Lekcja z Dust Bowl na Wielkich Równinach
27 Lipca 2026Wyobraźmy sobie, że pewnego popołudnia słońce nagle znika za ścianą gęstej, czarnej chmury sięgającej dwóch kilometrów wysokości. Przemieszcza się ona z ogromną prędkością i z każdą chwilą jest coraz bliżej. To nie apokaliptyczna scena z hollywoodzkiego filmu, lecz codzienność mieszkańców amerykańskich Wielkich Równin w latach 30. XX w.
Wycieranie stołu trzy razy dziennie nie pomagało – pył był dosłownie wszędzie: w zupie, na pościeli, w zamkniętych szafach, a nawet – co gorsza – w płucach. Gdy nadeszła Czarna Niedziela, ludzie myśleli, że zbliża się koniec świata. Dust Bowl, czyli okres burz pyłowych, to nie tylko kaprys natury. Był to jeden z największych i najbardziej dramatycznych kryzysów ekologicznych w historii ludzkości, wywołany destrukcyjnym splotem ludzkiej chciwości, nieodpowiedzialnego wykorzystania technologii oraz niekorzystnych warunków klimatycznych. Człowiek odegrał w tej historii kluczową rolę.
Iluzja zielonego raju
Aby zrozumieć, dlaczego serce Ameryki obróciło się w pył, musimy cofnąć się do przełomu XIX i XX w. Wielkie Równiny to rozległy obszar obejmujący m.in. części takich stanów, jak Teksas, Oklahoma, Kansas, Kolorado i Nowy Meksyk. Przez wieki porastały je gęste trawy preriowe oraz inne rośliny odporne na suszę. Rozbudowane systemy korzeniowe tych roślin tworzyły zwartą sieć, która pomagała zatrzymywać wilgoć w glebie i chroniła ją przed erozją wietrzną. Pierwszym osadnikom przybywającym na te tereny ziemia ta wydawała się jednak nieprzystępna i trudna do zagospodarowania. Obszar ten nazywano nawet „Wielką Pustynią Amerykańską”.
Przełom nastąpił już podczas I wojny światowej, gdy gwałtownie wzrosło zapotrzebowanie na amerykańskie zboże. Rząd USA już od drugiej połowy XIX wieku wspierał osadnictwo na Zachodzie na mocy ustaw określanych zbiorczo jako Homestead Acts, a w kolejnych dekadach banki chętnie udzielały rolnikom kredytów na rozwój gospodarstw i zakup maszyn. Towarzyszyły temu korzystne warunki pogodowe – przez znaczną część lat 20. na Wielkich Równinach występowały stosunkowo obfite opady. Deszcz padał regularnie, a zbiory były rekordowe. Pojawiło się nawet chwytliwe hasło, powtarzane przez spekulantów i handlarzy ziemią: Rain follows the plow (z ang. Deszcz podąża za pługiem). Wierzono, że samo zaoranie ziemi i parowanie odsłoniętej gleby przyczyni się do zmiany lokalnego klimatu i zwiększy opady.
W tym samym czasie na polach pojawił się symbol postępu technologicznego – traktor napędzany silnikiem spalinowym. Maszyny zastąpiły konie i woły, umożliwiając prowadzenie orki na niespotykaną wcześniej skalę. Rolnicy, skuszeni perspektywą łatwiejszej pracy i szybkiego zysku, przystąpili do masowej akcji „wielkiego zaorania” (The Great Plow-up). Karczowano lasy, a grunty orne tworzono wszędzie, gdzie się dało. Amerykański historyk Donald Worster w książce Dust Bowl: The Southern Plains in the 1930s dowodził, że katastrofa Dust Bowl nie była dziełem przypadku, lecz konsekwencją działalności człowieka traktującego ziemię wyłącznie jako źródło dochodu. W końcu pojawił się problem nadwyżek pszenicy i ceny zaczęły spadać, a plony gnić w silosach.
W ciągu zaledwie kilkunastu lat miliony akrów prerii zostały doszczętnie pozbawione naturalnej bariery ochronnej. Trawa zniknęła, ustępując miejsca rozległym polom pszenicy. Ziemia stopniowo traciła roślinność, a następnie intensywnie ją spulchniano. Te metody sprawdzały się i przynosiły oczekiwane rezultaty, dopóki świeciło słońce i padał deszcz. Jednak natura cierpliwie czekała...
