Aktualne wydanie, W ogniu pytań Lech Lewandowski

O lepszy świat dla wszystkich

25 Sierpnia 2026

Mężczyzna w białej koszuli i żółtej kamizelce z małym napisem na piersi PCPMWojciech Wilk jest założycielem i prezesem fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), zajmującej się pomocą humanitarną, ratunkową i rozwojową w Europie, Afryce, Azji i Ameryce Południowej. Jest ekspertem ONZ ds. zarządzania kryzysowego, pracował w kilku instytucjach ONZ, w tym w Biurze ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej Sekretariatu ONZ oraz w Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji. W 2015 r., po trzęsieniu ziemi w Nepalu, osobiście koordynował działania Medycznego Zespołu Ratunkowego PCPM. Jest autorem tzw. planu Marshalla dla Afryki

Światowy Dzień Pomocy Humanitarnej został ustanowiony w 2008 r. przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Dzień ten upamiętnia tragiczny zamach bombowy na siedzibę ONZ w Bagdadzie, który miał miejsce 19 sierpnia 2003 r. Zginęły 22 osoby, w tym wysoki komisarz ONZ ds. praw człowieka Sérgio Vieira de Mello. W tych dramatycznych okolicznościach rodziła się także inicjatywa powołania fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM). W tym roku mija 20 lat od jej utworzenia.

19 sierpnia 2003 r. wspominam źle, bo siedziba główna ONZ w Bagdadzie, która stała się celem zamachowca samobójcy dysponującego 750-kilogramową bombą, była biurem nie tylko Sérgio Vieira de Mello, lecz także moim. W ogromnej eksplozji zginął nie tylko szef ONZ w Iraku, ale też wielu moich kolegów.

Natomiast pomysł powołania PCPM jako organizacji pozarządowej pojawił się, gdy Ministerstwo Spraw Zagranicznych wypracowało sposoby finansowania działań pomocowych poza granicami Polski. Początkowo współpracowaliśmy z MSZ w tak egzotycznych krajach, jak Zambia, Sudan Południowy i Tadżykistan, ale z czasem MSZ skupiło się na 8-10 krajach priorytetowych. Znalazły się wśród nich m.in. Ukraina, Liban, Palestyna, Kenia i Tanzania. Choć nasza współpraca z MSZ nadal jest bardzo bliska, projekty PCPM w Polsce, Ukrainie i na Bliskim Wschodzie są finansowane również przez Unię Europejską, agendy ONZ, rządy Niemiec, Japonii czy Tajwanu, a także przez organizacje pozarządowe z USA.

Dziś PCPM to duża organizacja, skupiająca w zależności od potrzeb, do 200 wykwalifikowanych pracowników. Projekty fundacji obejmują m.in. wsparcie medyczne, edukację, odbudowę infrastruktury, a także rozmaite programy pomocowe. Jak realizuje się dany projekt?

Wszystko rozpoczyna się od oceny sytuacji (needs assessment). Przeprowadza się ją nawet podczas misji ratunkowych. Na przykład w lutym 2022 r. pomimo uderzeń trzech cyklonów i ogromnych powodzi Poland Emergency Medical Team PCPM został wysłany w ramach Unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności na Madagaskar. Pozwoliło nam to zrezygnować z przewożenia z Polski trzytonowego szpitala polowego i skupić się na pracy lekarzy oraz dostarczaniu leków.

To bardzo ważne, bo  każdy projekt pomocy humanitarnej to wyścig z czasem i walka z przeciwnościami. Tymczasem wyzwania logistyczne bywają ogromne. Dla przykładu dzięki hojności darczyńców w Polsce PCPM wspiera ośrodek dożywiania dzieci na granicy Sudanu i Sudanu Południowego, do którego trafiają dzieci na skraju śmierci głodowej (w języku organizacji humanitarnych: w stanie znacznego niedożywienia).

Jeszcze pięć lat temu takich dzieci było kilkaset rocznie, zaś w 2025 r. – już ponad 4000. Jest to efekt napływu setek tysięcy uchodźców z ogarniętego wojną domową Sudanu do tego regionu w Sudanie Południowym.

Pomoc doraźna to jedno, ale potrzebne są także działania długofalowe.

