Ratownictwo i ochrona ludności

Przyszłość jest w naszych rękach

Kategoria: Ratownictwo i ochrona ludności

O problemach dnia codziennego społecznej służby strażaków ochotników w rozmowie z komendantem gminnym ZOG ZOSP RP w Dębem Wielkim dh. Grzegorzem Ostrowskim.

W krajowym systemie ratowniczo-gaśniczym działa obecnie 4130 ochotniczych straży pożarnych. Czy włączenie OSP do systemu jest wciąż dla niej wyróżnieniem, pewnego rodzaju nobilitacją?

Dwadzieścia lat temu, gdy powstawał KSRG, z pewnością można było powiedzieć o dużym prestiżu wstępującej do niego ochotniczej jednostki. Nie twierdzę, że obecnie jest inaczej, bo gdyby tak było, to liczba OSP w KSRG już od jakiegoś czasu utrzymywałaby się na niezmiennym poziomie. Tymczasem z roku na rok wzrasta, czego najlepszym dowodem są podane cyfry. Chciałbym jednak podkreślić, że dzisiaj postrzeganie przynależności do systemu jako wyróżnienia jest mniej istotne. Dla nas to przede wszystkim obowiązek, odpowiedzialność i konieczność sprostania zadaniom, które regulują zmieniające się przepisy.

OSP stanowi drugi po PSP, niezwykle ważny filar ochrony przeciwpożarowej. Informacje o trudnościach związanych z utrzymaniem w jednostkach ochotniczych stałej gotowości bojowej muszą więc niepokoić. Z czego wynikają te problemy?

Sprawa jest bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać. Te najbardziej „słyszalne” problemy dotyczą od lat finansów i malejącego z każdym rokiem zainteresowania młodych ludzi wstępowaniem w szeregi OSP. Ochotnicza straż pożarna to sprawnie działający zarząd, ale przede wszystkim ludzie, którzy często z zamiłowania tworzą jej struktury. Istotne znaczenie ma również samorząd, który powinien widzieć i rozumieć potrzeby „swoich” jednostek OSP i dążyć do ich zaspokajania. Tymczasem niektóre samorządy najwyraźniej zapominają, że ochrona przeciwpożarowa w gminie jest ich obowiązkiem, a nie wyborem. Sam zakup paliwa dla OSP nie załatwia sprawy. Należy jeszcze zadbać o szkolenia, badania lekarskie, umundurowanie, czy też ubezpieczenie – i to najlepiej imienne, a nie grupowe. Odczuwalna jest oczywiście także zmiana pokoleniowa. Poprzednie pokolenie, które tworzyło OSP, w większości pracowało na miejscu lub miało własne gospodarstwa rolne. Dzisiaj strażacy ochotnicy najczęściej pracują poza miejscem zamieszkania. Nie jest więc tajemnicą, że sprawne funkcjonowanie wielu jednostek uzależnione jest od pory dnia. Członkowie OSP, tak jak inni ludzie, pracują i co oczywiste, nie są w stanie stawić się na każde wezwanie w jednostce. Co innego, gdy akcja jest długotrwała i można w rozsądny sposób dysponować czasem, jaki mają strażacy biorący udział w akcji. Problemem jest także dostępność uprawnionych kierowców. Niektóre gminy zatrudniają jednego lub więcej kierowców, co w znacznym stopniu poprawia mobilność jednostki. Jeżeli zaś jest w niej jeden kierowca lub dwóch, ale bez etatu, może to okazać się niewystarczające. Naczelnik mojej OSP problem rozwiązał w ten sposób, że wystąpił o wydanie uprawnień do kierowania pojazdami uprzywilejowanymi dla dziesięciu członków JOT-u (jednostka operacyjno-techniczna – grupa członków OSP biorąca bezpośredni udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych, odpowiednik JRG w PSP – przyp. autora). Większość z nich pracuje na terenie gminy. Poza tym w jednostce działa system wzajemnego powiadamiania. Kierowcy są ze sobą w stałym kontakcie, co gwarantuje, że nie dojdzie do sytuacji, w której na miejscu zbiórki nie będzie żadnego z nich.

Wspomniał pan o zmianie pokoleniowej, której towarzyszy duża rotacja wśród ochotników. Czy to również stanowi problem?

Niestety tak. W naszej gminie działa pięć OSP, jedna z nich – OSP w Dębem Wielkim jest w KSRG. Rotacja osób biorących bezpośredni udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych wymusza organizowanie szkoleń podstawowych. To właściwie przepustka do udziału w akcjach. W tym roku Komenda Powiatowa PSP w Mińsku Mazowieckim zorganizowała dwukrotnie szkolenie podstawowe dla naszej gminy. Wzięło w nim udział blisko 60 ochotników. Ostatni taki kurs na terenie gminy organizowany był 5 lat temu. To pokazuje, jak ogromne jest zapotrzebowanie na tego typu szkolenia. Obowiązek ich przeprowadzenia spoczywa na komendach powiatowych PSP, te jednak mają swój rytm pracy i ograniczenia, zarówno czasowe, jak i osobowe. W efekcie naczelnicy OSP stoją przed koniecznością starannego doboru ludzi, tak żeby człowiek, który zdobył uprawnienia do udziału w akcjach, służył w niej jak najdłużej.

