Ratownictwo i ochrona ludności

Technicznie o ćwiczeniach

Kategoria: Ratownictwo i ochrona ludności

Ćwiczenia z ratownictwa technicznego mają swoją specyfikę i wymagają odpowiedniego przygotowania. Jak poprawić ich efektywność? 

W PP nr 5/2016 pisałem, jak sprawić, żeby ćwiczenia ratownicze cieszyły się większą popularnością i były wykonywane z zaangażowaniem przez wszystkich członków zespołu. Odnosi się to także do ćwiczeń z zakresu ratownictwa technicznego. Jest jednak kilka różnic, na które trzeba koniecznie zwrócić uwagę.

Mamy, więc tnijmy!

Często zdarza się, że pozyskany wrak auta od razu wykorzystywany jest do przeprowadzenia pozorowanej akcji ratowniczej. Nikt nie analizuje wcześniej poziomu wyszkolenia konkretnego zespołu ratowniczego, a mimo to ćwiczenie łączy się z wystawieniem oceny ratownikom uczestniczącym w rozwinięciu bojowym. Skutkuje to podejmowaniem działań bez odpowiedniej koordynacji, dużą liczbą błędów w wykonaniu wykorzystywanych technik, a co gorsza – w samym ich doborze. Dochodzi nawet do wystąpienia sytuacji niebezpiecznych dla ratownika lub osoby poszkodowanej (choć podczas ćwiczeń na szczęście to tylko imitujący go manekin).

Stres związany z oceną wystawianą przez przełożonych z jednoczesnym brakiem wystarczających umiejętności praktycznych do wykonania zadania sprawia, że strażacy nie chcą brać odpowiedzialności za podejmowane działania. Nie skupiają się na priorytetach akcji, a rozpoczynają swoisty wyścig o to, kto złapie głowę poszkodowanego i do końca ćwiczenia już jej nie puści (konieczność zapewnienia ciągłej stabilizacji szyjnego odcinka kręgosłupa i utrzymania drożności dróg oddechowych). Wszyscy chcą odłączać akumulator auta, ale nikt nie jest zainteresowany wzięciem do rąk narzędzi hydraulicznych. W przypadku negatywnej oceny całego założenia, przecież można powiedzieć: „To nie moja wina, ja cały czas stabilizowałem głowę”. Naiwnością byłoby sądzić, że takie ćwiczenie wpłynie na poprawę poziomu wyszkolenia zastępu, sekcji czy zmiany służbowej. Niezależnie od tego, jak bardzo dopracowane zostaną założenia i jaki będzie poziom ich skomplikowania.

Już na samym początku zaburzony zostaje podział obowiązków w zespole i wyznaczenie priorytetów akcji, a tym samym drastycznie zmniejsza się jakość jej prowadzenia. Wśród uczestników rozwinięcia bojowego rodzą się nieporozumienia. W ogólnym rozrachunku wpływa to destrukcyjnie na zgranie zespołu i jego profesjonalizm. Przeprowadzenie ćwiczenia w przedstawiony sposób, nawet kilkunastokrotne, nie da wyraźnego postępu szkoleniowego. Jeśli do tego całe ćwiczenie zostało na koniec omówione przez oceniającego nie tylko bez wyszczególnienia i wytłumaczenia błędów, lecz także bez podkreślenia czynności właściwych (aby stały się standardem), to zespół ratowniczy nie będzie miał jasnych punktów odniesienia ani podczas kolejnej inspekcji, ani w czasie realnych działań. Wydaje się więc, że rozpoczęcie szkolenia od przeprowadzenia pozorowanej akcji ratowniczej może przynieść więcej strat niż korzyści.

Efekt musi być

Podobny problem dotyczy również pokazów ratownictwa technicznego, zwłaszcza tych licznie organizowanych i przeprowadzanych przez ratowników OSP. Jak sama nazwa wskazuje, pokazy powinny być pewnym wzorcem postępowania. Niestety, nazbyt często jest to jedynie widowisko, które nie ma nic wspólnego z realnymi działaniami, profesjonalizmem czy bezpieczeństwem – ani osób poszkodowanych, ani samych ratowników. Działania są wykonywane bez świadomości popełnianych błędów, a w takich warunkach utrwalają się one najbardziej.

