Historia i tradycja

Ratujcie moje ekspedientki!

Kategoria: Historia i tradycje

Podczas pożaru Bazaru de la Charité, który miał miejsce 4 maja w 1897 r. w Paryżu, zginęło 126 osób. Były to głównie kobiety.

Rok 1897 w Paryżu to największy rozkwit belle epoque (fr. La Belle Époque – piękna epoka, piękny okres, piękny czas), trwającej od zakończenia wojny francusko-pruskiej w 1871 r. do wybuchu I wojny światowej. Europie czas ten przyniósł pokój, rozwój kulturalno-społeczny i postęp techniczny (m.in. wynalezienie kina). Ale w niższych warstwach społecznych nic się nie zmieniło.

 

Bazar de la Charité

Bazar de la Charité był corocznym, pięciodniowym wydarzeniem charytatywnym na rzecz ubogich, organizowanym w maju przez francuską katolicką arystokrację. Pierwszy raz odbył się w 1885 r. i szybko stał się popularnym wydarzeniem rozpoczynającym letni sezon towarzyski. W trakcie imprezy sprzedawano różnorodne artykuły, głównie ubrania. Stoiska charytatywne prowadziły przede wszystkim kobiety z elit, którym pomagały dzieci, ubodzy krewni i służba.

Początkowo Bazar de la Charité odbywał się w wielu różnych miejscach Paryża. W 1897 r. konsorcjum organizacji dobroczynnych postanowiło jednak połączyć siły, aby ograniczyć koszty związane z organizacją imprezy, a jednocześnie zgrupować potencjalnych darczyńców. Głównym organizatorem był baron Armand de Mackau, który wynajął duży plac w przy ulicy Jean-Goujon. Miejsce to obecnie znajduje się w złotym trójkącie handlowym Paryża, przy Polach Elizejskich.

Na placu stanął tymczasowy budynek o powierzchni około 1100 m2. Był on wykonany z drewna sosnowego, przykryty dachem pokrytym smołą. Poziom podłogi został podniesiony na wysokość trzech stopni, by ukryć wióry – odpady z robót ciesielskich. Obiekt ten miał zapewnić miejsce na 22 stoiska, prowadzone pod wodzą księżnej Zofii d'Alençon – starszej siostry Elżbiety, cesarzowej Austo-Węgier, znanej jako Sissi. O randze tego wydarzenia świadczy coroczna obecność na nim nuncjusza apostolskiego, oznaczająca błogosławieństwo Watykanu i samego papieża.

Wnętrze obiektu było, można rzec, bajkowe. Ściany pokryto płócienną scenografią namalowaną przez słynnych dekoratorów wnętrz. Drewniany strop ukryty został pod markizami z modnych tkanin, a w centralnym jego punkcie zawieszono balon wypełniony gazem. Dekoracje pawilonu i poszczególnych stoisk nawiązywały do stylistyki średniowiecza. Przestrzeń zaaranżowano na kształt średniowiecznej uliczki, wykorzystując do budowy dekoracji poza drewnem i tkaninami również papier-mâché i karton. Dodatkową atrakcją dla odwiedzających bazar była możliwość odpłatnego udziału w projekcji trzech filmów braci Lumière, francuskich wynalazców kinematografii. Możliwość ta, niespełna półtora roku po pierwszej publicznej projekcji pionierów kina, ściągała tłumy – tym bardziej że obejrzeć można było m.in. ich słynny „Polewacz polany” (fr. L'Arroseur arrosé), będący niemym pierwowzorem filmu fabularnego.

Akcja charytatywna rozpoczęła się 3 maja i wzorem lat poprzednich okazała wielkim sukcesem, zarówno finansowym (już w pierwszym dniu zebrano 4500 franków), jak i towarzyskim. Rekonstrukcję średniowiecznej uliczki odwiedziły m.in. takie osobistości, jak księżna d'Alençon, generał Gustave Joseph Munier – bohater wojny francusko-pruskiej i inwazji na Meksyk, Clémence Capitaine, markiz d’Isle, malarz Camille Moreau-Nélaton czy księżna de Vendôme – siostrzenica Marii Henrietty Austriaczki, królowej belgijskiej.

