Prestiż i jakość

Kategoria: W ogniu pytań

O rozwoju Szkoły Głównej Służby Pożarniczej i budowaniu jej marki w społeczeństwie w rozmowie z rektorem-komendantem st. bryg. dr. hab. inż. Pawłem Kępką, profesorem SGSP.



Od września pełni pan funkcję rektora-komendanta Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Jest pan jej absolwentem i od wielu lat wykładowcą. Zna pan szkołę od wewnątrz – jej mocne i słabe strony. To pomaga, czy przeszkadza?

 

Przede wszystkim bardzo się cieszę, że zmiana na stanowisku rektora-komendanta nie spowoduje zwłoki w realizowaniu zadań, wynikającej z tego, że nowy rektor musi się wdrażać w swoje obowiązki, poznawać uczelnię, jej kadrę. Znam szkołę, jej potrzeby i cele. Wiem też, jakie są oczekiwania komendanta głównego PSP oraz ministra spraw wewnętrznych i administracji w zakresie kształcenia w SGSP. Myślę, że płynnie wdrożyłem się w swoje obowiązki. Ze szkołą jestem związany od ponad 20 lat. W 1998 r. ukończyłem studia inżynierskie i zostałem zatrudniony w rektoracie. A ponieważ władałem biegle językiem angielskim, zajmowałem się głównie współpracą międzynarodową. Uczestniczyłem m.in. w tworzeniu Wydziału Inżynierii Bezpieczeństwa Cywilnego, finansowanego ze środków unijnych. Wydział był odpowiedzią na ówczesne zapotrzebowanie straży pożarnej, ale przede wszystkim administracji publicznej. Nie istniała wtedy uczelnia, która kształciłaby ekspertów w zakresie ochrony ludności i zarządzania kryzysowego oraz zarządzania ryzykiem. Jeździliśmy za granicę, poznawaliśmy różne systemy edukacji, a potem wdrażaliśmy najlepsze rozwiązania na tym właśnie wydziale. I to zaważyło na obecnym charakterze naszej szkoły. Nie ograniczamy się tylko do kształcenia funkcjonariuszy PSP, lecz kształcimy też osoby spoza PSP, które będą zajmowały się bezpieczeństwem w administracji publicznej.

Wydział Inżynierii Bezpieczeństwa Pożarowego w czerwcu tego roku uzyskał możliwość nadawania stopnia doktora nauk technicznych. To ważna zmiana?

Tak, od 1 września mamy uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora nauk technicznych w dyscyplinie inżynieria środowiska. W praktyce wygląda to tak, że osoba, która będzie chciała uzyskać na SGSP stopień doktora, musi mieć dorobek naukowy i odbyć studia trzeciego stopnia na innej uczelni. My sami nie prowadzimy studiów doktoranckich, ponieważ nie ma w tej chwili takiej możliwości. Prowadzenie takich studiów wymaga sporych zmian organizacyjnych i kadrowych. Szkoła nie jest jeszcze na to gotowa. Docelowo chciałbym jednak, by powstały u nas regularne studia doktoranckie. Możliwość nadawania doktoratu to bardzo duży krok naprzód. Jednym z moich priorytetów jest doprowadzenie do sytuacji, w której SGSP stanie się akademią. Warunkiem jej „przekształcenia” jest jednak uzyskanie możliwości nadawania stopnia doktora w co najmniej dwóch dyscyplinach na dwóch wydziałach. Jeszcze w tym roku wystąpimy z wnioskiem o zgodę na doktoryzowanie na Wydziale Inżynierii Bezpieczeństwa Cywilnego w zakresie nauk społecznych.

Skąd potrzeba przekształcenia szkoły w akademię? Jakie będzie miało to dla niej konsekwencje?

