Historia i tradycja

Krótkie dzieje przepisów przeciwpożarowych (cz. 6)

Kategoria: Historia i tradycje

Na terenach zaborów znaleźli się ludzie, którzy wiedzieli czym naprawdę jest ochrona przeciwpożarowa. O dziwo, ich obecność zaważyła na jej kształcie zwłaszcza tam, gdzie zaniedbania były największe – w zaborze rosyjskim, zwanym wówczas Królestwem Kongresowym.

Zaczęli oni działać jeszcze w czasach, gdy niepodległość mogła się Polakom tylko śnić. Nie od razu połączyli ochronę przeciwpożarową z niepodległością. Zaczynali więc – zgodnie z pozytywistycznym wzorcem ustawicznej pracy nad samym sobą i otoczeniem – od uformowania u strażaków solidnych podstaw skutecznego działania: umiejętności, wiedzy i postawy moralnej.

Ludzi, którzy tworzyli podstawy ochrony przeciwpożarowej, było więcej, ale ton działaniom nadawało dwóch, którzy w dzisiejszej zbiorowej strażackiej świadomości są symbolicznymi patronami: Bolesław Chomicz dla ruchu ochotniczego i Józef Tuliszkowski dla straży zawodowych. Ich sylwetki zostały szerzej omówione w książce „Przegląd Pożarniczy. Wydanie jubileuszowe 1912-2012”.

Patroni polskiego pożarnictwa narzędziem swoich działań uczynili „Przegląd Pożarniczy”, pismo poświęcone strażom ogniowym, ubezpieczeniom od ognia i budownictwu ogniotrwałemu. Te trzy elementy miały się składać na system ochrony przeciwpożarowej. Gdyby ten system powstał, bylibyśmy dziś bogatsi o jakieś 10-20 proc., bo startowalibyśmy od niezniszczonego pożarami dorobku przodków.

Na nic się nie oglądać
Nie świecić – ale pałać
Nie błagać – ale żądać
Nie marzyć – ale działać
Odzienie zwlec sutsze
Robocze suknie wzuć
Choć dni coraz krótsze
Nam myśleć wciąż o jutrze
I kuć, kuć, kuć!

Bolesław Chomicz, „Przegląd Pożarniczy” nr 10/1913, s. 3.

O co chodziło naszym patronom?
Idee te wydają się oczywiste, a sprowadzić je można do podstawowego celu, jakim było skrajne ograniczenie liczby pożarów i ich rozmiarów (najlepiej byłoby je oczywiście wyeliminować, ale pionierzy wiedzieli, że to niemożliwe). Ze zrozumieniem tego, zdawałoby się oczywistego, celu większość braci strażackiej miała, ma i długo jeszcze będzie miała problem. Nasi pionierzy nie decydowali, co jest ważniejsze: zapobieganie czy gaszenie. Dobrze wiedzieli, że samo gaszenie nie wystarczy. Aby walczyć z pożarami, należy zastosować kompletne rozwiązania systemowe. W pierwszym numerze „Przeglądu Pożarniczego” tak wypowiedział się o tym Chomicz:

Pragniemy na tem miejscu (…) narysować główne środki zaradcze, jakimi posługuje się ogół w obronie przed pożarami. Środki te dadzą się podzielić na trzy kategorie: doraźne, zapobiegawcze i ekonomiczne. (…) Straż ogniowa gasi pożar, budownictwo ogniotrwałe zapobiega szerzeniu się ognia, hamując jego rozwój, ubezpieczenie natomiast zapewnia poszkodowanemu zwrot strat materialnych.

Widzimy więc, że te trzy – napozór rozbieżne – czynniki mają jedno na celu: obronę mienia ludzkiego od wrogiego żywiołu, jakim jest pożar. Te trzy odłamy pracy kulturalnej wiążą się bezpośrednio w jedną całość i stanowić powinny pilną troskę każdego społeczeństwa [1].

