Rozmaitości

Kubek w kubek

Kategoria: Rozmaitości

Blisko 900 kubków z motywami pożarniczymi liczy kolekcja st. bryg. Edwarda Pruskiego. To najprawdopodobniej jedyny taki kolekcjoner w Polsce. Swoje zbiory gromadzi od ponad 20 lat.

O tym, że strażacy mają różne, czasami niebezpieczne, a czasami bardzo egzotyczne hobby, przekonałam się już nie raz. Spotkanie z wytrwałym kolekcjonerem kubków było dla mnie jednak dużym zaskoczeniem. W murach poznańskiej Szkoły Aspirantów PSP, słynącej już chociażby z kolekcji naszywek Piotra Nowaczyka, miałam okazję zobaczyć ledwie kilka z kilkuset kubków.

Ten pierwszy

Pasja zakiełkowała w Bornem-Sulinowie w 1993 r. Miasto wróciło wówczas administracyjnie do Polski i zaczęło się intensywnie rozwijać. A zamysł, by utworzyć w nim jednostkę ratowniczo-gaśniczą, pojawił się już rok wcześniej. Z czasem obok JRG zaczął funkcjonować ośrodek szkolenia dla nurków. Od podstaw tworzył go właśnie m.in. st. bryg. Edward Pruski, pierwszy dowódca JRG w Bornem-Sulinowie. Pierwsze kursy nurkowe były wręcz historycznym wydarzeniem. Powstał więc pomysł, by strażacy, którzy je kończyli i rozjeżdżali się po całym kraju, otrzymywali jedyną i niepowtarzalną pamiątkę. Jaką? Strzałem w dziesiątkę okazał się kubek z nadrukiem Borne-Sulinowo i numerem kursu nurkowego. Taki właśnie kubek zapoczątkował kolekcję. – Z czasem zacząłem już coraz konsekwentniej zbierać kubki. Jeśli gdziekolwiek wyjeżdżałem, zawsze szukałem tych związanych ze strażą pożarną – mówi Edward Pruski.

Obecnie kubki znajdują się w kilku miejscach w kraju, na przykład w OSP w Niechorzu na terenie powiatu gryfickiego. W znajdujących się tam gablotach eksponowane są z kolekcją samochodów strażackich Edwarda Pruskiego. Miejsce to jest nieprzypadkowe. Ich właściciel przez dziewięć lat był komendantem powiatowym w Gryficach. Kolekcję, choć nie całą, można też było podziwiać na wystawie w gryfickim muzeum. Kolekcjoner chciałby scalić zwoje zbiory i eksponować je w jednym miejscu, na przykład gdzieś na terenie woj. zachodniopomorskiego. Dopiero wtedy widoczna będzie ich prawdziwa skala i niezwykła różnorodność. A na razie część kolekcji ma też trafić do OSP Płoty. – Ustaliłem z jej prezesem Franciszkiem Gródeckim i prezesem OSP w Rewalu posłem Konstantym Tomaszem Oświęcimskim, że skomponujemy kolekcję samochodów strażackich pana posła z moim kubkami. Oczywiście to wymaga czasu, bo też zakup samych gablot jest sporym wysiłkiem finansowym – zdradza Edward Pruski.

Ze wszystkich zakątków świata

Kolekcja mieni się feerią barw i kształtów. Znajdziemy w niej kubki z gliny, fajansu, emaliowanej stali czy grubego szkła. Z pewnością nie jest to chaotyczny zbiór. Kubki są ponumerowane i uporządkowane według klucza geograficznego: kubki z Polski według województw, pozostałe według kontynentów i krajów pochodzenia. Listę kubków Edward Pruski na bieżąco aktualizuje.

Najciekawsze egzemplarze to zdobycze z egzotycznych krajów – Nowej Zelandii, Australii, Meksyku czy Puerto Rico, ale też ze Stanów Zjednoczonych. Które egzemplarze najbardziej ceni sobie sam kolekcjoner? – Największą wartość mają chyba kubki z jednostki strażackiej najbliższej World Trade Center. W kolekcji jest ich aż cztery. Ale największy sentyment mam do kubka z The Fire Service College w Moreton in Marsh. Byłem tam na kursie pożarniczym w 1999 r. Wtedy uznawano tę szkołę za najlepszą na świecie – wspomina Edward Pruski. Kolekcja w najbliższym czasie, dzięki jego chrześnicy, poszerzy się o kubek z Chin i Argentyny. Białą plamą jest na razie Afryka – w zbiorach nie ma żadnego strażackiego kubka z tego kontynentu.

Kolekcja nie powiększałaby się w takim tempie i z takim rozmachem, gdyby nie duże zaangażowanie kolegów, znajomych, przyjaciół czy bliskich, którzy wyjeżdżając na wakacje i w podróże służbowe, pamiętają o przywiezieniu ze sobą kubka. – Tak naprawdę to innym zawdzięczam, że moja kolekcja się rozrasta. W środowisku strażackim wiele osób wie, że zbieram kubki, więc często sami z siebie, zupełnie bezinteresownie przywożą je dla mnie, jeśli tylko mają taką możliwość. Oczywiście sam często o to proszę. Czasami z dużym zażenowaniem, ale pasja jest silniejsza – śmieje się Edward Pruski. Nowe kubki pojawiają się w kolekcji także za sprawą zupełnie obcych osób, na przykład innych kolekcjonerów, którzy kubek z radością wymieniają na koszulkę, hełm czy emblemat określonej straży.

Pasja, która łączy

Nie da się w żaden sposób oszacować wartości kolekcji. Jeden kubek kosztował 30, inny 100 zł. Ciekawa jest historia kubka z Adelajdy, za który Edward Pruski częściowo sponsorował wyjazd strażakowi biorącemu udział w zawodach. No i złożyło się, że Polacy zdobyli wówczas mistrzostwo świata. Kubek okazał się więc na miarę złota. Bo też wartość kolekcji tkwi w czymś zgoła innym – niematerialnym. Ta kolekcja łączy ludzi zdeterminowanych w realizowaniu swoich pasji. St. bryg. Edward Pruski nie wyobraża sobie, że mógłby zbierać coś innego. No może ewentualnie czapki i hełmy strażackie. Zbierał je już kiedyś, lecz zrezygnował… Kubki okazały się ważniejsze.

EP

fot. Elżbieta Przyłuska, Edward Pruski 

styczeń 2016