Klimatyczne wyzwania
27 Lutego 2026
Prof. Szymon Piotr Malinowski – polski fizyk atmosfery, profesor nauk o Ziemi, członek korespondent PAN. Od 2016 r. dyrektor Instytutu Geofizyki UW, a od 2020 r. przewodniczący Zespołu doradczego ds. kryzysu klimatycznego przy Prezesie Polskiej Akademii Nauk. Prezes Fundacji Edukacji Klimatycznej
Marcin Popkiewicz – fizyk, zajmuje się zagadnieniem transformacji energetycznej, członek Fundacji Edukacji Klimatycznej, redaktor naczelny portalu Nauka o klimacie oraz Ziemia na Rozdrożu
W minionym 2025 roku nadal postępował proces ocieplania się klimatu. Tymczasem już na początku swojej prezydentury Donald Trump podpisał dekrety dotyczące wycofania USA z paryskiego porozumienia klimatycznego z grudnia 2015 r. Podczas wrześniowej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ prezydent USA stwierdził: „Zmiany klimatu to największe oszustwo, jakie kiedykolwiek wymyślono”. Jakie znaczenie dla ochrony klimatu mają tego rodzaju wypowiedzi i decyzje podejmowane przez przywódcę największego mocarstwa?
Stany Zjednoczone są drugim największym emitentem CO2 na świecie. W zeszłym roku były odpowiedzialne za 13% globalnych emisji, a także posiadają największe sumaryczne emisje historyczne. Dysponują przy tym znacznymi złożami paliw kopalnych i są istotnym eksporterem węglowodorów. Amerykańskie koncerny paliwowe posiadają również bardzo silne wpływy polityczne, szczególnie w obecnej administracji prezydenta Donalda Trumpa, którego kampanię wyborczą wsparły znacznymi środkami finansowymi.
Wypowiedzi prezydenta Trumpa, choć w wielu obszarach często chaotyczne, w kwestii klimatu tworzą spójną narrację. Wszystko to, co mówi, krytykując działania na rzecz ochrony klimatu, odnawialnych źródeł energii (OZE), a także w sprawie zakupu paliw z Rosji, służy promocji interesów amerykańskich koncernów paliwowych. Narracja amerykańskiej administracji zachęca również do przyjmowania twardszego stanowiska inne kraje, żyjące z wydobycia kopalin, takie jak Arabia Saudyjska i Rosja. Było to wyraźnie widoczne podczas szczytu klimatycznego w Belém, gdzie zablokowały one zapisy dotyczące konieczności odchodzenia od paliw kopalnych.
Najnowszym przejawem tej narracji są zapisy zawarte w amerykańskiej strategii bezpieczeństwa, zaliczające twierdzenia o zachodzącej antropogenicznej zmianie klimatu do kategorii „niebezpiecznej ideologii”.
Dowodzi to, że zmiany klimatu, ideologia, globalna polityka, wielkie interesy mają wspólny mianownik. Jako naukowiec odniósł się Pan do szeregu wypowiedzi prezydenta USA wygłoszonych w siedzibie ONZ, w szczególności dotyczących klimatu. Donald Trump mówił o prognozach zmian klimatycznych, które rzekomo się nie sprawdziły, oraz o śladzie węglowym jako mistyfikacji. Niestety brak poparcia ze strony takich mocarstw jak USA czy Chiny dla inicjatyw na rzecz walki z ociepleniem klimatu spowodował konieczność korekty ambitnych planów w polityce klimatycznej państw UE. Za przykład może posłużyć kwestia ETS2, zakładająca radykalną redukcję emisji gazów cieplarnianych aż do osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2040 r. Program ten, jak również Europejski Zielony Ład, napotkały znaczny sprzeciw, głównie ze względu na obawy dotyczące osłabienia gospodarczego UE względem czołowych mocarstw. Czy rzeczywiście interesy ekonomiczne okazały się decydujące o losach inicjatyw klimatycznych?
O ile w przypadku obecnej administracji USA faktycznie można mówić o braku poparcia dla działań na rzecz ochrony klimatu, o tyle w przypadku Chin obraz jest zdecydowanie inny. Z jednej strony Chiny są obecnie największym emitentem CO2 na świecie, odpowiadającym za ponad 30% globalnych emisji tego gazu, z drugiej natomiast są dziś liderem transformacji energetycznej, zarówno w zakresie OZE, jak i energetyki jądrowej.
