Rozmaitości

Złoty poziom ochrony

Kategoria: Rozmaitości

Niezależnie od kraju, niezależnie od budżetu, mamy obowiązek zapewnić strażakom najlepszy ubiór w ramach posiadanych środków. Jednak nawet brak środków nie może usprawiedliwić zejścia poniżej pewnego standardu.

Znam się na ubraniach strażackich. Śmiem nawet twierdzić, że jestem ekspertem. Spędziłem niemal 40 lat, weryfikując, co się sprawdza, a co nie. Analizowałem wyniki testów ubrań z całego świata, przeczytałem niemal wszystkie dostępne niezależne i komercyjne informacje laboratoriów testowych, producentów, dostawców i wielu innych źródeł. Dokonywałem oceny dziesiątek różnorakich zestawów ubrań, hełmów, kominiarek, rękawic i wielu modeli obuwia. Zapytany, chętnie dzielę się tym, czego się przez lata nauczyłem, ciesząc się, że mogę pomóc każdemu, kogo celem jest ochrona strażaków.

Stare i sprawdzone
W 1984 r. zostałem przeniesiony z wydziału transportu do wydziału zaopatrzenia. Nie wiedziałem wówczas nic o ubraniach czy ŚOI ani o jakimkolwiek sprzęcie, który wówczas miał chronić naszych ludzi. Tak naprawdę właściwości ochronne przedmiotów, które im wydawaliśmy, nie były nigdy omawiane i – o ile pamiętam – w mojej instytucji nie było nikogo, kto wiedziałby cokolwiek o takich produktach i mógł służyć jakąkolwiek poradą. Wydawane ŚOI nie zmieniały się od niepamiętnych już czasów. Krój kurtki pozostawał praktycznie taki sam od lat 80., poza drobnymi zmianami kołnierza. Kurtki szyte były z tkaniny wełnianej i miały ciemnogranatowy kolor, a spodnie ochronne były żółte i wykonywane z PCV. Wydawaliśmy gumowe buty, hełmy – również żółte – z prasowanego korka, a rękawic ognioochronnych i kominiarek nie wydawaliśmy w ogóle. W tamtych czasach każdy strażak otrzymywał trzy kurtki (jedną nosił, drugą trzymał w szafce, a trzecia była w pralni lub u naszego krawca w naprawie, przy czym kurtki łatwo się brudziły, a wełniana tkanina łatwo się rwała), jedne spodnie, hełm, dwie pary gumowców, jedną parę rękawic do prac brudnych i poliestrowy fular/szal, mający zapobiegać przed wlatywaniem np. drobin szkła za kołnierz.

Wszystko to nie było zbyt skuteczne. Kurtki zapewniały pewną ochronę termiczną, ale bardzo ograniczoną. Nie zabezpieczały ani przed wiatrem, ani przed deszczem, a spodnie nierzadko topiły się, gdy strażak zbliżył się zbytnio do ognia. Mieliśmy 800 strażaków i wymienialiśmy rocznie 1000 par spodni z PCV. Jak widać, nie były zbyt wytrzymałe. Co więcej, zimą, w niskich temperaturach, stawały się bardzo sztywne, a ich plastikopodobne pokrycie pękało. Określaliśmy to mianem zimnych pęknięć.

36 Zloty poziom ochrony
Fot. 1. Kurtka ze zdjęcia ważyła 2,2 kg. Dla porównania – te, które wydajemy ostatnio – ważą 1,94 kg.

Norma i bezpieczeństwo
Pod koniec lat 80., po kilku poważnych wypadkach, w Wielkiej Brytanii podjęto decyzję o wprowadzeniu nowej normy na ubrania strażackie. Była to norma A26, opublikowana w 1988 r. Zawierała wskazania dotyczące wymagań termicznych, odporności na chemikalia i wodę. Te wymogi były i tak znacznie niższe niż to, czego oczekujemy dziś od ubrań specjalnych. Norma nadal wskazywała kolor ciemnogranatowy, jako jedyny spełniający wymogi. Zamiast ochrony mieliśmy jednolite barwy.

