Historia i tradycja

Krótkie dzieje przepisów przeciwpożarowych (cz. 12)

Kategoria: Historia i tradycje

W latach 80. nastąpił zastój w formułowaniu wymagań z zakresu ochrony przeciwpożarowej. Z jednym wyjątkiem: w 1980 r. potwornie zawiłe przepisy techniczno-budowlane zamieniono na zawiłe nieco mniej.

 

 

Na innych polach zapobiegania pożarom niewiele się działo, co było skutkiem nie tyle doskonałości dotychczasowych rozwiązań, lecz sytuacji ogólnej. Co prawda dałoby się uwzględniać światowe trendy w zapobieganiu pożarom, tylko że przemysł nie dostarczał odpowiednich urządzeń. Na przykład z całej armatury tryskaczowej produkowano jedynie rury, a i te trzeba było załatwić, a nie po prostu kupić. Chociaż ustawicznie dymiły kominy setek fabryk, towarów w nich produkowanych jakoś nie widziało się w sklepach. Reglamentowano żywność: mięso, cukier, a nawet alkohol. Oficjalne zarobki wynosiły około 200 dolarów miesięcznie, a zgodnie z kursem realnym – 20. Kolejki stały wszędzie i po wszystko. No i były jeszcze strajki.

Strajk wybuchł również w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej. Trwał od 25 listopada do 2 grudnia 1981 r. I nie o byle co chodziło, jak to wmawiały władze, tylko o to, by nie dać się użyć do polewania ludzi wodą, a tym bardziej do strzelania do nich – i to się udało. A potem przyszedł stan wojenny i przejęcie władzy przez wojsko. No i „w nagrodę” powódź zimowa, której skutki byłyby znacznie mniej tragiczne, gdyby władza nie wyłączyła telefonów. Przymusowe odejścia ze strażackiej dydaktyki i służby, nieprzyjęcie do nowej Szkoły Głównej Służby Pożarniczej (powołanej w lutym 1982 r.) kilkudziesięciu wcześniej wyróżniających się w nauce podchorążych, zastraszenie pozostałych… Strachy strachami, ale humor też się pojawiał. Ponieważ rozwiązana WOSP była szkołą czteroletnią, inżynierską, a zawiązana „nowa” SGSP pięcioletnią, bo już magistersko-inżynierską, mówiono na roczniku przejściowym: „Ucz się, bo magistrem zostaniesz!”. Miało to swoją logikę, gdyż stracony rok oznaczał dwa spędzone w niezbyt miłych koszarach. Niektórzy dowódcy kompanii podążali za podchorążymi do kościoła, żeby tam ich spisywać, bo: „Albo szkoła, albo kościół, obywatelu podchorąży!”. Nawet najwyższa władza objawiła śmiertelnie poważne zatroskanie o właściwy poziom merytoryczny w straży pożarnej: jak znaleźć kandydatów na komendantów, co nawet jak już ochrzcili dzieci, to chociaż do pierwszej komunii ich nie posłali? Tak to również na polu ochrony przeciwpożarowej zgodnie z myślą Stefana Kisielewskiego „socjalizm bohatersko walczył z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju”.  

Dlatego właśnie w latach 80. w sferze zapobiegania pożarom działało po prostu to, co obmyślono i wdrożono w latach 60. i 70. A było czemu zapobiegać, bo w samej Warszawie pożary dotknęły: zakład Pollena-Aroma (maj 1982 r.) – z masowym zatruciem chemikaliami i hospitalizacją ponad 100 podchorążych SGSP, Teatr Narodowy (marzec 1985 r.) czy magazyn wysokiego składowania w FSO na Żeraniu (luty 1987 r.). Ale, jak to powiedział Janusz Gajos: „Ze strażą kiepsko. Pożary może i bywają. Tylko my chodzim troszkie zgaszone”.

