Historia i tradycja

Krótkie dzieje przepisów pożarowych (cz. 7)

Kategoria: Historia i tradycje

Nasi pionierzy z formalnego punktu widzenia odnieśli sukces – uchwalono wreszcie, już bez ich bezpośredniego udziału [1], jednolite przepisy przeciwpożarowe dla całego kraju. Niestety, nie tworzyły one spójnie działającego systemu.

krotkie dzieje przepisow pozarowych cz7 fotÓwczesne przepisy przeciwpożarowe można podzielić na kilka grup, ze względu na źródła prawa, z których wywodziły się poszczególne gałęzie biernej ochrony przeciwpożarowej:
1) o ubezpieczeniach od ognia,
2) budowlane,
3) o ochronie przeciwpożarowej.

W artykule przedstawiony zostanie sposób działania dwóch pierwszych praw, w kolejności ukazywania się odpowiednich ustaw. Trzecie będzie tematem osobnego odcinka.

Ubezpieczenia od ognia
Sejm uchwalił 21 czerwca 1921 r. ustawę o przymusie ubezpieczeń od ognia i Polskiej Dyrekcji Ubezpieczeń Wzajemnych autorstwa Bolesława Chomicza. Główną rolę miała odgrywać wymieniona w tytule ustawy Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych (PDUW, wkrótce PZUW, a dziś PZU – na której czele stał Chomicz) oraz towarzystwa działające na wyłączonych obszarach Warszawy i byłego zaboru pruskiego.

Zasadnicze cele wytyczone przed ubezpieczycielami w ustawie nie ograniczały się do wypłacania odszkodowań za pożary. Mieli oni także wspierać budownictwo racjonalne (ogniotrwałe), wymianę pokryć dachowych na niepalne, wytwórnie niepalnych materiałów budowlanych, a także zakładanie wodociągów i straże ogniowe.

Ale już w 1923 r. Chomicz zmuszony był zrezygnować z kierowania PDUW, gdyż skłócił się z państwowymi inspektorami nadzoru ubezpieczeniowego. Powodem były z jednej strony szykany kontrolne ukierunkowane głównie na PDUW i osobę prezesa – Bolesława Chomicza, z drugiej – jednoczesne rozregulowanie rynku, spowodowane masowym nadawaniem koncesji drobnym firmom prywatnym, wyraźnie nastawionym na szybkie zebranie składek i jeszcze szybszą upadłość. Oznaczało to, że nie będzie żadnych nadwyżek na budownictwo ogniotrwałe i straże ogniowe. A przecież składka ubezpieczenia od ognia była rodzajem podatku! Chomicz uważał, że pod szyldem firm prywatnych działały towarzystwa zagraniczne, drenujące kraj z zasobów finansowych. Miał rację. Dopiero w 1937 r. wyszło na jaw, że trwały wypływ kapitału za granicę sięgnął ponad 70% wartości składek wszystkich rodzajów ubezpieczeń.

Po odejściu Chomicza z PDUW nadwyżki składkowe przeznaczano na cele budownictwa ogniotrwałego tylko sporadycznie (bardzo trudno znaleźć takie przypadki po 1925 r.). W dodatku cel dotacji finansowych był już wyłącznie jeden – wsparcie straży ogniowych, choć z ówczesnych rozporządzeń prezydenta RP wynika zupełnie co innego: w 1924 r. z nadwyżek składkowych miał powstać w PDUW fundusz pożyczek ulgowych na akcję zapobiegawczą, z możliwością wspomożenia straży ogniowych [2], a od 1927 r. nadwyżki kierowano do związków samorządowych, które miały przeznaczać te pieniądze „przedewszystkiem” na rzecz propagowania budownictwa ogniotrwałego [3]. Być może owo „przedewszystkiem” jest tu słowem kluczowym. Faktem pozostaje, że PDUW już jako PZUW pozbyło się kłopotu rozdysponowania celowego środków na rzecz przeksięgowania pieniędzy do pośredników i otrzymywania od nich sprawozdań. Zatem, praktycznie rzecz biorąc, ubezpieczyciele przestali pełnić aktywną rolę w tworzeniu budownictwa ogniotrwałego.