Znam przypadki, gdy nawet celowo przeprowadzano pokazy niebezpieczne, ale przy tym bardzo efektowne dla nieznającej tematu publiczności. Przykładem może być sposób usuwania szyb: zamiast ograniczać niebezpieczeństwa związane z pyłem szklanym, wybija się je właśnie w niezwykle dynamiczny sposób, który emituje największy odpad szklany. Innym przykładem są mocne i głośne uderzenia narzędziami w konstrukcję wraku pojazdu. W realnej akcji ratowniczej to błędy krytyczne.

Pokazy te są zwykle rejestrowane i zamieszczane w internecie. Filmy stają się niestety instrukcją postępowania dla następnych ratowników, którzy nie są świadomi zagrożeń i popełnianych na filmie błędów. Nie chcę w tym miejscu piętnować inicjatywy i dążenia strażaków do pozyskania wiedzy i umiejętności. Przygotowanie pokazu z zakresu ratownictwa technicznego powinno się jednak opierać na gruntownym wyszkoleniu i wiedzy osób w nim uczestniczących.

Ćwiczenia wprowadzające

Pierwszym krokiem powinny być zawsze ćwiczenia wprowadzające. Na tym etapie należy przedstawić priorytety ratownicze podczas akcji, wyjaśnić zasady doboru technik, wytłumaczyć symbiozę ratownictwa technicznego i medycznego. Warto podkreślić, jakie są niebezpieczeństwa związane z różnorodnością konstrukcji i systemów bezpieczeństwa biernego pojazdów oraz uczulić na konieczność jasnego podziału obowiązków w zespole ratowniczym.

Duży nacisk kładzie się na dokładność wykonania technik oraz pełne poznanie charakterystyki pracy poszczególnych narzędzi. Ten etap ma pozwolić na całkowite wyeliminowanie  błędów w tym zakresie, a tym samym nie pozwolić na ich powielanie i utrwalanie.  

Wprowadzenie muszą przeprowadzać instruktorzy o gruntownej wiedzy i odpowiednich umiejętnościach praktycznych. Nie może to być jedynie powielanie czynności ze zdjęć czy filmów znalezionych w sieci. Ratownicy powinni opanować perfekcyjnie wszystkie techniki stabilizacji, uzyskiwania dostępu i przygotowania kierunku ewakuacji. Dopiero tak przeszkolony  ratownik będzie umiał dobrać technikę do zastanej sytuacji oraz przewidywać efekty jej zastosowania. Wybór opiera się głównie na ograniczeniach technik, gdyż to one w decydują o efektywności. Ćwiczenia wprowadzające trzeba powtarzać cyklicznie, bez względu na stopień zaawansowania zespołu ratowniczego. Pozwoli to na odświeżenie oraz wyrównanie wiedzy i umiejętności.

Ćwiczenia doskonalące

Mogą zostać wykorzystane dopiero po pełnym opanowaniu technik użycia sprzętu na etapie wprowadzającym. W tym przypadku dobrym rozwiązaniem jest forma pozorowanej akcji ratowniczej. Na tym etapie powtarzalność prowadzi do przekształcenia umiejętności nabytych w pierwszej fazie doskonalenia zawodowego w nawyki, co bezpośrednio wpływa na jakość działań i poziom wyszkolenia.

Podczas ćwiczeń doskonalących w ratownictwie technicznym dobrze sprawdza się stosowanie metody stop klatki. Ćwiczenie przerywa się za każdym razem w momencie popełnienia błędu, aby zwrócić na niego uwagę  ratowników i tym samym wyeliminować możliwość jego utrwalania. Stopklatkę stosuje się również w momentach newralgicznych, wartych omówienia w danym momencie.