System ochrony przeciwpożarowej, skoro już istniał, to musiał działać, więc ciągle było zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów, których wchłaniała resortowa ochrona przeciwpożarowa i komendy straży pożarnych. Istniała już świetna rodzima literatura poświęcona zapobieganiu pożarom. W SGSP wprowadzono podział na specjalizacje: taktyczno-dowódczą, sprzętowo-techniczną i profilaktyczną – na tych dwóch ostatnich powstawały prace dyplomowe o imponującym zakresie wiedzy technicznej. Niezależnie od specjalizacji, wszystkich przyszłych oficerów katowano nowym przepisem techniczno-budowlanym, tzw. 17.

„17” zamiast  „130”

W nowych warunkach technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, powtórzono grzech pierworodny „130”, czyli jej zasadnicze założenia konstrukcyjne. Znów powstał misz-masz z koniecznością zaliczenia projektowanego budynku do właściwych grup: wysokości, przeznaczenia, obciążenia ogniowego, kategorii zagrożenia pożarowego i zagrożenia wybuchem, a następnie przyporządkowania do tego zbioru parametrów, wymagań z innych zbiorów: w zakresie odporności ogniowej, wielkości stref pożarowych i odległości między budynkami. I wtedy powstał paradoks: najtrudniej określić warunki ochrony przeciwpożarowej dla budynku, wobec którego nie stawia się istotnych wymagań, bo nigdy nie ma 100% pewności, że w którymś z zakamarków przepisu nie sformułowano czegoś, czego naprawdę nie można ominąć lub że czegoś nie rozumie się opacznie. Poza tym istotne uwarunkowania w przepisie miały (i mają nadal) charakter kaskadowy, więc niewłaściwe określenie któregoś parametru wejściowego było i jest tożsame z wadliwym przyporządkowaniem wszystkich kolejnych elementów układanki. W dodatku liczne wyjątki od nieczytelnych reguł wcale nie ułatwiały nauki ani stosowania przepisu.

Nowy przepis wprowadzono w życie nie swoistą partyzantką prawną, jak to było przy „130”, a zwyczajnie. Minister właściwy do spraw budownictwa (w nazwie funkcji ministra nie wspomniano słowem o budownictwie…) podpisał stosowne rozporządzenie, opublikowane w Dzienniku Ustaw nr 17 – stąd potoczna nazwa przepisu (rozporządzenie ministra administracji, gospodarki terenowej i ochrony środowiska z 3 lipca 1980 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki, DzU nr 17, poz. 750). Tu ciekawostka. Na końcu tego samego dziennika opublikowano króciutkie rozporządzenie o okresach ochronnych zwierzyny łownej. Ponieważ papier nie najwyższej jakości łatwo wydzierał się na rogach i sklejał, zdarzało się, że przejęci studenci z rozpędu rzetelnie przyswajali wiedzę, kiedy można strzelać do kuropatw – po tym, co przeczytali w warunkach technicznych, już nic ich nie dziwiło.

Przybywa abstrakcji

W nowym przepisie nie zlikwidowano kategorii niebezpieczeństwa pożarowego (KNP), a przybyło jeszcze jedno kryterium – kategoria zagrożenia ludzi (ZL), które przetrwało do dziś w formie zewnętrznie identycznej, ale wewnętrznie oznaczającej co innego. Przyznać trzeba, że poprzedni układ, choć mniej zgodny z językiem prawniczym, znacznie więcej mówił wprost, gdyż posłużono się wówczas pozytywną zasadą zaliczeń, a nie jak obecnie – negatywną metodą wykluczeń. 

Kategoria zagrożenia ludzi

Kryterium w roku:                                                           

1980

2002

ZL I

budynki użyteczności publicznej lub ich części, w których mogą przebywać ludzie w grupach ponad 50 osób, jak: domy towarowe, sale sprzedaży, teatry, kina, sale zabaw i widowiskowe, sale konferencyjne, zamknięte obiekty sportowe, obiekty kultu religijnego, sale wystawowe, hale targowe, restauracje, bary

zawierające pomieszczenia przeznaczone do jednoczesnego przebywania ponad 50 osób, niebędących ich stałymi użytkownikami, a nieprzeznaczone przede wszystkim do użytku ludzi o ograniczonej zdolności poruszania się

