Ratownictwo i ochrona ludności

Strażak w kasku?

Kategoria: Ratownictwo i ochrona ludności

Straż pożarna musi być profesjonalna i mobilna. Ma dojeżdżać do miejsca zdarzenia możliwie najszybciej i udzielić poszkodowanemu skutecznej pomocy. Bez wątpienia każdy strażak-ratownik to potrafi. Czy jednak można coś jeszcze poprawić? O tym, czy w straży pożarnej jest miejsce na motocykle, w rozmowie z Tomaszem Kulikiem.

Tomasz Kulik instruktor nauki jazdy i doskonalenia techniki jazdy na motocyklu. Szkoli kursantów, kaskaderów, ratowników i funkcjonariuszy służb mundurowych. Aktywny rezerwista Wojska Polskiego, były kierowca alarmowy Jednostki Wojskowej GROM.

W Warszawie i Krakowie działają ochotnicze formacje ratowników medycznych na motocyklach. Sprawdzają się?
Tak, to najczęściej pasjonaci, często po dwuletnich szkołach medycznych, na pewno po kursach KPP, choć zdarza się, że mają skończone wyższe studia. Pracują na etatach lub działają za darmo, jako wolontariusze. Niektórzy z nich są zawodowymi strażakami, mają doświadczenie z podziału bojowego. Taka osoba jest bezcenna podczas działań przy wypadku, a to właśnie w takich zdarzeniach ratownicy na motocyklach mogą odegrać najważniejszą rolę.
Strażak-ratownik, który dotrze do zdarzenia jako pierwszy będzie mógł udzielić pomocy medycznej. Ma też wiedzę o tym, jak może zachować się samochód po wypadku, co należy wtedy robić, a czego nie robić. Choćby przy gaszeniu silnika nie podnosić maski samochodu. Wie o tym, że poduszka powietrzna, która jeszcze nie wybuchła, może to zrobić w każdej chwili, bo temperatura pod maską doprowadzi do zgrzania przewodów elektrycznych. Trzeba więc zastosować odpowiednie zabezpieczenia, żeby taka poduszka nie wywołała dodatkowych obrażeń zarówno u poszkodowanego, jak i ratownika. Strażak doskonale wie, jak może się rozwinąć pożar pojazdu czy sytuacja na drodze. Dzięki przekazywanym drogą radiową lub na numer alarmowy informacjom, pozwoli na płynne wejście do akcji nadjeżdżającym zastępom straży pożarnej i karetkom pogotowia.
Zapanuje też nad ludźmi, zatrudni świadków zdarzenia czy gapiów do określonych działań, samemu zajmując się jedynie tym, co przerasta przeciętnego cywila.

To takie specyficzne połączenie strażaka z ratownikiem medycznym, jakbyśmy na motocyklach łączyli straż pożarną i PRM.
W wielu państwach na świecie tak właśnie jest. Karetki pogotowia ratunkowego stacjonują w jednostkach straży pożarnej, a w ich obsadzie zasiadają strażacy. W PSP mamy różne specjalizacje – ratownictwo chemiczne, wysokościowe itp. Możemy mieć także zastępy stricte medyczne, które będą radzić sobie doskonale z prądownicą i nożycami, ale przede wszystkim wyspecjalizują się w udzielaniu pierwszej pomocy. Nie widzę tutaj zagrożenia związanego z łączeniem kompetencji – kto jest pierwszy, ten działa.
Takie rozwiązanie jest sprawdzone w praktyce – i to w Polsce, w systemie, który funkcjonuje w Trójmieście. Są w nim ratownicy zawodowi i niezawodowi, są podmioty prywatne, które na motocyklach obsługują imprezy masowe: maratony, mecze, koncerty. Proszę mi wierzyć, motocykl z włączonymi sygnałami alarmowymi robi piorunujące wrażenie. Nie musi jechać szybko, żeby przedzierać się przez tłum o wiele sprawniej niż karetka.

