W cieniu gruzów
28 Kwietnia 2026Katastrofa budowlana to jeden z najtrudniejszych sprawdzianów dla ratowników specjalizujących się w działaniach poszukiwawczo-ratowniczych. Z zewnątrz często widać tylko światła samochodów, taśmy ostrzegawcze i funkcjonariuszy służb mundurowych. W centrum wydarzeń – na gruzowisku – sytuacja wygląda inaczej: niestabilne elementy konstrukcji, ograniczona widoczność, pył, hałas, przerwane instalacje i nieustanna obawa przed wtórnym zawaleniem. Każdy krok trzeba planować, bo nawet niewielkie drgania mogą zdestabilizować gruzowisko.
_1.jpg?1776849270819)
Podczas tego rodzaju zdarzeń do akcji wkraczają specjalistyczne grupy poszukiwawczo-ratownicze (SGPR) Państwowej Straży Pożarnej. Ich zadaniem jest zlokalizowanie uwięzionych osób, wykonanie bezpiecznego dostępu i wydobycie poszkodowanych, przy jednoczesnym zapewnieniu maksymalnego bezpieczeństwa rotom i zespołom pracującym w strefie zagrożenia. Działania SGPR łączą w sobie pracę psów ratowniczych, wykorzystanie sprzętu obserwacyjno-nasłuchowego, zastosowanie narzędzi do ratownictwa technicznego, a także zabezpieczanie konstrukcji oraz techniki wysokościowe.
Sieć SGPR w Polsce rozwijała się etapami, równolegle z tworzeniem struktur PSP i krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego (KSRG). Kolejne grupy powoływano sukcesywnie decyzjami właściwych komendantów wojewódzkich PSP. W odpowiedzi na potrzebę prowadzenia działań poza granicami kraju, decyzją komendanta głównego PSP utworzono komponent do misji międzynarodowych – grupę USAR Poland, która już w 2009 r. uzyskała certyfikat INSARAG (International Search and Rescue Advisory Group).
Zdarzenia z pierwszych stron gazet. Lekcje z gruzowisk
Za każdą katastrofą budowlaną stoi inna historia: inny typ konstrukcji, inne warunki, inna liczba osób poszkodowanych i inne tempo rozwoju sytuacji. Wspólny pozostaje jednak rdzeń działań SGPR – praca w niestabilnym środowisku, w którym priorytetem jest jednocześnie szybkie dotarcie do poszkodowanych i zapewnienie bezpieczeństwa ratownikom. Na miejscu tego rodzaju zdarzenia widać, jak dużo zależy od rozpoznania, organizacji stref, właściwego doboru sprzętu i cierpliwej pracy „warstwa po warstwie”, często pod presją czasu i mediów.
Katastrofa hali MTK w Chorzowie (2006) – pierwsza duża lekcja „gruzowiskowa” dla współczesnego ratownictwa
Katastrofa w Chorzowie do dziś jest jednym z najbardziej znaczących zdarzeń dla działań SGPR w Polsce – nie tylko ze względu na skalę tragedii, lecz także warunki pracy na miejscu i ogrom zagrożeń konstrukcyjnych. Zawalenie dachu hali targowej uświadomiło nam, jak w mgnieniu oka miejsce codziennego życia może stać się areną walki o życie setek ludzi. W takim momencie ratownicy muszą działać szybko, ale jednocześnie tak, by nie narażać siebie i innych na dodatkowe zagrożenia.
28 stycznia 2006 r. w trakcie wydarzenia na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich doszło do gwałtownego zawalenia się dachu hali. Przyczynę wstępnie łączono z obciążeniem dachu śniegiem. Bilans był tragiczny: zginęło 65 osób, a ponad 170 zostało rannych.