Niektórzy uczestnicy imprezy, w tym operator projektora oraz kilkoro arystokratów, zgłaszało organizatorom swoje obawy dotyczące warunków bezpieczeństwa w pawilonie. Zwracali podobno uwagę na niewłaściwe oznakowanie wyjść z budynku i wiszące łatwopalne dekoracje sufitu. Organizatorzy nie przejęli się tymi obawami. Baron Mackau zapytany, czy budynek jest bezpieczny, miał rzekomo odpowiedzieć: „Oczywiście. Przecież mężczyznom nie wolno palić w środku”.

W drugim dniu wydarzenia, czyli 4 maja, około 15.00 do pawilonu przybył, jak co roku, nuncjusz papieski. Tego dnia sprzedaż szła doskonale – damy chętnie wspierały cele charytatywne, kupując na stoiskach różnego rodzaju drobiazgi i bilety na loterię fantową. Starsze dzieci zebrane były w najdalej oddalonym od wejścia pomieszczeniu, do którego prowadziło wąskie przejście. W obecności swoich opiekunów oglądały tam projekcje fotogramów. Nad wszystkim czuwała księżna Zofia – ubrana w czarną, satynową suknię z długim trenem, z pięknie upiętymi włosami, pokrytymi modnym wówczas balsamem. Jak się później okazało ­ łatwopalnym. Około 16.15 w całym pawilonie znajdowało się ponad 1600 osób.

Płonące piekło

Nagle w pomieszczeniu, w którym odbywała się projekcja, zgasła lampa projektora (oświetlany był lampą zasilaną eterem), a pomieszczenie pogrążyło się w zupełnej ciemności. Brak światła utrudniał uzupełnienie eteru w lampie. Asystent operatora, nieświadomy zagrożenia stwarzanego przez opary eteru, pośpiesznie odpalił zapałkę.

Opary eteru, które zebrały się w niewielkim pomieszczeniu, natychmiast zapaliły się od jej płomienia. Ogień błyskawicznie przeniósł się na drewniane ściany pomieszczenia i udekorowany lejącymi się tkaninami sufit. Smoła, która miała chronić budynek przed deszczem, topiła się, a jej płonące krople spadały na ludzi. W ciągu kilku minut płonął już cały pawilon. Wybuchła panika. Wszyscy próbowali w jednej chwili opuścić płonący budynek, tratując się wzajemnie. Kilka kobiet zostało zadeptanych na śmierć. Inne, ubrane w ciężkie suknie z szyfonu, nie były w stanie poruszać się wystarczająco szybko, by ocalić życie. Ich modlitwy i krzyki można było dosłyszeć z sąsiednich uliczek. W ogniu zniknęła galanteria, kurtuazja i maniery. Nie było już szacownych pań i panów, tylko ludzie próbujący ratować swoje życie, często kosztem życia innych znajdujących się w pawilonie osób. Miejsce, które zostało pobłogosławione dzień wcześniej przez ojca świętego, zamieniło się w płonące piekło. Świadkowie zdarzenia mówili o „stadach ludzkich pochodni” uciekających z budynku.

Wieść o strasznym pożarze rozeszła się błyskawicznie po okolicy. Około 16.30, niecałe 15 min od wybuchu tego przerażającego pożaru, na miejsce przybyła straż pożarna i podjęła próbę ugaszenia budynku. Niestety, pożar był już zbyt zaawansowany. Rozwijał się tak szybko i gwałtownie, że wkrótce z konstrukcji budynku nie pozostało już nic poza popiołem. Po jego ugaszeniu rozpoczęła się żmudna operacja wydobywania ze zgliszczy spalonych ciał. Strażakom pomagał pułk piechoty lądowej. Na miejscu była już obecna paryska prasa i politycy.

Ofiary

W pawilonie Bazaru de la Charité zginęło w sumie 126 osób – 116 w samym pożarze, a 10 bezpośrednio po nim, na skutek poparzeń lub zatrucia dymem. Było to 120 kobiet i zaledwie sześciu mężczyzn (w tym 14-letni i 5-letni chłopiec). Ponad 250 osób zostało poważnie rannych.