Wielka susza i narodziny „czarnych zamieci”
W 1931 r. pogoda drastycznie się zmieniła. Nad Wielkie Równiny nadciągnęła wieloletnia susza. Rośliny uprawne wschodziły słabo albo szybko usychały, pozostawiając zaoraną, luźną glebę bez systemu korzeniowego, który utrzymywałby ją w zwartej strukturze. Gdy wiatr znad Gór Skalistych uderzył w te puste, wysuszone przestrzenie, doszło do zjawiska, którego osadnicy nigdy wcześniej nie widzieli.
Zamiast zwykłych burz piaskowych, Amerykę nawiedziły tzw. black blizzards, czyli „czarne zamiecie”. Były to olbrzymie chmury pyłu, unoszące tony gleby na wysokość sięgającą nawet 3 km i przenoszące ją na odległość tysięcy kilometrów. Pył znad Oklahomy i Kansas był w stanie zasłonić słońce w Nowym Jorku, Chicago i Waszyngtonie.
Najbardziej dramatycznym dniem, a jednocześnie symbolem tamtych lat, była niedziela 14 kwietnia 1935 r., zapamiętana jako „Czarna Niedziela” (Black Sunday). Tego dnia przez Wielkie Równiny przetoczyła się potężna burza pyłowa, niosąca niezwykle gęstą chmurę, tzw. dustera, która w ciągu kilku chwil pogrążyła okolicę w ciemności. Ludzie uwięzieni na zewnątrz tracili orientację, nawet w pobliżu własnych domów, nie widzieli niczego na wyciągnięcie ręki, nie widzieli nawet własnych rąk.
Lawrence Svobida, rolnik z Kansas, który przeżył tamte wydarzenia, opisał to później w swoich wspomnieniach zatytułowanych An Empire of Dust z 1940 r. Pisał o czarnej chmurze nadciągającej z zawrotną prędkością i ciemności, która nastała chwilę po uderzeniu.
Życie w pyle
Codzienne życie na obszarze objętym Dust Bowl zmieniło się w walkę o przetrwanie. Pył był wszechobecny. Kiedy pył opadał, wdzierał się wszędzie: we włosy, do nosa, gardła, kuchni, sypialni, studni. Rano do posprzątania domu potrzebna była szufla [1]. Wdzierał się przez szczeliny w oknach i drzwiach, mimo że mieszkańcy uszczelniali je wilgotnymi prześcieradłami i zaklejali gazetami. Aby chronić drogi oddechowe, noszono maski, a nozdrza smarowano wazeliną. Przed posiłkami talerze kładziono dnem do góry, a odwracano je dopiero tuż przed nałożeniem jedzenia. W nocy ludzie budzili się z ciemnymi kręgami wokół oczu i ust – pył osiadał na ich twarzach, gdy spali. Najbardziej upiorna była ciemność. Ludzie przywiązywali się linami, żeby pójść do oddalonej ledwie o kilkadziesiąt metrów stodoły [...] [1]. Piasek tłukł szyby w oknach, zasypywał samochody, ranił skórę. Ludziom doskwierały bieda, głód i brak wody.
Katastrofa ekologiczna szybko przerodziła się w kryzys zdrowotny. Największym zabójcą okazało się tzw. pyłowe zapalenie płuc (dust pneumonia) oraz krzemica, będąca odmianą pylicy płuc. Drobny pył zawierał między innymi krzemionkę i cząstki piasku, a ich ostre krawędzie raniły pęcherzyki płucne, w wyniku czego organizm wytwarzał nadmierną ilość śluzu, co sprzyjało rozwojowi stanów zapalnych i obrzęku płuc. Najbardziej narażone na zachorowanie były dzieci, osoby starsze oraz ludzie osłabieni i przewlekle chorzy. Szpitale szybko zapełniały się pacjentami, a zabiegi operacyjne odraczano ze względu na brak sterylności.
Zdrowotne skutki kataklizmu dokumentują relacje z tamtego okresu. Caroline Henderson, nauczycielka, która prowadziła farmę w Oklahomie, opisywała te doświadczenia w listach publikowanych w 1935 r. na łamach „The Atlantic Monthly”. Relacjonowała, że maski trzeba było nosić w domu i na zewnątrz, a i tak w gardle zawsze czuła suchość i ból. Ludzie żyli w ciągłym strachu, płuca ich bliskich się poddawały, matki obawiały się kłaść kaszlące dzieci do łóżek.