Strażacy od początku pracowali w sposób uporządkowany: odśnieżali i usuwali gruz ręcznie, tworzyli przejścia, sprawdzali przestrzenie, w których mogli znajdować się ludzie, a następnie wykonywali dostęp tam, gdzie wymagała tego sytuacja. Ratownicy cięli i odginali elementy z dużą ostrożnością, bo całość pozostawała wrażliwa na dodatkowe obciążenia i przemieszczenia. Po rozpoznaniu dokonano metodycznego przeszukania: z podziałem na sektory, określoną kolejnością działań i oznaczaniem sprawdzonych stref. SGPR wspierały akcję m.in. psami ratowniczymi i sprzętem do przeszukiwania trudno dostępnych przestrzeni.
Jednym z kluczowych zagrożeń była niestabilność elementów opartych na zbitym śniegu – dlatego unikano ogrzewania przestrzeni gorącym powietrzem, które mogłoby stopić podpory ze śniegu i wywołać kolejne obsunięcia. W trakcie akcji odnotowano również wtórne zawalenie, co wymuszało stałą ocenę ryzyka. W działaniach brały udział duże siły (ponad 1000 strażaków w 103 zastępach). Poszukiwania zakończono, gdy szanse na odnalezienie żywych stały się minimalne, a dalsze prace prowadzono już w fazie odgruzowywania ciężkim sprzętem.
Katastrofa w Świebodzicach (2017) – gruzowisko w zwartej zabudowie
Jeśli Chorzów był przykładem działań w ogromnym obiekcie halowym, to Świebodzice – akcji w zabudowie mieszkaniowej, z którą wiązała się praca na gruzach kamienicy, w ograniczonej przestrzeni, z dużym ryzykiem wtórnych zawaleń i koniecznością wyważenia proporcji między tempem działań a bezpieczeństwem ratowników.
W 2017 r. doszło do katastrofy budowlanej kamienicy – zawaliła się znaczna część budynku, a w gruzowisku znajdowali się uwięzieni mieszkańcy. Akcja szybko przeszła w tryb działań specjalistycznych: wyznaczono strefy, zorganizowano pracę na poszczególnych odcinkach i rozpoczęto poszukiwania.
Strażacy i ratownicy SGPR prowadzili działania etapowo: rozpoznanie i lokalizacja (wywiad, obserwacja, sprzęt wizyjny i nasłuchowy, praca psów), a następnie wykonywanie dostępu i ewakuacja. Kluczowe było też zabezpieczanie konstrukcji – stemplowanie i stabilizacja fragmentów ścian i stropów przed wejściem głębiej w rumowisko. W kolejnych fazach, gdy było to bezpieczne i uzasadnione, do odgruzowywania włączano ciężki sprzęt, ale tak, by nie zniszczyć możliwych wolnych przestrzeni i nie wywołać wtórnego zawału.
Akcja w Świebodzicach pokazała, że podczas katastrof budowlanych w kamienicach kluczowe jest podejście: lokalizacja – zabezpieczenie – dostęp – ewakuacja. Działania nie mogą wyprzedzać stabilizacji i kontroli zagrożeń, bo największym przeciwnikiem ratowników jest nie tylko czas, ale też nieprzewidywalność gruzowiska. Bilans tragedii był ciężki: 6 osób zginęło, 4 zostały ranne.
Wybuch, pożar, zawalenie: Cieszyn i Katowice – dwa podobne scenariusze
Cieszyn (2024 r.) i Katowice (2014 r.) łączy ten sam trudny schemat zdarzenia: eksplozja w kamienicy, następnie pożar i zawalenie części konstrukcji. Dla ratowników oznacza to działania w ciasnej zabudowie, podczas których liczy się szybkie uporządkowanie miejsca akcji, kontrola instalacji oraz praca w otoczeniu kruchej elewacji i niestabilnych elementów konstrukcji.
Katowice (23 października 2014 r., ul. Chopina)
W tej akcji kluczowe okazało się szybkie uporządkowanie informacji. Na podstawie relacji świadków i wstępnej oceny układu budynku wytypowano miejsca wymagające sprawdzenia w pierwszej kolejności. Następnie przeprowadzono przeszukanie sektorów z użyciem psów ratowniczych i potwierdzono wskazania przez rozpoznanie techniczne w trudno dostępnych przestrzeniach.
