Bezpieczeństwo w domu i zagrodzie

Kategoria: Rozpoznawanie zagrożeń

Jeśli nasz dom jednorodzinny służy wyłącznie do celów mieszkalnych, jest naszą twierdzą: żadni urzędnicy, w tym strażacy, nie mają do niego wstępu bez specjalnego nakazu. Nie oznacza to jednak zupełnego zwolnienia z przestrzegania prawa.

 Czytelnicy przepisów przeciwpożarowych napotykają przy nakazach i zakazach kilkakrotnie pojawiające się stwierdzenie: „za wyjątkiem budynków mieszkalnych w zabudowie jednorodzinnej i zagrodowej”. W sumie jest to kilkanaście wykluczeń, z powodu których można odnieść wrażenie, że prawo przeciwpożarowe w znacznej części nie odnosi się do takich obiektów. Aż tak dobrze (źle) nie jest: doświadczenia wielu pokoleń znalazły swój wyraz w przepisach, mających na celu bezpieczeństwo nie tylko nasze, ale również innych ludzi. Zatem nawet w swoich mieszkaniach podlegamy nakazom i zakazom.

O jednym jeszcze warto wiedzieć. Nawet jeśli danym rygorom prawnym nie podlegamy, niektórym z nich warto się poddać dobrowolnie. Przecież jeśli chodzi o bezpieczeństwo pożarowe (i wybuchowe), przepisy nakładają na nas wymagania minimalne. Żaden z nich nie zabrania, by zabezpieczyć się lepiej – to nie zbrodnia, tylko rozsądek. 

Czynności zabronione. Dlaczego? 

Przepisy wprowadzają ogólną zasadę, którą warto znać:

W obiektach oraz na terenach przyległych do nich jest zabronione wykonywanie (…) czynności, które mogą spowodować pożar, jego rozprzestrzenianie się, utrudnienie prowadzenia działania ratowniczego lub ewakuacji.

Zastanówmy się, co oznaczają te cztery sformułowania ogólne, zawarte w jednym zdaniu zbiorczym jako czynności, które mogą spowodować:

  1. pożar,
  2. rozprzestrzenianie się pożaru,
  3. utrudnienie ewakuacji,
  4. utrudnienie prowadzenia działania ratowniczego.

Zauważmy, że w istocie wskazuje się tutaj poszczególne fazy pożaru: przyczynę, rozwój, ewakuację, gaszenie.

Nim wyliczymy wzięte z przepisów zakazy i nakazy, spróbujmy sobie wyobrazić wszystkie te elementy na przykładzie własnego domu czy mieszkania. Jest naszą twierdzą, ale czy w chwili niebezpieczeństwa nie stanie się pułapką? Albo czy nie stworzy zagrożenia dla sąsiadów? Czy wreszcie jego otoczenie, które pracowicie zmieniamy w oazę estetyki, pozwoli uratować go przed pożarem, czy też w tym przeszkodzi?

Warto zdać sobie sprawę, że przepisy przeciwpożarowe wzięły się z odpowiedzi na takie właśnie pytania. Wiele z nich wynikało z refleksji podyktowanych przez tragiczne w skutkach pożary. Dlatego nawet jeśli nie znamy szczegółowych przepisów, zawierzmy intuicji. Jeśli pojawia się cień podejrzenia, że na skutek danego zachowania możemy spowodować pożar, zrezygnujmy z niego. Choćby takiego, jak niżej wymienione.

 

Używanie otwartego ognia, palenie tytoniu i stosowanie innych czynników mogących zainicjować zapłon materiałów w strefie zagrożenia wybuchem oraz w miejscach występowania materiałów niebezpiecznych pożarowo.