ZL II

budynki lub ich części przeznaczone do użytku ludzi o ograniczonej zdolności poruszania się, jak np.: szpitale, sanatoria, żłobki, przedszkola, domy rencistów, zakłady pracy zatrudniające inwalidów, szkoły specjalne

przeznaczone przede wszystkim do użytku ludzi o ograniczonej zdolności poruszania się, takie jak: szpitale, żłobki, przedszkola, domy dla osób starszych

ZL III

budynki biurowe, szkoły, domy studenckie, internaty, hotele, hotele robotnicze, koszary, areszty śledcze, zakłady karne, budynki socjalne w zakładach pracy

użyteczności publicznej, niezakwalifikowane do ZL I i ZL II

ZL IV

budynki mieszkalne, łącznie z wydzielonymi mieszkaniami dla osób o ograniczonej zdolności poruszania się

mieszkalne

ZL V

archiwa, muzea i biblioteki

zamieszkania zbiorowego, niezakwalifikowane do ZL I i ZL II

Tabela 1

Wprowadzono dodatkowe kryterium palności elementów budowlanych, mające dziesiątki odniesień w przepisie – stopień rozprzestrzeniania ognia przez elementy budynku. W tym zakresie podział był następujący: elementy nierozprzestrzeniające ognia (np. z materiałów niepalnych lub niezapalnych), słabo rozprzestrzeniające ogień (np. z materiałów trudno zapalnych) i silnie rozprzestrzeniające ogień (np. z materiałów łatwo zapalnych).

Dodano nowe wymaganie, określając, ile cieczy palnych można przechowywać w budynkach. I znów, zamiast posłużyć się wprost temperaturą zapłonu cieczy jako kryterium dopuszczającym, wprowadzono kolejny element pośredni, czyli trzy klasy niebezpieczeństwa pożarowego cieczy palnych – klasa I dla temperatury zapłonu do 21°C, II dla zakresu od 21°C do 55°C, III dla temperatury zapłonu powyżej 55°C do 100°C. Cieczy o temperaturze zapłonu powyżej 100°C nie zaliczano do żadnej z klas.

Oprócz dodania nowych oznaczeń, niektóre zredukowano. Jak wiemy, w „130” jednakowe oznaczenia literowe nosiły klasy odporności ogniowej budynku i klasy odporności ogniowej elementów budynku, co prowadziło do grubych nieporozumień. W „17” w tym drugim przypadku zamiast liter wprowadzono numery, oznaczające odporność ogniową elementów w godzinach, zatem jeden z szyfrów odpadł. Przy okazji zredukowano tabele dotyczące wymagań odporności ogniowej do rozmiarów w miarę rozsądnych, bo w odróżnieniu od „130” mieszczących się w całości, w dodatku w czytelnej formie, na jednej stronie A4.

Odległości między budynkami

Należy przyznać, że kryteria odległości między budynkami opisano naprawdę zrozumiale, czyli lepiej, niż przed „17” i niż po. Najprościej przedstawiono przepisy dotyczące bezpiecznych odległości stodół i innych zabudowań gospodarczych w zabudowie indywidualnej i zagrodowej. Tu wyraźnie wzięto za wzór przedwojenne tabele uwarunkowań wysokości składki ubezpieczeniowej, która rosła wraz z palnością elementów budynku, jeśli nie zachowano odpowiedniej odległości bezpiecznej od innego budynku. W „17” ta odległość została wykazana jako obowiązkowa do stosowania. Parametrem wyjściowym było 8 m, a potem odległości rosły, zależnie od palności ścian (mniejsze oddziaływanie) i palności pokrycia dachu (większe oddziaływanie). W związku z tym przyrost odległości nie miał charaktery prostoliniowego, a wykładniczy: 8, 10, 12, 15, 20, 25 m. Ta ostatnia odległość przeznaczona była dla sytuacji, gdy obydwa budynki gospodarcze miały ściany i pokrycia dachów z materiałów palnych. W przypadku zabezpieczenia budynku ścianą oddzielenia przeciwpożarowego (wprowadzone w „17” sformułowanie rodem ze snobowania się urzędników na naukowców – wcześniej po prostu i po polsku: ściana przeciwpożarowa) odległość między budynkami można było zmniejszyć do minimum, czyli do zera.