Dostęp wykonywany był punktowo: strażacy usuwali przeszkody blokujące dojście, wybierali gruz ręcznie i dopiero później sięgali po większe narzędzia tam, gdzie nie utrudniało to działań. Ważna była koordynacja czynności z zespołami medycznymi, aby po zlokalizowaniu poszkodowanych możliwie szybko następowało przejęcie i ewakuacja. W wyniku zdarzenia zginęło małżeństwo oraz ich dwuletni syn.
Cieszyn, 29 grudnia 2024 r.
Po wybuchu i pożarze, które doprowadziły do zawalenia części kamienicy w ścisłym centrum, działania szybko przeszły w tryb specjalistyczny. Od początku przebiegały one w określonym porządku: teren został podzielony na odcinki, wytyczono drogi podejścia, ograniczono dostęp osobom postronnym, a stan budynku był na bieżąco monitorowany.
Poszukiwania prowadzono etapami – najpierw nastąpiło rozpoznanie i wskazanie miejsc priorytetowych (wytypowano je na podstawie informacji od świadków i mieszkańców, analizy układu budynku i ustalenia możliwych przestrzeni przeżycia), potem przeszukanie z wykorzystaniem psów i sprzętu do sprawdzania trudno dostępnych przestrzeni (kamery wziernikowe) oraz metodyczne „otwieranie” rumowiska ręcznie, warstwa po warstwie. Równolegle ratownicy dokonywali kontroli zagrożeń – pomiarów atmosfery pod kątem obecności gazów niebezpiecznych, ponadto odcinali media, usuwali lub zabezpieczali elementy grożące oderwaniem oraz przeprowadzili doraźną stabilizację newralgicznych fragmentów, by utrzymać korytarze pracy i umożliwić bezpieczne przeszukanie zawalonego budynku. Dopiero po potwierdzeniu lokalizacji i wyczerpaniu możliwości użycia „delikatnych metod” rozpoczęto odgruzowywanie z pomocą ciężkiego sprzętu, prowadzone w sposób kontrolowany, aby nie niszczyć potencjalnych wolnych przestrzeni, w których mogły znajdować się osoby poszkodowane. Ewakuowano 17 osób, a w gruzowisku odnaleziono dwie ofiary śmiertelne.
Pod gruzem nie ma schematów: katastrofy w Poznaniu i Szczyrku w praktyce SGPR
Zdarzenia w Poznaniu (2018 r.) i Szczyrku (2019 r.) miały podobny punkt wyjścia – eksplozję gazu, która spowodowała zawalenie budynku – ale zupełnie inne tło operacyjne. W Poznaniu działania odbywały się w typowej, miejskiej zabudowie, gdzie liczyło się rozpoznanie i zaplanowanie działań, praca w sektorach i precyzyjne, punktowe wykonywanie dostępu. W Szczyrku taktyka musiała zostać dopasowana do warunków terenowych i atmosferycznych: ograniczonych możliwości dojazdu, konieczności ulokowania zaplecza (m.in. punktu przyjęcia sił i środków, ale też miejsca na ogrzanie i regenerację ratowników) oraz długotrwałego przeszukiwania gruzowiska w mrozie i śniegu.
W obu przypadkach o skuteczności decydowało wiele czynników: szybkie wytypowanie priorytetowych stref i rozpoznanie techniczne, a następnie prowadzenie działań etapowo – tak, aby nie niszczyć potencjalnych wolnych przestrzeni, jednocześnie pamiętając o bezpieczeństwie w strefie gruzowiska. Te akcje pokazują też, że przy podobnym mechanizmie zdarzenia największe różnice w przebiegu działań wynikają z otoczenia: dostępności terenu, logistyki i warunków atmosferycznych, które potrafią narzucić tempo i sposób pracy na gruzowisku. Działania prowadzone w Szczyrku pokazały również, że użycie psów ratowniczych nie zawsze jest możliwe. Ograniczenie wynikało z pojawiania się zarzewi ognia w obrębie gruzowiska, stwarzających ryzyko urazów u psów ratowniczych (m.in. oparzeń i uszkodzeń kończyn).