Od 1934 r. kierowanie pieniędzy z ubezpieczeń na rzecz akcji przeciwpożarowej zyskało ustawowy wymiar [4]: do 7% sumy zebranych przez PZUW składek przymusowych oraz do 3% składek ubezpieczeń dobrowolnych od firm komercyjnych, z tym, że pieniądze te kierowano do gmin. Gminy wydatkowały je na ogólne cele ochrony przeciwpożarowej, a szczególnie na straże ogniowe. O budownictwie ogniotrwałym nawet już nie wspominano. W dodatku nigdy nie osiągnięto pułapu 7% i 3%, gdyż rozporządzenia rządowe [5] wyznaczały ten pułap na najwyżej 4% i 2%.

A może ubezpieczeni modernizowali swoje nieruchomości, motywowani wysokością składki? PDUW opracowało taki system.

Budynki podzielono na dwa stopnie niebezpieczeństwa oraz na dwie klasy. Im niższy numer klasy i stopień, tym było bezpieczniej, a więc składka też była niższa. Stopień niebezpieczeństwa I – budynki w ramach jednej nieruchomości, położone w odległości ponad 30 m od innych nieruchomości. Stopień niebezpieczeństwa II – budynki w ramach jednej nieruchomości, położone w odległości mniejszej niż 30 m od innych nieruchomości. Klasa I – budynki mieszkalne, klasa II – składy materiałów palnych, piekarnie, wędzarnie, kuźnie, czesalnie lnu, sklepy monopolowe itp.

Na wysokość składki wpływały parametry palności ścian, a zwłaszcza pokrycia dachowego. Wyróżniano ściany murowane, mieszane i drewniane, a pokrycie dachowe – twarde (blacha, dachówka, papa systematycznie smarowana smołą, beton), miękkie (papa niesmarowana, gont, deski i dranice), słomiane (słoma, sitowie, trzcina).

Taryfa dla budowli wiejskich byłego zaboru rosyjskiego

Dział budowli stosownie do materiału ścian Budynki o pokryciu dachu Składka od 1000 zł sumy ubezpieczenia 
klasa I klasa II
I stopień niebezpieczeństwa
murowane twardym 0,60 0,80
miękkim 2,80 3,50
słomą 3,90 5,00
mieszane twardym 1,70 2,10
miękkim 3,00 3,70
słomą 4,60 5,80
drewniane twardym 2,20 2,60
miękkim 3,80 4,70
słomą 5,40 6,70
II stopień niebezpieczeństwa
murowane twardym 0,70 0,90
miękkim 3,10 3,80
słomą 4,50 5,70
mieszane twardym 1,80 2,30
miękkim 3,40 4,20
słomą 5,40 6,60
drewniane twardym 2,40 2,90
miękkim 4,30 5,40
słomą 6,20 7,80

Źródło: J. Pełka, Ubezpieczenia publiczne…, s. 51.

Oczywiście działało to głównie w taki sposób, że wywoływało złość właścicieli budynków na taksatorów mienia. Częste były przypadki zbiorowego oporu całych wsi, których mieszkańcy, uzbrojeni w widły, skutecznie opierali się czynnościom ubezpieczeniowym: „(…) lżąc inspektora osobiście i wszystkie urzędy oraz urzędników państwowych, a prócz tego grozili śmiercią (…)” [6]. Opór łamano, nakładając grzywny, zbierano składki i przybijano na budynkach metalowe tabliczki – zaświadczenia o ubezpieczeniu.

Dobroczynny wpływ wysokości składki na ubezpieczonego, by uniepalnił istniejący budynek, możliwy był tylko w teorii. Przecież nikt nie burzy domu tylko po to, by postawić go od nowa w postaci gwarantującej płacenie mniejszych składek ubezpieczeniowych! Jeżeli bowiem w najgorszym wypadku (drewniana piekarnia kryta słomą) rocznie płacono 7,8 zł od 1000 zł wartości ubezpieczonego mienia, to przy wartości 10 tys. byłoby to 78 zł. Po dziesięciu latach daje to 780 zł. Jeśli pokrycie było niepalne, zapłaciłby 290 zł. Różnica to ewentualny zysk na składce, wynoszący za okres 10 lat 490 zł. Przyjmując, że koszt samego dachu to około 25% wartości materiałowej budynku, dla nieruchomości o podanej sumie ubezpieczenia (10 tys. zł) wynosił on około 2500 zł. Tym samym zysk z obniżonej składki zamortyzowałby koszt wymiany dachu na niepalny za mniej więcej 50 lat. Te zależności rozumiał Chomicz i rozumieli je polscy propagatorzy budownictwa ogniotrwałego jeszcze z czasów zaborów, poświęcający wiele trudu i dotacji takim sprawom, jak wyrób dachówki ceramicznej, cementowej i pustaków… Co jednak zarzucono, bo łatwiej było stosować wyższą taryfę składkową, a pieniądze przeznaczać na zakup sikawek.