Motocykl z ratownikiem najlepiej sprawdzi się w miastach, czy też poza nimi?
Motocykl jest nieoceniony w dużych aglomeracjach. Poza miastami nie będzie szybszy, na autostradach także nie – chyba, że mówimy o obwodnicach, np. Trójmiasta. Gdy ta trasa blokuje się z powodu byle wypadku, motocyklista dojeżdża do miejsca zdarzenia zablokowaną nitką w nieporównywalnie krótszym czasie niż jakikolwiek duży pojazd uprzywilejowany.
Zmorą dla pojazdów uprzywilejowanych są centra miast, gdzie natężenie ruchu jest bardzo duże. Motocyklista, który pokonuje odcinki drogi chodnikiem, poboczem, przemieszcza się między samochodami, a momentami fragmentami torowisk tramwajowych, czy wręcz jedzie na skróty przez tereny zielone, dojeżdża do wypadku cztery razy szybciej niż karetka pogotowia. A przecież najważniejsze czynności są do wykonania w pierwszych minutach. To one decydują często nie tylko o powrocie poszkodowanego do pełnej sprawności, lecz o jego życiu. Karetka zabiera na nosze już „obsłużonego” pacjenta, nad którym wszystko co najważniejsze zostało już zrobione. Często ofiara wypadku nie zostaje uratowana w szpitalu właśnie przez to, że pierwsza pomoc przyszła zbyt późno.

A co z możliwością wykorzystywania tych maszyn w straży pożarnej? W Polsce nie jest to raczej popularne rozwiązanie.
W Polsce nie, ale np. w Holandii straż pożarna ma w swoim systemie roty motocyklowe. Dwóch strażaków jedzie na motocyklach o podwyższonych zdolnościach terenowych. Na każdym z nich z reguły jest torba z podstawowym sprzętem do udzielania pomocy medycznej. Opatrunki, sprzęt do intubacji, AED – wszystko, co jest potrzebne w początkowym etapie działań. Oprócz tego sprzęt do rozwierania drzwi i gaszenia. Przede wszystkim chodzi o podtrzymanie poszkodowanego przy życiu do czasu przybycia karetki. Podobne rozwiązanie przyjęto w Japonii.

Z założenia, w dużych miastach jednostki straży pożarnej działające w krajowym systemie ratowniczo-gaśniczym docierają do miejsca zdarzenia w ciągu pięciu minut.
Niewątpliwie. Ale weźmy pod uwagę na przykład ulicę Grunwaldzką w Gdańsku w sezonie letnim, w weekend, gdy odbywa się zmiana turnusów. Osiągnięcie takiego czasu dotarcia do zdarzenia samochodem jest niewykonalne. Jeżeli w Warszawie dojdzie chociażby do wypadku w centrum, gdy jednocześnie miasto będzie zablokowane przez manifestację, albo na przykład ponadprzeciętne korki z powodu spalonego mostu, wtedy – choćby było to tylko trzy razy w roku – motocykl będzie niezastąpiony.
Zgodzę się z tezą, że monitoring miejski w szybki sposób może dać dyspozytorowi mnóstwo informacji. Tylko czy faktycznie osoba, która wysyła zastępy do akcji jest w stanie – niczym na filmie – po jednej prośbie telefonicznej dostać obraz z konkretnego skrzyżowania? Czy dowódca siedzący na fotelu obok kierowcy widzi np. na tablecie to, co się dzieje na takim skrzyżowaniu? W miejscowościach będącymi kurortami nadmorskimi czy górskimi, w których w okresie wakacyjnym panuje natężenie ruchu dwudziestokrotnie większe niż standardowo, pomoc może dotrzeć za późno, jeśli ratownicy będą poruszać się samochodem.