Z pewnością nasza uczelnia miałaby większą swobodę badawczo-dydaktyczno-naukową. Nie bez znaczenia są szersze możliwości chociażby w pozyskiwaniu grantów na projekty naukowe czy nowe inwestycje związane z zapleczem naukowym i operacyjnym. Zależy mi także na tym, by stopniowo budować prestiż szkoły, nie tylko w środowisku pożarniczym, lecz także w kręgach akademickich i w społeczeństwie. Nazwa naszej uczelni jest historyczna, ale potencjalny kandydat, gdy ją słyszy, myśli, że to uczelnia tylko i wyłącznie strażacka, mundurowa. A przecież tak nie jest. Absolwenci liceów i techników powinni nas kojarzyć po prostu z dobrą marką, mieć świadomość, że oferujemy możliwość kształcenia także osobom cywilnym. Będę więc dążył do tego, by uczelnia stała się synonimem wysokiego poziomu nauczania i nowoczesnej bazy dydaktycznej w zakresie szeroko pojmowanego bezpieczeństwa. Chciałbym doprowadzić do sytuacji, w której gdy pracodawca zobaczy dyplom naszej uczelni, będzie pewny, że jej absolwent to najlepszy wybór, że on tego dyplomu nie zdobył ot tak sobie, tylko ciężką pracą.

Promocja szkoły wśród młodych ludzi, przyciągnięcie ich do niej wymaga jednak także innych działań. Może większego otwarcia się szkoły na profilaktykę bezpieczeństwa?

Zgadzam się, nie możemy być hermetyczni. Co piątek odwiedzają nas grupy przedszkolaków albo uczniowie szkół podstawowych, oglądają jednostkę ratowniczo-gaśniczą, jej wyposażenie, samochody. Pomyśleliśmy więc, że warto byłoby utworzyć w szkole „Bezpieczny dom” – pierwsze w stolicy miejsce, w którym dzieci mogłyby poznawać zagrożenia, z jakimi mogą się zetknąć w swoim domu. Powstanie w pomieszczeniach, które do tej pory pełniły funkcję pokoi gościnnych. Mamy wiele kół naukowych, jedno z nich będzie dbało o realizację tego projektu. Poza tym uczelnia otwiera się na bliższe kontakty ze szkołami średnimi. Ostatnio objęliśmy patronatem jedno z podwarszawskich liceów. Utworzono w nim klasę służby celnej, a teraz powstała także klasa strażacka.

Na wielu uniwersytetach w Polsce utworzono kierunek bezpieczeństwo wewnętrzne. Czy nie są to zbyt teoretyczne studia? Czym propozycja uniwersytetów różni się od tego, co ma do zaoferowania SGSP?

Zwróćmy przede wszystkim uwagę na to, że SGSP kształci specjalistów z zakresu bezpieczeństwa na dwóch wydziałach – Wydziale Inżynierii Bezpieczeństwa Pożarowego (jest to kierunek mundurowy) oraz Wydziale Inżynierii Bezpieczeństwa Cywilnego. Wydział pożarowy to wszelka wiedza w zakresie szeroko rozumianej ochrony przeciwpożarowej. Na wydziale cywilnym realizowane są dwa kierunki nauczania – inżynieria bezpieczeństwa i bezpieczeństwo wewnętrzne. Ten pierwszy kierunek jest stricte techniczny – jego absolwenci modelują różne zjawiska, potrafią zaprojektować systemy bezpieczeństwa, przeprowadzić analizę ryzyka. Ale przecież nie każdy chce być inżynierem, nie każdy ma predyspozycje do nauk ścisłych. Od kilku lat prowadzimy więc studia o profilu bardziej humanistycznym. Osoby, które studiują u nas bezpieczeństwo wewnętrzne, robią analizy systemu bezpieczeństwa, potrafią analizować pewne procesy dokonujące się w społecznościach lokalnych w zakresie bezpieczeństwa, znają procedury, uregulowania prawne. Absolwenci obu tych wydziałów są naprawdę bardzo dobrze przygotowani do pracy związanej z kształtowaniem bezpieczeństwa wewnętrznego na różnych poziomach i w różnych obszarach. Ich wiedza się dopełnia. Z jednej strony mamy osoby, które będą pełniły różne funkcje w straży pożarnej, z drugiej – te, które są przygotowane do wykonywania zadań na różnych szczeblach administracji publicznej. W większości przypadków spotkają się w sytuacjach różnych zdarzeń, będą ze sobą współpracować. Zatem już na etapie kształcenia mamy osiągnięty efekt synergii. Na żadnym z tych kierunków studia nie są wyłącznie teoretycznie. Prowadzimy zajęcia w laboratoriach, ćwiczenia projektowe, ćwiczenia w terenie.

