Światowa marka ratownictwa

Kategoria: W ogniu pytań

Profesjonalna służba medyczna jest kwintesencją codziennej działalności Harcerskiego Ochotniczego Pogotowania Ratunkowego. Testem najwyższej próby było zabezpieczanie medyczne Światowych Dni Młodzieży w Krakowie i Panamie, który został zdany bez zarzutu. O służbie harcerskiej, która ma wiele wspólnego ze służbą strażacką w rozmowie z hm. Adamem Niemkiewiczem, komendantem głównym Harcerskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (HOPR)

Harcerskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe jest jednostką Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, która przygotowuje i szkoli harcerki i harcerzy do służby medycznej w społeczeństwie. Powróćmy do wydarzeń sprzed roku, kiedy w styczniu 2019 r. służyliście podczas Światowych Dni Młodzieży w Panamie i pokazaliście tam, że jesteście profesjonalnymi i niezawodnymi ratownikami. Jak wspomina pan ten czas?

Takie wydarzenia, jak zabezpieczanie medyczne Światowych Dni Młodzieży są szczególnymi momentami naszej służby. HOPR to instruktorki, instruktorzy i starsi harcerze, którzy dzięki zdobyciu umiejętności w zakresie pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy i ratownictwa przede wszystkim podnoszą bezpieczeństwo gromad i drużyn ZHR. Prowadzą także zajęcia w szkołach, świetlicach oraz organizują zabezpieczenie przedsięwzięć lokalnych, regionalnych i ogólnopolskich. Podczas akcji letniej pełnią służbę na koloniach zuchowych, obozach harcerskich i wędrownych. To właśnie podczas tej codziennej pracy zdobywamy doświadczenie, które procentuje podczas wielkich imprez masowych. Panama to był już trzeci raz, kiedy pełniliśmy służbę medyczną podczas Światowych Dni Młodzieży (1993 r. Częstochowa, 2016 r. Kraków), ale w czasie pomiędzy nimi zabezpieczaliśmy także pielgrzymki Jana Pawła II i kolejnych papieży w Polsce i za granicą. Co ważne, razem z nami już w Krakowie byli polscy harcerki i harcerze ze Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie i Harcerstwa Polskiego na Ukrainie. Służymy z nimi ramię w ramię.

Gdyby nie wasza obecność w Krakowie może nie byłoby Panamy?

Na pewno. Nasz udział w ŚDM Krakowie był wielkim przedsięwzięciem, które poprzedzały kilkuletnie przygotowania. Z uwagi na to, że służba w patrolach medycznych obejmowała nie tylko członków HOPR, ale także kilkuset członków ZHR, ZHP na Litwie i HP na Ukrainie. Musieliśmy przeprowadzić szereg szkoleń: dla nowych ratowników – kursy KPP, a na poziomie okręgów HOPR – kursy dla sanitariuszy i ratowników HOPR. W efekcie stanowiliśmy największą organizację zabezpieczenia medycznego całych Światowych Dni Młodzieży – na 3500 wszystkich zaangażowanych w zabezpieczenie osób aż 1100 było z ZHR, ZHP na Litwie i z Ukrainy.

A na koniec dostaliście zaproszenie od prezydenta Panamy...

Tak. A zaczęło się od chwili, kiedy papież Franciszek oficjalnie ogłosił, że Panama będzie następnym gospodarzem ŚDM – od razu podjąłem decyzję, że chcemy odpowiedzieć pozytywnie na to zaproszenie. Ruszyła cała seria spotkań, od prezydenta Andrzeja Dudy (który jest protektorem organizacji harcerskich), poprzez ambasady Panamy w Polsce i Polski w Panamie, aż po bezpośrednie spotkania z panamskimi delegacjami rządowymi i kościelnymi w Polsce i w Panamie. Podczas pierwszego takiego spotkania ogromne wrażenie zrobiła na mnie rozmowa z panem Marco Ruedą – szefem zabezpieczenia Światowych Dni Młodzieży w Panamie. Bardzo szczegółowo wypytywał mnie o kwestie nie tyle organizacyjne, co wychowawcze. Na przykład co jest dla nas ważne, skąd się wzięła idea, żeby harcerze pełnili służbę ratowniczą, jak się przygotowujemy itp. Szczerze mówiąc, czułem się jak na egzaminie u starszego instruktora, szczególnie że pytania świadczyły o bardzo dobrej znajomości tematu. Dopiero na koniec rozmowy zdradził, że przez 20 lat był skautem i cały czas się nim czuje... Potem, już w Panamie, ściśle współpracowaliśmy, bo był głównym szefem całego zabezpieczenia ŚDM. Jeszcze w 2017 r. pojechaliśmy pięcioosobową ekipą do Panamy, gdzie w ciągu 10 dni odbyliśmy 26 spotkań. Całe przygotowania do finału w styczniu 2019 r. to naprawdę skomplikowana logistycznie i organizacyjnie wyprawa.