Mówił Pan o tym, że samochód podczas wypadku może zacząć się palić. Wróćmy do tego. Straż pożarna ma przecież swoje procedury i wytyczne dotyczące środków ochrony osobistej, czyli chociażby odpowiedniego ubioru. Jak ich nie naruszyć w przypadku strażaka-motocyklisty?
Wystarczy założyć strażackie ubranie specjalne na ochraniacze motocyklowe typu buzer, używane w motocrossie. Są atestowane i wytrzymałe udarowo, a przede wszystkim wygodne - zawodnicy nie mogą sobie pozwolić na niewygodny strój. Motocyklowy strój ochronny chroni więc skutecznie przed następstwami ewentualnego wypadku, natomiast ubranie specjalne przed zagrożeniami związanymi z wykonywaniem zadań strażaka.
Gdyby jedynym zagrożeniem było to, że coś może spaść na głowę, to wystarczyłby kask motocyklowy. Tak jednak nie jest. Holenderska straż pożarna ma kaski skonstruowane i atestowane do jazdy motocyklem i do działań w podwyższonej temperaturze. Myślę, że nie trzeba wyważać otwartych drzwi, wystarczy sięgnąć po rozwiązania sprawdzone w boju.

W Polsce motocykle w straży pożarnej wykorzystywano jedynie w latach 1992-1994. Zostały wycofane, gdyż uznano, że nie realizują zamiarów taktycznych PSP. Co się zmieniło?
Na pewno nie zmieniły się ich możliwości. Sądzę, że wtedy nie było po prostu pomysłu na ich zastosowanie. Nie chciałbym mówić, że komuś się nie chciało dostrzec ich potencjału, ale jednak nie został zauważony, choć jednocześnie działo się to w innych państwach. Weźmy pod uwagę sytuację, w której samochód wziął udział w karambolu i płonie. Ratownik na motocyklu, gasząc taki pożar, chroni tym samym inne samochody. Dojeżdżając na miejsce zdarzenia, od razu będzie w stanie ustalić, jakie faktycznie siły i środki są potrzebne. Osoba zgłaszająca wypadek, często nie mówi o ważnych rzeczach. Potrzebny jest doświadczony dyspozytor, żeby wypytać o wszystko, a i tak nie zawsze się to udaje. Motocyklista może wówczas uzupełnić to zgłoszenie na przykład o potrzebę zadysponowania specjalistycznej grupy. A im wcześniej dyspozytor dowie się, kogo faktycznie trzeba wysłać do danego zdarzenia, tym szybciej zostanie udzielona właściwa pomoc.

Jak więc wprowadzić motocykle do straży?
Ustawa o PSP – w przeciwieństwie do ustawy o ratownictwie medycznym – nie precyzuje, że pojazdem specjalnym może być tylko samochód. Ustawodawca używa pojęcia „pojazd specjalny”. Nie ma więc żadnego prawnego problemu. Problemem jest jedynie mentalność. Jeśli chodzi o sprzęt, to wystarczy sprawdzić, co jest skuteczne za granicą. Na dobrą sprawę wystarczy więc wybrać funkcjonariuszy i przeszkolić ich. Tylko tutaj niezwykle ważne jest – moim zdaniem – by motocykle udostępniać jedynie tym, którzy faktycznie chcą pełnić taki rodzaj służby. Rozkaz nie zastąpi pasji, a pasja pomoże szybciej przejść szkolenie. Podobne rozwiązanie zastosowano w Policji – służby na motocyklu nie pełni się z przymusu.
Co do wyszkolenia – wystarczy prawo jazdy A i dwutygodniowe intensywne szkolenie wstępne na torze, a potem coroczne odnawianie umiejętności ma kilkudniowych treningach. Taki system też już został sprawdzony w innych formacjach.

Rozmawiałam z kierowcą ratownikiem z jednej z warszawskich JRG. Mówił, że szkolenie z techniki jazdy to w PSP sfera marzeń. Czy bez tego typu szkolenia uda się skutecznie skorzystać z potencjału ratowników na motocyklach?
Zdecydowanie powinny być organizowane. Bez nich teoretycznie dałoby się zorganizować strażaków na motocyklach, ale doświadczenie podpowiada mi, że ratownicy bez odpowiedniego przygotowania są albo szybko zdejmowani z dyżurów, albo sami odchodzą.
Znam ten problem – rozmawiałem z kierowcami karetek pogotowia czy samochodów strażackich. Podstawą jest prawo jazdy, które przełożeni traktują na równi z umiejętnościami. A to nie zawsze idzie w parze. Niezależnie od tego, jakim pojazdem uprzywilejowanym ma się poruszać funkcjonariusz, powinien on przechodzić gruntowne szkolenia – wprowadzające i coroczne, podtrzymujące umiejętności. Tak się niestety nie dzieje, bo resorty nie mają na to pieniędzy. Ośrodki doskonalenia techniki jazdy są – jest więc miejsce, w którym takie szkolenie mogłoby być przeprowadzone. Co więcej, są także instruktorzy, którzy mogą je poprowadzić. Stawki jednak odstraszają, mimo że właściciele tych obiektów ustalają kwoty preferencyjne dla tych podmiotów, uznając, że to ich własny wkład w rozwój systemu ratownictwa.