Miałem już pewną wiedzę materiałoznawczą. W 1987 r. odbyliśmy spotkanie z dużym dostawcą barier wodoodpornych, który pracował nad laminowaniem swojego produktu. Tworzył tkaninę odporną na płomień. W tamtych czasach dostępna była jedna taka tkanina, osiągalna w dwóch opcjach – z włóknami antystatycznymi lub bez. Składała się głównie z metaaramidu. Producent zapewniał, że dobrze odpowiada naszym potrzebom, zapewnia wysoki poziom ochrony i wyróżnia się wytrzymałością. Ceny produktów, które wybraliśmy, były o wiele wyższe niż dotychczasowych, tym bardziej zależało nam na jakości. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w ciągu kilku najbliższych lat odbierzemy wiele bolesnych lekcji pokazujących różnicę między normą a rzeczywistymi warunkami ochrony, które powinny zapewniać produkty. Nauczyliśmy się też, że choć to producenci wytwarzają ubrania, my jesteśmy odpowiedzialni za to, co przyjmujemy. Musimy sprawdzić, czy dostajemy to, czego zażądaliśmy. W tamtym czasie nie dokonywaliśmy jeszcze analizy zagrożeń, nie śniły nam się nawet niezależne testy naszych produktów. Zakładaliśmy, że producenci czy dostawcy znają wszystkie odpowiedzi. Opracowaliśmy własną specyfikację ubrania (kurtki i spodni) i po przeprowadzeniu postępowania przetargowego złożyliśmy zamówienie, chcąc wymienić wszystkie mundury naszych strażaków w ciągu 2 lat.

36 Zloty poziom ochrony tasmy odblaskowe
Fot. 2 Mundur z taśmami odblaskowymi

Po raz pierwszy wprowadziliśmy wtedy taśmy odblaskowe. Dostępna była wówczas jedynie srebrna taśma oferowana przez jednego dostawcę. Mam zresztą mieszane uczucia co do wykorzystywania taśm odblaskowych – większość napraw naszych ubrań polegała na wymianie lub przyszywaniu oderwanej taśmy. Nawet teraz, po latach doświadczeń i wprowadzania innowacji na rynku taśm i nici, mimo pojawienia się nowych metod mocowania, nadal trudno utrzymać zespolenie taśmy z ubraniem. Ubrania, które wtedy zamówiliśmy, były dobre, ale w trakcie ich użytkowania odkryliśmy m.in., że promieniowanie UV poważnie wpływa na ich kolor, w skrajnych przypadkach zmieniając go na zielony lub fioletowy. Nie wiedzieliśmy jednak, że wraz ze zmianą koloru tkanina się niszczy. Jej fizyczna wytrzymałość była poważnie obniżona, a odporność termiczna spadała. Nikt nie doradził nam, w jaki sposób przechowywać ubrania. Zdarzało się więc, że nowe ubrania, źle przechowywane, stawały się z czasem bezużyteczne. Okazało się także, że gdy nasi strażacy byli wystawieni na promieniowanie o stosunkowo wysokim natężeniu, barwnik wydawał się odparowywać i na tkaninie powstawały czerwonawe plamy.

Zakładaliśmy też, że skoro materiał warstwy zewnętrznej przeszedł pozytywnie testy na ścieralność, to nie tylko on, lecz także całe ubranie i krój będą bardzo wytrzymałe. To się jednak nie potwierdziło. Potrzeba było sporo czasu i pieniędzy, aby naprawiać dziury, głównie w obszarze kolan w spodniach.

Płonący instruktor
W tamtych dniach nie przechodziliśmy szkoleń z zakresu backdraftu czy rozgorzenia w kontenerach. Mieliśmy natomiast ośrodek szkolenia dla personelu morskiego. Aberdeen to centrum odwiertów morskich, więc oferowaliśmy szkolenia wielu dużym firmom, które wówczas miały siedziby w mieście.

Szkolenie było bardzo proste – wypełnialiśmy metalowe kosze drewnem suchym i moczonym w kerozynie. Robiliśmy to na dworze, a nie w pomieszczeniu. Gdy już pożar się rozwinął, uczyliśmy uczestników metod gaszenia, głównie za pomocą różnego rodzaju gaśnic. Tego rodzaju szkolenie odbywało się niemal codziennie i za każdym razem prowadzili je ci sami instruktorzy. Nie zastanawialiśmy się nad zabrudzeniami ich ubrań. Były ciemnogranatowe i plamy ciężko było nawet dostrzec. Czemu więc mielibyśmy się tym martwić? Na to pytanie wkrótce poznaliśmy odpowiedź. Podczas jednego z takich szkoleń ubranie instruktora zapaliło się. Dostałem je później, miałem przeprowadzić inspekcję. Cała warstwa zewnętrzna zniknęła, odsłaniając barierę wodoodporną. Na szczęcie inni instruktorzy przyszli koledze z pomocą i zgasili ubranie, dzięki czemu poszkodowany wyszedł ze zdarzenia z niewielkimi – biorąc pod uwagę sytuację – poparzeniami. Gdyby jednak zdarzyło się to podczas działań wewnątrz budynku, to jestem przekonany, że doprowadziłoby do poważnych obrażeń zagrażających jego życiu.