Jakie zapotrzebowanie zgłosili Panamczycy?

Byliśmy jedyną młodzieżową formacją ratowników z całego świata, którą władze Panamy zaprosiły do współpracy. W Krakowie było aż 1100 harcerek i harcerzy z ZHR. Panamczycy prosili, o ile to możliwe, o 500 osób, ale ze względów logistycznych nie mogła polecieć tak duża grupa. Do pewnego momentu negocjowaliśmy ze stroną kościelną, ale finalnie odpowiedzialność za zabezpieczenie bezpieczeństwa podczas tego wydarzenia przejęły władze świeckie – tak było również w Krakowie.

Finalnie grupa liczyła 200 osób, a zapewne w misji w Panamie chciało wziąć znacznie więcej harcerzy. Jakie kryteria decydowały o tym, kto poleci?

Kryteria były jasno określone – przede wszystkim zostały zakwalifikowane osoby, które miały ukończony kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy, ale też ratownicy medyczni, pielęgniarze, lekarze. Oczywiście nabór ZHR obejmował harcerki i harcerzy polskich z Litwy i Ukrainy. Potrzebowaliśmy także doświadczonych osób do zarządzania, łączności, kwatermistrzostwa czy służb dokumentujących. Ratownicy przechodzili szkolenia, wiele osób uczyło się języka hiszpańskiego, przygotowywali się sprawnościowe. Termin ŚDM był bardzo trudny, ponieważ nałożył się na zakończenie semestru w szkołach i sesje egzaminacyjne. Dla osób, które pracują zawodowo, mają rodziny, małe dzieci, te terminy nie były to łatwe do pogodzenia. Tym bardziej że dobre przygotowanie wymaga czasu na aklimatyzację, czyli trzeba tam być przynajmniej tydzień (część spędziła w Panamie nawet cztery tygodnie – zajmowali się organizowaniem zaplecza). Lot trwa ponad 11 godz., różnica czasu to minus 6 godz., a różnica temperatur w styczniu wynosiła 40°C. Przylecieli ludzie z całej Polski, więc dla niektórych różnica wynosiła nawet ponad 50°C (wylatywali z Polski, gdzie było –10°C, a w Panamie mieliśmy odczuwalną ponad 40°). Dobra aklimatyzacja była więc priorytetem.

Wylatywaliście grupami?

Tak, pierwsze grupy – w sumie 30 osób - wyleciały już po Świętach Bożego Narodzenia, w sumie było 36 grup wylotowych. O ile w tamtą stronę mieliśmy tylko trzy lokalizacje przesiadkowe: Amsterdam, Paryż i Frankfurt, to w drodze powrotnej było to już kilkanaście lotnisk, na trzech kontynentach. Specjalna grupa zajmowała się logistyką związaną z podróżą, mieliśmy łączność poprzez aplikacje na telefon, więc była pełna kontrola nad tym, gdzie kto w danej chwili się znajduje, na jakim lotnisku, gdzie będzie miał przesiadkę czy zmianę trasy etc.

Przejdźmy do działań w Panamie. Z kim tam współpracowaliście?

Naszym głównym partnerem była panamska Straż Pożarna. To z nimi pełniliśmy służbę, wszystko uzgadnialiśmy. To właśnie strażacy udostępnili nam także autokary i busy, którymi przemieszczaliśmy się przez cały okres pobytu. Było to bardzo pomocne, bo w samym Panama City HOPR miał trzy bazy i jedną szkoleniową 600 km od Panama City, już na wyspach na Morzu Karaibskim. Po przylocie i uroczystym powitaniu przez rządową delegację Panamy (tak było za każdym razem!) zaczynał się czas intensywnych szkoleń i odpraw. Aklimatyzacji służy wysiłek fizyczny, więc były kondycyjne treningi i pływanie. Rzeczywiście przyniosło to efekt, bo nie mieliśmy potem problemów, nawet jeśli pełniliśmy służbę wiele godzin w upale. W trakcie przygotowań organizowaliśmy szkolenia i manewry ze wszystkimi tamtejszymi służbami: strażą pożarną, gwardią narodową, obroną cywilną i policją.

Wasze kwalifikacje spełniły ich oczekiwania?