Prestiż szkoły buduje się w dużej mierze, a może przede wszystkim, wysoką jakością nauczania. O SGSP słyszałam jednak różne głosy. Niektórzy twierdzą, że swoim poziomem nie dorównuje innym uczelniom technicznym w kraju. Co z tą jakością?

Nie zgodzę się, że inne uczelnie techniczne są lepsze. Proszę mi powiedzieć, który student politechniki potrafi tak dobrze modelować zagrożenia chemiczne, wybuchowe, powodziowe, jak nasi absolwenci? Kto profesjonalnie zaprojektuje system bezpieczeństwa w danym zakładzie – od ogółu do poszczególnych niuansów? Myślę, że nie ma sensu porównywanie SGSP z innymi uczelniami. Mamy swoją specyfikę i z pewnością wypełniamy niszę. Nie bez przyczyny też absolwenci szkół aspirantów niezbyt licznie wybierają studia inżynierskie w SGSP. Są bardzo wymagające w porównaniu do studiów cywilnych na innych uczelniach. Oczywiście, że jakość jest najważniejsza. I dlatego planuję powołać pełnomocnika ds. jakości kształcenia. Obecnie takiej funkcji nie ma w naszej szkole. To będzie osoba, która zajmie się między innymi weryfikowaniem efektów nauczania, chociażby na podstawie opinii studentów. Zależy mi na tym, by każda opinia wskazująca, co należałoby zmienić, usprawnić, wprowadzić, była rzetelnie brana pod uwagę. Będziemy się wtedy zastanawiali, na ile pewne zmiany są korzystne, czy warto je wprowadzać, czy nasi studenci na nich skorzystają. Ponadto zmieniły się warunki przydzielania dotacji finansowych uczelniom. Stawia się na wyższą jakość kształcenia, umiędzynarodowienie oraz odejście od masowości. Bo też co innego prowadzić ćwiczenia, gdy ma się na sali 40 osób, a co innego w dziesięcioosobowej grupie. Interakcja jest wtedy bardziej indywidualna, nastawiona na przyswajanie wiedzy, a nie na realizowanie tylko kolejnych punktów programu. Będzie liczyła się relacja mistrz – uczeń. Zależy mi na tym, by nikt naszym absolwentom nie mógł zarzucić, że czegoś nie wiedzą czy nie potrafią. I mam na myśli zarówno studia mundurowe, jak i cywilne.

Od młodych oficerów wymaga się w JRG pełnienia funkcji kierowniczych – dowódcy sekcji, zmiany, co wymaga już pewnego doświadczenia. A oni owszem, jeżdżą do pożaru w szkolnej JRG, ale nie dowodzą, są ratownikami. Jak mają przeskoczyć na ten wyższy poziom bez praktyki?

Zajęć praktycznych powinno być w czasie studiów zdecydowanie więcej. Nie wyobrażam sobie, że oficer, który kończy naszą uczelnię, jadąc na przykład do zdarzenia chemicznego, widzi je pierwszy raz w życiu. Oczywiście teoria jest niezbędna, ale powinna być przyswajana równolegle z zajęciami praktycznymi. Zaczęliśmy już podpisywać porozumienia z zakładami przemysłowymi, na mocy których przyjmą naszych studentów na praktyki i staże. Nie mówię, że praktyki do tej pory nie było, ale z pewnością powinno jej być o wiele więcej. Ja też widzę wśród naszych podchorążych niedosyt ćwiczeń. I chciałbym doprowadzić do tego, by poznali całe spektrum zagrożeń w praktyce, a jednocześnie stopniowo przesuwali się po szczeblach dowodzenia – na pierwszym roku każdy powinien pełnić funkcję ratownika w samochodzie wyjazdowym, na drugim dowódcy sekcji, a na trzecim pomagać KDR. Chciałbym trochę przemodelować pracę naszej JRG – tak, by w godzinach zajęć dydaktycznych prowadzono ćwiczenia. Oczywiście najpierw muszę się zorientować, czy mogłaby zostać wyłączona z zabezpieczenia operacyjnego terenu między godziną 8 a 14, czyli wtedy, gdy jest najmniej zdarzeń, a poziom ryzyka jest bardzo mały.