Pył okazał się zabójczy nie tylko dla ludzi, ale i dla zwierząt. Bydło traciło wzrok od piasku wpadającego do oczu, pył przedostawał się przez nozdrza do płuc, osiadał w sierści, a jego ostre krawędzie raniły skórę i zwiększały ryzyko infekcji. W żołądkach padłych zwierząt znajdowano duże ilości piasku. Na polach obserwowano również inne niezwykłe zjawiska – zderzenia i tarcie ogromnych ilości drobin pyłu powodowały gromadzenie się silnych ładunków elektrostatycznych. Dotknięcie metalowego ogrodzenia lub podanie komuś ręki mogło wywołać bolesne wyładowanie elektrostatyczne, a instalacje elektryczne w samochodach ulegały awariom.
Wielki exodus – Okies w drodze do Kalifornii
Zniszczenie rolnictwa doprowadziło do gospodarczego załamania regionu, który i tak mocno ucierpiał przez Wielki Kryzys gospodarczy zapoczątkowany w 1929 r. Banki masowo przejmowały zadłużone farmy, a tysiące rodzin traciły dorobek całego życia. Rozpoczęła się jedna z największych fal migracyjnych w historii Stanów Zjednoczonych. Szacuje się, że ponad 2,5 mln osób opuściło Wielkie Równiny, porzucając dotychczasowe miejsca zamieszkania. Migrantów tych, niezależnie od tego, czy pochodzili z Kansas, Kolorado czy Oklahomy, pogardliwie nazywano „Okies”. Nazwa ta wywodziła się od Oklahomy i w tamtym okresie była kojarzona z biedą i bezdomnością. Pakowali oni swój skromny dobytek i ładowali na zniszczone ciężarówki, po czym ruszali na zachód słynną Route 66 – w stronę Kalifornii, która jawiła się im jako ziemia obiecana, gdzie szybko znajdą pracę w sadach i na plantacjach bawełny.
Ten bolesny proces przedstawił John Steinbeck w powieści Grona gniewu (ang. The Grapes of Wrath) wydanej w 1939 r. Opisał on losy ubogiej rodziny Joadów, która traci plony, a następnie bank przejmuje jej gospodarstwo. Steinbeck pisał: Nadszedł świt, dzień jednak nie wstawał. Na szarym niebie ukazało się czerwone słońce – zamglona, krwawa tarcza, sącząca skąpe, przyćmione jak o zmierzchu światło. W miarę jak dzień upływał, zmierzch zapadał z powrotem w ciemność, a nad powalonym zbożem wciąż zawodził i skomlił wiatr [2]. Joadowie zostali zmuszeni do opuszczenia swojej farmy w Oklahomie i wyruszyli w dramatyczną podróż do Kalifornii. Niestety na miejscu rzeczywistość okazała się brutalna. Migrantów są tysiące, a miejsc pracy niewiele, przez co plantatorzy obniżają stawki za pracę. Robotnicy mieszkają w przepełnionych obozach, są wyzyskiwani i źle traktowani, a lokalna społeczność odnosi się do nich z niechęcią. „Okies” byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii – bezdomni włóczędzy, którzy mieli przynosić ze sobą biedę i choroby. Katastrofa ekologiczna doprowadziła do głębokiego kryzysu społecznego i zaostrzenia konfliktów klasowych.