Założenia były proste: wyedukować strażaków tak, by ich głos doradczy, o który z całą pewnością poproszą lokalne władze czy zwyczajni obywatele, był fachowy. By potrafili podpowiedzieć, jak i z czego postawić budynek, dlaczego warto zbudować wodociąg i studnię oraz dlaczego trzeba się ubezpieczyć od ognia.

Najpełniej idee ochrony przeciwpożarowej objawiły się w PP nr 1/1912, a potem powtarzano je kilka razy – rozbudowane o szczegóły, zmodyfikowane przez nabytą wiedzę i dostosowane do sytuacji politycznej. Ta konsekwentna praktyka zakończyła się w 1925 r., gdy nasi patroni stracili wpływ na ruch strażacki i na ubezpieczenia od ognia. Wówczas na dobre zwyciężyła przeważająca liczebnie opcja gaśnicza. Nim nastąpił ten przewrót, czy raczej powrót do tego, co najprostsze (i najmniej skuteczne), nasi protoplaści i ich współpracownicy wykonali tytaniczną pracę edukacyjno-informacyjną, która koniec końców przyniosła kilka całkiem pozytywnych efektów w postaci przepisów.

Pracę tę przedstawiam w dwóch postaciach: w krótkim ujęciu statystycznym oraz poprzez cytaty zasadniczych opracowań. Powinniśmy wiedzieć, że strażacki etos miał obejmować naprawdę sporo więcej, niż nakreślała to dobra rada z 1912 r. odnosząca się do tego, jak gasić: (…) należy palący się przedmiot uderzyć silnym prądem wody i prądownicę przetrzymać skierowaną w jedno miejsce dopóty, dopóki ono nie będzie dostatecznie polane wodą i całkiem nie zczernieje.

Ile tego było?
Artykuły o charakterze zapobiegawczym w sposób uproszczony (bo wiele z nich ma części wspólne) podzieliłem na trzy grupy. Widać, że pionierzy pożarnictwa mieli całkiem spore i aktywne grono współpracowników. I choć kiedyś byli elitą, dziś o tych ludziach niestety wiemy niewiele, a nawet nic.

Ze względu na to, że niektóre artykuły były bardzo długie (przedruki referatów i książek), publikowano je w odcinkach lub cyklach. W związku z tym za liczbę publikacji uznawałem nie liczbę tytułów, a liczbę odcinków. Jako kwalifikację tematyczną przyjmowałem myśl wiodącą w treści artykułu. Każdy artykuł został jednak uwzględniony w moim zestawieniu tylko raz.

Kilka artykułów poświęconych taktyce działań gaśniczych umieściłem w rubryce „Budownictwo ogniotrwałe”, ze względu na obszerne i fachowe przedstawienie kwesii ogniotrwałości elementów budynków i ich znaczenie w prowadzeniu działań gaśniczych. W rubryce tej nie znalazły się artykuły „taktyczne”, w których o budownictwie ogniotrwałym tylko wspomniano.

Publikacje o tematyce zapobiegania pożarom zamieszczone w PP w latach 1912-1925

Lp.

 

Autor*

Liczba publikacji
budownictwo ogniotrwałe ubezpieczenia od ognia urządzenia przeciwpożarowe i gaśnice
1 Arczyński S. inż. 1    
2 Bohusz B.   1  
3 Brzozowski T. 1    
4 Chomicz Bolesław 13 12  
5 Efenberger (główny komendant straży w Hanowerze), z niemieckiego przeł. Zagrodzki L. inż. 1    
6 Futasewicz Stanisław arch. 1    
7 Gebethner H. inż. 1    
8 Hoser Jan 1 2  
9 Jesajtis J.   1  
10 Karski K. inż. 1 1  
11 Kolebski J. inż.   1  
12 Kowalewski inż.   1 1
13 Kwiatkowski Mieczysław 1 1  
14 Ligęza J. inż.     1
15 Łukaszewicz J. inż. 3 2 1
16 Meyer dr inż., z niemieckiego przeł. Świętochowski Brunon 4    
17 Ostoja Juliusz   2  
18 Pączkiewicz K.     1
19 Rogowski Brunon inż. 1    
20 Służewski Zygmunt     1
21 Stoiński J. S.   2  
22 Szterk O.     1
23 Świętochowski Brunon 1    
24 Tuliszkowski Józef 20   10
25 Wysznacki Konstanty 9 2 3
26 Zagrodzki L. inż. 4 2  
27 Zaleski W. inż. 2    
28 Autorzy zbiorowi i anonimowi 11 3 3
  ŁĄCZNIE 76 33 22