Wysokością składki można zaś było efektywnie regulować wyposażenie budynku w urządzenia przeciwpożarowe czy zapewnienie zaopatrzenia w wodę. Niestety, dla budownictwa mieszkalnego akurat niczego takiego nie wdrożono.

Na skutek działania systemu ubezpieczeń stan palności budynków poprawiał się głównie tam, gdzie powstawały one z popiołów, a i to pod warunkiem, że w pobliżu była cegielnia lub skład niepalnych materiałów budowlanych. W przeciwnym wypadku znów stawiano dom z drewna i słomy, który z uwagi na rachunek prawdopodobieństwa miał całkiem spore szanse spłonąć jeszcze za życia jego budowniczych.

Ogółem skutki opisanych wyżej zaniechań ubezpieczycieli były następujące: program choć częściowej wymiany pokryć dachowych na ogniotrwałe nawet nie wystartował, wodociągi finansowano sporadycznie, nie utworzono laboratorium badawczego ani nie opracowano norm technicznych z zakresu ochrony przeciwpożarowej, jak działo się to już wcześniej w Niemczech i USA. Za to postulowano do rządu o wprowadzenie dla ludności powszechnych przepisów porządkowych w zakresie ochrony przeciwpożarowej, czyli przeniesienie ciężaru działań zapobiegawczych z ubezpieczycieli na administrację.

Można oczywiście spojrzeć na te kwestie optymistycznie, jak to uczynił wieloletni redaktor naczelny PP Stanisław Pągowski w opracowaniach z 1937 i 1938 r. Oparł je na danych PZUW i Związku Straży Pożarnych RP dla terenów byłego Królestwa Kongresowego, dochodząc do opisanych poniżej ustaleń. Średnio na jeden pożar przypadało w 1936 r. tylko 2,84 zniszczonego budynku, podczas gdy przed I wojną światową aż 4,49. Poprawę autor widział w jednym tylko czynniku: wzroście liczebnym i jakościowym straży ogniowych, całkowicie pomijając rolę ubezpieczeń i przepisów budowlanych. A przecież jeśli spłonęło w tym czasie kilkaset tysięcy budynków, to znaczną część z nich (zwłaszcza w miastach) odbudowano w postaci mniej podatnej na spalenie, co musiało wpłynąć na statystyki pożarowe lat następnych. Ten strażak z zawodu i pasji zauważył jednocześnie szczególny paradoks: przy stałej poprawie wyposażenia i środków lokomocji, w dalszym ciągu dawał się dotkliwie odczuć brak wody do celów gaśniczych [7].

Rzeczywiście, bardzo dziwne, że wodociągi, baseny i studnie nie stworzyły się same. Nie da się zaprzeczyć skuteczności działań ochotniczych straży pożarnych, przypomnieć jednak należy, że cel wyznaczony przez Chomicza był następujący: 1 pożar = 1 spalony/uszkodzony budynek, nie więcej. Jeśli więc mimo każdorazowej asysty straży pożarnych nadal płonęło po kilka zabudowań w jednym pożarze, musiały za tym stać wieloletnie strukturalne zaniedbania ochrony przeciwpożarowej. Co jednak ważne, zwolennicy poglądu, że działania gaśnicze są dobre na wszystko, zauważyli brak amunicji. Od 1925 r. u „kolegów po toporze” coś wreszcie drgnęło.