Zgadza się – służą temu projekty pomocy rozwojowej. Dlatego jednym z najważniejszych dążeń jest zapewnienie ciągłości działań pomocowych. Takie projekty powinny przyczyniać się do realizacji kompleksowych strategii przygotowanych przez rząd lub agendy ONZ w takich obszarach jak rozwój systemu ochrony zdrowia czy straży pożarnej.

Specyfiką działań polskich organizacji zaangażowanych w projekty pomocy humanitarnej i rozwojowej jest to, że polskie organizacje z reguły mają do dyspozycji budżet dziesięciokrotnie niższy niż budżety podobnych organizacji z Europy Zachodniej. W dodatku środki otrzymujemy nie w euro, lecz w złotówkach. Musimy więc mądrze nimi gospodarować.

Jakie ma to praktyczne konsekwencje?

Na przykład rząd Belgii sfinansował budowę jednostki straży pożarnej w mieście Kisumu w Kenii. Inwestycja kosztowała 23 mln euro (prawie 100 mln zł). Natomiast PCPM dzięki wsparciu MSZ w ciągu dziesięciu lat stworzyło od podstaw system szkolenia straży pożarnej w Kenii, szkołę strażacką oraz dwie jednostki straży pożarnej. Zbudowaliśmy także prototyp wozu strażackiego oraz stworzyliśmy pierwszy w Afryce Wschodniej zespół poszukiwawczo-ratowniczy. A wszystko to za około 5 mln dolarów.

W zdecydowanej większości przypadków działania pracowników fundacji spotykają się z dużą życzliwością i wdzięcznością miejscowej ludności. Jednak czy tak jest zawsze? Czy zdarzają się przypadki agresji wobec pracowników fundacji?

Wiele organizacji humanitarnych pracuje w miejscach wysoce niebezpiecznych, na przykład ze względu na działania wojenne – w Strefie Gazy, Afganistanie czy niektórych krajach Afryki – lub zagrożenie epidemiologiczne, jak w Demokratycznej Republice Konga (gorączka krwotoczna Ebola). W PCPM podchodzimy poważnie do kwestii ryzyka i bezpieczeństwa naszych pracowników, dlatego w takich regionach nie działamy.

Przykładów zagrożeń jest wiele. Nad miasteczkiem w Libanie, w którym mieści się biuro PCPM, przez wiele lat co kilka nocy z izraelskich dronów odpalano rakiety kierowane na cele w Syrii. Nasi pracownicy byli świadkami zestrzeliwania irańskich rakiet przez izraelską obronę przeciwrakietową. W Ukrainie PCPM działa w Chersoniu, gdzie od samego początku wojny utrzymuje się wysokie zagrożenie atakami rosyjskich dronów i ostrzałem artyleryjskim.

Dlatego wdrożyliśmy procedury minimalizujące zbędne ryzyko. Na przykład w Sudanie Południowym, gdzie samoloty lądują na polanach, bo nie ma lotnisk, nasi pracownicy mogą latać tylko samolotami ONZ, gdyż miejscowe linie lotnicze są zdecydowanie zbyt niebezpieczne.

W Libanie nasi pracownicy mogli poruszać się tylko wyznaczonymi drogami, omijając trasy w pobliżu granicy syryjskiej, które  bywały ostrzeliwane. Natomiast w Kenii nie pozwalamy naszym pracownikom podróżować między miastami po zachodzie słońca, bo wtedy gwałtownie rośnie ryzyko wypadków drogowych, w tym potrąceń pieszych czy nawet kolizji z dziką zwierzyną.

Ile projektów zrealizowaliście w ciągu 20 lat działalności PCPM? Które z nich są szczególnie ważne?

W ciągu ostatnich 20 lat zrealizowaliśmy ponad 200 projektów o łącznej wartości  ponad 600 mln zł. Na stronie www.pcpm.org.pl/co-robimy można zobaczyć interaktywny dashboard prezentujący projekty PCPM realizowane od 2006 r. do dziś. Jeśli chodzi o projekty pomocy rozwojowej, najbardziej jestem dumny z działań PCPM w Kenii. Właśnie tam w ciągu dziesięciu lat udało nam się zbudować ogólnokrajowy system szkolenia zawodowego strażaków, który przyczynił się do wręcz skokowego rozwoju straży pożarnej w Kenii.