*Zachowano oryginalny sposób podpisywania się autorów.

Jak wyglądała klęska ogniowa?
Stan przepisów przeciwpożarowych w Królestwie Kongresowym nie wyglądał najlepiej. Znawca tematu ujął to za pomocą dwóch znamiennych, a nieobecnych w ówczesnej i późniejszej praktyce pojęć: policji budowlanej i policji ogniowej [2].

Prawo (…) zaznaczyć winno swą ingerencję i w zakresie policji budowlanej, stawiając tamę nierozważnemu wznoszeniu budynków, narażonych na łatwe powstawanie i dalsze rozprzestrzenianie się ognia. Wszelako odpowiednie normy prawne, tak zwana policja ogniowa, rozwinięte są w naszym prawodawstwie nader skąpo, szczególnie zaś w stosunku do wsi. Budowanie domów włościańskich (…) wyłączone jest z pod rygoru norm budowlanych, pozostawiając całkowitą dowolność w wyborze materiałów budowlanych oraz w rozplanowaniu zagród i urządzaniu ognisk.

Jedyną uchwałą, która zachowała moc obowiązującą do dnia dzisiejszego, jest postanowienie dawnej Rady Administracyjnej z roku 1844, nakazujące murować kominy z cegły, nie zaś z desek lub chróstu z gliną, jak to miało miejsce dawnymi czasy. (…) uchwałą z dnia 13 września 1836 r. powołany został do życia przepis, na mocy którego za każde trzy nieruchomości wiejskie powinien znajdować się bosak, wiadro, drabina i.t.p. narzędzia prymitywne.

Stanowi prawnemu początków XX w. odpowiadał stan faktyczny, który przedstawiał się następująco [3].

Kraj nasz (wyłączając Warszawę) na początku roku 1911 posiadał ogółem 1 065 726 nieruchomości z 2 445 120 budynków (…) 86% budynków z drzewa, 7% – z muru i 7% – konstrukcji mieszanej. Słomą pokryto w kraju 80% budowli, gontem i.t.p. materjałami – 12% i zaledwie 8% budowli mają pokrycia ogniotrwałe (blacha, dachówka, papa i.t.p.). Tym sposobem 9/10 budowli w Królestwie mają dachy łatwo palne.

Nie pozostawało to bez wpływu na liczbę i charakter pożarów. Ludziom wrażliwym sen z powiek spędzały pożary zbiorowe (zwane też masowymi): Dla ścisłości nadmieniamy, że pożarem zbiorowym będziemy nazywali taki, który strawił jednorazowo więcej niż 25 nieruchomości [podkreślenie ówczesne, jako nieruchomość rozumiano zespół budynków na jednej działce, należących do jednego właściciela – przypis autora].

Pożary zbiorowe

Liczba pożarów Rok Spalone Straty
nieruchomości budynki
58 1904 3181 8628 1 484 670
21 1905 844 2087 383 946
34 1906 1456 4690 721 486
40 1907 2090 5890 1 045 344
38 1908 1371 3806 692 052
16 1909 405 1322 254 556
57 1910 1679 5318 924 421

Ogólne straty roczne we wszystkich pożarach (łącznie ze zbiorowymi) szacowano w 1910 r. na 10 mln rubli. Zatem jeśli w pożarze za 1 mln rubli płonęło ok. 5 tys. budynków, to rocznie paliło się w całości nawet do 50 tys. budynków. Statystycznie rzecz biorąc, żaden budynek nie miał szans przetrwać dłużej niż 50 lat.