Przepisy budowlane
Mimo starań Chomicza i Tuliszkowskiego zaczęło się od falstartu, który dobrze nie wróżył. Minister robót publicznych Gabriel Narutowicz podpisał rozporządzenie z 3 marca 1922 r. o treści króciutkiej, ale za to całkiem zgrabnie cofającej sprawy przeciwpożarowej ochrony budowlanej do czasów wczesnego renesansu:

§ 2. Na całym terenie b. zaboru rosyjskiego zezwala się aż do odwołania w dzielnicach miejskich, przeznaczonych pod budowle murowane po uzyskaniu pozwolenia właściwego urzędu:
1) dokonywać wszelkich napraw i przeróbek budynków drewnianych,
2) wznosić budowle drewniane przy zachowaniu obowiązujących przepisów tam, gdzie rady miejskie powezmą odnośną uchwałę.

Zatem przepis propagował (tak!) istnienie pożarów zbiorowych nawet tam, gdzie już więcej miało ich nie być.

Na szczęście w 1928 r. ukazał się przepis, z którego możemy być dumni: Prawo budowlane [8]. I nie chodzi w tym miejscu o fakt, że wreszcie jeden akt normatywny zastępował około 30 różnych ustaw i rozporządzeń o rodowodzie zaborczym, lecz o naprawdę imponujący i solidny dział ochrony przeciwpożarowej budynków. Prawo z 1928 r. stało się matką wszystkich budowlanych przepisów przeciwpożarowych i do dziś jest źródłem naszego zasobu pojęciowego w tym zakresie, choć mało kto o tym wie.

Przepisy przeciwpożarowe znalazły się w części II rozporządzenia, nazwanej Przepisy policyjno-budowlane. Te zaś dzieliły się na dwie części: Tytuł I: dla gmin miejskich i uzdrowisk, uznanych za posiadające charakter użyteczności publicznej – które dla uproszczenia będziemy dalej nazywać „miejskimi” oraz Tytuł II: dla gmin wiejskich.

Zalecenia dla budynków miejskich i wiejskich były podobne, lecz nie jednakowe, w związku z tym rozdzielono je, by uniemożliwić pomyłki. Dzięki temu przepisy były bardzo czytelne. Poniższy wybór dotyczy w większości miast, wersję odnoszącą się do terenów wiejskich przedstawiłem w sposób bardzo skrócony.

Wysokość budynków
Budynki miały być nie wyższe niż 22 m. Poza tym ich wysokość nie mogła być większa niż szerokość ulicy lub odległość między liniami zabudowy, co oznaczało tym większą swobodę rozstawienia sprzętu gaśniczego, im wyższy był budynek.

Przewidywano powstawanie budynków większych, ale z koniecznością uwzględniania dodatkowych zabezpieczeń, rozpatrywanych indywidualnie dla każdego przypadku.

Budynki ogniotrwałe i nieogniotrwałe
Budynki podzielono na ogniotrwałe i nieogniotrwałe, nie przewidując kategorii pośrednich.

Za ogniotrwałe uważa się budynki, których ściany zewnętrzne, ściany nośne (kapitalne), filary nośne i pokrycie dachu są wykonane z materjałów niezapalnych, a mianowicie: ściany i filary z kamienia, betonu, cegły i tym podobnych materjałów, a pokrycie dachu – z dachówki, blachy, papy, szkła, kamienia, łupku, cementu itp.

Zatem te budynki, których jakieś elementy nie były ogniotrwałe, zaliczano do budynków nieogniotrwałych. Jednocześnie sankcjonowano prawnie sytuację, w której palne pokrycie dachu (papa) zostało uznane za ogniotrwałe, co odpowiadało sytuacji faktycznej – trudno było je zapalić.

Zabroniono wznoszenia budynków nieogniotrwałych i krycia dachów takimi materiałami po upływie okresów przejściowych rozporządzenia. Jednocześnie określono, że budynki nieogniotrwałe nie mogą posiadać więcej od dwóch kondygnacyj (parter i jedno piętro), ale poddasze nad piętrem nie mogło być mieszkalne.

Bardzo mądrze zapisano, że zalecenia dotyczące ogniotrwałości budynków nie mają zastosowania do wolno stojących drobnych budynków, jak wychodki, altany, gołębniki itp., o ile przepisy miejscowe nie postanowią inaczej.