W innej zabudowie niż jednorodzinna i gospodarcza odległości przedstawiono nieco inaczej. Dla najwyższych dwóch (I i II) KNP odległość miała wynosić równo 20 m od każdego innego budynku, niezależnie od jego parametrów pożarowo-wybuchowych. Równie prosto miała wyglądać odległość między budynkami kategorii ZL. Te należało budować w oddaleniu co najmniej 10 m od innych takich budynków. Ta sama odległość miała dzielić budynki kategorii ZL i budynki zaliczone do KNP III-V.

Inaczej rozwiązano kwestię odległości między budynkami KNP III-V. Uzależniono ją bowiem od obciążenia ogniowego za pomocą prostej tabeli. 

 

 

 Budynki przeznaczone do celów produkcyjnych i magazynowych o obciążeniu ogniowym w kg drewna na 1 m2

Odległości od innego budynku o obciążeniu ogniowym w kg drewna na 1 m2

Lp.

do 25 kg/m2

ponad 25 do 200 kg/m2

ponad 200 kg/m2

1.

 do 25 kg/m2

10 m

15 m

20 m

2.

 ponad 25 do 200 kg/m2

15 m

15 m

20 m

3.

 ponad 200 kg/m2

20 m

20 m

20 m

Tabela 2

Istniała możliwość zmniejszenia bądź zwiększenia każdej z wykazanych w tabeli odległości, zarówno budynków kategorii ZL, jak i KNP. Zależało to od klasy odporności ogniowej ściany zewnętrznej oraz znajdujących się w niej otworów. Jeśli miała odporność ogniową, co najmniej klasy 1 (1 godz.) i znajdowały się w niej tylko jedne drzwi o klasie co najmniej 0,5 (pół godziny), wymagana odległość malała o 50% w odniesieniu do wielkości wyjściowej. Jeśli przeszklenie ściany szkłem zwykłym zawierało się w granicach 35-70%, odległość zwiększano o 50%, a jeśli owo przeszklenie miało większą powierzchnię, zwiększano odległość o 100%.

Odległości można było zmniejszyć przy zastosowaniu stałych urządzeń gaśniczych. Malała ona dla KNP I-III o 25%, a dla KNP IV-V o 50%. Nie przewidywano zmniejszania w ten sposób odległości dla budynków kategorii ZL.

Odrębne odległości ustalono dla placów składowych dla materiałów KNP I-III. Tu zastosowano trzy odległości, zależne od obciążenia ogniowego (wartości graniczne obciążenia: do 25, 25-200 i powyżej 200 kg/m2): 15 m, 20 m, 30 m. Dla składów węgla i koksu odległość była niezależna od obciążenia ogniowego i wynosiła 15 m od wszelkich budynków i 10 m od granicy działki.

W przypadku składowisk z materiałami IV-V KNP odległości nie podlegały żadnym ograniczeniom.

Drogi ewakuacyjne w budynku

Na temat szerokości pionowych dróg ewakuacyjnych w budynkach toczą się ostatnimi czasy w gronie specjalistów gorące dyskusje. Warto więc przytoczyć kilka parametrów z „17”. Podane poniżej wartości dotyczą komunikacji między pomieszczeniami o stałym użytkowaniu, położonymi na kondygnacjach nadziemnych i nie obejmują komunikacji z piwnicami i poddaszami, gdzie dopuszczano mniejsze wymiary minimalne.

W szpitalach: szerokość schodów nie mniej niż 1,4 m, szerokość spoczników 1,5 m. W budynkach użyteczności publicznej: minimalna szerokość biegu schodów 1,2 m, a spocznika 1,5 m, identycznie w zakładach produkcyjnych.  W przedszkolach 1,2 m bieg schodów, 1,3 m spocznik. W budynkach mieszkalnych wielorodzinnych minimalna szerokość biegów schodów i spoczników zależała od tego, czy zastosowano jednocześnie dźwigi osobowo-towarowe: w budynkach z windą szerokość ta wynosiła nie mniej niż 1,1 m dla biegu i 1,2 m dla spocznika, bez windy odpowiednio 1,2 oraz 1,5 m.