Powódź 2024 – działania SGPR poza klasycznym gruzowiskiem

Powódź z 2024 r. pokazała, że praca SGPR nie kończy się na typowych działaniach gruzowiskowych. Skala różnego typu interwencji była ogromna: PSP informowała, że od 13 września odnotowano ich ponad 23 tys., ewakuowano także ponad 4,4 tys. osób w kilku województwach. W kolejnych podsumowaniach KG PSP była mowa o 29 tys. interwencji oraz ok. 4,5 tys. ewakuowanych, przy zaangażowaniu dziesiątek tysięcy ratowników i tysięcy pojazdów.
Podczas działań tego rodzaju specjalistyczne grupy poszukiwawczo-ratownicze wykorzystywały swoje kompetencje rozpoznawania zagrożeń, oceny bezpieczeństwa obiektów i pracy w środowisku o utrudnionym dostępie. Szczególnie ważne były decyzje o możliwości bezpiecznego wejścia do budynków. Często wyglądały one stabilnie, ale po podmyciu mogły mieć naruszone fundamenty, ściany lub grunt pod posadzką. W praktyce oznaczało to liczne rekonesanse, kwalifikowanie obiektów do użytkowania lub wyłączenia, wsparcie ewakuacji i prac porządkowych, a także udział w koordynacji na poziomie sztabowym.
To, czego nie widać w telewizji
Ratownicy prowadzili masową ocenę budynków na obszarach dotkniętych oddziaływaniem wezbraniowej fali powodziowej w miejscowościach takich jak Stronie Śląskie, Lądek-Zdrój i Radochów. Spośród wielu skontrolowanych obiektów kilkadziesiąt zakwalifikowano jako nienadające się do użytkowania i zarekomendowano ich wyłączenie z eksploatacji.
To były dynamiczne działania, ale bez drogi na skróty: zalane domy wymagały kontroli zagrożeń, a oceny musiały być spójne, aby mieszkańcy i służby wiedzieli, gdzie można wracać, a gdzie potrzebna jest ekspertyza nadzoru budowlanego.
Ważnym elementem była też logistyka i dowodzenie w terenie: SGPR delegowały ludzi do pracy w sztabach i zespołach koordynujących, ponieważ w czasie długotrwałej, rozproszonej akcji „porządek działań” staje się równie kluczowy jak sprzęt. Były to osoby doświadczone w zarządzaniu złożonymi, wielkoobszarowymi akcjami ratowniczymi, charakteryzujące się wysokim poziomem wyszkolenia, bogatym doświadczeniem operacyjnym oraz rozwiniętymi umiejętnościami współpracy i koordynacji czynności między podmiotami.
Ciemno, ciasno, niestabilnie: kiedy SGPR schodzi pod ziemię
_1.jpg?1776849536804)
Działania w wykopach oraz w rejonach tzw. biedaszybów mają wspólny mianownik: ratownicy pracują w środowisku, które może zmienić się w ułamku sekundy, a największym przeciwnikiem jest niestabilny grunt i ograniczona przestrzeń manewru.
24 września 2024 r. w Szlachtowej po osunięciu się skarpy częściowo przysypany został mężczyzna znajdujący się w wykopie; świadkowie odsłonili mu głowę i górną część ciała. Po przybyciu SGPR kluczowe stało się stworzenie bezpiecznych warunków pracy przez stabilizację ścian wykopu, asekurację ratowników oraz prowadzenie bardzo ostrożnego odkopywania pod nadzorem medycznym, aż do pełnego uwolnienia poszkodowanego.