Dzięki znaczącym inwestycjom Państwo Środka w wysokim stopniu rozwinęło technologie bateryjne i elektromobilność – coraz wyraźniej widać, że w najbliższych latach zastąpią one silniki spalinowe w transporcie lądowym. Dobrą ilustracją tego trendu jest rozwój rynku elektrycznych samochodów ciężarowych, które niewątpliwie są trudniejsze w elektryfikacji niż lekkie pojazdy osobowe. W Chinach ich udział w rynku wzrósł z 9% w połowie ubiegłego roku do 22% w połowie bieżącego roku i 28% w sierpniu, z perspektywą osiągnięcia 40% do końca bieżącego roku i 60% w roku przyszłym.
Opóźnienie rozszerzenia zasady „zanieczyszczający płaci” na paliwa kopalne spalane w budynkach i pojazdach (ETS2) w Europie nie ma wiele wspólnego z działaniami Chin (gdzie wprowadza się i rozwija własny system opłat za emisje) ani USA, lecz wynika raczej z uwarunkowań wewnętrznej polityki w niektórych państwach UE, które zwlekały z transformacją energetyczną. W odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych państwa UE nie posiadają dużych złóż tanich paliw kopalnych i są uzależnione od ich importu, co stanowi zarówno problem geopolityczny, związany z ryzykiem zaburzeń dostaw, jak i problem handlowy. W przypadku samej Polski średni koszt importu ropy naftowej i paliw ropopochodnych, gazu ziemnego i węgla w ostatniej dekadzie wyniósł średnio około 120 mld zł rocznie.
Jeśli państwa UE chcą zapewnić tanią energię i bezpieczeństwo energetyczne, nie wspominając nawet o redukcji emisji, jedyną perspektywiczną drogą jest przechodzenie na niskoemisyjne źródła energii, obejmujące elektryfikację gospodarki oraz integrację ciepłownictwa i transportu w ramach systemu elektroenergetycznego. Należy przy tym odnotować, że podobną drogą podążają również Chiny.
Nie bez znaczenia dla realizacji unijnej polityki redukcji emisji gazów cieplarnianych jest również sprzeciw Polski. Powodem są przede wszystkim znaczne zapóźnienia w sektorze mieszkaniowym oraz w zakresie ogrzewania tzw. kopciuchami. Czy grozi to wręcz załamaniem europejskiej polityki klimatycznej, której celem jest powstrzymanie dalszego ocieplenia klimatu?
Można się jedynie ze smutkiem zgodzić ze stwierdzeniem, że „powodem są nasze ogromne zapóźnienia”, dodając, iż dotyczą one nie tylko sektora mieszkaniowego i ogrzewania „kopciuchami”, lecz także innych sfer. Nie grozi to wprawdzie załamaniem europejskiej polityki klimatycznej, ponieważ w krajach Europy przeważa konsensus co do konieczności odchodzenia od paliw kopalnych i transformacji energetycznej, lecz już opóźnianiem działań – jak najbardziej.
Najważniejszym wydarzeniem z końca minionego roku była listopadowa konferencja klimatyczna COP 30, która odbyła się w Belém w Brazylii. W toku obrad dokonano podsumowania i oceny działań podejmowanych w walce ze zmianami klimatu i realizacji ustaleń z poprzednich szczytów. Niestety obrady toczyły się bez udziału USA. Symptomatyczne jest również to, że z jednej strony padały wielkie słowa, a z drugiej – jak podały media – pod budowę autostrady i zaplecza hotelowego wycięto 50 tys. hektarów lasów deszczowych Amazonii. Czy z tego zestawienia faktów płynie szerszy wniosek?
Po pierwsze taki, aby weryfikować fakty, ponieważ nie wszystko, co pojawia się w Internecie, jest prawdą. Wycinka w tej skali nie miała miejsca: 50 tys. ha to 500 km2, co odpowiadałoby mniej więcej połowie powierzchni Belém. Wydarzenia szczytu odbywały się w Parque da Cidade, zbudowanym na terenie dawnego lotniska; był to więc obszar zurbanizowany, a nie dzika puszcza. Dodatkowo, wobec niedostatecznej liczby miejsc noclegowych, wykorzystano statki wycieczkowe cumujące w porcie i hotele modułowe, a także przeprowadzono renowację istniejących budynków. Wbrew niektórym doniesieniom nie budowano ogromnych kurortów w dżungli.
