alarmy i przystępują do działań gaśniczych. Rosnącym problemem pozostają ostrzały z broni wielolufowej bądź przy użyciu pocisków kasetowych. Niestety, to już nie są incydenty. Tego rodzaju ostrzał to również zrzucanie bomb kasetowych na obszary zabudowy mieszkalnej. Zresztą każdy ostrzał artyleryjski czy rakietowy miasta nazywa się jego bombardowaniem.

Przykładów ataków tego rodzaju dostarczają sami mieszkańcy Ukrainy. Na ogół wygląda to tak: ktoś filmuje telefonem komórkowym jakiś pożar czy szczególny wybuch, a w bliższym kadrze pokazuje mu się efekt kilkunastu czy kilkudziesięciu wybuchów. Tu możemy wyróżnić dwa rodzaje, a właściwie efekty takich bombardowań.

Gdy są to małe wybuchy, przypominające kilkanaście petard hukowo-błyskowych, prawie bez dymu i kurzu, to z pewnością efekt działania amunicji kasetowej. Wygląda to niegroźnie, pamiętać jednak należy, że tę broń wymyślono przeciwko sile żywej na polu walki i lżej opancerzonym pojazdom (idealny cel - kolumna pojazdów). Nie jest to broń precyzyjna, więc kierowanie jej na zabudowę mieszkalną to nic innego, jak działanie terrorystyczne.

Dziesiątki takich wybuchów na dachach domów wydają się nieszkodliwe - niestety, wybijają w nich dziury, zwłaszcza gdy zastosowano odmianę kumulacyjno-odłamkową subamunicji. Jeśli pod dachem jest materiał palny, strumień kumulacyjny zapali go. Dziwne przykłady pożarów samochodów niesąsiadujących ze sobą na parkingu przy braku widocznych zniszczeń w sąsiedztwie tych pojazdów to również efekt działania takiej broni. Ponadto zawsze pozostają po nich niewybuchy, bardzo wrażliwe na bodźce dotykowe. Można więc powiedzieć, że ktoś, kto decyduje się zrzucić bombę kasetową lub pocisk artyleryjski czy rakietowy tego rodzaju na zabudowę mieszkalną, jednocześnie rozmieszcza miny przeciwpiechotne na parkingach, placach zabaw, ulicach i chodnikach, skwerach, a nawet balkonach.

Drugi z obserwowanych efektów jest bardziej jednoznaczny - to kilkanaście sekund niedużych, ale niszczących wybuchów w całym kadrze. Taki efekt daje zmasowany ogień artyleryjski (bateryjny) bądź bardziej prawdopodobny ostrzał za pomocą wielolufowych wyrzutni rakietowych, o nazwie „Grad”. Pociski te mają znaczną moc (kal. 122 mm), rozrywają dachy, wybijają dziury w ścianach, niszcząc budynek od góry w głąb. Zniszczenia po ostrzale sięgają na 1-2 kondygnacje. Efektem tego ostrzału bywają pożary, gdyż nawet ładunek burzący ma właściwości zapalające.

Problem w tym, że póki trwa taki ostrzał, żadna straż pożarna nie podejmie działań gaśniczych.

Wnioski

Wojna rosyjsko-ukraińska pokazuje, że zabudowa im większa, tym bardziej wrażliwa na działania wojenne. Jeden pocisk i trzeba szukać dachu nad głową dla nawet kilkuset rodzin!

Pożary nie powstają przy każdym ostrzale. Na ogół wynik ostrzału to zburzenie budynku lub jego części. Jest jednak regułą, że o ile zburzenie mieszkania stanowi kłopot jednej, a części obiektu - poważny problem kilku rodzin, to wystąpienie pożaru jest już katastrofą dla wszystkich mieszkańców. Jak bowiem pokazuje ta wojna, zabudowa teoretycznie niepalna aż nazbyt łatwo ulega niszczącym pożarom całkowitym, zwłaszcza przy trafieniu w przyziemie budynku. Jakkolwiek jednak sytuacja wydaje nam się fatalna, to mogłoby być jeszcze gorzej - gdyby do ostrzału używano amunicji zapalającej. Byłoby to przejawem najwyższego barbarzyństwa.

Pożary wojenne nie mają pierwszej fazy rozwoju, od razu przybierają postać rozwiniętą. Jest ich dużo, powodują rozpraszanie sił, dotyczą mieszkań pustych (ludność jest w piwnicach i schronach). Działania gaśnicze straży pożarnych są mało intensywne, bo strażaków jest za mało w stosunku do potrzeb. Priorytet ich działań stanowią czasochłonne działania ratownicze, przeszukiwanie gruzowisk. I to jest najbardziej typowy obraz skutków bombardowań miast, aż za dobrze znany z historii.

st. bryg. Paweł Rochala jest doradcą komendanta głównego PSP

Paweł Rochala Paweł Rochala
do góry