Przepis jest bardzo stary, a jednocześnie zdroworozsądkowy. Czym jest strefa zagrożenia wybuchem, wiemy intuicyjnie, szczegółowo dowiemy się zaś z jednego z następnych odcinków, a dzięki obecnemu rozwojowi przepisów i systemu nadzoru nad nimi ostrzegą nas przed nią odpowiednie znaki i napisy. Czym są materiały niebezpieczne pożarowo – już wiemy. Dodajmy do tego, że wchodzenie z papierosem do stodoły czy stajni jest zachowaniem co najmniej nieodpowiedzialnym, podobnie jak nawyk palenia w łóżku. Oczywiście jeśli ktoś zechce na sobie we własnym domu wypróbować, czym grozi palenie ognia nad rozlaną benzyną – nikt go nie powstrzyma, ale ból jest nie do zniesienia, a przeszczepy twarzy to ciągle wielka niewiadoma…

Użytkowanie instalacji, urządzeń i narzędzi niesprawnych technicznie lub w sposób niezgodny z przeznaczeniem albo warunkami określonymi przez producenta bądź niepoddawanych okresowym kontrolom, o zakresie i częstotliwości wynikających z przepisów prawa budowlanego, jeżeli może się to przyczynić do powstania pożaru, wybuchu lub rozprzestrzenienia ognia.

Jeśli ktoś używa młotka lub siekiery z pękniętym trzonkiem, raczej nie spowoduje pożaru, tylko coś ciężkiego spadnie mu na głowę lub kończynę. Gdy jednak czajnik elektryczny nie wyłącza się sam, jest urządzeniem niesprawnym, gotowym zmienić się w pochodnię, w dodatku pod napięciem 230 V. Użycie czterech przedłużaczy do zasilenia dwunastu urządzeń skończy się pożarem liniowym okablowania (przegrzanie izolacji) lub punktowym w miejscu styku, które zwykle ze względów estetycznych sytuuje się pod szafkami i firankami. Żelazka to obecnie skomplikowane urządzenia z zabezpieczeniami, a jednak najlepszym ze wszystkich pozostaje wyjęcie wtyczki z gniazdka. Naruszone gniazdko czy wyłącznik należy naprawić, gdyż naderwany przewód powoduje duży opór, a opór dla prądu jest połączony z wydzielaniem ciepła. Stosowanie listew zasilających elektronikę bez bezpieczników i wyłączników to lekkomyślność. Mokra suszarka do włosów może zmienić się w miotacz ognia, podobnie dodatkowe urządzenie ogrzewcze, którego nie oczyściliśmy z kurzu.

W tym dziale mieszczą się również przewody dymowe, spalinowe i wentylacyjne. Nie musimy wpuszczać do domu kominiarza, możemy je czyścić sami. I róbmy to, a przede wszystkim sprawdzajmy ich drożność i szczelność. Powody są następujące.

W przewodach dymowych (od urządzeń na paliwa stałe) mamy do czynienia z nagarem z niespalonych cząstek. Czyszczenie dwa razy do roku może nie być wystarczające. Nie bez przyczyny producenci kominków i piecyków wprowadzają ograniczenia: zwykle należy używać drewna z drzew liściastych i suszonego przez 1,5 roku. Kto czyni inaczej, ma nie tylko sadzę w kominie, ale też żywicę i nagar ze smoły drzewnej: po zapaleniu tego komin nadaje się do generalnego remontu, gdyż szczelny już nie będzie i w przyszłości spaliny zatrują domowników. Jeśli użycie węgla jest zabronione w danym urządzeniu, to należy tego przestrzegać. Węgiel daje wyższą temperaturę, co może uczynić z kominka lub piecyka urządzenie jednorazowe – popękane nie nadają się do użytku, a przy tym rozprzestrzeniają tlenek węgla, zmieniając nasz dom w komorę gazową.

Warto też wiedzieć, że przewody spalinowe, służące do odprowadzania spalin z gazów palnych i oleju opałowego, mogą co prawda być mniej odporne ogniowo od dymowych, ze względu na niższą temperaturę spalin, ale muszą być znacznie odporniejsze na działanie kwasów i wilgoci. Dlatego komin dobry jako dymowy niekoniecznie sprawdzi się jako spalinowy – zostanie przeżarty, rozszczelniony i będzie podtruwał, a nawet truł.