Jak Ameryka próbowała naprawić swój błąd
Kiedy Franklin Delano Roosevelt obejmował urząd prezydenta w 1933 r., jasne było, że pomoc dla mieszkańców Wielkich Równin oraz odbudowa tamtejszego rolnictwa wymagały działań systemowych. Dust Bowl przestał być wyłącznie problemem lokalnym – niszczył podstawy gospodarki rolnej regionu, pogłębiał kryzys społeczny i zagrażał produkcji żywności w kraju. W ramach Nowego Ładu (New Deal) powołano liczne instytucje i uruchomiono programy, których celem było zarówno tworzenie miejsc pracy i łagodzenie skutków kryzysu gospodarczego, jak i odbudowa zdegradowanych terenów oraz ograniczenie erozji gleby. Bezrobotni uczestniczyli między innymi w budowie dróg, mostów, szkół, obiektów użyteczności publicznej i infrastruktury hydrotechnicznej. Na Wielkich Równinach zakładano rozległe pasy wiatrochronne, tworzone z rzędów drzew i krzewów. Przyjęto ustawę Glassa–Steagalla (Glass–Steagall Act), która ograniczyła łączenie działalności banków komercyjnych i inwestycyjnych oraz miała zmniejszyć ryzyko wykorzystywania depozytów klientów do prowadzenia spekulacyjnych operacji finansowych. Powołano także Federalną Korporację Ubezpieczeń Depozytów (Federal Deposit Insurance Corporation, FDIC), która chroniła pieniądze klientów banku. Ustawa o dostosowaniu rolnictwa (Agricultural Adjustment Act, AAA) miała ograniczyć nadprodukcję i doprowadzić do wzrostu cen produktów rolnych. Rolnikom wypłacano rekompensaty za zmniejszenie areału upraw lub produkcji, co miało ratować tysiące gospodarstw przed bankructwem. Reformy objęły również pomoc dla bezrobotnych, osób starszych i innych grup pozbawionych zabezpieczenia socjalnego, kolejne regulacje wzmacniały prawa związkowe oraz określały płacę minimalną i czas pracy.
Kluczową postacią w historii Dust Bowl stał się amerykański gleboznawca Hugh Hammond Bennett, uznawany dziś za jednego z najważniejszych prekursorów nowoczesnej ochrony gleby w USA. Podróżował po kraju, pobierał próbki gleby, obserwował skutki erozji i rozmawiał z rolnikami mieszkającymi tu od wielu pokoleń. Bennett od lat ostrzegał przed erozją gleby, publikując artykuły, raporty i opracowania naukowe. Długo bił na alarm, ale nikt go nie słuchał. Nie mógł pogodzić się z tym, że jeszcze nikt tak nie zniszczył ziem Wielkich Równin, jak nowi osadnicy. Podczas jednego z wystąpień stwierdził: Z perspektywy wszystkich stuleci w dziejach świata my, Amerykanie, ze wszystkich ludzkich ras, zarówno barbarzyńskich, jak i cywilizowanych, jesteśmy największymi niszczycielami ziemi [5]. W marcu 1935 r. Bennett zeznawał przed komisją Izby Reprezentantów, przekonując kongresmenów do przyjęcia przepisów ochrony gleby. Z tym wydarzeniem wiąże się opowieść, według której Bennett, wiedząc o zbliżającej się chmurze pyłu, celowo przedłużał swoją wypowiedź, aż słońce nad Waszyngtonem zniknęło i zapadła ciemność. Pozwoliło to unaocznić kongresmenom skalę zagrożenia. 27 kwietnia 1935 r. prezydent Franklin D. Roosevelt podpisał ustawę o ochronie gleby (Soil Conservation Act) i na jej mocy utworzono w Departamencie Rolnictwa Stanów Zjednoczonych Służbę Ochrony Gleby (Soil Conservation Service, SCS), której pierwszym szefem został Bennett.
Rząd federalny podjął wiele zakrojonych na szeroką skalę działań, w tym program zakładania pasów wiatrochronnych, znany jako Projekt Leśny Stanów Preriowych (Prairie States Forestry Project) i Great Plains Shelterbelt. W latach 1935–1942 posadzono ponad 200 mln drzew i krzewów na obszarze rozciągającym się od Dakoty Północnej po Teksas. Były to tysiące pasów wiatrochronnych, których łączna długość wynosiła około 30 tys. km. Zasada ich działania była prosta. Były to wielorzędowe nasadzenia złożone z odpowiednio dobranych gatunków drzew i krzewów. Projektowano je w kształcie schodków, czyli w środku sadzono wysokie drzewa (np. cedry, jesiony, wiązy), a od zewnętrznych stron – niskie drzewa i gęste krzewy. W ten sposób wiatr był wypychany ku górze, a przyległe uprawy i ziemię chroniono przed jego erozyjnym działaniem.
Zmieniono również metody uprawy gleby. Ograniczano głęboką orkę, a rolników zachęcano do stosowania orki konturowej, prowadzonej wzdłuż poziomic i naturalnego ukształtowania terenu, co zmniejszało spływ powierzchniowy wody oraz erozję gleby. Upowszechniano także obsiewanie pól pasami różnych gatunków roślin. Po zbiorach należało pozostawić ścierniska i resztki pożniwne, które ograniczały wywiewanie najbardziej żyznej warstwy gleby.