Odległości między budynkami
Już po krótkiej analizie przepisu można zauważyć chęć zaoszczędzenia miejsca w miastach, co przekładało się na formułowanie wymagań w zakresie odległości między budynkami. Tu zaś zasadnicze znaczenie zyskał znany nam już z niemieckiego „brandmur”, czyli „ogniomur”, nazwany swojsko murem ogniochronnym.

Odległość budynków nieogniotrwałych, nieposiadających murów ognioochronnych od strony granicy działki sąsiada lub od innego budynku na tej samej działce, powinna wynosić co najmniej: od granicy działki sąsiada - 4 metry, od budynku - 8 metrów i od stodoły - 20 metrów. (Stodoły w niektórych miastach stoją do dziś).

Mury ogniochronne pełniły dwie istotne funkcje: pozwalały na zwiększenie intensywności zabudowy, a jednocześnie potencjalny pożar zamykały w ograniczonej, łatwej do przewidzenia przestrzeni. Mogło to mieć wybitne walory taktyczne: każdy pożar miał wymiary maksymalne łatwe do przewidzenia, a zatem wytwarzał powtarzalne potrzeby ratowniczo-gaśnicze.

Mur ogniochronny zdefiniowano bardzo czytelnie: bez otworów i próżni, grubości równającej się co najmniej długości jednej cegły, wykonany z cegły palonej lub innego materjału ogniotrwałego, wyprowadzony od fundamentów przez wszystkie kondygnacje, a wystający 30 centymetrów ponad dach. Wykonywanie otworów w takim murze, wypełniane szkłem zbrojonym albo cegłami szklanymi uzależniano od uznania właściwej władzy, podobnie jak wykonanie drzwi, które gdy: (…) znajdują się na strychu, powinny być żelazne, lub drewniane obite ze wszystkich stron blachą – i tak urządzone, aby się samoczynnie szczelnie zamykały.

Mur ogniochronny należało stawiać, jeśli budynek ogniotrwały wznoszono bezpośrednio przy granicy sąsiadów oraz jeśli budynek nieogniotrwały zbliżono do tej granicy na mniej niż 4 m. Ponadto budynki ogniotrwałe, dłuższe od 25 metrów, powinny być poprzedzielane murami ogniochronnemi w odstępach co najmniej 25-metrowych przy stropach nieogniotrwałych, w odstępach zaś 40-metrowych, przy stropach ogniotrwałych (…). Mury ogniotrwałe należało stosować co 25 m w budynkach nieogniotrwałych.

Oczywiście zdarzały się budynki jednoprzestrzenne, o rozpiętości większej niż 25 m dla stropów nieogniotrwałych i 40 m dla ogniotrwałych. Tu przewidziano wyjątek: W budynkach, które ze względu na ich przeznaczenie, jak teatry, kinematografy itp., nie mogą być poprzedzielane na całej wysokości murami ogniochronnemi (…), mury ogniochronne powinny być urządzone przynajmniej w obrębie strychów. Czyli tam, gdzie pożar rozwija się najszybciej i skąd przedostaje się najłatwiej na inne budynki.

Zwalniano ze stosowania murów ogniotrwałych w budynkach wykonanych z materiałów niezapalnych, przeznaczonych do przechowywania materiałów niepalnych, ale: gdy w części budynku mieszkalnego znajdują się składy materjałów łatwopalnych, albo zakłady, używające większych palenisk, a mogące zagrażać wznieceniem pożaru z powodu sposobu dokonywania w nich produkcji lub z powodu materjałów, używanych przy produkcji – zakłady te i składy powinny być odgraniczone ogniotrwale od pozostałej części budynku.

Jak widać nie operowano wówczas pojęciami stref pożarowych, ale całkiem czytelnie określono zasady „zamykania” pożarów w określonych wymiarach za pomocą murów ogniotrwałych.

Schody ogniotrwałe
Ważnym elementem bezpieczeństwa ludzi były schody ogniotrwałe, przewidziane zawsze dla budynków o więcej niż dwóch kondygnacjach. W budynkach dwukondygnacyjnych należało je zastosować, jeśli odległość tych schodów od środka najdalszego przeznaczonego na pobyt ludzi pomieszczenia (pokoju), znajdującego się powyżej parteru, przekracza 20 metrów (schodów tych można było nie wykonywać, jeśli zastosowano dwoje schodów nieogniotrwałych).