Przebudowa jednak kraju (stosownie do wymagań bezpieczeństwa ogniowego) – z różdżki czarodziejskiej nie nastąpi – wiemy o tem dobrze. Trzeba na to dziesiątków lat i pracy planowej, mozolnej – a głównie duchem obywatelskim ożywionej.

Duch obywatelski… Trzeba było go kształtować.

Co każdy strażak wiedzieć powinien
Kształtowanie ducha oparto na sprawdzonych wzorcach zagranicznych. I choć nikt nie ukrywał, że w Rosji gdzieniegdzie stan organizacji ochrony przeciwpożarowej jest lepszy niż w Kongresówce (Gubernia Permska miała duże nasycenie strażami ogniowymi), sięgnięto do znacznie solidniejszych podstaw niż rosyjskie.

Najbliższym krajem, w którym ochrona przeciwpożarowa stała na wysokim, światowym poziomie – opartym na badaniach naukowych, były Niemcy. To stamtąd czerpano pełnymi garściami. W przypisku redakcji do cyklu artykułów dr. inż. Meyera (przekładanych przez B. Świętochowskiego) przeczytać możemy znamienne słowa: Fachowa literatura ojczysta nie posiada u nas dotychczas specjalnej pracy, traktującej o bezpieczeństwie budowli w związku z ich konstrukcją. To też pozwalamy sobie na ten skrót pracy autora niemieckiego, z nadmienieniem wszakże, że w szeregu artykułów będziemy podawali prace oryginalne, na materjale krajowym oparte [4].

To z publikacją artykułów Meyera należy wiązać karierę słowa brandmur, co spolszczano jako mur ogniowy oraz ogniomur, czyli ścianę murowaną, której pożar nie pokona. Oto jak wyglądało to wówczas w idealnej zabudowie Berlina:

Wszystkie budynki, które dotykają sąsiednich bezpośrednio i bliżej niż 6 m. położone, powinny być zabezpieczone brandmurami. Tego rodzaju brandmury powinny być minimalnie grubości 0,25 m. i powinny wychodzić w jednym ciągu przez wszystkie piętra, oraz ponad dach do wysokości 0,20 m. Dla oświetlenia wewnętrznych ubikacji [pomieszczeń – przyp. autora] dozwolone są jednakże otwory, które winny być zamurowane mocnem szkłem, minimalnej grubości 1 cm. (…) Przy długich frontach domów trzeba przeprowadzić cały na długości 40 m. brandmur. Otwory drzwiowe w takich brandmurach są dozwolone, lecz z zachowaniem szczególnych przepisów (patrz dalej rozdział „Ogniotrwałe drzwi”) [5].

Ogniomury Berlina znakomicie sprawdziły się w praktyce. W czasie II wojny światowej na Berlin zrzucono kilkanaście razy więcej bomb zapalających i burzących niż na Hamburg, a jednak nie udało się go spalić. Podwojenie ładunków nic nie dało, a ustawiczne dyskusje na ten temat, toczące się w dowództwie angielskich sił powietrznych, próbował wreszcie zakończyć amerykański inżynier pożarnictwa McElroy: (…) przedstawiając dane z niemieckiego ataku na Londyn. Podczas tego okresu nie było choćby jednego przykładu na przedostanie się ognia przez mur przeciwpożarowy [6].