Jednym ze sposobów pomocy rolnikom był prowadzony przez rząd federalny wykup milionów akrów najbardziej zdegradowanych ziem. Tereny te wyłączano z użytku rolniczego i przekształcano m.in. w pastwiska. Z części z nich utworzono w 1960 r. narodowe obszary trawiaste (National Grasslands).
Narodziny „bydlęcego imperium”
Choć za główne przyczyny katastrofalnych burz piaskowych uznaje się wieloletnią suszę oraz masowe przekształcanie prerii w pola uprawne, to równie istotnym, a często marginalizowanym destruktorem był wcześniejszy, trwający dekadami intensywny wypas zwierząt gospodarskich.
W drugiej połowie XIX w. Wielkie Równiny, rozciągające się od Teksasu po Dakotę Północną, jawiły się osadnikom jako niewyczerpane źródło paszy dla bydła. Miliony akrów gruntów publicznych i prywatnych tworzyły system otwartego wypasu, tzw. open range. Królowały tam rodzime gatunki traw preriowych, np. trawa bawola (Bouteloua dactyloides), charakteryzujące się głębokim systemem korzeniowym i gęstą darniną.
Gwałtowny rozwój kolei oraz wysokie ceny wołowiny przyczyniły się jednak do rozwoju hodowli bydła – zjawiska określanego mianem cattle boom. Na obszary preriowe wyprowadzono miliony sztuk bydła, które wyjadały i zadeptywały roślinność. Hodowcy ignorowali realne możliwości regeneracyjne środowiska, korzystając z taniego wypasu i zbijając majątki na sprzedaży wołowiny. Ponownie postawiono na maksymalizację zysku bez względu na konsekwencje.
Jak bydło zniszczyło prerię?
Nadmierna eksploatacja pastwisk (ang. overgrazing) doprowadziła do drastycznych zmian w preriowej roślinności. Zwierzęta hodowlane nie tylko zjadały wszystko niemal przy samej powierzchni ziemi, lecz także ograniczały wegetację, kwitnienie, rozsiewanie nasion i ponowny odrost roślin.
Proces degradacji pastwisk zachodził w trzech krokach. W pierwszym dochodziło do przerzedzania i osłabiania darni wskutek ciągłego zgryzania roślin. Najbardziej wartościowe i odporne gatunki traw ustępowały miejsca mniej pożądanym, słabszym roślinom jednorocznym. Drugim krokiem było ubijanie gruntu przez racice zwierząt, co ograniczało jego przepuszczalność, zmniejszało przesiąkliwość wody i uniemożliwiało retencję rzadkich opadów. Następnie dochodziło do erozji wietrznej – pozbawiona osłony roślinnej i przesuszona wierzchnia warstwa gleby zamieniła się w lotny pył.
Gdy na początku lat 30. XX w. nadeszła susza, w wielu miejscach gleba była już pozbawiona wszelkich mechanizmów obronnych.
Sytuację zaczęła stopniowo stabilizować dopiero interwencja władz federalnych i wprowadzenie w 1934 r. ustawy Taylora o wypasie (Taylor Grazing Act), która regulowała użytkowanie publicznych terenów pastwiskowych. Na jej mocy możliwe było wyłączenie z użytkowania i objęcie regulacją wypasu do 80 mln akrów niezarezerwowanych gruntów federalnych; później limit zwiększono do 142 mln akrów. Na objętych ustawą obszarach tworzono dystrykty wypasowe (grazing districts), w których użytkowanie pastwisk podlegało administracyjnym ograniczeniom i nadzorowi. Oznaczało to, że urzędnicy mogli określać liczbę zwierząt wypasanych na danym obszarze i ramy czasowe użytkowania pastwisk, a hodowcy musieli uzyskiwać pozwolenia na wypas. Powołano również specjalne służby doradcze, które upowszechniały wypas rotacyjny, pozwalający okresowo odciążać poszczególne pastwiska. Chociaż regulacje te spotkały się z dużym oporem wielu hodowców, to ostatecznie uratowały gospodarkę i środowisko przed pustynnieniem.