Przewody wentylacyjne też należy czyścić, a przede wszystkim nie zasłaniać ich. Pajęczyny, liście, pyły – to wszystko osiada, zawęża przekroje, tamuje przepływ. A już szczególnie uciążliwe są gniazda ptaków. Bez wentylacji budynek nie oddycha, a jakiekolwiek spalanie w nim (np. w kuchni) następuje z wytwarzaniem tlenku węgla.

Garażowanie pojazdów silnikowych w obiektach i pomieszczeniach nieprzeznaczonych do tego celu, jeżeli nie opróżniono zbiornika paliwa pojazdu i nie odłączono na stałe zasilania akumulatorowego pojazdu.

Przepis mówi sam za siebie i dotyczy również budownictwa jednorodzinnego i zagrodowego. Pseudogaraż jest miejscem, które może skontrolować strażak. Żartów nie ma – zbyt wiele budynków spaliło się od zapłonu w garażowanym pojeździe. Samochód jest urządzeniem łączącym w małej objętości mechanikę, elektrykę i łatwopalne paliwo, uzupełnione o duże ilości gąbki i gumy. W prawdziwym garażu, nawet blaszanym, ta groźna mieszanina jest zamknięta w dosyć szczelnej przestrzeni, z której ogień łatwo nie wyjdzie. Garażowanie w szopie czy stodole to proszenie się o poważne kłopoty i ściąganie nieszczęścia na innych. Nic dziwnego, że nieprawidłowe garażowanie jest częstym przedmiotem skarg sąsiedzkich, rozwiązywanym poprzez grzywny w drodze mandatu karnego i decyzji administracyjnych.

Rozgrzewanie za pomocą otwartego ognia smoły i innych materiałów w odległości mniejszej niż 5 m od: obiektu, przyległego do niego składowiska lub placu składowego z materiałami palnymi, przy czym jest dopuszczalne wykonywanie tych czynności na dachach o konstrukcji i pokryciu niepalnym w budowanych obiektach, a w pozostałych, jeżeli zostaną zastosowane odpowiednie, przeznaczone do tego celu podgrzewacze.

Postęp techniczny niemal wyeliminował powód stworzenia tego przepisu. Jest tu jednak istotna wskazówka co do rozpalania ognisk na posesji. Odnotowuje się mniej niż kiedyś pożarów od niewłaściwego podgrzewania smoły czy lepiku, natomiast znacznie więcej od niewłaściwego kładzenia termozgrzewalnej papy: robienie tego na materiale palnym jest niedopuszczalne.

Rozpalanie ognia, wysypywanie gorącego popiołu i żużla lub wypalanie wierzchniej warstwy gleby i traw, w miejscu umożliwiającym zapalenie się materiałów palnych albo sąsiednich obiektów.

Kiedyś przepis wskazywał przy powyższych zastrzeżeniach konkretną odległość, której nie można zmniejszyć: 10 m. Często była ona nie do zachowania. Obecnie przepis odwołuje się do zdrowego rozsądku. Warto jednak mieć na względzie poprzednią wartość: o ile można zbliżyć ognisko czy grilla do własnego budynku, to już od obiektów należących do sąsiadów lepiej jest zachować odległość nie mniejszą niż 10 m, choćby ze względu na uciążliwości związane z paleniem ognia. Jeśli chodzi o lasy, przepis zakazuje palenia ognisk, używania ognia otwartego i palenia tytoniu w odległości mniejszej niż 100 m od nich. Właściciel lasu może urządzić w nim miejsce na rozpalanie ogniska. Palenisko nie może jednak znajdować się na ściółce leśnej czy na torfie: musi to być ziemia, piasek i kamienie, a nad ogniskiem nie może być zwisających gałęzi. Wokół ogniska należy zrobić kilkumetrowy pas wolny od ściółki. No i jeszcze jedno – w okresach suszy lepiej ognisk nie rozpalać w ogóle.

Składowanie poza budynkami w odległości mniejszej niż 4 m od granicy działki sąsiedniej materiałów palnych, w tym pozostałości roślinnych, gałęzi i chrustu.