Jaka osoba będzie dobrym ratownikiem na motocyklu? Prócz tego oczywiście, że musi sama chcieć.
Przede wszystkim dobrze wyszkolona. Mająca świadomość tego, w jaki sposób poruszać się pojazdem uprzywilejowanym i że może wykorzystać nie więcej niż 70 proc. możliwości motocykla, by samemu nie stać się poszkodowanym. Doświadczenie ogólne, życiowe i doświadczenie kierowcy samochodu, obserwacja innych uczestników ruchu, czytanie tego ruchu – to nieoceniona wartość. Niedoświadczony kierowca może narobić więcej kłopotów, niż przynieść korzyści.
W ochotniczych formacjach ratunkowych, w których działają motocykliści, nie ma małolatów. Średnia wieku to 36 lat. To nie jest zadanie dla młodego człowieka, gorącej głowy, któremu po włączeniu sygnałów pojazdu uprzywilejowanego wyłączy się wyobraźnia. Jako ratownicy sprawdzają się kierowcy z doświadczeniem, którzy – mówiąc wprost – już się w życiu wyszaleli. Oni nie dają się sprowokować, nie ryzykują utraty sprzętu i uszkodzenia siebie. Głupio by było, tak po prostu, przyznać się nawet przed kolegami, że karetka jechała po nich, a nie do wypadku, który mieli obsłużyć. Motocykl z sygnałami pojazdu uprzywilejowanego dać młodemu chłopakowi? Zdecydowanie nie…

A młodej kobiecie?
Jest mniej nieodpowiednia. Nie trzeba specjalnie udowadniać tezy, że generalnie kobiety są fizycznie słabsze od mężczyzn. Oczywiście istnieją wyjątki, ale udowadnianie, że jest inaczej, byłoby hipokryzją. Osobiście podziwiam dziewczyny, które pełnią służbę w formacjach mundurowych, bo według mnie mają one o wiele trudniej. Jeżeli do zadymionego pomieszczenia wchodzi pani strażak i trafia na nieprzytomnego poszkodowanego, to nikt jej nie spyta, czy jest kobietą i sobie poradzi – po prostu musi. Jeśli zatem trafi się kobieta, która fizycznie będzie w stanie poradzić sobie z tak ciężkim motocyklem, to ja jestem za.
Kobiety są ostrożniejsze, mniej brawurowe, wbrew pozorom w wielu sytuacjach działają spokojniej. Ich odporność psychiczna w warunkach stresowych także może być dla niektórych mężczyzn zaskakująca. Niezaprzeczalnie jednak więcej mężczyzn poradzi sobie z gabarytami i masą motocykla…