Na 200 procent! Zdecydowanie doceniali nasze doświadczenie – na tyle, że konsultowali się z nami i odnosili się do nas bardzo partnersko przed uroczystościami, a po pierwszym dniu służby traktowali nas jak każdą panamską formację. Byliśmy urzeczeni tym, że jako gospodarze czuli się za nas bardzo odpowiedzialni, więc na początku zaproponowali, że na każdy patrol harcerski przypadało dwóch strażaków. Kiedy zobaczyli, że świetnie sobie radzimy, to wyłącznie z uwagi na komunikację i bezpieczeństwo był tylko jeden łącznik na cały sektor i na kilkanaście patroli HOPR, ale funkcję koordynatora pełnił już nasz ratownik. Także w głównym centrum dowodzenia służbami było non-stop dwóch ratowników ZHR. Bez problemów otrzymaliśmy na wyłączność częstotliwości do kontaktu, to oznacza pełnię zaufania. Mogliśmy nawet w kilku sytuacjach używać drona. Dzięki temu nasze służby były przygotowane na różne sytuacja, a nasze – najlepsze na świecie - służby medialne ZHR miały tak dobrej jakości materiały, że udostępniliśmy je kilkunastu mediom polskim i zagranicznym.

A jeśli chodzi o kwalifikacje medyczne, czy polski i panamski system jest podobny?

Nie, system jest inny. Nie ma tam poziomu kwalifikowanej pierwszej pomocy w takim sensie, jak w naszym systemie. Wszyscy strażacy przechodzą przeszkolenie podstawowe z zasad udzielania pierwszej pomocy, a niektórzy według naszych standardów sytuują się między KPP a ratownikami medycznymi – jest ich jednak bardzo mało. Dlatego też nasi ratownicy zostali sektorowymi. Nasze polskie uprawnienia były potwierdzone przez rząd panamski, a potem na ich podstawie ustalano składy patroli.

Wspominał pan o intensywnych szkoleniach – czego dotyczyły?

Była cała gama szkoleń dotyczących zabezpieczenia medycznego, ale także osobne poświęcone na przykład chorobom tropikalnym. Uczestniczyliśmy w szkoleniach technicznych ze znajomości topografii terenu i rozmieszczenia sektorów, a także szkoleniach z łączności. Co prawda szkolenia z KPP odbywały się także w Polsce, przed samym wylotem, ale im więcej praktyki, tym lepiej. Poza tym naszą grupę tworzyły osoby ze środowisk ZHR z całego kraju, Polacy z Litwy i Ukrainy, więc chcieliśmy mieć pewność, że wszystkie procedury są w jednakowy sposób przećwiczone, a ewentualne niejasności wyjaśnione przed akcją, a nie w jej trakcie. Ze względu na nasze uprawnienia zabezpieczaliśmy około 20 proc. sektorów. Kiedy inne służby zorientowały się, że mamy tak dużo wykwalifikowanych osób, współpracowaliśmy już nie tylko ze strażakami, ale także w innych sektorach z obroną cywilną, panamskim Czerwonym Krzyżem. Już po pierwszym dniu służby wszyscy przekonali się, że mamy odpowiednie kwalifikacje – mieliśmy pełne zaufanie. I jestem bardzo dumny z harcerek i harcerzy ZHR, ZHP na Litwie i Harcerstwa Polskiego na Ukrainie, bo tego zaufania nie zawiedli – to była także świetna promocja Polski, bo po pierwszych dniach wszyscy pielgrzymi wiedzieli, że czerwone stroje ratowników to polscy harcerze i harcerki. Chodziliśmy bowiem w jednolitych strojach, ale z chustami naszych drużyn.

Mieliście dużo interwencji?

Już wcześniej, zanim zaczęły się centralne uroczystości ŚDM, odbywały się różne spotkania wolontariuszy międzynarodowych, ale zazwyczaj miały miejsce wieczorem, kiedy temperatura była niższa, więc interwencji było mniej niż w Krakowie. Ale podczas uroczystości z papieżem Franciszkiem liczba interwencji znacznie się zwiększyła. Patrole z noszami cały czas były w użyciu i donosiły poszkodowanych do namiotów ratowniczych. Zazwyczaj mieliśmy do czynienia z omdleniami pielgrzymów, którzy po długiej podróży, w gorącu, słabo nawodnieni, nie wytrzymywali kondycyjnie. Byliśmy także proszeni o wsparcie innych służb, więc liczba naszych interwencji była proporcjonalnie większa niż w Krakowie. Poza tym ratownicy HOPR podchodzili do swoich zadań z takim entuzjazmem, że nawet kiedy kończyli zmianę – dyżur, to i tak pełnili dalej służbę. Chcieli uczestniczyć w uroczystościach, a przy okazji wspierać pozostałe patrole.