Budowa nowej autostrady Avenida Liberdade faktycznie miała miejsce. O ile rząd federalny Brazylii oficjalnie odciął się od tej inwestycji, twierdząc, że nie jest ona częścią przygotowań do COP30, o tyle władze stanowe promowały ją jako dziedzictwo szczytu, mające poprawić transport.
Czyli informacja o ogromnej wycince lasów deszczowych to fake news?
Nawet jeśli przyjąć, że powstanie tej drogi można powiązać z COP, ma ona jedynie trzynaście kilometrów długości, a wycinka drzew dotyczy pasa drogowego o szerokości kilkudziesięciu metrów. Można więc mówić o wycince na powierzchni kilkudziesięciu hektarów, a nie dziesiątek tysięcy hektarów.
Wracając do szczytu klimatycznego w Belém oraz do konferencji COP jako takich, należy stwierdzić, że faktycznie nie przynoszą one efektów, jakich można by oczekiwać z punktu widzenia ochrony klimatu. Po pierwsze, decyzje podejmowane są na nich na zasadzie konsensusu, czyli – innymi słowy – każdy kraj posiada prawo weta, porównywalne z liberum veto w Rzeczypospolitej szlacheckiej, co prowadzi do zapisów na poziomie najmniejszego wspólnego mianownika.
Wspomniałem, że kraje żyjące ze sprzedaży paliw kopalnych, takie jak Rosja czy Arabia Saudyjska, a także nieobecne na tym szczycie Stany Zjednoczone, blokują i rozwadniają działania na rzecz odchodzenia od paliw kopalnych. Istnieją również inne linie podziałów, np. zmiana klimatu jest skutkiem emisji bogatych krajów uprzemysłowionych, w zdecydowanej większości położonych w strefie umiarkowanej. Najpoważniejsze konsekwencje ponoszą natomiast ubogie kraje globalnego Południa, położone w strefie tropikalnej, które nie emitowały dużych ilości gazów cieplarnianych. Oczekują one zatem kompensacji za szkody będące skutkiem emisji krajów uprzemysłowionych. Te z kolei nie wykazują gotowości do ponoszenia odpowiedzialności finansowej za swoje działania.
Lista problemów i rozbieżności między krajami wydaje się nie mieć końca. Można wręcz powiedzieć, że sukces w tym ślimaczącym się procesie stanowią już same jakiekolwiek ustalenia; przykładowo w Paryżu przyjęto ogólną zgodę co do potrzeby „utrzymania wzrostu średniej globalnej temperatury na poziomie znacznie poniżej 2°C względem poziomu przedprzemysłowego i kontynuowanie wysiłków na rzecz ograniczenia wzrostu temperatury do 1,5°C”.
Naukowcy wskazują, że w ciągu najbliższych dekad można spodziewać się wzrostu średniej temperatury o około 1°C lub więcej, co będzie prowadzić do występowania ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak niedawny huragan Melissa czy największy w minionym roku huragan Hilary w Kalifornii. Z kolei w Europie w 2025 r. fale upałów, susze oraz powodzie przyniosły straty sięgające 43 mld euro. W przeddzień obrad COP 30 Filipiny nawiedził kolejny potężny huragan. Czy te oraz liczne inne przykłady z 2025 r. stanowią zarazem ponurą prognozę na obecny rok?
Obecna zmiana klimatu jest procesem z jednej strony, z punktu widzenia naszej codziennej percepcji, powolnym, z drugiej zaś – wstrząsająco szybkim. Średnia temperatura powierzchni Ziemi od przełomu XIX i XX w. wzrosła już o blisko 1,5°C i przy obecnej trajektorii emisji do końca stulecia wzrośnie o co najmniej kolejne tyle. Dodatkowo lądy ogrzewają się szybciej niż oceany i już nie potrzeba precyzyjnych pomiarów ani analiz statystycznych, aby dostrzec zmianę klimatu – wystarczy własne doświadczenie.
Mazowsze ma już klimat termiczny Niziny Węgierskiej z lat 80. XX w. Ta zaś w międzyczasie przemieściła się pod względem termicznym w rejon Wenecji. Zimą śnieg zalega coraz krócej, liczba dni upalnych potroiła się, a susze, które dawniej zdarzały się latem raz na kilka lat, obecnie występują praktycznie co roku, niekiedy już wiosną. Dodatkowo zmiana klimatu, choć dla Polaków w najbliższych latach będzie pod wieloma względami uciążliwa, nie okaże się jeszcze zagrożeniem egzystencjalnym dla jednostek i całych społeczności. W przeciwieństwie do sytuacji w wielu innych krajach.