To bardzo kontrowersyjny przepis. Z jednej strony nieprzestrzeganie go jest swoistą normą, z drugiej zaś stałym przedmiotem skarg i doniesień sąsiedzkich. Przewiduje się jego zmianę (nie koreluje z rzeczywistością), dopuszczone będzie składowanie w granicy działki kilku metrów przestrzennych drewna na cele własne, niezwiązane z działalnością gospodarczą – pod warunkiem zachowania odległości bezpiecznej od budynków na sąsiedniej działce. Tymczasem jednak przepis obowiązuje i sprawia kłopoty. Ma przy tym swoją logikę: zapobiega urządzaniu wielkich składowisk materiałów palnych pod pozorem, że tak się robiło zawsze i nic się nie stało.

Użytkowanie elektrycznych urządzeń ogrzewczych ustawionych bezpośrednio na podłożu palnym, z wyjątkiem urządzeń eksploatowanych zgodnie z warunkami określonymi przez producenta.

Dla własnego bezpieczeństwa warto czytać instrukcję każdego urządzenia grzewczego i nie kupować urządzeń produkcji nieznanej. Zastosowanie podłoża wykonanego z materiałów niepalnych jest bardzo proste. W zależności od wielkości urządzenia może nim być mniejsza lub większa płytka z glazury lub terakoty. Poza tym warto wypracować sobie nawyk odłączania od prądu urządzenia grzewczego, jeśli nie jest ono przeznaczone do pracy ciągłej.

Przechowywanie materiałów palnych oraz stosowania elementów wystroju i wyposażenia wnętrz z materiałów palnych w odległości mniejszej niż 0,5 m od urządzeń oraz instalacji, mogących je zapalić.

Przede wszystkim są to urządzenia, które nagrzewają się w czasie eksploatacji do wysokiej temperatury (powyżej 100°C), czyli wszelkie urządzenia grzewcze. Drugą grupą są urządzenia i instalacjami elektryczne, o napięciu roboczym zwykle nie występującym w instalacjach domowych, czyli rzędu 400-1000 V, ale przy panelach fotowoltaicznych pojawiają się wysokie napięcia, więc w pobliżu ich przewodów głównych oraz przetwornicy (prąd stały – prąd zmienny) lepiej stosować się do tego przepisu. Jako instalacje niebezpieczne traktuje się wszelkie przewody uziemiające oraz odprowadzające ładunki instalacji piorunochronnej.

Generalnie rzecz biorąc, lepiej dmuchać na zimne i zapamiętać półmetrową odległość mebli, firan, boazerii od różnych urządzeń elektrycznych i ogrzewczych, nawet jeśli mają niższe niż wyżej podano parametry niebezpieczne.

Stosowanie osłon dla żarówek (abażurów, obudów) z materiałów palnych.

Papier przystawiony do tradycyjnej żarówki, a nawet niektóre drewienka, wcześniej czy później się zapalą. Odległość bezpieczna, dopuszczalna przepisami, to nie mniej niż 5 cm, nawet przypadku nowoczesnych świecideł energooszczędnych.

Zabronione jest jednoczesne stosowanie dwóch rodzajów gazu palnego w budynku.

Jeśli mamy instalację gazu ziemnego, głównie metanu, nie wolno stosować gazu płynnego (propanowego) z butli lub zbiornika. Gazy te mają różne właściwości fizykochemiczne, w związku z tym w palnikach kuchni czy ogrzewaczy muszą być zastosowane inne dysze dostarczające gaz. Gaz ziemny jest lżejszy od powietrza, gaz propanowy – cięższy. Nie ma sensu potęgować zagrożenia. Zatem albo jedno, albo drugie.