Sporo racji mają zatem osoby głoszące, że w budynkach mieszkalnych to nie wymagania w zakresie ewakuacji ludzi na wypadek pożaru decydowały o szerokości schodów i spoczników, a wygoda użytkowania budynku. Sporo racji, ale nie całkowitą, bo obecnie wind nie używa się do celów ewakuacji na wypadek pożaru, a wyniesienie kogoś na noszach po klatce schodowej z wąskim spocznikiem jest bardzo uciążliwe, jeśli w ogóle możliwe.

Wprowadzono definicje dwóch parametrów, używanych do dziś: przejścia i dojścia ewakuacyjnego.

Przejście ewakuacyjne – odległość mierzona od najdalszego miejsca w pomieszczeniu, w którym może przebywać człowiek, do osi wyjścia służącego celom ewakuacji z pomieszczenia. Narzucono następujące maksymalne długości przejść ewakuacyjnych: I lub II KNP – 40 m, III KNP – 75 m, a w budynkach jednokondygnacyjnych – 100 m, ZL I – ZL III i ZL V – 40 m. Nie ograniczano długości przejść w pomieszczeniach zaliczonych do IV i V KNP oraz do ZL IV. Obecnie długość przejścia wynosi do 40 m we wszystkich rodzajach obiektów. 

Dojście ewakuacyjne – odległość od wyjścia z pomieszczeń na drogę ewakuacyjną do wyjścia na zewnątrz budynku lub do drzwi klatki schodowej, pochylni albo dźwigu. Jeżeli klatki schodowe nie były obudowane, długości dojść ewakuacyjnych mierzono od wyjścia z pomieszczenia do spocznika schodów (dziś mierzy się w takim przypadku do wyjścia z budynku). W budynkach o wysokości powyżej 25 m długość dojść ewakuacyjnych nie mogła przekroczyć 10 m – przy jednym dojściu, a 30 m – przy dwu lub większej liczbie dojść. Długości dojść ewakuacyjnych w budynkach o wysokości do 25 m określono w postaci tabeli. 

 

Lp.

KNP lub ZL budynków, albo ich części

                Długość dojść

przy jednym dojściu

przy dwu lub większej liczbie dojść

1

2

3

4

1.

 I i II KNP

10 m

40 m

2.

 III KNP

20 m

75 m

3.

 IV i V KNP

nie normuje się

nie normuje się

4.

 ZL I i ZL II

10 m

30 m

5.

 ZL III

20 m

45 m

6.

 ZL IV

20 m

60 m

7.

 ZL V

20 m

45 m

 Tabela 3

Długości wymienione w tabeli można było zwiększyć o 100% przy zastosowaniu urządzeń tryskaczowych.

Osobom, które odniosą wrażenie, że w porównaniu z „17” niewiele dziś się zmieniło, należy wyjaśnić, że obecnie do długości dojścia ewakuacyjnego wlicza się długość biegu klatki schodowej, jeśli między korytarzem a klatką nie ma drzwi o klasie odporności ogniwowej EI 30. To bardzo istotna różnica. 

Dużo uwagi poświęcono ochronie przed zadymieniem poziomych i pionowych dróg ewakuacyjnych. Wymogi te w ogólnych założeniach bardzo przypominały dzisiejsze, np. podział korytarzy drzwiami dymoszczelnymi na odcinki nie dłuższe niż 50 m. Przyjęło się stosowanie oddymiania klatek schodowych, bo opracowano szczegółowe i łatwe w użyciu rozwiązanie w tym zakresie: Polską Normę. Ponieważ za czasów „17” nic takiego nie wymyślono odnośnie oddymiania poziomych dróg ewakuacyjnych, stosowano je dopiero w ostateczności, bo mało kto wiedział, jak to wykonać, a co gorsza – sprawdzić.  