Wśród projektów pomocy humanitarnej nadal prym wiodą działania PCPM w Libanie, które rozpoczęliśmy w 2012 r. Początkowo skupialiśmy się na zapewnieniu uchodźcom z Syrii przybywającym do Libanu dachu nad głową. Gdy rozpoczynaliśmy działania w Libanie, takich uchodźców było 20 tysięcy; dwa lata później – już ponad milion. Liban to mały, liczący sześć milionów mieszkańców i mający powierzchnię zbliżoną do powierzchni województwa świętokrzyskiego, więc przyjęcie miliona uchodźców było dla niego ogromnym obciążeniem.

W północnej części Libanu budujemy oczyszczalnie ścieków, kanalizację i drogi, wspieramy rozwój rolnictwa, a także tworzymy straż pożarną. Wspieramy ją m.in. przez budowę nowych strażnic i rozwijanie systemu wczesnego wykrywania pożarów lasów, które jesienią w tym kraju przybierają wręcz katastrofalne rozmiary.

Skąd ta szczególna aktywność PCPM właśnie w Libanie?

Liban jest jednym z krajów, w których PCPM ma zarejestrowaną działalność, czyli posiadamy oficjalny certyfikat wydany przez władze, nadający nam osobowość prawną. Mamy tam biura, zatrudniamy kilkudziesięciu pracowników i płacimy podatki. Od 2024 r. Liban jest dotknięty skutkami konfliktu zbrojnego między Izraelem a Hezbollahem, proirańskim ugrupowaniem zbrojnym działającym na terytorium Libanu.

W ciągu ostatnich dwóch lat już trzykrotnie nieśliśmy pomoc humanitarną uchodźcom  z południowej części kraju.  Wyrazem zaufania rządu Libanu do działań PCPM było wyznaczenie nam specjalnej strefy, w której odpowiadaliśmy za kompleksowe wsparcie uchodźców z południa kraju.

Ważnym kierunkiem działań fundacji jest zwiększanie świadomości polskiego społeczeństwa w zakresie pomocy humanitarnej i rozwojowej oraz kształtowanie pozytywnego wizerunku Polski na arenie międzynarodowej. Na ile udaje się te cele realizować?

Ze względu na liczne zagrożenia wojenne, zamachy terrorystyczne i klęski żywiołowe, szczególnie ważna jest praca Medycznego Zespołu Ratunkowego PCPM, który działa pod egidą Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Zespół został utworzony, aby zapewnić fundacji możliwość szybkiego reagowania w przypadku trzęsień ziemi i innych katastrof na świecie.

Nasze pierwsze misje miały miejsce na kijowskim Majdanie, a także podczas trzęsienia ziemi w Nepalu. W 2015 r. zostaliśmy skierowani przez Ministerstwo Zdrowia do doliny Melamchi, położonej na północny wschód od Katmandu. To właśnie tam trzęsienie ziemi pochłonęło najwięcej ofiar. Byliśmy pierwszym zagranicznym zespołem, który dotarł na te tereny.

Na podstawie obserwacji naszych działań w Nepalu WHO zaprosiło nas do uzyskania międzynarodowej certyfikacji zespołu EMT (Emergency Medical Team). Zajęło nam to aż trzy lata, bo wiele elementów naszego systemu działania i wyposażenia musieliśmy zbudować od podstaw. W październiku 2019 r. PCPM otrzymało certyfikację WHO jako tzw. Type 1 Fixed EMT, czyli zespół, który zastępuje ośrodek zdrowia i zajmuje się głównie udzielaniem pomocy ambulatoryjnej. Niestety konieczność korzystania z transportu komercyjnego uniemożliwia przewóz materiałów niebezpiecznych potrzebnych do działania niektórych urządzeń, np. sprzętu rentgenowskiego. Aparat rentgenowski zawiera bowiem ciecz zapalną – olej transformatorowy.

Jak można ocenić dotychczasowy dorobek waszego zespołu EMT?

W ciągu dziesięciu lat zrealizowaliśmy 20 misji medycznych. Niektóre z nich były odpowiedzią na klęski żywiołowe, takie jak powodzie w Peru w 2017 r. czy cyklony na Madagaskarze w lutym 2022 r. Inne misje medyczne prowadziliśmy na obszarach dotkniętych kryzysami humanitarnymi. Pracowaliśmy w szpitalach działających przy największym w Ugandzie obozie dla uchodźców, liczącym ćwierć miliona osób z Sudanu Południowego.

