Jak gąbki

Kategoria: postscriptum

Minął nam strażacki miesiąc, w innych galaktykach zwany majem. Przeglądając strony internetowe komend PSP, począwszy od powiatowych, a skończywszy na głównej, można odnieść wrażenie, że strażacy nic tylko świętują. Tymczasem święto trwa w danej jednostce tylko jeden dzień. Co więc innego wypełnia strażakom pozostałe dni maja? Czy tylko akcje ratowniczo-gaśnicze? Otóż nie. Także przyjmowanie licznych wycieczek szkolnych i przedszkolnych. I dobrze, bo jest to najlepsza okazja, aby nie tylko dzieci, a całe społeczeństwo wychowywać, a przynajmniej próbować, zgodnie z zasadami ochrony przeciwpożarowej.

Z racji pełnionych obowiązków dość często szkolę cały przekrój społeczny: ludzi starych, młodych i młodziutkich, bardzo mądrych i mądrych inaczej, zawodowców i amatorów. Po kilkunastu latach różnych doświadczeń wiem jedno: najlepsze praktyczne efekty szkoleniowe, a więc największą satysfakcję z wykonywanego zawodu, przynosi praca z dziećmi. Można do nich trafić najłatwiej, wiedzę od osób z autorytetem przyjmują bezkrytycznie, a przy tym są wyczulone na najmniejsze szczegóły, więc jeśli tylko nie przesadzi się z ilością wiedzy, to nawet przedszkolaki nauczą się rozróżniać tryskacz wysokociśnieniowy od zwykłego.

Jest jeszcze jeden czynnik, który powinien skłaniać nas do tego, by uczyć ochrony przeciwpożarowej jak najwięcej dzieci . Bo nie chodzi tylko o to, że wiedzę pochłaniają jak gąbki. One zapamiętują ją na całe życie. Przekonałem się o tym wielokrotnie. Spotykając te same dzieci po roku czy dwóch latach, nie musiałem od nowa mówić, do czego służą numery alarmowe 112, 997, 998 czy 999. Pamiętały też słowa czujka i gaśnica, i to nie jako abstrakcyjne hasła, lecz co to w istocie jest i jakie ma zastosowanie. Nastąpiło trwałe wdrukowanie wiedzy. To dzięki takim czynnikom, coraz częściej słyszymy coś niegdyś niepojętego, że jakieś dziecko lepiej od dorosłego potrafiło zaalarmować straż pożarną czy pogotowie ratunkowe. A przecież to nic dziwnego – to są bardzo proste czynności, a dzieci z łatwością je opanowują, tym bardziej że większość z nich ma telefon, wykorzystywany na tak różne sposoby, że rozmowa przez to urządzenie zeszła do rangi banału. Problemem jest tylko to, czy każde z dzieci miało szansę przećwiczyć taką rozmowę alarmową.

Powinniśmy uczyć małe dzieci również z powodu, o którym doskonale wiedzą twórcy reklam. Dzieci potrafią bowiem jak nikt przekonywać do zakupów. Grzech nie wykorzystać tego w sprawach tak pożytecznych, jak ogólne bezpieczeństwo. Dzieci rozumują w sposób prosty, więc jeśli coś mówią, to brzmi to bardzo dobitnie. Dorosłemu możemy tłumaczyć nawet po kilka razy, co powinien, a czego mu robić nie wolno, a on i tak zrobi swoje, prawda? Ale gdy powie mu to jego dziecko, efekt jest już zupełnie inny. Jeśli ono zapyta rodziców: „Czemu nie mamy w domu czujki dymu albo czujnika tlenku węgla?”, albo „Dlaczego nie mamy gaśnicy?”, albo „Co będzie, jak wybuchnie pożar?”, to takie pytanie podziała na rodziców równie skutecznie, jak śmierć sąsiadów z zaczadzenia. Bo oni wyobrażają sobie nie własne nieszczęście, ale coś znacznie gorszego dla każdego rodzica: śmierć lub ból ich dziecka. Jeśli zatem dziecko zamiast kolejnej zabawki, drogiej gry, czy telefonu, zechce, aby w domu zawisła czujka dymu, czujnik tlenku węgla czy czujnik gazu palnego, to z efektów takiego żądania wszyscy powinni się cieszyć. Wybaczcie koncerny zabawkarskie – tu idzie o ludzkie życie.

Co do praktycznej strony zagadnienia, czyli ćwiczeń, to naprawdę nie brak okazji, żeby przećwiczyć z dziećmi: rozmowy alarmowe, zasady ewakuacji, zachowania bezpieczne, wdrukować konieczność czyszczenia i sprawdzania przewodów wentylacyjnych, spalinowych i dymowych, posiadania w domu czujek dymu czy gaśnic, nieużywania uszkodzonych wtyczek i kontaktów, wyłączania żelazka, no i tego, że warto być po prostu dobrym dla innych ludzi. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by przy odrobinie inicjatywy uczyć dzieci przez cały rok. Jednak najlepsze ku temu okazje są tak naprawdę dwie. Pierwsza – na przełomie września i października, łącząca się z przymusem ćwiczeń ewakuacyjnych, które powinny być poprzedzone odpowiednimi pogadankami. Druga natomiast to majowo-czerwcowe dni ochrony przeciwpożarowej.

Wiedza, którą należy przekazać dzieciom, jest tak prosta, że może powinien to robić dosłownie każdy strażak PSP czy OSP. Niezależnie od stopnia, wieku czy doświadczenia. Jeśli nie wie, co i jak powiedzieć, na stronach internetowych „Przeglądu Pożarniczego” i KG PSP, a i gdzie indziej też, znajdzie listę poradników, wyczerpujących temat. Nie pozostaje zatem nic innego, jak założyć mundur (to konieczny warunek skuteczności działań!) i czynić swoją powinność, ku społecznemu pożytkowi.

Oficer

data publikacji: czerwiec 2015