Po tym zdarzeniu wprowadziliśmy nowy proces czyszczenia i prania. Ubrudzone mundury nie mogły być używane. Zmieniliśmy też wzór ubrania, wprowadzając warstwę nieprzemakalną i nowy rodzaj bariery termicznej. Dzięki temu kontrola, naprawy i czyszczenie stały się łatwiejsze. Pozwoliło to również na wymianę samej warstwy zewnętrznej bądź wewnętrznej bez konieczności wymiany całego ubrania.

Do zapalenia ubrań dochodziło także podczas ćwiczeń i działań ratowniczych. Skutkiem były często później zniszczenia na rękawie i kurczenie się materiału na dole, w bocznej części kurtki. Takie ubrania oczywiście trzeba było wycofać z użycia.

Miarka się przebrała, kiedy jeden z naszych strażaków ponownie doznał obrażeń. Podczas gaszenia pożaru oparł się o nagrzaną stalową barierkę, przepalając warstwę zewnętrzną i wodoodporną. Poważnym obrażeniom zapobiegła na szczęście warstwa termalna. Mieliśmy już pewność, że ubrania muszą zostać zmienione na takie, które zapewnią ich użytkownikom większą ochronę. Powołaliśmy zespół, który sprawdzał wszystko, czego używaliśmy w naszym departamencie, włączając w to odzież noszoną pod ubraniem specjalnym.

Zaprosiliśmy naszego dostawcę ubrań, aby przedstawił dostępne wówczas na rynku tkaniny. Dostępna była cała gama nowych produktów, niektóre nieco podobne do tych przez nas używanych, inne całkowicie odmienne. Wkrótce planowano wprowadzić normę EN469 i – co ważne – nie określono koloru ubrania specjalnego. Wiedziałem, że Stany Zjednoczone przeprowadziły dokładne badania i opublikowały raport zatytułowany „Project fires. The final report”. Stwierdzał on:

Celem było zaprojektowanie, wyprodukowanie oraz przetestowanie w laboratoriach i w boju zintegrowanego ubrania ochronnego dla strażaków, które wychodziłyby naprzeciw znanym ograniczeniom istniejącego wyposażenia, wliczając w to poważną ekspozycję termiczną, utrudnienia w ruchu oraz nieodpowiednią ochronę. Szczególnie dotyczy to promieniowania cieplnego podczas zjawisk wstecznego ciągu płomienia oraz rozgorzenia. W projekcie wzięły udział Grumman Aerospace, NASA oraz przedstawiciele straży pożarnych.

Na podstawie przeprowadzonych testów wybrano połączenie 40% PBI oraz 60% paraaramidu, wykonanych technologią tkania rip stop (przeciwrozerwaniową – przyp. tłum.), które zapewnia zarówno wysoką odporność na rwanie, jak i wysoką odporność termiczną. Dodatkowo tkanina PBI/paraaramid nie pęka po ekspozycji na wysoką temperaturę, co pozwala strażakowi na ucieczkę z sytuacji zagrożenia po wystąpieniu rozgorzenia, bez pozbawiania go ochrony.

Zaaranżowaliśmy poprzez naszego dostawcę spotkanie z przedstawicielami firmy CELANESE (oddział produktów PBI), która później przekształciła się w PBI Performance Products Inc. Mieliśmy wiele obaw. Trudno się dziwić – byliśmy małą komendą straży, a zależało nam na długoterminowej współpracy. Spotkanie upewniło nas, że firma bardzo poważnie podchodzi do rynku brytyjskiego, a nasze zamówienia zostaną dostarczone.

Złota zmiana
Po ponad 100 latach używania ciemnogranatowych ubrań wielu ludziom niełatwo było pogodzić się ze zmianą materiału zewnętrznej warstwy na złoty.

Przeprowadziliśmy przegląd naszych ubrań i byliśmy w stanie przekonać kierownictwo naszej komendy o potrzebie ewaluacji ubrań z PBI. Wybraliśmy jedną zmianę, dwunastu strażaków – i zamówiliśmy po dwa zestawy ubrań wraz z nowymi hełmami, rękawicami, kominiarkami i butami. Wydaliśmy im również nowe bluzy, spodnie, podkoszulki i kurtki.