Polskę obiegła wiadomość, że młody ratownik ZHR uratował życie.

Tak, o tym zdarzeniu dowiedzieliśmy się w wyjątkowych okolicznościach, mianowicie podczas ogniska z panią prezydentową Agatą Kornhauser-Dudą. Byliśmy bezpośrednio po służbie, patrole zgłaszały się spontanicznie i opowiadały wrażenia z tego dnia. Wtedy wszyscy usłyszeliśmy historię Maćka, Ani i Szymona, którzy przedstawili sytuację sprzed dwóch godzin – uratowanie młodej Salwadorki z bezdechem. Warto podkreślić, że ratownik (KPP) rozpoznaje zatrzymanie krążenia i brak oddechu – i wykonuje określone czynności według procedur. Tak więc nasz patrol zrobił wszystko zgodnie ze sztuką: przystąpił do resuscytacji, nie spanikował, dzięki temu dziewczyna szybko odzyskała oddech.

Służba ratowników ZHR podczas Światowych Dni Młodzieży w Panamie została bardzo dobrze oceniona przez organizatorów wydarzenia.

Tak, doświadczyliśmy wielu dowodów wdzięczności – od krajowych szefów sześciu służb mundurowych, ministrów, HOPR otrzymał także za służbę medal Światowych Dni Młodzieży. Kilkakrotnie otrzymaliśmy publiczne podziękowania od prezydenta Panamy, który także telefonicznie podziękował za naszą obecność prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Za pośrednictwem pierwszej damy otrzymaliśmy nawet podziękowania dla polskich harcerek i harcerzy od samego papieża Franciszka! Bardzo miłe było także to, że pięć minut po zakończeniu mszy niedzielnej wymieniono harcerzy-ratowników z Polski i od 700 000 młodych pielgrzymów z całego świata otrzymaliśmy największe brawa w historii ZHR (śmiech).

Macie teraz chyba niezłe relacje ze strażą pożarną w Panamie?

Zdecydowanie, te wspólne doświadczenia bardzo nas zbliżyły. Chwilami ich wdzięczność była dla nas wręcz onieśmielająca, bo np. podczas apelu dziękowali nam i mówili, że są zaszczyceni, że mogą pracować z nami. Często po służbie strażacy, wielkie chłopy, salutowali i oddawali honory ... przed naszymi młodymi harcerzami. To chwytało za serce, dawało ogromną energię do dalszych działań i rzeczywiście wszyscy pracowali na 200 procent.

W tym zachowaniu strażaków widać zupełnie inny temperament – południowy?

Panamczycy, gdy w grę wchodzą jakieś emocje, dają im wyraz, nie wstydzą się okazywania uczuć. Przy każdej okazji podkreślali, jak wdzięczni są za to, że pokonaliśmy tak daleką drogę, żeby uczestniczyć z nimi w wydarzeniu, jakiego jeszcze w Panamie nie było – że pragniemy z nimi służyć dla Ich kraju.

Są plany dalszej współpracy?

Rzeczywiście planujemy kontynuację współpracy, myślimy o wspólnym projekcie, w którym nasi ratownicy szkoliliby razem z panamskimi strażakami dzieci i młodzież z pierwszej pomocy. Być może będą możliwe także długoterminowe, np. sześcio-, dziewięciomiesięczne staże dla ratowników HOPR.

Wydaje się, że służba harcerska jest doskonałym przygotowaniem do służby strażackiej.

W naszych szeregach jest sporo strażaków, głównie ochotników, ale i ze straży zawodowej. Część z nich zresztą była w Panamie, a wielu młodych harcerzy chce wiązać swoją przyszłość ze strażą. Generalnie mamy szczęście do tej grupy zawodowej, bo w Polsce również współpraca układa się dobrze. Potrzebujemy profesjonalistów w swoich szeregach, bo wszystko wskazuje na to, że kolejne wyzwania przed nami. Za trzy lata przecież Portugalia.

Jesteście, podobnie jak polscy strażacy po gaszeniu pożarów w Szwecji, bardzo rozpoznawalną marką w świecie.

Rzeczywiście, na każdym kroku w Panamie, ale o dziwo nawet podczas powrotu z Panamy na lotniskach w Europie obcy ludzie dziękowali nam za tę służbę…

rozmawiała

Katarzyna Zamorowska

styczeń 2020