Precyzyjnie określono, jak powinny one wyglądać: konstrukcja z materiałów ogniotrwałych, obudowa ścianami ogniotrwałymi o grubości cegły, bez otworów prowadzących do innych schodów, nad schodami i nad dostępem do nich powinny być stropy ogniotrwałe. Schody miały łączyć wszystkie kondygnacje, lecz zabroniono doprowadzania ich do piwnic (jako grożących zadymieniem schodów). No i generalna zasada: schody nie powinny znajdować się dalej, jak w odległości 25 metrów od środka najdalszego pomieszczenia (pokoju), przeznaczonego na pobyt ludzi.

Przewidziano, że lokalna władza może zażądać wykonania dodatkowych schodów ogniotrwałych w przypadkach uzasadnionych bezpieczeństwem ludzi.

Niezależnie od ogniotrwałości schodów, zabroniono urządzania pod nimi jakichkolwiek palenisk.

W zakresie parametrów ewakuacji wymiary schodów miały być następujące: szerokość użytkowa nie mniej niż 1 m, wysokość stopni do 19 cm, szerokość stopni nie mniej niż 25 cm, a w przypadku schodów zabiegowych (klinowych) – 25 cm w odległości 50 cm od ich zewnętrznej krawędzi.

Piece i kominy
Wiele miejsca poświęcono lokalizacji pieców, palenisk, przewodów kominowych i kominów. Odległość palnych materiałów konstrukcyjnych od metalowych, nagrzewających się i otwieranych części urządzeń grzewczych: nie mniej niż 50 cm, od ścian kominów – 25 cm. Przy zastosowaniu zabezpieczeń (tynkowanie elementów palnych, osłony elementów grzewczych) odległości te można było zmniejszyć o połowę. Kominy należało wznosić na własnych fundamentach, z cegły odpowiedniej jakości, z zachowaniem grubości ścian co najmniej na jedną cegłę (13 cm), z obustronnym tynkowaniem. To wtedy określono oczywistość, którą chyba zna każdy strażak:

Przy pokryciu dachu materjałem ogniotrwałym wysokość komina ponad powierzchnią dachu powinna wynosić co najmniej 30 centymetrów, a odległość górnej krawędzi komina w kierunku poziomym od powierzchni dachu – co najmniej 1 metr.
Przy pokryciu dachu materjałem nieogniotrwałym, komin powinien być wyprowadzony do wysokości 60 centymetrów ponad kalenicę.

Przepisy dla gmin wiejskich
Przepisy dla gmin wiejskich różniły się nieco od miejskich. Wymagana ogniotrwałość budynków była niższa, schody węższe (nie mniej niż 80 cm), ale odległości między budynkami wyznaczano większe.

W zakresie ogniotrwałości budynków różnica polegała na tym, że do budynków ogniotrwałych zaliczono (…) budynki o obustronnie otynkowanych ścianach z materjałów niezapalnych w szkielecie drewnianym (np. mur pruski) i o pokryciu ogniotrwałem (…).

O ile w miastach dopuszczano powstawanie budynków nieogniotrwałych, i to o dwóch kondygnacjach, dla terenów wiejskich dopuszczono jedynie jednokondygnacyjne, ale tylko tam, gdzie wcześniej nie było to zabronione.

Rozwiązano kwestię pokryć dachowych, zabraniając naprawy nieogniotrwałego pokrycia materjałem nieogniotrwałym:
a) budynków istniejących, a znajdujących się w gminach, w których pokrywanie dachów materjałem nieogniotrwałym jest zabronione i
b) budynków, które nie czynią zadość przepisom o odległościach od granic sąsiadów i od innych budynków.

Wyznaczono większe niż w miastach bezpieczne odległości od granic sąsiadów: dla budynków nieogniotrwałych – 6 metrów, a dla budynków ogniotrwałych – 3 m, jeśli ściany nie miały otworów (okien i drzwi) od strony sąsiada i 4 m, jeśli je miały.