A żeby nie pozostawiać wątpliwości, jaką rolę mają do odegrania strażacy, spolszczono artykuł „Walka z ogniem” autorstwa Effenbrgera – głównego komendanta straży ogniowej z Hanoweru. Zaczynał się takimi słowami:

Na wstępie do rozprawy o walce z ogniem niepodobna nie wspomnieć o czynności, która przedewszystkiem dla badaczy wypadków ogniowych doniosłe może mieć znaczenie, mianowicie: o wiedzy technicznej. (…) pragnę przekonać straże ogniowe (…) ażeby wszelkie dążenia swoje skierowały ku zdobywaniu sobie głosu decydującego w tej sprawie. (…) potrzeba koniecznie, ażeby kierownicy straży ogniowej, na podstawie wykształcenia technicznego, lub też innych czynników, zdolni byli wydawać sąd ścisły i trafny w kwestiach natury budowlanej. W takim bowiem tylko wypadku władze będą musiały liczyć się z nimi i stosować się do rad ich i wskazówek [7].

Zapamiętajmy – stwierdzenie, że strażacy powinni znać się na budownictwie oraz że odgrywają główną rolę w ochronie przeciwpożarowej budynków, opublikowano po polsku w 1912 r.

Krajowe sprawy budowlane, czyli „hygiena pożarna”
Zdawano sobie oczywiście sprawę, że budownictwa, zwłaszcza wiejskiego, nie sposób zmienić z dnia na dzień. Pionierzy mieli w tym zakresie własne doświadczenia, bo już od kilku lat z powodzeniem organizowali kursy wyrobu cegły, dachówki, pustaków przy kółkach i szkołach rolniczych oraz przygotowali narzędzia prawne do uzyskiwania kredytów dla wytwórców tych materiałów i dla przedsiębiorców otwierających ich składy. By system działał, ogniotrwały towar musiał być powszechnie dostępny.

Znamienne, że w artykule „Dachówka cementowa w budownictwie wiejskiem” [8] zmieścił się przegląd nie tylko tytułowego, zagadnienia jako najtańszego z najlepszych, lecz także technik wytwarzania strzech z domieszką gliny. Autor omówił też istotne wady dachówki z gliny palonej, wytwarzanej systemem chałupniczym, konkludując, że jeśli dachówka ma być ceramiczna, to tylko z profesjonalnej wytwórni. Szukano zatem rozwiązań optymalnych ze względu na koszt i kulturę techniczną użytkowników, ale nie zapominano o zasadniczym celu – pozbyciu się pokryć ze słomy, trzciny i gontu, będących główną przyczyną powstawania pożarów zbiorowych.

Postulaty prekursorów, choć miały radykalny cel, zakładały dojście do niego metodą drobnych kroków. Pionierzy, jak to pozytywiści, wiedzieli, że nie rewolucja pcha ludzkość do przodu, a ewolucja:

Zaznaczyliśmy (…), że opracowanie ścisłej ustawy budowlanej dla wsi z rygorem jej wykonywania napotyka duże i usprawiedliwione trudności, polegające w pierwszym rzędzie na tem, że zakaz stosowania przy budowie słomy i drzewa jest na wsi nie do urzeczywistnienia. Tu więc dla gospodarzy małorolnych rygor powinien być zastąpiony przez środki zachęty (…) – wśród których autor wymienił znane i sprawdzone wspieranie wytwórstwa materiałów ogniotrwałych, ruchu spółdzielczego z tym związanego i wydawanie materiałów popularyzatorskich, także w prasie ludowej.

Natomiast w miasteczkach rygor budowlany winien być stosowany z całą bezwzględnością. Jedynie takie postawienie sprawy może (…) zredukować pożary zbiorowe do wypadków pojedyńczych, co powinno stanowić metę ostateczną hygieny pożarnej. (…) Miasteczka bowiem nasze (…) zbudowane są wbrew najelementarniejszym zasadom bezpieczeństwa ogniowego do tego stopnia, że (…) domy, aczkolwiek postawione są nieraz z cegły, połączone są jednak drewnianymi szczytami, przepierzeniami w dachach, tworząc dzięki temu jeden łańcuch palny. (…) należy opracować cały program, polegający w pierwszej mierze na tem, ażeby zabronić stawiania nowych budowli z materjałów łatwo-palnych oraz wprowadzić zakaz odnawiania takich budowli, skazując je przez to na zanik naturalny [9].