Natomiast najtrudniejszym okresem dla EMT PCPM był zdecydowanie rok 2020, na który przypadła pandemia COVID-19 – zrealizowaliśmy wówczas aż sześć misji. Pierwszą z nich było wsparcie rządowego zespołu, który w marcu 2020 r. poleciał do Brescii w Lombardii, aby wspomóc włoski system ochrony zdrowia. Polscy lekarze i medycy otworzyli w szpitalu w Brescii szósty oddział intensywnej terapii – było to konieczne, ponieważ wielu pacjentów cierpiało na ciężką postać COVID-19.

W maju i czerwcu WHO skierowało nas do Kirgistanu i Tadżykistanu. Od sierpnia do października lekarze i medycy PCPM działali jednocześnie w szpitalach w Libanie, w największym w Afryce szpitalu COVID-owym w Addis Abebie w Etiopii oraz na Madagaskarze.

Na ile wasze ogromne doświadczenie i kwalifikacje są wykorzystywane także w kraju?

Nasi lekarze pracowali w niemal wszystkich szpitalach tymczasowych, w tym na Stadionie Narodowym w Warszawie. Mimo że jesteśmy organizacją pozarządową i mamy ciągłe trudności z finansowaniem, EMT PCPM znalazł się wśród pięciu najbardziej aktywnych zespołów EMT na świecie, zaangażowanych w walkę z pandemią COVID-19.

Certyfikacja WHO, którą uzyskaliśmy w 2019 r., przygotowała nas do wyjazdu do strefy klęski żywiołowej czy kryzysu humanitarnego i działania tam przez 2-4 tygodnie. Tymczasem ze względu na sytuację w Ukrainie nasza historia potoczyła się inaczej. Od marca 2022 r. EMT PCPM prowadził punkt medyczny przy największym w Polsce centrum tranzytowym dla uchodźców, a od sierpnia 2022 r. prowadzimy Medevac Hub przy lotnisku Rzeszów-Jasionka. Jest to najdłuższa misja EMT na świecie, trwająca już ponad 1450 dni.

Zatrzymajmy się na chwilę przy pomocy udzielanej przez PCPM obywatelom Ukrainy. Na jakiego rodzaju wsparcie mogli i nadal mogą liczyć?

Do 2021 r. PCPM niosło pomoc humanitarną głównie podczas kryzysów uchodźczych poza granicami Polski. Działaliśmy m.in. w Libanie, Sudanie, Ugandzie czy Iraku. Kiedy 24 lutego 2022 r. rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę, wykorzystaliśmy to doświadczenie. Zatrudnienie przez PCPM prawie 2 tys. nauczycieli będących uchodźcami z Ukrainy w ponad 800 szkołach było możliwe, gdyż takie projekty (tzw. Cash for Work) realizowaliśmy wcześniej m.in. w Libanie i Ukrainie.

Innym przykładem takiego międzynarodowego know-how jest centrum tranzytowe dla uchodźców. Uruchomiliśmy je przy dworcu Warszawa Wschodnia we współpracy z Norweską Radą ds. Uchodźców (NRC). Miało powierzchnię prawie 3000 m². W ciągu sześciu miesięcy skorzystało z niego ponad 50 tys. uchodźców z Ukrainy.

Z kolei wspomniany Hub Ewakuacji Medycznej (Medevac Hub) przy lotnisku w Rzeszowie wspiera ewakuację tysięcy chorych i rannych z Ukrainy na leczenie w państwach europejskich, od Hiszpanii po Norwegię. Placówkę prowadzi Medyczny Zespół Ratunkowy PCPM.

W działalności PCPM angażują się także polscy strażacy. Jaki dorobek wypracowali w ramach PCPM?

Dzięki projektom wsparcia straży pożarnych realizowanym przez Komendę Główną PSP czy Akademię Pożarniczą w Ukrainie oraz innych krajach Partnerstwa Wschodniego, a także przez PCPM na Bliskim Wschodzie i w Afryce Wschodniej tego typu działania stają się wizytówką polskiej pomocy rozwojowej.

W przypadku Afryki specjalizujemy się w rozwoju systemów straży pożarnej i ratownictwa, jeżeli nie od podstaw, to z pewnością począwszy od bardzo niskiego poziomu rozwoju. W Etiopii i Kenii nie ma ogólnokrajowej straży pożarnej, a służby te podlegają samorządom, przez co cierpią na chroniczny niedobór środków finansowych, sprzętu i personelu.