Przy użytkowaniu gazu propanowego należy przestrzegać zasady przechowywania w budynku lub mieszkaniu nie więcej niż dwóch butli 11 kg (to te większe). Żeby zniszczyć cały budynek, gazu w jednej takiej butli jest aż nadto. Należy też zwracać uwagę na stan samych butli, a zwłaszcza uszczelek w nich. Jeśli tylko czujemy charakterystyczny zapach gazu (czyli nawaniacza), natychmiast zakręcamy butlę. Butle przechowujemy w pomieszczeniach, które nie nagrzewają się powyżej 35°C – nie mogą to przy tym być strychy, poddasza nieużytkowe ani piwnice.

Bezpieczniej jest posiadać zbiornik zewnętrzny na gaz propanowy, mimo że znajduje się w nim kilkaset razy więcej gazu niż w butli przenośnej. Unikamy jednak manipulowania wewnątrz budynku rozłączaniem i przyłączaniem butli do reduktora. Poza tym urządzenia ulegające awariom – złącza i reduktor – znajdują się poza budynkiem, w bezpiecznej od niego odległości, ewentualnie w sąsiedztwie ściany bez otworów. Co ważne, zbiorniki takie podlegają cyklicznym kontrolom uprawnionych instytucji.

          

Instalowanie opraw oświetleniowych oraz osprzętu instalacji elektrycznych, takich jak wyłączniki, przełączniki, gniazda wtyczkowe, bezpośrednio na podłożu palnym, jeżeli ich konstrukcja nie zabezpiecza podłoża przed zapaleniem.

To często naruszany przepis, zwykle z tragicznymi skutkami. Wyposażenie drewnianego domu w ekonomiczny osprzęt zwykle okazuje się fatalnym błędem. Najprostszą wskazówką o bezpieczeństwie danego osprzętu jest odpowiednia informacja producenta lub widoczna blacha na tyle gniazda wtykowego czy wyłącznika.

 

Przepisy, które nie zawsze obowiązują w domu i zagrodzie, a które warto znać i stosować

 

Do budynków jednorodzinnych i zagrodowych przepisy nie nakazują doprowadzenia dróg pożarowych. Warto jednak zadbać o to, by drogi komunikacji ogólnej były drożne, np. przez umówienie się z sąsiadami, że parkujemy pojazdy w taki sposób, by przejechał między nimi śmieciowóz – wtedy przejedzie nawet ciężki pojazd gaśniczy. Jeśli nasz budynek ma więcej niż dwie kondygnacje, dobrze zadbać o to, by choć z jednej strony okna były dostępne dla strażackiego sprzętu, żeby nie było pod nimi związanych trwale z gruntem płotów i drzew. Czasami może się przydać miejsce do ustawienia skokochronu, drabiny mechanicznej czy podnośnika hydraulicznego.

Niezbędna jest woda do zewnętrznego gaszenia. Zapewniają ją hydranty: w mieście 10 dm3/s, na terenach wiejskich 5 dm3/s. Niestety, wiele hydrantów jest uszkodzonych. Nie pozwalajmy na ich dewastację, zgłaszajmy do miejscowego zakładu wodociągów i kanalizacji takie przypadki. No i powstrzymujmy psy przed ich obsikiwaniem – to jeden z najczęstszych powodów korozji tych urządzeń. Jeśli w odległości do 75 m od naszego budynku nie ma sprawnego hydrantu, powinniśmy czuć się zaniepokojeni.

 

Stałym przedmiotem walki straży pożarnych jest udrażnianie dróg ewakuacyjnych w budynkach. Korytarze nie powinny być magazynami materiałów palnych, ani nawet niepalnych, które zawężają ich szerokość. Ustawienie w takim miejscu metalowej szafki ubraniowej jest traktowane jako składowanie materiałów palnych: o klasyfikacji decyduje zawartość. Korytarze powinny być wolne od wszelkich materiałów palnych, gdyż właśnie przez nie rozwija się pożar na inne pomieszczenia.

Z tego samego powodu naprawdę warto się zastanowić, czy koniecznie musimy mieć w naszej twierdzy boazerię z drewna, materiału drewnopochodnego lub (co gorsza) tworzyw sztucznych. Przepisy nie zabraniają tego w budownictwie indywidualnym czy wewnątrz mieszkań, ale czy koniecznie nasz przedpokój ma działać w razie pożaru jak wielki piec?