Na etapie przygotowania pozoracji warto się pokusić o odpowiedni poziom skomplikowania sytuacji, o ich nieszablonowość, aby wymusić konieczność przemyślanego działania. Od pierwszych ćwiczeń dobrze jest kontrolować czas działań. Nie chodzi o to, żeby był on jedynym wyznacznikiem branym pod uwagę podczas oceny jakości ćwiczeń, ale to doskonały punkt odniesienia, pozwalający sprawdzić rozwój szkolącej się grupy. Jeśli bez względu na skomplikowanie zastanej sytuacji, konstrukcję pojazdu czy liczbę i stan osób poszkodowanych działanie będzie za każdym razem prowadzone prawidłowo, bez konieczności wprowadzania stopklatki i nie przekroczy 20 min (czas wzięty bezpośrednio z zasady złotej godziny), zyskamy najlepszy dowód, że zespół zmierza do pełnego profesjonalizmu. Jednak stan taki można osiągnąć dopiero po wielu godzinach ćwiczeń.

Zmienność środowiska ćwiczeń

Należy pozyskiwać wraki różnych typów i gabarytów. Dość naturalne jest, że ta sama technika ratownicza daje zupełnie inne efekty przy różnych konstrukcjach pojazdów. Ma na to wpływ m.in.: odmienna jakość i umiejscowienie wzmocnień nadwozia (w tym wzmocnień szczególnych, mających wpływ na niepowodzenie danej techniki), liczba i rozmieszczenie elementów systemów bezpieczeństwa biernego auta, jego typy (kombi, sedan itd.), jego gabaryty (auta osobowe, ciężarowe, autobusy) czy w końcu rodzaj ich napędu (benzyna, ON, LPG, CNG, LNG, hybryda, elektryczny). Ćwiczenia warto też przeprowadzać przy różnym położeniu pojazdów (samochód na kołach, na boku, na dachu, na przeszkodzie, przygniecenia i wjazdy pod inne auta, duża liczba samochodów w nietypowych położeniach).

Podczas ćwiczeń doskonalących proces zgrywania zespołu ratowniczego nie wymaga za każdy razem użycia wraków aut. Można wykorzystać dowolny samochód osobowy, żeby zgrywać zespół i ćwiczyć podział obowiązków między ratowników. Od wyjścia strażaków z samochodu pożarniczego koordynuje się jednocześnie: zabezpieczenie miejsca działań, przygotowanie pola sprzętowego (ze standardem wyposażenia wypracowanym przez daną zmianę służbową czy jednostkę), stabilizację pojazdu, rozpoznanie (przede wszystkim konstrukcji pojazdu i medyczne osoby poszkodowanej). Perfekcyjne wypracowanie stałych elementów tego wstępnego etapu każdych działań pozwala skrócić czas do podjęcia czynności związanych z zastosowaniem właściwych technik ratowniczych.

Także podczas takiego ćwiczenia można wprowadzać pewne komplikacje. Wystarczy np. umieścić pod samochodem lalkę czy maskotkę.  Pozwoli to na wyrobienie nawyku zaglądania pod pojazd wypadkowy w jego dwóch osiach – z przodu lub tyłu oraz chociaż od jednego z boków. Lalka może się znajdować np. bezpośrednio za kołem i być przez to niewidoczna w osi podłużnej auta. Maskotka umiejscowiona w znacznej odległości od pojazdu wyrabia  standard rozpoznania sferycznego.

Wizualizacja ćwiczeń

Odpowiednia wizualizacja, wykonana przy niewielkim nakładzie pracy, sprawi, że pozyskany wrak pojazdu ukierunkuje na konkretne działanie ratownicze i wybór technik. Wystarczy wykorzystać flamastry czy kredki do powłok lakierniczych i zaznaczyć na nadwoziu auta rodzaj napędu czy narysować rozmieszczenie elementów systemów bezpieczeństwa biernego. W ten sam sposób można wykorzystać również wydrukowane i zalaminowane kartki z odpowiednimi oznaczeniami (fot. 1-3).

Plastikowe źródła światła chemicznego doskonale imitują pirotechniczne ładunki systemów bezpieczeństwa biernego auta, a kosztują kilka złotych. Za pomocą chwytaka do zapinek tapicerskich można z łatwością zamaskować nasze substytuty ładunków pod tapicerką auta w newralgicznych miejscach (fot. 4-5). Dzięki temu ratownicy wyrobią w sobie nawyk zaglądania pod osłony samochodu przed wykonaniem cięcia czy zgniotu. Jeśli nie zajrzą w miejsca newralgiczne i przetną sztuczny ładunek, nie wyrządzą sobie krzywdy, ale popełnienie takiego błędu na długo zostanie im w pamięci.