Gdy rozpoczynaliśmy podstawowe szkolenia strażaków w Kenii w latach 2014-2015, wozy strażackie przyjeżdżały na miejsce pożaru nawet z kilkugodzinnym opóźnieniem i zazwyczaj bez wody w zbiornikach. Pierwszym etapem działań PCPM w Kenii były kilkutygodniowe szkolenia mające na celu szybkie podniesienie skuteczności działań ratowniczo-gaśniczych.

Czyli był to strzał w dziesiątkę?

Niewątpliwie tak, ponieważ szybko zaczęły się do nas zgłaszać samorządy z pozostałych regionów kraju. Dlatego postanowiliśmy zbudować centrum szkoleniowe w okolicach Nairobi, stolicy Kenii. Nasze centrum urosło do rangi jedynej w Kenii wyższej szkoły zawodowej o profilu strażackim i ratowniczym. Polskie wsparcie przyczyniło się do trzykrotnego wzrostu liczby strażaków i jednostek straży pożarnej w Kenii w ciągu dziesięciu lat.

Oczywiście nie byłoby to możliwe bez zaangażowania polskich ekspertów, którzy są czynnymi lub emerytowanymi funkcjonariuszami PSP. Przekazują oni swoim kolegom w Kenii, Etiopii i innych krajach wiedzę i doświadczenie wyniesione nie tylko ze szkoleń i służby w kraju, lecz także z prawie dwuwiekowej tradycji straży pożarnej w Polsce.

Jakie korzyści przynoszą polskim strażakom te działania?

Z dużą satysfakcją obserwuję, jak rozwijają się umiejętności polskich strażaków, którzy współpracują z PCPM. Na przykład dziesięć lat temu znajomość języka angielskiego wśród strażaków na poziomie pozwalającym na prowadzenie szkoleń była ograniczona. Instruktorzy mają też znacznie więcej cierpliwości i wyrozumiałości wobec miejscowych strażaków, których poziom umiejętności jest czasem zaskakująco niski.

W Etiopii, która jest krajem dość konserwatywnym, w jednym z miast strażacy głośno powątpiewali, czy dostarczony im sprzęt ochrony osobistej chroni przed ogniem i oparzeniami. Trwało to tak długo, aż jeden ze strażaków się potknął i, mając na sobie pełne wyposażenie ochronne, wpadł do ogniska. Po tym, jak wstał, otrzepał się i stwierdził: „Rzeczywiście, nie pali się”, nastawienie kursantów zmieniło się o 180 stopni.

Jakie sukcesy szkoleniowe i ratownicze odnotowaliście w innych krajach?

W Kenii polscy instruktorzy dzięki swojemu know-how odnieśli dwa historyczne sukcesy. Po pierwsze, sześciu polskich strażaków zostało pierwszymi w Kenii egzaminatorami uprawnionymi do nadawania dyplomów zawodowych strażaka. Było to zwieńczenie prawie sześcioletniego procesu szkoleniowego. Obejmował on m.in. określenie zakresu umiejętności, akredytację systemu szkolenia zawodowego strażaków, certyfikację szkoły wyższej i kadry instruktorskiej, realizację szkoleń, a także pokonanie wielu trudności administracyjnych, w tym uzyskanie pozwoleń na pracę w Kenii.

Drugim wyraźnym polskim śladem w rozwoju straży pożarnej w Kenii, jak również w Etiopii, jest ratownictwo linowe. Górzysty teren tych dwóch krajów oraz brak odpowiednich zabezpieczeń powodują konieczność ewakuacji osób z urwisk, wykopów szczelinowych czy wysp pośród wezbranych wód.

Warunkiem rozwoju ratownictwa są odpowiednie zaplecze techniczne oraz wystarczająca liczba jednostek straży pożarnych.

Poważnym wyzwaniem w Kenii jest niewystarczająco rozwinięta sieć jednostek straży pożarnej. Przede wszystkim jest ich za mało, aby można było w akceptowalnym czasie dotrzeć na miejsce pożaru. Główne wyzwania są dwa: pozyskanie wozów strażackich i budowa jednostek. Kenia i inne kraje Afryki importują wozy strażackie – albo z Europy, albo z Chin.