Dźwig dla celów przeciwpożarowych

Wprowadzono wymóg, by przynajmniej jeden dźwig w każdej strefie pożarowej był przystosowany do celów przeciwpożarowych, jeśli: budynek zaliczono do kategorii ZL I – ZL III i jednocześnie miał wysokość ponad 25 m, a budynek wielorodzinny był wyższy niż 55 m. Dźwig powinien być oddzielony od dróg komunikacji poziomej przedsionkiem przeciwpożarowym. Dopuszczono przystosowanie do celów przeciwpożarowych jednego z zespołu dźwigów znajdującego się w budynku, jeżeli hol, w którym znajdowało się dojście do tego zespołu, zamykano w razie pożaru drzwiami o odporności ogniowej co najmniej 1,5 godz. Wydaje się, że 1,5 godz. to bardzo dużo, ale nie chodziło tu wcale o możliwość ewakuacji ludzi (ta odbywała się klatkami schodowymi), a o bezpieczeństwo strażaków przez cały czas trwania pożaru. Z tego powodu wprowadzono wymóg, by ściany i stropy każdego szybu dźwigowego miały klasę odporności ogniowej wymaganą dla ścian nośnych i stropów danego budynku.

Stosowanie gazu w budynkach

Starano się o ograniczenie stosowania gazu w budynkach. Generalnie nie można było instalować żadnego gazu „sieciowego” w budynku o wysokości powyżej 25 m, z dopuszczeniem do stosowania gazu ziemnego w budynkach wielorodzinnych o wysokości do 55 m. Gaz płynny dostarczany siecią przewodów dopuszczono w budynkach o wysokości do 15 m.

Obniżenia klasy oporności ogniowej budynków

Wymagania w zakresie klasy odporności ogniowej budynków były wysokie. Należało tak projektować budynek, by ewentualny pożar nie mógł zniszczyć jego konstrukcji nośnej.  Twórcy „17” postarali się jednak, aby niektórych budynków nie wznoszono jako odpornych na wypalenie bunkrów. Dopuszczono wykonywanie budynków jednokondygnacyjnych w klasie E odporności ogniowej (a więc bez odporności ogniowej), niezależnie od obciążenia ogniowego, pod warunkiem jednoczesnego zastosowania:

– wszystkich elementów budynku nierozprzestrzeniających ognia,

– pionowych oddzieleń przeciwpożarowych, odpowiadających wymaganiom ustalonym dla klasy A odporności ogniowej budynku,

– samoczynnych klap oddymiających w budynkach o obciążeniu ogniowym powyżej 25 kg/m2 i o powierzchni ponad 2000 m2 lub o szerokości powyżej 40 m.

W jednokondygnacyjnych budynkach magazynowych KNP I lub II nie było konieczności zapewnienia ścianom zewnętrznym klasy odporności ogniowej, jeśli wyposażono je w stałe, samoczynne urządzenia gaśnicze.

Zwolniono z konieczności zapewnienia klasy odporności ogniowej budynki o wysokości do dwóch kondygnacji: mieszkalne jednorodzinne wolnostojące, mieszkalne i administracyjne w gospodarstwach leśnych oraz używane do celów turystycznych o kubaturze nie przekraczającej 1500 m3. Podobnie zwolnienie dotyczyło też budynków jednokondygnacyjnych w zabudowie indywidualnej przeznaczonych na cele gospodarcze oraz jednokondygnacyjnych budynków o przeznaczeniu turystycznym obsługujących nie więcej niż 100 osób.  

Opisane powyżej zasady obowiązują do dziś w niemal niezmienionym kształcie.

Strefy pożarowe

Co prawda, powtórzono zasadę ustalania wielkości stref pożarowych ze „130”, ale samo rozdzielenie budynków na trzy rodzaje: przemysłowo-magazynowe, zagrożenia ludzi, inwentarskie, spowodowało uproszczenie tabel. Dzisiaj może to być szokujące, ale dla budynków KNP IV i V ograniczano dopuszczalną wielkość strefy pożarowej do 2500 m2 tylko wówczas, gdy były wyższe niż 25 m, a dla budynków niższych tych kategorii obowiązywało sformułowanie „nie ogranicza się”.

Podobnie jak w poprzednich przepisach i jak to jest obecnie, stosowanie stałych urządzeń gaśniczych i oddymiających pozwalało na zwiększenie dopuszczalnej wielkości strefy pożarowej.