Dobre efekty szkoleniowe da ćwiczenie na autach już zdeformowanych, czyli np. wrakach po prawdziwych wypadkach. Bez odpowiednich zgniotów nie jest w ogóle możliwe ćwiczenie techniki cross-rammingu (PP 8/2016), a przecież boczne uderzenia i owinięcia na słupy są jednymi z najtrudniejszych dla ratowników. Do tej pory, żeby uzyskać stosowną deformację, trzeba było użyć np. koparki. Nie muszę z pewnością przekonywać, że było to problematyczne. Istnieje prostsza metoda, by stworzyć praktycznie dowolny zgniot auta – wystarczy wykorzystać rozpieracz ramieniowy, pasujące do niego łańcuchy oraz niewielką deskę kantową. Pozwoli to na wykonanie:

  1. jednostronnego zbliżenia słupków B (zgniot jednostronny auta),
  2. zgniecenia dachu (zgniot pionowy auta).

Ad. 1. Istnieją dwie metody, aby osiągnąć ten cel. Pierwsza wygląda podobnie do opisanej w pkt 2, jednak dokłada się tu umieszczoną pionowo deskę kantową osłaniającą słupek B po stronie, która nie ma zostać zgnieciona. Tak rozprowadzona siła ciągnąca (na dużą powierzchnię i dodatkowo drewnianą belkę) nie powoduje zgniotu jednego z boków.

Alternatywą jest osadzenie rozpieracza ramieniowego na drewnianej desce kantowej osłaniającej słupek B. Przez wnętrze auta przeprowadza się pętlę z łańcucha, zaczepioną za przeciwległy słupek B. Rozwarcie rozpieracza powoduje ciągnięcie za przeciwległy słupek i wciąganie boku pojazdu do wnętrza wraku. Belka drewniana jest w tym przypadku podstawą wyparcia dla narzędzia hydraulicznego oraz skuteczną osłoną słupka B, dzięki czemu konstrukcja auta po tej stronie nie zostaje naruszona (fot. 9).

Ad. 2. Zgniot dachu można wykonać z zewnątrz, mocując jeden łańcuch na słupku A lub podłużnicy dachowej, wykorzystując otwór w dachu, wykonany np. szpikulcem halligana. Drugi łańcuch montujemy do stałego elementu, np. łapiąc za całą amortyzację (fot. 10). W tej konfiguracji dach składa się idealnie wzdłuż osi ciągnięcia. Jeśli narzędzie hydrauliczne wprowadzimy do wnętrza auta, wówczas słupki A i podłużnica dachowa wnikają bardziej do wnętrza wraku (fot. 11). Czynność można powtórzyć po obu stronach samochodu.

Omówienie ćwiczeń

Każde ćwiczenie z zakresu ratownictwa technicznego, niezależnie od poziomu skomplikowania, musi zostać omówione po jego zakończeniu. Uczestnicy powinni wiedzieć, jakie błędy popełnili. Nikt nie może bać się sprawdzać podczas ćwiczeń różnych wariantów wykonania techniki (różnorodność sprzętowa) – to doskonały sposób nauki i zdobywania doświadczenia. Dobrą praktyką jest nagrywanie ćwiczeń do celów szkoleniowych. Można dokładnie przeanalizować materiał filmowy razem z uczestnikami. Podsumowanie to dobry czas na zadawanie pytań i omówienie ćwiczenia ze wszystkich punktów widzenia – obserwatorów, rozjemców, instruktorów, uczestników, jak i pozorantów. Spojrzenie na własne działania z innej perspektywy ma naprawdę dużą wartość.

 

st. kpt. Rafał Podlasiński jest dowódcą zmiany w JRG 15 w Warszawie, członkiem specjalistycznej grupy poszukiwawczo-ratowniczej
fot. Rafał Podlasiński

sierpień 2017