36 Zloty poziom ochrony nowy

PBI
Niektóre z tych innowacji przetrwały, a niektóre nie. Jedno jest pewne – wprowadzenie PBI było wielkim sukcesem. Ubrania były wygodne, ochrona ponadprzeciętna, a strażacy zaakceptowali tę zmianę dość szybko. Wiedzieliśmy, że bycie pionierem we wprowadzeniu złotych ubrań nie będzie łatwe. Wiele osób w służbach ratowniczych przedkładało jednak kolor nad ochronę.

Do czas, kiedy wydarzył się poważny wypadek w innej komendzie w Szkocji. Kilku strażaków znalazło się w płomieniach i ledwo uszło z życiem. Używali oni nieco ulepszonych wersji używanych niegdyś przez nas ubrań. Nieświadomie dopuszczono jednak do ich zabrudzenia, przez co materiał stał się palny. Kiedy zwrócili się do nas o opinię, byliśmy już bogatsi o doświadczenia płynące z używania naszych ubrań w ekstremalnych warunkach. Mieliśmy też sporo danych z testów, przekazanych przez naszych partnerów z PBI i od dostawcy ubrań. Wyposażeni w te informacje, dosyć szybko przekonaliśmy ich, że PBI Gold to najlepszy sposób na ochronę strażaków. Po kilku latach wszystkie szkockie komendy używały już właśnie PBI Gold, mundury te zaczęły pojawiać się także w angielskich strażach.

Zobaczyć na żywo
Na ten szkocki krok milowy w dziedzinie ubrań specjalnych miała wpływ wizyta przedstawicieli wszystkich komend straży w fabryce PBI w Rock Hill w Południowej Karolinie. Na miejscu mogli zobaczyć produkcję włókien PBI. Odwiedziny na Uniwersytecie Stanowym Południowej Karoliny pozwoliły zobaczyć znakomite laboratoria testowe i świetny zespół fachowców firmy. Na testy w tym laboratorium zabrałem wtedy ze sobą jedno z używanych ubrań z PBI, które miało już blisko 7 lat, przedstawiciel innej komendy przywiózł nowe, ulepszone ubranie, jeszcze w opakowaniu dostarczonym przez producenta.

Nadal mam nagranie wideo z tych testów. W laboratorium znajduje się manekin testowy zwany Pyroman, wykonany z ognioodpornej żywicy poliestrowej. Wyposażony jest w 122 czujniki ciepła typu Pyro Cal, mierzące zmiany temperatury i ciepła w ubraniu podczas próby i po niej. Próba polega na ubraniu manekina w ubranie specjalne i palenie palnikiem przez 10 s.

Po jej przeprowadzeniu mogliśmy dokonać inspekcji ubrań. Nasze stare ubranie nie straciło żadnych swoich właściwości ochronnych. To nowe – zapewniające pewien poziom ochrony, jednak niewykonane z PBI – zostało podczas testu zupełnie zniszczone. Gdyby noszący je strażak przebywał w budynku, zanim zdołałby uciec, jego ubranie doszczętnie by się spaliło.

Mieliśmy także okazję zobaczyć dynamiczny test płomienia. Dostrzegam jego zasadność, w przeciwieństwie do wielu innych. W ich przypadku jednak, mam wrażenie, głównym celem jest uzyskanie powtarzalności, a nie identyfikowanie właściwości ochronnych testowanego produktu.

W teście do próbki tkaniny na dole przymocowuje się niewielkie obciążniki, a następnie przystawiany jest do niej płomień. Pozwala to zaobserwować właściwości termiczne próbek oraz wytrzymałość mechaniczną tkaniny poddawanej płomieniowi oraz naprężeniu. Mogliśmy zobaczyć kilka testów – niektóre tkaniny poddawały się już po 2 s, podczas gdy PBI wytrzymywało 30 sek.

Wielkie wrażenie wywarł na mnie tamtejszy zespół. Głównie pracownicy z długim stażem, którzy byli całkowicie oddani swojemu produktowi, dokładnie i uczciwie badający każdy drobiazg.

Zwróciłem też uwagę na dobór partnerów przez PBI. Firma wybierała jedynie partnerów spełniających szereg ustalonych wymagań. Co więcej, nadzorowano, kto i w jaki sposób wykorzystuje tkaninę. Zatem PBI monitorowało każdy etap produkcji – od przędzenia, poprzez tkanie i wytwarzanie gotowej tkaniny, na szyciu ubrań skończywszy.

Zespół techniczny odpowiadał na każde pytanie dotyczące właściwości oraz długoterminowego utrzymania ubrań z PBI. Chętnie dzielił się wynikami testów i rzeczywiście traktował nas po partnersku przy wielu badaniach, które przeprowadzaliśmy niezależnie. Ważne jest także to, że wykorzystując wciąż te same komponenty, idealnie sprawdzające się w boju, dbali o innowacje w metodach produkcji tkanin, dzięki czemu stworzono naprawdę wyróżniające się produkty.