Przestroga na przyszłość
Pod koniec lat 30. XX w. sytuacja zaczęła się stopniowo poprawiać. W 1939 r. na Wielkie Równiny powróciły regularne opady, co w połączeniu z wprowadzanymi metodami agrotechnicznymi i metodami ochrony gleby pozwoliło zahamować niszczycielską erozję. Gleba znowu zaczęła wydawać plony, a chmury pyłu pojawiały się coraz rzadziej.

Dust Bowl pozostaje jednak jedną z najważniejszych lekcji w dziejach nowoczesnego rolnictwa. Sytuacja ta pokazała, że ekosystemy mają swoje granice wytrzymałości, a ignorowanie praw natury w imię szybkiego zysku może prowadzić do katastrofy. Amerykański dokumentalista Ken Burns, twórca filmu The Dust Bowl z 2012 r., określił to zjawisko jako „największą katastrofę ekologiczną spowodowaną przez człowieka w historii USA”. Jego zdaniem ludzie uwierzyli, że mogą podporządkować sobie przyrodę, nie ponosząc konsekwencji jej nadmiernej eksploatacji. Tymczasem cena za to przekonanie okazała się bardzo wysoka.
Obecnie, w dobie postępujących zmian klimatycznych i pustynnienia kolejnych regionów świata, lekcja płynąca z doświadczeń amerykańskich Wielkich Równin pozostaje bardzo aktualna. Tamte wydarzenia pokazały, że pustynia nie jest czymś odległym, co nas nie dotyczy – możemy stworzyć ją również na własnym podwórku, jeśli pieniądze będą ważniejsze od życia.
„Droga Matka”
Route 66, znana jako „Droga Matka”, jest jedną z najsłynniejszych arterii w historii USA. Trasę oficjalnie wytyczono w listopadzie 1926 r., łącząc Chicago z Los Angeles na dystansie blisko 4 tys. km. W latach 20. XX w. Ameryka przeżywała boom motoryzacyjny, co zwiększało potrzebę stworzenia ogólnokrajowej sieci utwardzonych dróg, która połączyłaby rolnicze miasteczka Środkowego Zachodu z dynamicznie rozwijającymi się metropoliami i portami Kalifornii. Route 66 biegła po skosie przez kontynent, umożliwiając transport towarów i migrację ludności.
Stała się jednym z najważniejszych symboli lat 30. XX w. w USA. Setkom tysięcy zbankrutowanych rodzin dawała jedyną nadzieję na lepsze życie. To właśnie wtedy pisarz John Steinbeck nazwał ją „Drogą Matką” (The Mother Road). Dla migrantów była trasą pełną dramatycznych wyzwań i niebezpieczeństw – przeciążone samochody ulegały awariom, a rodziny nocowały w prowizorycznych obozach przy drodze. Jednocześnie rosnący ruch na Route 66 pozwolił na rozwój nowego sektora usług przydrożnych. Wzdłuż trasy powstawały motele, stacje benzynowe, przydrożne jadłodajnie (diners) oraz warsztaty samochodowe.
W latach 50. XX w. natężenie ruchu na Route 66 wzrosło do tego stopnia, że trasa stała się niewystarczająca i była w złym stanie technicznym. Za prezydentury Dwighta D. Eisenhowera rozpoczęto budowę nowoczesnego systemu autostrad międzystanowych (Interstate Highway System), który miał usprawnić transport ludzi i towarów, a w razie zagrożenia także przemieszczanie wojsk oraz ewakuację ludności z miast. Jednocześnie rozbudowa sieci autostrad przyczyniła się do przyspieszenia rozwoju gospodarczego, obniżenia kosztów transportu towarów oraz gwałtownej suburbanizacji.
W 1985 r. Route 66 została oficjalnie wyłączona z amerykańskiego systemu dróg krajowych, a jej poszczególne odcinki przejęły władze stanowe i lokalne. Wiele okolicznych tętniących życiem miasteczek zamieniło się w „miasta widma” (ghost towns), a stacje benzynowe i motele zamknięto. Obecnie Historic Route 66 cieszy się dużym zainteresowaniem turystów z całego świata.
Przypisy
[1] Timothy Egan, Brudne lata trzydzieste. Opowieści o wielkich burzach pyłowych, Wydawnictwo Czarne, 2021.
[2] John Steinbeck, Grona gniewu, Prószyński i S-ka, 2012, s. 4.
Marta Giziewicz jest redaktorką i dziennikarką, autorką powieści, pracuje w "Przeglądzie Pożarniczym" od 2020 r.