Do ofiar tego przerażającego wydarzenia należy dodatkowo zaliczyć osoby, których śmierć była pośrednio związana z pożarem. Wśród nich znalazł się generał Leon de Poillouë de Saint-Mars, który zmarł na zawał serca na wieść o śmierci krewnych. 75-letni Henryk Orleański – książę d’Aumale, syn króla Ludwika Filipa Francuskiego, który dostał ataku serca 7 maja, podczas pisania ponad dwudziestu listów z kondolencjami. Był wujem męża księżnej d’Alençon.

Liczba 126 ofiar śmiertelnych jest jedynie wartością szacunkową i nie obejmuje tych, którzy zmarli później, na skutek odniesionych obrażeń. Ciała ofiar pożaru początkowo umieszczono w Pałacu de l’Industrie przy Polach Elizejskich, by rodziny mogły pomóc w identyfikacji zwłok. Nie udało się to w przypadku ponad 30 osób. O pomoc poproszono dentystę – dr. Oscara Amoedo, który na podstawie kart dentystycznych wśród zwęglonych zwłok zidentyfikował m.in. księżną d’Alençon (rozpoznał ją dzięki złotym plombom) oraz hrabinę d’Beauchamps. Opublikował on potem artykuł o roli dentystów w identyfikacji zwęglonych zwłok oraz książkę „Sztuka dentystyczna w medycynie sądowej” (fr. L'art dentaire en Medecine Legale).

Joanna d’Arc XIX-wiecznej Francji

Niekwestionowaną bohaterką tego tragicznego wydarzenia była 50-letnia księżna Zofia d’Alençon, ukochana siostra cesarzowej Sissi, która podczas pożaru dowiodła swego bohaterstwa, pomagając innym kobietom w ucieczce z płonącego piekła. Księżna odmówiła opuszczenia budynku. Gdy strażacy nakłaniali ją do ucieczki, odmówiła opuszczenia budynku, krzycząc, „Ratujcie moje ekspedientki”. Jej postawa wyróżniała się na tle innych. „Prawie jakby oczekiwała na śmierć” – stwierdziła jedna z kobiet ocalonych dzięki poświęceniu księżnej. Śmierć starszej damy obrosła legendą. W biografii Elżbiety Bawarskiej, przyszłej królowej Belgii, czytamy: „Zmarła tak szlachetnie, jak szlachetnie żyła. Zginęła, spalona żywcem w strasznej katastrofie Bazaru de la Charité w Paryżu, w maju 1897 r. Kinematograf był w tym czasie nowinką techniczną, a operator z niepojętą niezręcznością podpalił sufit nad pomieszczeniem, w którym się znajdował. Zanim podjęto jakąkolwiek próbę ewakuacji, płonął już cały sufit. Uciekający toczyli między sobą straszne walki, w których silniejsi mieli przewagę.

Wśród mężczyzn, których brutalny egoizm stłumił jakiekolwiek rycerskie odruchy, było niewielu, którzy pomyśleli o księżnej. Ci pospieszyli jej na pomoc, prosząc, aby się ratowała, próbowali ją nawet wyciągać z płomieni siłą, ale odmówiła. ­ Zostanę do ostatniej osoby – odparła. – Ratujcie innych w pierwszej kolejności. Zostało przy niej kilka sióstr zakonu św. Wincentego, gotowych – jeśli zajdzie taka potrzeba – również poświęcić swe życie. Księżna stała, siostry uklękły wkoło niej, modląc się. W miarę zbliżania się w jej stronę ognia, Zofia rozpuściła swe piękne włosy, które otuliły ją jak płaszcz. I tak właśnie widzieli ją po raz ostatni ci, którzy przeżyli katastrofę”.

Po pożarze

W ceremonii upamiętniającej niezidentyfikowane ofiary pożaru uczestniczył sam prezydent Francji – Félix Faure. Podczas mszy żałobnej 8 maja w katedrze Notre-Dame kapłan głoszący kazanie defetystycznie grzmiał, że przyczyną tragedii był „ogromny gniew Boży, spowodowany rozprzestrzenianiem nowych świeckich pojęć, idei technicznych i społecznych”. Pożar był według niego uderzeniem anioła zagłady, a ofiary zginęły, by odkupić grzechy narodu. Były to pierwsze przejawy rozłamu państwa i kościoła, do którego doszło we Francji w 1905 r.