A zatem wszystko, czego potrzeba do ochrony strażaków, jest w zasięgu ręki. Dodatkowo można zyskać większy komfort, odporność na rwanie i ogólną wytrzymałość.

Osobiście jestem wielkim zwolennikiem niezależnych testów na manekinie, chociaż istnieje niechęć do zaliczenia ich do kanonu obowiązkowych badań w ramach EN 469. Wielu europejskich producentów uznaje, że oparzenia strażaka, uważane za akceptowalne w teście, byłyby nie do przyjęcia w rzeczywistości. Mam jednak wrażenie, że prawdziwe powody takich twierdzeń są inne…

W naszych obecnych testach uwzględniamy także oparzenia, choć nie badamy ich procentowo. Zasadnicza różnica polega na tym, że wykorzystanie manekina pozwala zidentyfikować wszystkie słabe obszary w ubraniu, sprawdzić jego krój i dopasowanie, materiały konstrukcyjne, daje też wyobrażenie o poziomie możliwych obrażeń. Jeśli poznamy słabe obszary, będzie można je udoskonalić, a to przecież bardzo ważne.

Nie zawsze obszar czy procent oparzeń jest rzeczą najistotniejszą. Równie ważne będzie ich umiejscowienie. Oczywiście wszystkie są niepożądane i powinniśmy podejmować wszelkie konieczne kroki, by je wyeliminować, ale gaszenie pożarów jest, było i zawsze będzie zajęciem niebezpiecznym. Materiały wykorzystywane do wyposażenia większości dzisiejszych wnętrz sprawiają, że pożary są bardziej dynamicznie i generują więcej ciepła niż kiedykolwiek wcześniej. Nawet najlepiej wyszkolonym strażakom, którzy wszystko zrobią prawidłowo, coś może po prostu pójść nie tak. To, czy strażak przeżyje, czy też nie, może w takim przypadku zależeć jedynie od tego, co ma na sobie.

W grudniu 2011 r. nowojorski strażak brał udział w akcji gaszenia pożaru. Podczas przeszukania obiektu droga odwrotu została odcięta. W jednej chwili nie działo się nic złego, a w kolejnej całe pomieszczenie, w którym przebywał, wypełniło się ogniem. Udało się przystawić drabinę do okna, przy którym się znajdował. Od momentu przystawienia drabiny do okna do chwili, w której strażak był w stanie uciec, minęło około 45 sek. Miał to szczęście, że departament, w którym służył, wyposażył swoich ludzi w PBI. Nie ma wątpliwości, że ocaliło mu ono życie. Doznał poważnych oparzeń, jednak najważniejsze obszary ciała były odpowiednio chronione, dzięki czemu rehabilitacja przebiegła znakomicie.

***
Zapamiętajcie, proszę: zapewnienie ochrony strażakom to wasze zadanie – nie producentów, nie ludzi od norm i standardów. Musicie wybrać poziom ochrony dostosowany do potrzeb. Nie bójcie się domagać tego, co jest potrzebne i nie przyjmujcie zawsze tego, co jest dostępne.

Ja, po dokonaniu wielu testów, dysponując kopiami wyników wielu innych, nie mam żadnych wątpliwości, że ubrania zawierające PBI są najlepszymi dostępnymi ubraniami, o najwyższym stopniu ochrony, na który zasługują wszyscy strażacy.

Ian Moses pracował z departamentami straży pożarnych w Szkocji przez 32 lata. Jego głównym zadaniem było zarządzanie zamówieniami publicznymi wszystkich przedmiotów ŚOI i zadaniu ochrony swoich strażaków poświęcił się z pełnym zaangażowaniem, niezależnie od uwarunkowań finansowych oraz możliwości technicznych kontrahentów. Obecnie aktywnie poświęca czas i pracę na rzecz poprawy bezpieczeństwa strażaków na całym świecie. Uznany jest za jednego z czołowych ekspertów od wszelkiego rodzaju ochron osobistych, tj. hełmów, kominiarek, rękawic, obuwia oraz ubrań do zwalczania pożarów wewnętrznych, ratownictwa technicznego a także pożarów lasów i upraw we wszystkich strefach klimatycznych na świecie. Obecnie zasiada w czterech komitetach pracujących nas normami brytyjskimi (British Standard).

Tłumaczenie: Szymon Kokot-Góra

Data publikacji: kwiecień 2015