Ocieplenie o ok. 3°C do końca stulecia, a potencjalnie większe w dłuższym horyzoncie czasowym, może nie wydawać się znaczące. Jednak w wielu rejonach tropikalnych, takich jak Afryka, Bliski Wschód, Indie czy Ameryka Południowa, spowoduje to, że obszary zamieszkane przez setki milionów ludzi staną się niezdatne do życia.
Dla porównania – w momencie apogeum epoki lodowej średnia temperatura powierzchni Ziemi była niższa o ok. 6°C niż w epoce przedprzemysłowej. Tereny, na których dziś leżą Gdańsk czy Nowy Jork, znajdowały się wówczas pod grubym lądolodem, a poziom oceanów był o 120 m niższy. Ziemia cieplejsza o kilka stopni sprawi, że będzie to w istocie inna planeta. Po drodze przekroczymy zaś szereg punktów krytycznych, z poważnymi, a czasem drastycznymi konsekwencjami dla środowiska i gospodarki.
Zagrożenia klimatyczne nie omijają także naszego kraju. Ocenia się, że na skutek ocieplenia poziom Morza Bałtyckiego może wzrosnąć od 60 cm do nawet 110 cm. W przypadku Polski pod wodą znalazłyby się m.in. Żuławy Wiślane oraz Park Krajobrazowy Dolina Dolnej Odry. Naukowcy wskazują, że powinniśmy w większym stopniu stawiać na ekologiczne inwestycje. Czy taką ekologiczną inwestycją są na przykład parki przyrodnicze, o których w ostatnim czasie wiele się mówi?
Można dodać, że prognozowany wzrost poziomu morza do końca stulecia w dłuższym horyzoncie czasowym będzie jeszcze znacznie wyższy. Przez pewien czas da się ochronić tereny, np. wspomniane Żuławy – do momentu, gdy pojawi się wysoka cofka, nakładająca się na podwyższony poziom morza, i z dnia na dzień będziemy mieć Bałtyk pod Malborkiem.
W dłuższej perspektywie bardziej zagrożone zarówno wzrostem poziomu morza, jak i powodziami są tereny słabiej zurbanizowane. Zapewne więc historycznego centrum Gdańska będziemy bronić przed podnoszącym się poziomem wody tak długo, jak się da. Z tej perspektywy warto zastanowić się, w ramach działań adaptacyjnych, które z mniej cennych społecznie i gospodarczo obszarów pozostawić naturze, tak aby w przypadku powodzi mogły one przyjąć falę powodziową przy niewielkich stratach. Takie podejście, czyli wykorzystanie natury w procesie adaptacji, pomoże również retencjonować wodę w krajobrazie, co ograniczy skutki susz, z którymi – jak wspominałem – coraz częściej mamy do czynienia.
Ten wywiad ukazuje się w miesięczniku Komendy Głównej PSP „Przegląd Pożarniczy”. Czego mogą się spodziewać polscy strażacy w nowym roku? Jak powinni odpowiadać na rosnące zagrożenia związane ze zmianami klimatycznymi i bezpieczeństwem ludności?
Strażacy, czuwający nad bezpieczeństwem nas wszystkich, stanowią szczególnie świadomą narastających zagrożeń grupę społeczną. Nowa ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej trafnie diagnozuje współczesne zmiany klimatu jako zagrożenie i zaleca wzmacnianie odporności poprzez odpowiednie rozpoznanie i przygotowanie się do nich.
Aby właściwie realizować te zadania, należy zrozumieć przyczyny i skutki obecnych zmian klimatu oraz oprzeć się na tym zrozumieniu przy świadomej diagnozie lokalnej podatności na zagrożenia. Konieczne jest również doskonalenie metod szybkiego reagowania na ekstremalne zdarzenia meteorologiczne. Niezbędna jest ścisła współpraca ze służbami meteorologicznymi, środowiskowymi, jednostkami samorządu terytorialnego oraz analiza dotychczasowych zdarzeń w kontekście narastających przyszłych zagrożeń. To pozwoli na skuteczniejsze wykonywanie misji PSP i OSP.
fot. z archiwum prof. Szymona P. Malinowskiego
fot. z archiwum Marcina Popkiewicza
jest dziennikarzem i politologiem, pracującym przez wiele lat w prasie wojskowej, specjalizującym się w polityce międzynarodowej.