Co ze szkolnym poligonem? Czy SGSP wreszcie się go doczeka?

Mamy go. W zeszłym roku kupiliśmy od Agencji Mienia Wojskowego 27 h poligonu w Nowym Dworze Mazowieckim, niedaleko Modlina. Właściwie nic tam teraz nie ma, poza kilkoma budynkami. Podjąłem decyzję o przygotowaniu koncepcji zagospodarowania terenu. Rozważamy obecnie, jakie ćwiczenia chcemy tam przeprowadzać, jakie stanowiska wybudować i z kim ćwiczyć. Nie ukrywam, że rozpoczęcie prac na poligonie to jeden z moich priorytetów.

To w takim razie kiedy powstanie ten projekt? I skąd pozyska pan środki na tę inwestycję, bo szkoła sama jej chyba nie uniesie?

Opracowaniem koncepcji zajmie się zespół. Chciałbym, żeby projekt powstał jak najszybciej. Mówię o konkretnym dokumencie zatwierdzonym przez Senat SGSP. Niestety, szkoła nie ma wystarczających środków finansowych, by samodzielnie odpowiednio uzbroić teren i w pełni wyposażyć stanowiska, nawet w perspektywie kilku lat. Zadaniem rektora będzie więc zapewne w dużej mierze zdobycie środków finansowych, „wychodzenie ich”. W mojej wizji poligon SGSP byłby wykorzystywany przez służby mundurowe podległe MSWiA. Uczestniczenie w tym przedsięwzięciu innych instytucji i formacji pozwoliłoby nam go szybciej sfinalizować. To zresztą duży atut także z perspektywy ratowniczej – bo wtedy moglibyśmy odtworzyć całą akcję, a nie tylko jej strażacki wycinek. Środków do pozoracji nie brakuje, jestem już po rozmowach z kilkoma zakładami petrochemicznymi, które oddadzą nam fragmenty niepotrzebnych instalacji. Największym problemem jest wybudowanie odpowiedniej infrastruktury, doprowadzenie prądu, gazu, utworzenie zaplecza socjalnego dla ćwiczących.

Komendant główny PSP w wywiadzie udzielonym „Przeglądowi Pożarniczemu” stwierdził, że szkoła prowadzi zbyt mało studiów podyplomowych i kursów wpisujących się w proces doskonalenia zawodowego. Czy zamierza pan jakoś pobudzić ten obszar funkcjonowania SGSP?

Moja wizja uczelni jest taka, by każdy strażak mógł się w niej doskonalić zawodowo. A więc jeśli interesuje go logistyka, potrzebuje się w tej dziedzinie doszkolić, pogłębić swoją wiedzę – u nas powinien mieć taką możliwość. Chciałbym, by szkoła wychodziła na bieżąco naprzeciw oczekiwaniom strażaków i reagowała na zapotrzebowanie rynku. Oczywiście to sytuacja idealna, bo trzeba pamiętać, że studia podyplomowe czy różnego rodzaju kursy wymagają pewnych nakładów finansowych oraz minimalnej liczby osób, które są nimi zainteresowane. Ostatnio w ciągu krótkiego czasu otworzyliśmy studia podyplomowe z zakresu bezpieczeństwa energetyki jądrowej. Już w listopadzie odbyły się pierwsze zjazdy. Udało się je otworzyć dzięki komendantowi głównemu PSP, który dostrzegł taką potrzebę i znalazł środki na ich realizację. Było zapotrzebowanie i bardzo szybko na nie zareagowaliśmy. Musimy się do takich sytuacji dostosowywać, być elastyczni. Mogę zapewnić, że liczba szkoleń i kursów specjalistycznych dedykowanych do różnych szczebli organizacyjnych PSP i administracji publicznej wzrośnie.