Przy zakładaniu nowych osiedli odległość wszelkich nieogniotrwale krytych budynków od granic sąsiadów tudzież od środka przyległej drogi powinna wynosić co najmniej 15 metrów.
Dopuszczono zmniejszenie tych odległości przy zastosowaniu murów ogniochronnych.
Całkiem ostro potraktowano zabudowania gospodarcze i pomocnicze.

Odległość zwykłych budynków nieogniotrwałych od wszelkich innych budynków na tej samej działce, powinna wynosić co najmniej 12 metrów, odległość zaś budynków otwartych nieposiadających ścian, a przeznaczonych do przechowywania siana, słomy i tym podobnych materjałów łatwopalnych – co najmniej 30 metrów od wszelkich innych budynków zarówno na tej samej działce, jak i na działkach sąsiadów.
Budynki nieogniotrwałe, w których mają być urządzane kuźnie, suszarnie na owoce, len, konopie, jako też (…) wędzarnie i wogóle budynki nieogniotrwałe o większych paleniskach, powinny być wznoszone w odległości co najmniej 30 metrów zarówno od granicy sąsiadów, jak i od wszelkich innych budynków.
Cegielnie i piece do wypalania wapna powinny być urządzane jedynie poza obrębem zabudowanego obszaru osiedla, w odległości co najmniej 60 metrów od budynków mieszkalnych i od granic sąsiadów.

W praktyce
Cieszy w powyższych przepisach ich czytelność i intuicyjna łatwość stosowania. Zasmucają zaś przepisy przejściowe i wyjątki oraz uzależnianie ich stosowania od prawa miejscowego, co ostatecznie spowodowało, że „ogniotrwałe” prawo budowlane było martwe na terenie miast co najmniej 10 lat od dnia ogłoszenia. Przewidziano możliwość zaostrzenia prawa w gminie wiejskiej przez władze lokalne, lecz nie znalazła się ani jedna samobójcza władza, która była skłonna z tego prawa skorzystać. Wsie Kongresówki i Galicji poradziły sobie bez okresów przejściowych – po prostu przepisy te nie przyjęły się na ich terenach.

Zatem od postulatów o ogniotrwałości budynków Chomicza i Tuliszkowskiego ogłoszonych w „Przeglądzie Pożarniczym” w 1912 r. do ich zadziałania w praktyce, zgodnie z obowiązującym prawem, miało minąć ćwierć wieku, a nawet więcej. Traf chciał, że akurat wtedy, gdy przepisy te miały na dobre zacząć obowiązywać, wybuchła II wojna światowa.

St. bryg. Paweł Rochala jest naczelnikiem Wydziału Nadzoru Prewencyjnego w Biurze Rozpoznawania Zagrożeń KG PSP

Przypisy
[1] Zainteresowanych przyczynami odsyłamy do artykułu „O fiasku pewnej idei” PP 5/2014, s. 46-49.
[2] §§ 44 i 45 rozporządzenia prezydenta RP z dnia 10 października 1924 r. o reorganizacji Polskiej Dyrekcji Ubezpieczeń Wzajemnych (DzU nr nr 92, poz. 862).
[3] § 48 rozporządzenia prezydenta RP z dnia 27 maja 1927 r. o przymusie ubezpieczenia o ognia i o Powszechnym Zakładzie Ubezpieczeń Wzajemnych (DzU nr 92, poz. 862).
[4] Art. 39-42 ustawy z dnia 13 marca 1934 r. o ochronie przed pożarami i innemi klęskami (DzU nr 41, poz. 365).
[5] Corocznie ogłaszane rozporządzenie ministrów spraw wewnętrznych i skarbu o wysokości sum przeznaczanych na koszty akcji przeciwpożarowej.
[6] Przewodnik Ubezpieczeniowy 1925, nr 3, s. 49, cyt. za J. Pełka, Ubezpieczenia publiczne od ognia w II Rzeczypospolitej, Zeszyty Historyczne ZOSP RP nr VI, Warszawa 2007.
[7] Za P. Popiel, Stanisław Pągowski. Strażak i publicysta, redaktor „Przeglądu Pożarniczego”, Zeszyty Historyczne ZOSP RP nr III, Warszawa 2003.
[8] Art. 172-319 rozporządzenia prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 16 lutego 1928 r. o prawie budowlanem i zabudowaniu osiedli (DzU z 1928 r. nr 23, poz. 202 i 203).