Po I wojnie światowej pojawił się też istotny głos, mówiący, że budownictwo drewniane jest przeżytkiem nie tylko ze względu na pożary. Zauważono, że okupacja niemiecka pozbawiła kraj drewna konstrukcyjnego, które w całości kierowane jest na eksport do Niemiec, spłacających swoje zobowiązania wobec Francji. Biedni włościanie dobrego surowca na budowę ścian zatem nie dostaną. Jest zatem okazja ekonomiczna, by w miejsce drewna stosować materiały trwałe i bezpieczne pożarowo.

Nie na samym tylko budownictwie ogniotrwałym opierano metody walki z pożarami. Starano się o zachowanie odpowiednich odległości, namawiano do sadzenia żywopłotów i sadów. W ramach budownictwa uczono o pożytkach płynących z uzdatniania na potrzeby akcji gaśniczych zbiorników naturalnych, budowy zbiorników sztucznych, studni i wodociągów. Jednocześnie dążono do tego, by w każdej wsi znajdowała się jakaś sikawka, którą można by ugasić pożar, zanim się rozwinie.

Ujmujące było, że pionierzy przy propagowaniu budownictwa ogniotrwałego nie tracili z oczu spraw wyższych. Józef Tuliszkowski pisał:

Im wyżej pod względem kultury stoi jakiś naród, tem więcej posiada odrębnych znamion, które go różnią od innych narodów, tem silniejszy i mniej poddaje się obcym, a zgubnym wpływom. Cechy te i znamiona stanowią język własny narodu, obyczaje odrębne, wiara, strój zewnętrzny i sposób budowania się. (…) Jakież są te znamiona zewnętrzne polskiego budownictwa? Rzucają się nam w oczy w rdzennie polskiej wsi przedewszystkiem ściany chałup, obrysy dachu, potem okna i drzwi, ganeczek, przyzba, nakoniec sad, ogrodzenie i wrota [10].

Trzeba powiedzieć, że dążenia w zakresie budownictwa ogniotrwałego pokrywały się całościowo z programami rozwoju ubezpieczeń od ognia, no może poza „swojskim wyglądem budowli”.

Ubezpieczenia od ognia
Trudno wskazać numer PP z tego okresu, w którym nie ukazał się choćby jeden artykuł o ubezpieczeniach od ognia. Twardo stawiano kwestię podstawową: aby system działał, musiały to być ubezpieczenia na zasadach wzajemności. Komercja (ubezpieczenia dla zysku) nie wchodziły w rachubę, jako obrzydzające ideę ubezpieczeń.

Musimy też zdawać sobie sprawę, że praktycznie cała wiedza o pożarach skupiała się wówczas w towarzystwach asekuracyjnych. Stąd się brały wszelkie dane statystyczne, tu była podbudowa naukowa, stąd szły nowinki techniczne i tu też tkwiło źródło ekonomiki ochrony przeciwpożarowej. Nieco upraszczając, można powiedzieć, że gdyby dało się zarazić strażaków wiedzą i doświadczeniami ubezpieczycieli (które konsekwentnie zaszczepiano), system ochrony przeciwpożarowej zadziałałby już w latach 20. XX w.

Najwięcej o ubezpieczeniach pisał Chomicz, ale najpełniejszy obraz skuteczności ich oddziaływania, a raczej możliwości, ukazał kto inny, tylko raz – podpisany anonimowo, bo jako inż. B. Kr-ski, w artykule o przewrotnym tytule: „Wpływ ubezpieczeń od ognia na zwiększenie palności” [11]. Dane tam zawarte i dziś robią wrażenie.