Najstarszym ze wszystkich przepisów jest zakaz składowania materiałów palnych na nieużytkowych poddaszach i strychach – wydawano takowe już w średniowieczu. Powód jest oczywisty – taka rupieciarnia płonie bardzo długo, a ugasić ją jest bardzo trudno. Pożar oddziałuje nie tylko na płonący budynek (może przepalić strop), ale również, poprzez długotrwałe promieniowanie cieplne, na sąsiednie obiekty. Dziś tym zakazem obejmuje się również drogi komunikacji ogólnej w piwnicach oraz wszelkie pomieszczenia techniczne. Mało tego – nie wolno w tych miejscach przechowywać pełnych, niepełnych i opróżnionych butli przeznaczonych do gazów palnych. Przepisy te obowiązują również w budownictwie indywidualnym. Może się więc okazać, że odszkodowanie po pożarze okaże się sprawą wątpliwą: przecież nikt nie zmusza do naruszania przepisów.

Nikt nie będzie pilnował, byśmy we własnym domu nie zastawiali dostępu do wyłączników i tablic rozdzielczych prądu elektrycznego oraz kurków głównych instalacji gazowej. Te elementy muszą być widoczne i łatwo dostępne. Pierwszą czynnością strażaków w razie pożaru jest odcięcie od płonącego obiektu prądu i gazu. Z powodzeniem możemy tak zrobić sami i bezpiecznie gasić pożar.

W budownictwie indywidualnym nie jest zabronione zabudowanie okien kratami. Jeśli jednak żadna z nich nie da się otworzyć od wewnątrz, są dla nas przeszkodą nie do pokonania w czasie pożaru, a i strażacy nie od razu do nas dotrą.

Przepisy nie nakazują posiadania w domu czy mieszkaniu gaśnicy, czujki dymu czy tlenku węgla, czy czujnika gazów palnych. Wszystkie te przedmioty mogą być bardzo przydatne, a obecny rozwój techniczny czyni z nich urządzenia dyskretne, niezawodne i mało uciążliwe. Opracowano nowe typy gaśnic służące do gaszenia pożarów tłuszczów, mające w oznaczeniu literę F. Zapewniam, że mając ją w kuchni, można podjąć bezpieczną próbę ugaszenia dowolnego pożaru domowego bez powodowania dodatkowych zniszczeń. Nawet gaśnica samochodowa, która w myśl przepisów nie nadaje się do zabezpieczania budynków ze względu na zbyt małą środka gaśniczego (tylko 1 kg, a powinny być co najmniej 2 kg), jest lepsza niż nic. Jeśli nie gaśnica, to może być hydronetka lub nawet opryskiwacz do roślin – ważne, żeby stale miały w sobie wodę (tylko akurat wodą nie gaśmy, póki nie odłączymy prądu od budynku).

Czujka dymu ostrzeże nas przed pożarem. Czujka tlenku węgla przed śmiercią. Czujnik gazu palnego przed wybuchem.

Uciążliwością jest, że każde z tych urządzeń ma określony czas użytkowania, ale technika idzie naprzód, wydłużając go coraz bardziej, nawet do 10 lat w przypadku niektórych autonomicznych czujek dymu. Poza tym nie zawsze potrzebny jest cały zestaw tych urządzeń. Jeśli nie mamy w domu urządzeń spalających: drewno, węgiel, pellety, gaz, olej opałowy – czujka tlenku węgla nie jest nam potrzebna. Jeśli nie stosujemy palnego gazu, niepotrzebny jest przeznaczony do niego czujnik. Za to czujka dymu i gaśnica zawsze się przydadzą, choć nie ma przymusu ich stosowania w budownictwie indywidualnym i zagrodowym, tudzież w mieszkaniach. Jednak o tym, czy warto było na nich oszczędzić, lepiej osobiście się nie przekonywać.

 

st. bryg. Paweł Rochala jest p.o. dyrektorem Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach

fot. Paweł Rochala

maj 2018