Ten system wdrażania nowych członków OSP wydaje się być racjonalny, bo przewiduje najpierw przeprowadzenie szkoleń i wypełnienie formalności, a dopiero potem udział w działaniach. Jak więc – i czy w ogóle – selekcjonujecie kandydatów?

To dobre, choć nie ukrywam – trudne pytanie. Rzeczywiście, aby wprowadzić takiego nowego członka OSP do działań, musimy go najpierw odpowiednio przygotować i wyposażyć. Gmina ponosi niemałe koszty związane z badaniami lekarskimi i ubezpieczeniem. Z umundurowaniem specjalnym bywa już różnie, bo z reguły można dobrać je po tych, którzy z jednostki odeszli. To, czy kandydat na strażaka ochotnika sprawdzi się, czy też nie, weryfikuje dopiero życie. Mając na uwadze wspomniane koszty, można zadać sobie pytanie, czy ten system naboru jest rzeczywiście optymalny. Gdy do tego weźmiemy pod uwagę fakt, że pierwszeństwo chociażby w szkoleniu mają członkowie jednostek systemowych, to trudno się dziwić, że w naturalny sposób OSP spoza niego znikają z ratowniczej mapy Polski.

Nie sposób się z pana opinią nie zgodzić, ale z drugiej strony większość tych OSP ma kilka, no może kilkanaście wyjazdów alarmowych w roku.

Tak naprawdę, jest kilka powodów tego stanu rzeczy. Pomijając kwestie stanów osobowych, najważniejszy według mnie, jest system powiadamiania GSM. Dyspozytor pełniący służbę w stanowisku kierowania PSP, co jest dla mnie zrozumiałe, zawsze będzie w pierwszym rzucie alarmował jednostki z KSRG, czyli te, które mają ten system powiadamiania. I trudno się temu dziwić. Dyspozytor działa bowiem pod presją czasu, często instynktownie, mając zaufanie do sprawdzonych praktyk. System ten, o czym nie muszę chyba nikogo przekonywać, ma ogromną przewagę nad tradycyjnym powiadomieniem telefonicznym. Potwierdzeniem tego może być fakt, że po jego uruchomieniu we wszystkich OSP na terenie mojej gminy, ich mobilność wzrosła nawet kilkukrotnie. To ważne, bo czas w naszych działaniach odgrywa decydującą rolę.

Słyszy się od czasu do czasu o pewnego rodzaju rywalizacji pomiędzy OSP. Ile jest w tym prawdy?

Czasami się to zdarza, zwłaszcza tam, gdzie funkcjonują obok siebie dwie równorzędne, prężnie działające jednostki. W swojej dotychczasowej społecznej działalności miałem kilka takich przypadków. Nikt oczywiście na miejscu zdarzenia nie chwytał za toporki, ale odzywały się głosy dezaprobaty. Sam nie do końca rozumiem pretensji do dyspozytorów, że na teren działania konkretnej jednostki dysponowana jest OSP z innej gminy. Skoro do miejsca zdarzenia jest bliżej systemowej OSP z sąsiedniej gminy… Z ratowniczego punktu widzenia, a przede wszystkim z punktu widzenia ratowanych, nie ma większego znaczenia, która jednostka zamelduje się na miejscu pierwsza. Ważne, aby zrobiła to szybko i skutecznie.

Może chodzi między innymi o ekwiwalent pobierany przez strażaków ochotników za czas spędzony przy akcji?

Z pewnością nie. Daleki jestem od tego typu argumentacji, bo działalność ochotniczych straży pożarnych zawsze była i jest oparta na bezinteresownej, samarytańskiej pomocy potrzebującym. I z tego, co mi wiadomo, nic w tym zakresie się nie zmieniło. Prawdą jest jednak, że pieniądze, nawet te przyznawane w dobrej wierze, mogą deprawować. Dlatego w naszej OSP nikt nie pobiera żadnych pieniędzy z tytułu rekompensaty za czas spędzony przy akcji. W zamian mamy na przykład ubezpieczenia imienne, a nie grupowe, które są zdecydowanie tańsze, ale przy tym oferują gorsze warunki dla ubezpieczonego.

To cenna inicjatywa, ale nie ma co się oszukiwać – w wielu innych gminach z pewnością nie zyskałaby aprobaty. A skoro mowa o pieniądzach, to czy pozostałe cztery OSP działające w gminie Dębe Wielkie nie odczuwają waszej hegemonii?