Otóż autor przywołał doświadczenia – o dziwo – rosyjskie (na łamach PP starannie tego kierunku unikano), gdy w 1902 r. opracowano taryfę rabatową składek dla młynów – za: zmiany w technologii przesiewania mąki na bezpieczną – 15%, ulepszenia konstrukcyjne budynku – 30%, za całkowitą ogniotrwałość budynku – 65%, oraz dodatkowe rabaty za stałe urządzenia gaśnicze tryskaczowe i inne urządzenia zabezpieczające. W sumie rabaty obniżały składkę do 12-13% wymaganej w odniesieniu do młynów palnych i niezabezpieczonych!

Uzyskane tym sposobem wyniki palności mówiły same za siebie:

Rok Straty wobec zbioru składek Palność
1901 175% 4,3%
1902 173% 4,9%
1903 58% 2,5%
1904 45% 1,6%

Doświadczenia z młynami doprowadziły do stanu, w którym po prostu przestano ubezpieczać obiekty przemysłowe bez zabezpieczeń. Dzięki temu oświetlenie elektryczne stało się tańszem od nafty, a (…) gdzie została jeszcze nafta, świadczy jedynie o wadliwem kalkulowaniu kosztów własnych przez właścicieli zakładów.

Dzięki rabatom składkowym nastąpił niesamowity boom na urządzenia tryskaczowe. Sprinklery (…) uzyskały prawo obywatelstwa na szerszą skalę jedynie dzięki towarzystwom asekuracyjnym, które dla zakładów opatrzonych w tryskacze stosują rabat 45%. Dzięki temu koszt nakładu, jaki pociąga za sobą przeprowadzenie tryskaczy, pokrywa się rabatem taryfowym w ciągu lat 5-6 (…).

No i prawdziwy szok poznawczy: Dzięki tym właśnie czynnikom, Cesarstwo wraz z Królestwem Polskiem wyprzedziły Niemcy pod względem ilości fabryk sprinklerowanych, których w państwie Rosyjskiem liczy się około 300, w Niemczech zaś, znacznie więcej uprzemysłowionych, zaledwie około 200. Ten postęp i ta różnica tłomaczą się tem, że u nas przemysł, jako nowszy, chętnie korzysta ze wskazówek taryfowych (…).

Autor nie omieszkał stwierdzić, że doświadczenia przemysłowe można przenieść na grunt miasteczek i wsi, wzorem istniejących w świecie pozytywnych doświadczeń: Tak naprzykład, za urządzenie w miastach wodociągów nieraz ustanawia się rabat taryfowy, sięgający 10-20%, jak również za posiadanie w majątkach środków ratunkowych stosuje się 5-10% rabatu (…).

Za model docelowy pokazał doświadczenia amerykańskie: (…) tam się nie czeka biernie na stosowanie się klienta do zaleceń taryfowych, lecz dzięki sztabowi wykwalifikowanych techników, inżynierów, monterów oraz funkcjonowania specjalnych doświadczalnych stacji przeciwpożarowych sporządza się propriomotu kosztorysy, finansuje się je kosztem własnym, ubezpieczonemu zaś na mocy umowy potrąca się koszt mielioracji z premji. Tym sposobem ubezpieczenia od ognia osiągają swoje zadanie, poza swym celem ekonomicznym bowiem wpływają jednocześnie na podniesienie kultury w drodze zwiększenia bezpieczeństwa ogniowego i zmniejszenia palności.

Sprawa ubezpieczeń systematycznie szła w dobrym kierunku. W 1918 r., gdy składkę ubezpieczeniową zaczęto nazywać podatkiem ogniowym, w artykule Program hygieny pożarowej, Chomicz napisał:

Instytucja ubezpieczeń wzajemnych, czynna od 115 lat, jako posiadająca powszechny przymus w kraju, ogarnia swoim zasięgiem wszystkie 1 100 000 nieruchomości z 3 600 000 budynkami, może być przeto uważana za aparat administracji państwowej do walki z pożarami [12].

I w tę właśnie stronę to zmierzało.