Wystrój wnętrz pomieszczeń i dróg ewakuacyjnych

Określono, że na drogach komunikacji ogólnej służących celom ewakuacji stosowanie palnych elementów wystroju wnętrz jest zabronione, a okładziny ścian powinny spełniać wymagania określone dla elementów nierozprzestrzeniających ognia. W holach wejściowych do budynku dopuszczono stosowanie boazerii z drewna twardego liściastego, zamocowanej bezpośrednio do niepalnego podłoża.

W budynkach biurowych o wysokości do 25 m dopuszczono stosowanie w jednoprzestrzennych pomieszczeniach pracy meblościanek o wysokości nieprzekraczającej 3/4 wysokości pomieszczenia, wykonanych z materiałów palnych, pod warunkiem  jednoczesnego spełnienia wymogów:

– wydzielenia klatek schodowych drzwiami lub przedsionkiem w razie bezpośredniego dostępu z tych pomieszczeń do klatek schodowych,

– zapewnienia odległości od najdalszego miejsca pracy do drzwi klatki schodowej nieprzekraczającej 20 m.

Zabroniono stosowania łatwo zapalnych wykładzin podłogowych na drogach ewakuacyjnych z wszelkich pomieszczeń oraz w pomieszczeniach: kategorii ZL II zagrożenia ludzi lub tych, w których mogło przebywać jednocześnie więcej niż 50 osób albo zaliczonych do KNP.

Zabroniono stosowania palnych wykładzin sufitowych. Określono, że sufity podwieszone powinny być wykonane z materiałów niepalnych lub niezapalnych i umieszczone na niepalnym ruszcie. Niemniej jednak w pomieszczeniach zaliczonych do kategorii ZL I zagrożenia ludzi, w których jednocześnie przebywać może nie więcej niż 100 osób, dopuszczono stosowanie podwieszonych sufitów wykonanych z materiałów trudno zapalnych, zamocowanych na konstrukcji z materiałów trudno zapalnych. Chodziło tu zapewne o walory akustyczne pomieszczeń, stawiane nieco wyżej niż bezpieczeństwo użytkowników.

Podłogi w pomieszczeniach zagrożonych wybuchem należało wykonywać z materiałów niepalnych, nieiskrzących i niegromadzących ładunków elektrycznych. Dopuszczono stosowanie kostki z drewna twardego, ułożonej słojami prostopadle do powierzchni stropu, oraz innych trudno zapalnych wykładzin podłogowych – tych drugich na podstawie decyzji uprawnionej placówki naukowo-badawczej.

Przepisy dotyczące wystroju wnętrz przedstawiałyby się całkiem prosto, gdyby nie obmyślono kilka wyjątków: boazerie na ścianach, deski stawiane na sztorc jako wystrój sufitów, a to znów dopuszczenia materiałów trudno zapalnych… Zajęło to w przepisach więcej miejsca niż zakazy, a co do istoty wprowadziło niepotrzebne zamieszanie – no i stworzyło pole do kombinacji i konfliktów.

Podsumowanie

Trzeba przyznać, że zrobiono naprawdę wiele, by „17” była przepisem łatwiejszym w stosowaniu od pierwowzoru. Dzięki temu o ile „130” (215 tys. znaków, 155 §§) mogła biegle opanować tylko osoba wybitnie uzdolniona, a bardzo dobra po jakimś czasie, to „17” (191 tys. znaków, aż 286 §§) stała się w pełni dostępna już dla osób po prostu bardzo dobrych, a dla dobrych po dłuższym okresie użytkowania. Niestety, żadnych warunków technicznych, od „130” przez „17” po dzisiejsze, nie da się nauczyć i stosować wstępnie w jakiejś warstwie podstawowej, ułatwiającej poznanie później tego, co najtrudniejsze. Przy zasadzie: „wszystko albo nic” (a pod pojęciem „wszystko” mieści się jeszcze dodatkowo kilkadziesiąt norm i instrukcji – bez nich każde warunki techniczne są tylko zbiorem abstrakcyjnych haseł), bardzo łatwo o trwałe zniechęcenie do zrobienia w ten labirynt choćby jednego kroku. Zdecydowana większość strażaków, również większość kadry oficerskiej, tak układa sobie życie zawodowe, by tam nawet nie zaglądać.