Jaki to powinien być motocykl i jak go wyposażyć? To zapewne nie mogą być tylko środki do udzielania pomocy medycznej.
Motocykl turystyczny, pozbawiony zbędnych rzeczy – np. siedzenia pasażera. Dzięki temu pojawia się miejsce na sprzęt. Radio i mikrofon bezprzewodowy – tutaj można spokojnie wzorować się na polskiej Policji. Torba R1, choć oczywiście nie tych gabarytów – trzeba byłoby dostosować ją do motocykla – zawierająca opatrunki, sprzęt do intubacji i AED oraz butlę z tlenem. Można też podpatrzeć jak wyposażone są motocykle w Holandii. A tamtejsze, mają sprzęt do cięcia karoserii – Rosenbauer już oferuje taki zestaw do motocykli BMW.
Jeśli zespołem ratunkowym ma być rota, to będzie łatwiej rozłożyć sprzęt na motocyklach. Na motocyklu oprócz torby R1 przewożony może być agregat proszkowy z ładunkiem 2x30 kg proszku i butla z azotem. Jest to ilość, którą można skutecznie ugasić samochód dostawczy. Przewód o odpowiedniej długości pozwoli zachować bezpieczną odległość od miejsca pożaru. Lanca wprowadzona w komorę silnikową rozprowadza środek gaśniczy pod ciśnieniem bardzo intensywnie i bardzo gwałtownie. W ten sposób zapobiega się eskalacji pożaru, co jest ważne w gęstej zabudowie, w korkach, gdzie pożar może rozprzestrzeniać się niezwykle szybko. Na drugim motocyklu mogą znajdować się nożyce do cięcia karoserii i rozwierania drzwi auta – czy to będą narzędzia hydrauliczne czy elektryczne, to osobna sprawa. Najważniejsze, by umożliwiały dotarcie do poszkodowanego możliwie szybko.

Motocykl, sprzęt – to wszystko generuje koszty, a może się okazać, że PSP motocykli jednak nie potrzebuje.
Można pozyskać od importera na okres próbny motocykle demonstracyjne – obserwować ich służbę, zrobić analizę, zbadać statystyki dojazdu, zapytać o ocenę dowódców i samych ratowników. I na tej podstawie podjąć decyzję.
Dystrybutor jest zainteresowany dostarczeniem najlepszego sprzętu, bo będzie mu zależało, by ktoś go później odkupił. Z jednej strony to dla niego prestiż, z drugiej – wymierna korzyść finansowa. Motocykle można wyposażyć elementami przygotowanymi przez firmę specjalizującą się w sprzęcie dla straży pożarnych.
Weźmy pod uwagę, że szkody powstałe w wyniku takiego pożaru to nie tylko koszty zniszczonego pojazdu. Poszkodowane osoby są wyłączone z pracy zawodowej, stają się dodatkowym obciążeniem dla rodziny, nie wspominając o nakładach związanych z zasiłkami chorobowymi itp. Każdy czynnik pomagający zmniejszać skutki wypadku jest więc wart dodatkowych środków.
Pamiętajmy, że strażacy to obecnie także ratownicy, co najmniej na poziomie KPP. I bez żadnych wątpliwości lepiej od razu udzielić podstawowej pomocy niż dopiero po dziesięciu minutach bardziej specjalistycznej, zarezerwowanej dla lekarza z SOR.

Rozmawiałam ze strażakami o tym, co sądzą o motocyklach w PSP. Pojawiły się głosy, że gdy motocyklista przyjedzie do wypadku, który będzie przekraczał jego możliwości, może zostać zlinczowany przez tłum. Będzie na miejscu, a nie będzie w stanie skutecznie działać.
To tak samo, gdy do masowego wypadku na przykład zderzenia dwóch pociągów, przyjeżdża jeden zastęp. To podobna skala problemu i poniekąd słuszna obawa, dlatego trzeba zadysponować rotę. Dwaj strażacy stanowią dla siebie wsparcie psychiczne i będą w stanie zapanować nad sytuacją, rozdzielić zadania, itd.

Czy dostrzega pan jakieś słabe strony wdrożenia do PSP funkcjonariuszy na motocyklach?
Jedyną słabą stroną, według mnie, jest zwyczajny brak chęci. Jeśli one się znajdą, znajdą się i środki na szkolenie motocyklistów – ale, co raz jeszcze mocno podkreślam, nie z tzw. łapanki, tylko osób, które chcą służyć w ten sposób. Wtedy to rozwiązanie zadziała. I nawet, jeśli od grudnia do końca lutego motocykl będzie stał w garażu, to nic mu się nie stanie, a w sezonie z pewnością się przyda. Tak samo jak sprzęt do ratownictwa wodnego – sporą część roku stoi nie używany pod pokrowcem. Poszkodowani, którzy zyskają szansę na ratunek, na wyzdrowienie i normalne życie, są na pewno warci każdych nakładów finansowych.

rozmawiała Monika Krajewska

data publikacji: czerwiec 2015