Szkoła pożarniczo-budowlana
By system domknąć w kolejnym pokoleniu, należało wykuć odpowiednie kadry. Same kursy i odczyty przestały wystarczać. Coraz wyraźniej zdawano sobie też sprawę, że ambitne zadania ochrony przeciwpożarowej nie są do zrealizowana siłami samych ochotników. Uzawodowienie tej ochrony było więc nieuchronne. Najlepiej zdawał sobie z tego sprawę Tuliszkowski, który wystąpił z projektem strażackiej szkoły techniczno-budowlanej.

W 1921 r. na I Ogólnopaństwowym Zjeździe Straży Pożarnych zapadła uchwała o powołaniu takiej szkoły do życia. Niestety, cały czas na pierwszy plan wysuwały się inne sprawy. Na zjeździe w 1924 r., po trzech latach dyskusji, prezes Chomicz powiedział, że na taką szkołę jest jeszcze za wcześnie. Za to postulował utworzenie wydziału pożarniczego w jednej z istniejących szkół technicznych, który z czasem można rozbudować. Niemniej na wniosek Tuliszkowskiego uchwalono, by (…) zanim powstanie (…) szkoła pożarnicza, kursy pożarnictwa dla instruktorów były minimum 2-u miesięczne, a technika i taktyka pożarna oraz budownictwo ogniotrwałe były traktowane na kursach, jako główne przedmioty teoretyczne [13].

Jeszcze w 1924 r. Tuliszkowski opublikował broszurę o nazwie „Szkoła pożarniczo-budowlana”. Zakładał, że będzie to dwuletnia szkoła, z miesięcznymi wakacjami, gdzie kursanci będą poznawać nauki teoretyczne, jeździć do pożarów oraz uczyć się na zajęciach praktycznych (budowlanych). Zajęcia teoretyczne: 760 godzin teorii ogólnej, w tym: matematyka 80, fizyka 120, przyrodnictwo 40, historia Polski i powszechna 40, literatura 40, mechanika 80, chemia 80, technologia 80, elektrotechnika 80, topografia 40, a także zajęcia specjalne – 1160 godzin (w tym 360 godzin wiedzy pożarniczej), łącznie 1920 godzin. Do tego dochodziło 1920 godzin praktyki zawodowej.

Jaki był efekt tych wszystkich starań – już w następnych odcinkach.

St. bryg. Paweł Rochala jest naczelnikiem Wydziału Nadzoru Prewencyjnego w Biurze Rozpoznawania Zagrożeń KG PSP

Przypisy
[1] B. Chomicz, Praca społem, „Przegląd Pożarniczy” nr 1/1012, s. 3-4.
[2] B. Chomicz, Akcja przeciwpożarowa, „Przegląd Pożarniczy” nr 5/2014, s. 108.
[3] B. Chomicz, Ubezpieczenie od ognia a budownictwo kraju, „Przegląd Pożarniczy” nr 1/1912, s. 22-24.
[4] „Przegląd Pożarniczy” nr 1/1912, s. 19
[5] „Przegląd Pożarniczy” nr 1/1912, s. 20.
[6] Za J. Friedrich, Pożoga. Bombardowania Niemiec w latach 1940-1945, Warszawa 2011, s. 107.
[7] „Przegląd Pożarniczy” nr 3/1912, s. 5.
[8] W. Zaleski, „Przegląd Pożarniczy” nr 1/1912, s 22.
[9] B.Chomicz, Akcja przeciwpożarowa, „Przegląd Pożarniczy” nr 5/1914, s. 108.
[10] J. Tuliszkowski, Swojski wygląd budowli, „Przegląd Pożarniczy” nr 4/1923, s. 71-73.
[11] „Przegląd Pożarniczy” nr 1/1914, s. 24-27.
[12] „Przegląd Pożarniczy” nr 21-22/1918, s. 174-178.
[13] „Przegląd Pożarniczy” nr 16/1924, s. 236.

Data publikacji: kwiecień 2015