Aktualne wydanie, W ogniu pytań Robert Senda

Działać skutecznie i z pasją

27 Listopada 2025

Mazurska Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza to zespół pasjonatów, którzy niosą pomoc zaginionym na północno-wschodnich terenach Polski. O początkach działalności, codziennych wyzwaniach, współpracy ze służbami i roli technologii, w tym systemu SIRON, opowiada współzałożyciel grupy Konrad Lasota.

 

Skąd wziął się pomysł na stworzenie grupy poszukiwawczej?
Pomysł kiełkował od lat, głównie dzięki Maćkowi Zalewskiemu. To on zbadał temat zaginięć, zapoznał się ze statystykami. Zaskoczyło nas to, że jest ich tak dużo. Sam od dawna działałem w ratownictwie, najpierw nad jeziorami, potem na obszarach morskich. Gdy podczas pandemii wróciłem do Polski, razem założyliśmy stowarzyszenie. Tak powstała Mazurska Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza.

Jak wyglądały początki działalności?

Na początku byliśmy we dwójkę. Szybko jednak nawiązaliśmy współpracę z funkcjonariuszami i kierownictwem Państwowej Straży Pożarnej i Policji. To dodało nam wiarygodności i z czasem dołączyli do nas nowi wolontariusze.

Jak dziś wygląda nabór nowych osób do MGPR?

Każdy kandydat przechodzi kilkumiesięczny proces rekrutacji. Najpierw odbywają się wykłady i egzaminy, potem staż kandydacki. Stawiamy na rzetelne przygotowanie, bo podczas poszukiwań trzeba działać profesjonalnie i bezpiecznie. To nie jest zabawa – ludzie muszą móc na siebie nawzajem liczyć.

Jakich narzędzi i sprzętu używacie podczas działań poszukiwawczych – samochodów, dronów, psów poszukiwawczych, systemów?

Mamy samochody terenowe, wysłużone drony, sekcję przewodników psów – tropiących i specjalistycznych. Do tego system SIRON, który pomaga w koordynacji akcji. Bez odpowiedniego wyposażenia i wsparcia programistycznego ciężko dziś skutecznie działać. Sprzęt kupowaliśmy sami albo pozyskaliśmy dzięki sponsorom.

Gdzie działacie i jak daleko docieracie?

Najczęściej na Suwalszczyźnie, Warmii i Mazurach, ale zdarza się, że jedziemy do Elbląga, Fromborka czy nawet pod Warszawę. Generalnie nasz główny obszar to północno-wschodnia Polska, ale nie zamykamy się na inne rejony.

Jakie akcje najbardziej zapadły ci w pamięć?

Najbardziej cieszą te zakończone szczęśliwie – np. znalezienie turysty w lesie przy pomocy drona termowizyjnego. Pamiętamy też jednak wiele dramatycznych chwil.

Czy możesz podać przykłady nietypowych akcji?

Wzywano nas na przykład do poszukiwania pożaru. Przelatujący samolot linii lotniczych zgłosił, że widzi pożar. Po dotarciu na obszar, który wskazały orientacyjnie podane koordynaty, i uruchomieniu drona byliśmy w stanie ustalić jego lokalizację. Szybko i dokładnie, bez konieczności przemieszczania się drogami i długotrwałych poszukiwań.

Jak radzicie sobie ze stresem i obciążeniem psychicznym?

Pomaga sport, rozmowy w grupie i doświadczenie. Z czasem człowiek wyrabia w sobie odporność. Po każdej akcji robimy debriefing – omawiamy, co się udało, co trzeba poprawić. To daje przestrzeń, żeby odreagować emocje i jednocześnie się uczyć.

Jak oceniasz współpracę z PSP, Policją czy WOT?

Bardzo dobrze. Wspólne ćwiczenia z Policją, PSP i OSP oraz WOT sprawiają, że podczas akcji każdy wie, co robić. Nie ma chaosu. Zaufanie buduje się wcześniej, nie w trakcie działań. To fundament skutecznej współpracy.

Jak sprawdza się aplikacja SIRON w poszukiwaniach?

SIRON jest idealny do poszukiwań – prosty, intuicyjny, pozwala wyznaczać sektory i widzieć, kto gdzie działa. To narzędzie stworzone typowo na potrzeby poszukiwań osób zaginionych. Dzięki niemu możemy na bieżąco wprowadzać dane z wywiadu, przydzielać zadania konkretnym zespołom i kontrolować, które sektory zostały już przeszukane. Ogromnym plusem jest to, że system działa w czasie rzeczywistym – każdy członek zespołu od razu widzi aktualizacje w terenie. To skraca czas reakcji i pozwala uniknąć dublowania pracy. Dzięki aplikacji SIRON koordynatorzy mogą szybko reagować na zmiany, przesuwać zespoły i optymalizować plan działania. W praktyce oznacza to, że nie tracimy czasu na korzystanie z papierowych map i telefoniczne meldunki, od razu mamy pełen obraz sytuacji.

Jaką pełnisz rolę w grupie?

Zajmuję się organizacją działań w sztabie. Wyznaczam sektory, koordynuję patrole, dbam o logistykę. To praca mniej widowiskowa, ale kluczowa dla porządku i skuteczności poszukiwań.

Jak widzisz przyszłość MGPR?

Chcemy rozwijać się dalej – kupić nowego drona, łódkę do poszukiwań na małych jeziorach i rzekach oraz terenach podmokłych, a także lepszy samochód. Szukamy dotacji, sponsorów, ale też stawiamy na ludzi. Im więcej pasjonatów dołączy, tym większe możliwości będziemy mieli.

Co doradziłbyś tym, którzy chcą założyć podobną grupę?

Po pierwsze: nic na własną rękę, trzeba współpracować z Policją i innymi służbami. Po drugie: budować procedury i szkolić ludzi. Po trzecie: cierpliwość – to wymaga czasu i wytrwałości. Ale warto, bo ratowanie życia daje ogromną satysfakcję.

Jakie motto najlepiej oddaje waszą działalność?

„Mało mówić, celnie działać”. To esencja naszej pracy – skupiamy się na skuteczności i pomaganiu ludziom.

 

 

fot. z archiwum prywatnego Konrada Lasoty

Robert Senda Robert Senda
do góry