Europejskie wozy strażackie, co oczywiste, są produkowane zgodnie z normami europejskimi, a więc trudne do naprawy na miejscu i zazwyczaj przeładowane sprzętem. Z dotychczasowych doświadczeń i opinii wynika, że pojazdy strażackie z Chin są wprawdzie nieco tańsze, ale często dość szybko zaczynają się psuć.  

Dlatego od kilku lat testujemy w Kenii prototyp wozu strażackiego zbudowanego na podwoziu najpopularniejszej miejscowej ciężarówki. Współpracujemy z Polską Agencją Inwestycji i Handlu, aby tego typu proste konstrukcyjnie i łatwe do naprawy wozy strażackie stały się flagowym polskim produktem eksportowym na rynki afrykańskie.

Czy są też inne plany i perspektywy rozwoju współpracy?

Po dziesięciu latach współpracy poziom wyszkolenia i doświadczenia operacyjnego  jednostek straży pożarnej w Nairobi, stolicy Kenii, pozwolił nam na dalszy rozwój. Chodzi o stworzenie pierwszego w Afryce Subsaharyjskiej, poza Republiką Południowej Afryki, strażackiego zespołu poszukiwawczo-ratowniczego (USAR).

W Kenii nie ma trzęsień ziemi, ale istnym przekleństwem są katastrofy budowlane, do których dochodzi szczególnie podczas wznoszenia budynków. Do działań ratowniczych w takich przypadkach utworzono zespół USAR, prowadzony przez straże pożarne Nairobi oraz hrabstwa Kiambu, graniczącego od północy ze stolicą Kenii.

Dobrą ilustracją tych wyzwań jest fakt, że od grudnia 2025 r. do czerwca 2026 r. USAR Nairobi zrealizował dziesięć misji ratunkowych w związku z zawaleniami budynków. Siedem z nich miało miejsce podczas budowy, a trzy – podczas wyburzeń. Strażacy uratowali spod gruzów 28 osób. Z prośbami o podobne wsparcie zgłaszają się do nas także inne kraje afrykańskie.

W Kenii i Tanzanii rozwijamy także systemy pogotowia ratunkowego, współpracując z tamtejszymi ministerstwami zdrowia. W Libanie wspieramy walkę z pożarami lasów, a także starania o utrzymanie zdolności operacyjnych straży pożarnej w kraju, który od siedmiu lat zmaga się z potężnym kryzysem gospodarczym i politycznym. Wszystkie te działania są finansowane przez Polską Pomoc, czyli program pomocy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Jakie są perspektywy dalszego rozwoju PCPM?

Z jednej strony chcemy pozycjonować się jako polska organizacja typu INGO, czyli organizacja pozarządowa o charakterze i zasięgu międzynarodowym. Mam nadzieję, że już od przyszłego roku będziemy realizować projekty pomocy humanitarnej finansowane przez Komisję Europejską w krajach afrykańskich, w których dotychczas nie działaliśmy. Nadal zamierzamy rozwijać nasze biura regionalne w Bejrucie i Nairobi. Rozwijamy także naszą współpracę z krajami Azji, w tym z Japonią i Filipinami, zarówno w zakresie reagowania kryzysowego, jak i działań EMT.

Drugim priorytetem PCPM będą działania w Polsce i w naszym bezpośrednim sąsiedztwie. PCPM jest podmiotem ochrony ludności w województwie małopolskim. Mamy nadzieję podjąć podobną współpracę w innych regionach kraju.

Na to wszystko potrzebne są środki finansowe.

Obecnie środki finansowe są przekazywane prawie wyłącznie na inwestycje, w tym na schrony i sprzęt. Tymczasem organizacje pozarządowe, które mają docelowo funkcjonować w systemie ochrony ludności, także potrzebują finansowania. Bez uwzględnienia tej kwestii przy rozwoju systemu ochrony ludności w Polsce ryzykujemy, że organizacje pozarządowe stanowiące podmioty ochrony ludności wprawdzie będą miały sprzęt, ale nie będą dysponowały wystarczającymi zasobami osobowymi. To jest jeden z głównych problemów naszej działalności, który wymaga kompleksowego rozwiązania. Mam nadzieję, że je znajdziemy.

Lech Lewandowski Lech Lewandowski

jest dziennikarzem i politologiem, pracującym przez wiele lat w prasie wojskowej, specjalizującym się w polityce międzynarodowej.

do góry