Na studia podyplomowe czy niestacjonarne trafiają zazwyczaj osoby, które już gdzieś pełnią służbę, pracują. Dysponują w danej dziedzinie wiedzą i doświadczeniem. Czy nie dochodzi czasami do sytuacji, że szkolą ich teoretycy, którzy z praktyką nie mają do czynienia?

Nie słyszałem o takich przypadkach na naszej uczelni. To oczywiście byłby absurd. Nasi studenci to osoby, które świadomie się rozwijają, pokonują kolejne szczeble kariery, dokształcają się, są coraz bardziej wymagający. Patrzą, kto prowadzi zajęcia. A wśród kadry są nazwiska fachowców, ekspertów z różnych obszarów bezpieczeństwa, które przyciągają jak magnes. Tak właśnie jest w odniesieniu do studiów z zakresu bezpieczeństwa energetyki jądrowej. Będą na nich wykładali specjaliści z różnych krajów, praktycy zarządzający bezpieczeństwem w elektrowniach w całej Europie. Będę dążył do tego, by przyciągać takich wykładowców, bo oni gwarantują wysoki poziom kształcenia. Słaba obsada spowoduje, że studia wygasną. Podobnie jest, gdy rynek nasyci się specjalistami w danym zakresie.

Szkoła przechodzi obecnie zmianę statutu. Czeka ją rewolucja, czy raczej stawia pan na powolne wdrażanie pewnych zmian?

Musimy dostosować statut szkoły do nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, a także nieco przeformułować strukturę organizacyjną i funkcjonalną. Uczelnia jest taką machiną, w której efektów zmian nie widać od razu. Zmiany organizacyjne są prostsze. Dobrych i sprawdzonych rozwiązań nie będę zmieniał. Zajmę się tymi, które szwankują. Poprosiłem też swoich pracowników, by – jeśli widzą, co należy zmienić lub poprawić – mówili mi o tym. Stawiam na ewolucję SGSP. Ma być uczelnią przez duże U, a nie szkołą.

Nie boi się pan głosów krytycznych?

Nie, wręcz przeciwnie, one są potrzebne. Mam na myśli konstruktywną krytykę, pobudzającą do myślenia i działania. A nie taką, która nic nie wnosi. Czuję się odpowiedzialny za to, co robię – i dlatego słucham innych. Zmiany przede wszystkim mają przynieść rozwój i korzyść szkole oraz jej studentom. Wiele osób pokłada we mnie wielkie nadzieje związane z wyprowadzeniem SGSP z wieloletniej stagnacji. Jestem pierwszym jej absolwentem, który ma tak wysokie kwalifikacje naukowe – doktora habilitowanego na tym stanowisku. W swoim życiu zawodowym przeszedłem kilka stanowisk kierowniczych: kierownika zakładu, kierownika dwóch katedr, prodziekana, prorektora ds. naukowo-dydaktycznych i studenckich, z czego dwa ostanie stanowiska z wyboru. O dorobku naukowym świadczy habilitacja otrzymana w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni oraz doktorat w Akademii Obrony Narodowej. Bycie rektorem-komendantem SGSP to dla mnie wielkie wyróżnienie i wyzwanie, które będę realizował najlepiej, jak potrafię. 

 

st. bryg. dr hab. inż. Paweł Kępka, profesor SGSP, jest absolwentem Szkoły Głównej Służby Pożarniczej (1998), doktorem nauk wojskowych w specjalności bezpieczeństwo narodowe (2007), doktorem habilitowanym nauk społecznych w zakresie nauki o bezpieczeństwie (2016), specjalistą z zakresu ochrony ludności, zarządzania kryzysowego i zarządzania ryzykiem; ekspert NATO ds. opracowania metodyki oceny ryzyka i podatności na zagrożenia ze strony czynników chemicznych, biologicznych, radioaktywnych i promieniotwórczych w ramach Civil Emergency Planning (CEP); wykładowca, autor programów nauczania, kursów i szkoleń; kierownik, kierownik merytoryczny oraz wykonawca wielu projektów badawczych krajowych i międzynarodowych; autor monografii i kilkudziesięciu artykułów z zakresu bezpieczeństwa cywilnego

Rozmawiała Elżbieta Przyłuska, PP
fot. archiwum SGSP


grudzień 2016