Z kolei w Wałbrzychu, gdzie istnienie nielegalnych wyrobisk jest stałym problemem, interwencje SGPR dotyczą m.in. sprawdzania szybów przed ich zasypaniem. Przykładem jest sytuacja z 23 lutego 2023 r., gdy po częściowym zawaleniu wejścia do wyrobiska pojawiło się podejrzenie, że ktoś mógł znajdować się w środku. Ratownicy wykonali dostęp w stopniu niezbędnym do weryfikacji i sprawdzili miejsce m.in. z użyciem psa ratowniczego, a dopiero po wykluczeniu obecności człowieka przystąpiono do zasypania wyrobiska.
Gdy gaśnie blask fleszy, zostaje doświadczenie
Zdarzeń w Polsce, w których biorą udział ratownicy SGPR, jest znacznie więcej: od zawaleń starych kamienic, przez eksplozje gazu, po interwencje „pod ziemią” w wykopach i szybach. Do opinii publicznej docierają zwykle tylko te najbardziej medialne, ale codzienność SGPR to także mniejsze, lokalne akcje, które często są równie wymagające pod względem bezpieczeństwa i organizacji pracy. To właśnie ta powtarzalność i różnorodność zdarzeń budują doświadczenie, które później procentuje w działaniach poza granicami kraju.
W praktyce polska grupa USAR zabiera ze sobą za granicę to, co sprawdza się w kraju: pracę zespołową, dyscyplinę stref, metodyczne poszukiwania i budowanie dostępu etapami. Na Haiti (2010 r.) ratownicy działali w skrajnie trudnych warunkach miejskich i klimatycznych, prowadząc poszukiwania w zawalonych budynkach oraz uruchamiając jednocześnie zaplecze medyczne dla poszkodowanych. W Nepalu (2015 r.) wyzwaniem była logistyka i rozproszenie zdarzeń, a w Bejrucie (2020 r.) – szybkie przejście do działań w zniszczonej po eksplozji tkance miejskiej. Z kolei po trzęsieniu ziemi w Turcji (2023 r.) polski zespół odnotował spektakularny sukces w postaci uratowania spod gruzów 12 osób, pracując w warunkach dużej skali zniszczeń i presji czasu.
Te akcje ratownicze pokazują jedną ważną rzecz: skuteczność za granicą nie bierze się znikąd. To lata doświadczeń zbieranych w Polsce podczas dziesiątek mniejszych i większych zdarzeń, które uczą cierpliwości, metodyki i pracy w środowisku bez marginesu błędu.
Co zostaje po akcji
Podczas kilku z opisywanych działań ratowniczych byłem na miejscu zdarzenia i pracowałem bezpośrednio w strefie. Weryfikuje to od razu przygotowanie: trzeba mieć siłę do pracy w ciężkich warunkach i spokój, żeby nie popełnić błędu. Sytuacja potrafi zmienić się nagle, a tempo narzuca presja czasu. Nawet gdy organizm zaczyna odczuwać zmęczenie, głowa musi nadal pracować efektywnie, bo od naszych decyzji zależy bezpieczeństwo ludzi i całego zespołu.
Kluczowa jest koordynacja. Gdy role są jasno podzielone, a łączność działa bez zarzutu, zespół pracuje płynnie i nie traci czasu na zbędne aktywności. W praktyce równie ważny jest sprzęt: narzędzia do prac technicznych i wyposażenie, które pozwala kontrolować zagrożenia. Ogromną wartość wnoszą psy ratownicze, bo potrafią zawęzić obszar poszukiwań i wskazać kierunek prowadzenia działań ratowniczych.
Z czasem coraz bardziej doceniam instruktorów, którzy przekazują swoją wiedzę i doświadczenie podczas szkoleń. To, co omawiają na ćwiczeniach, wraca w realnych działaniach jako proste nawyki i zasady, które pomagają utrzymać porządek i spokój. Mam też świadomość, że każdy taki wyjazd wiąże się z ryzykiem dla zdrowia, a czasem także dla życia. Dlatego w tej pracy nie liczy się brawura, tylko konsekwencja, dyscyplina i respekt wobec zagrożeń.
mł. ogn. Kamil Nadolski pełni służbę w Komendzie Miejskiej PSP w Jastrzębiu-Zdroju