Proszę nie zapominać, że poza tym, że pełnię funkcję prezesa OSP Dębe Wielkie, jestem także komendantem gminnym, a to zobowiązuje do patrzenia nie tylko przez pryzmat jednej jednostki, nawet tej systemowej. Ludzie i ich praca na rzecz społeczeństwa musi być szanowana, dlatego podział gminnych środków realizowany jest w równych proporcjach lub – jeżeli jest taka potrzeba – zgodnie z zapotrzebowaniem każdej jednostki z osobna. Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że i środki gminne, i te z KSRG wydawane są racjonalnie. Wszystkie zamierzone zakupy staramy się konsultować w jak najszerszym gronie, tak żeby mieć pewność ich zasadności. W tym roku zakupiliśmy na przykład sprężarkę do nabijania butli powietrznych. Będzie urządzeniem mobilnym, więc na pewno niejednokrotnie usprawni akcję ratowniczo-gaśniczą na terenie powiatu. Potrzebę jej zakupu konsultowaliśmy między innymi z funkcjonariuszami PSP w Mińsku Mazowieckim.

W listopadzie jako jedna z pierwszych gmin w Polsce podjęliście poważne wyzwanie, jakim jest prowadzenie edukacji społecznej związanej z akcją ograniczania liczby poszkodowanych w pożarach oraz wskutek zatrucia tlenkiem węgla.

Zgodnie z powiedzeniem „Przykład idzie z góry”, a mam tu na myśli Komendę Główną Państwowej Straży Pożarnej, postanowiliśmy na bazie ogólnokrajowej akcji „Zgaś ryzyko” podjąć działania prewencyjne także u nas. Zadanie mieliśmy już nieco ułatwione, bo przed nami akcję tę rozpoczęła między innymi gmina Lesznowola w woj. mazowieckim. Oczywiście, jak to z reguły bywa, trudno jest dotrzeć z przekazem do świadomości ludzi. Tak było chociażby w przypadku corocznej akcji nawołującej do niewypalania traw, tak też jest obecnie. W naszej blisko 10 tys. gminie, na co dzień praktycznie wszyscy wykorzystują urządzenia grzewcze stanowiące źródła ciepła a przy tym realne zagrożenie, także ze strony tlenku węgla. I mimo to niemal wszyscy żyją w przekonaniu, że problem ten ich nie dotyczy. Owszem, każdy słyszał o kolejnych ofiarach czadu w sezonie grzewczym, ale przecież nie u nas w gminie, więc po co inwestować kilkadziesiąt złotych w jakieś tam czujki dymu czy czujniki tlenku węgla? Ludzka mentalność chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, bo czymże jest te kilkadziesiąt złotych w obliczu nawet nie wartości domu czy jego wyposażenia, co życia najbliższych? Dlatego naszym zadaniem jest nie tyle zmieniać tę mentalność, co raczej właściwie ją formować. Sprawić, aby czujka była stałym elementem każdego domu..

Czy jest coś, co pana zdaniem poprawiłoby mobilność ochotniczych straży pożarnych?

Tak. Myślę, że najwyższy czas zacząć wprowadzać rozwiązania systemowe dla wszystkich jednostek, aby przestały odczuwać, że są skazane wyłącznie na siebie. Wiele spraw regulują przepisy, ale jest też wiele jednostek, które nie poruszają się po nich biegle. To często powoduje, że rozwiązują swoje problemy na własną rękę, z różnym skutkiem. Potrzebne są cykliczne szkolenia dla osób funkcyjnych w OSP, które pomogłyby sprawnie zarządzać jednostkami. Kolejną sprawą jest szukanie rozwiązania problemu spadającego zainteresowania przynależnością do OSP. Może warto byłoby pomyśleć o zmianie obecnych rozwiązań na inne. Musimy zacząć tworzyć warunki do tego, żeby skutecznie przyciągać młodych ludzi, co przełoży się na utrzymanie stanów osobowych. Dzisiaj strażak ochotnik nie ma w życiu społecznym właściwie żadnych przywilejów, jak na przykład pierwszeństwo w dostępie do służby zdrowia. Jeżeli w najbliższym czasie nie rozwiążemy raz na zawsze najistotniejszych problemów naszej codziennej społecznej służby, nasi następcy zderzą się z nimi tak jak my i będzie to trwało przez kolejne długie lata. Przyszłość ochotniczego pożarnictwa jest w naszych rękach, dlatego nie wolno nam pozostać biernymi w tak istotnych dla jego funkcjonowania kwestiach.

rozmawiał Bogdan Romanowski

Druh Grzegorz Ostrowski ochotniczą strażacką służbę pełni od 1994 r. W ostatnich pięciu latach na stanowiskach komendanta gminnego ZOG ZOSP RP oraz prezesa Ochotniczej Straży Pożarnej w Dębem Wielkim. Odznaczony m.in.: brązową odznaką „Zasłużony dla Ochrony Przeciwpożarowej”, srebrnym medalem „Za Zasługi dla Pożarnictwa”, odznaką „Strażak Wzorowy” oraz Złotą Odznaką MDP. Na co dzień właściciel firmy Strefa Urządzania.

Listopad 2015