O pożarze pisały francuskie i zagraniczne gazety. Nazajutrz po tragedii na ich łamach rozgorzała polityczna bitwa. Republikańskie tytuły obwiniały o wszystko arystokrację i wychwalały odwagę garstki prostych ludzi, którzy pomagali ofiarom uciec z płomieni. Gazety liberałów oskarżały katolickich organizatorów akcji charytatywnej i szydziły z braku Bożej pomocy po tym, jak zdarzenie zostało pobłogosławione przez nuncjusza apostolskiego. Katolicka prasa przyczyny wydarzeń upatrywała w szerzącym się braku wiary oraz w zachowaniu mężczyzn, którzy uciekając, nie pomagali kobietom, lecz je tratowali.

Opisywano też bohaterskie czyny – woźnicy, który wszedł w ogień, by ratować swoją ukochaną, ojca, który zginął, ratując swoją córkę. Pisano też o ogromnej znieczulicy świadków – podobno drzwi i bramy okolicznych domostw pozostały zamknięte, pozbawiając tym samym cierpiących pomocy i dostępu do wody. Drukowano także makabryczne opowieści o obrączkach ślubnych błyszczących na kościach palców czy grzebieniach do włosów wtopionych w skórę głowy. Jedna z kobiet przyznała się, że uciekając z płonącego pawilonu, stąpała po ludziach, którzy jeszcze żyli.

Artykuły publikowane w prasie francuskiej przedstawiały kontrastujące ze sobą obrazy, z jednej strony – bohaterstwa przedstawicieli mas, z drugiej – arystokratek, które stały się nie tylko „paniami szczodrobliwymi”, jak je nazywano, lecz także męczennicami i wojowniczkami niczym spalona na stosie Joanna d’Arc.

16 maja 1897 r. nagłówek New York Timesa krzyczał: „Tchórzostwo paryskich panów przybrało brutalną formę podczas pożaru Bazaru Charytatywnego”. W artykule pisano m.in., że uciekający z pożaru mężczyźni używali swoich lasek do bicia kobiet, które stawały im na drodze ucieczki. Autor twierdził ponadto, że nazwiska tych mężczyzn są powszechnie znane, przez co zostaną wykluczeni na zawsze ze środowiska. Ale jak pokazała historia, wykluczeni nie zostali, a elity na ten temat milczały.

Mówi się, że po pożarze około 87 tys. „pamiątek” po pożarze zostało sprzedanych ciekawskim. Baron Mackau podczas publicznego procesu został ukarany grzywną, podobnie jak dwaj technicy filmowi (operator i jego asystent), których ponadto skazano na więzienie. Ostatecznie jednak o pożar obwiniano socjalistów, anarchistów i Żydów (właścicielem placu, na którym doszło do tragedii, był Żyd).

Kaplica

Baron Mackau niedługo po katastrofie otrzymał list, w którym zarzucano mu tchórzostwo: „Jako były oficer marynarki z wielkim żalem komunikuję panu, że dowódca opuszcza swój statek ostatni”. Odkupił on plac, na którym odbywał się feralny bazar i zainicjował budowę stojącej do dziś dnia kaplicy Matki Boskiej Pocieszycielki (Notre-Dame-de-la-Consolation).

Anonimowy darczyńca przekazał na ten cel 937 438 franków, co odpowiadało wysokości datków zebranych podczas bazaru rok wcześniej. Budowę kaplicy rozpoczęto w rok po tragedii. Prowadzą do niej żelazne drzwi, za którymi stoi przeszklona gablota. Umieszczono w niej wyciągnięte z dymiących zgliszcz spalone lalki, nożyczki i inne pozostałości po tragedii.
Potomkowie ofiar po dziś dzień uczestniczą 4 maja w mszy upamiętniającej tych, którzy zginęli w pożarze.

mł. bryg. Ariadna Koniuch pełni służbę w Biurze Rozpoznawania Zagrożeń w KG PSP

Podpisy do ilustracji:

1. Dzień po katastrofie. Zdjęcie pierwotnie ukazało się w „Le Monde Illustre”. Ogień zniszczył wszystko, Wikimedia Commons
2. Wnętrze budynku przed otwarciem Bazaru de la Charité, Wikimedia Commons
3. Okładka poświęconego pożarowi ilustrowanego dodatku do paryskiego dziennika „Le Petit Journal”, z rysunkiem Osvalda Tofaniego, 16 maja 1897 r., Wikimedia Commons

marzec 2017