Ratownictwo i ochrona ludności

Czy nadejdzie czas statków pożarniczych…?

Kategoria: Ratownictwo i ochrona ludności

Trzynaście lat temu, w PP nr 2/2002, ukazał się artykuł pt. „Czas statków pożarniczych...?”. Był inspirowany pamiętnymi zdarzeniami, które rozegrały się w Nowym Jorku we wrześniu 2001 r.

 Przedstawiłem w nim rolę, jaką odegrały te statki (wśród nich jeden muzealny!) w działaniach ratowniczych prowadzonych po pożarze wież WTC oraz przykłady innych zdarzeń, w których udział nawodnych ciężkich środków ratowniczych był nie do przecenienia. 

Straż pożarna w Polsce dysponuje różnego rodzaju pływającymi jednostkami ratowniczymi. Niestety, na przestrzeni lat ze straży systematycznie znikał ciężki sprzęt, który był drogi w utrzymaniu – na przykład pozyskane z wojska i z powodzeniem użytkowane kutry saperskie. Część sprzętu uznawano za mało przydatny i wycofywano z użytkowania lub poprzez zawieszenie prac modernizacyjno-remontowych doprowadzano do stanu technicznego, który nie pozwalał już na dalszą eksploatację. Ponieważ ratownictwo na obszarach wodnych znajduje się w kompetencjach KSRG, kasowany sprzęt starszej generacji zastępowano mniejszymi i lżejszymi łodziami oraz pontonami. Miały zaspokajać potrzeby grup wodno-nurkowych, sprawdzając się w większości działań powodziowych czy poszukiwawczych, tak jak między innymi zakupione w dużej liczbie aluminiowe łodzie płaskodenne.

Mądry Polak po…
Punktem zwrotnym był rok 2007, kiedy po przejściu białego szkwału na mazurskich jeziorach życie straciło dwunastu żeglarzy. Ze względu na rozległość akwenów i warunki hydrologiczne (duże głębokości, prądy będące następstwem piętrzenia wody przez wiatr, ograniczona widoczność) większości ofiar nie udało się odnaleźć za pomocą powszechnie stosowanych wówczas metod, tzn. poprzez przeszukiwanie powierzchni jezior z pokładu jednostek pływających, technikami nurkowymi oraz z powietrza, przy użyciu kamer na podczerwień. W tej sytuacji na miejsce działań skierowana została grupa ratownicza z sonarem SP PSP w Bydgoszczy. Strażacy za pośrednictwem KCKRiOL skontaktowali się także z przedstawicielami Marynarki Wojennej RP, SAR i Centralnego Muzeum Morskiego, co zaowocowało wysłaniem w rejon poszukiwań specjalistów od działań podwodnych z sonarami. Równolegle podjęliśmy próby zadysponowania za pośrednictwem KCKRiOL jednostek pływających o parametrach odpowiednich do sprawienia i holowania sonaru, wyposażonych w kabinę umożliwiającą efektywną pracę operatora oraz ochronę drogiego sprzętu przed wpływem warunków atmosferycznych. Okazało się to sporym wyzwaniem, dostępne jednostki pływające, które mogły być przewiezione na miejsce prowadzonych działań, nie spełniały bowiem wymagań. W efekcie wykorzystane zostały łodzie należące do Policji i WOPR.

Te tragiczne zdarzenia przyczyniły się do pozyskania przez PSP nowoczesnych jednostek pływających – często zakupionych przy wsparciu środków zewnętrznych, również pochodzących od rozumiejących zagrożenie władz samorządowych. Są to przede wszystkim łodzie hybrydowe (RIB), wyposażone w silniki umożliwiające osiąganie dużej prędkości, obszerne pokłady pozwalające na prowadzenie resuscytacji czy zabezpieczanie prac nurkowych. Część z nich ma moduły gaśnicze i sonary. Czy jednostki takie są w straży pożarnej przydatne? Na pewno tak, gdyż w ostatnich latach można zaobserwować znaczny wzrost zainteresowania Polaków wypoczynkiem na wodzie i w jej pobliżu. Szybko rośnie liczba amatorskich jednostek pływających: żeglarskich, motorowodnych, wędkarskich czy mniejszych, jak kajaki i pontony. Pojawia się też coraz więcej komercyjnych statków spacerowych, zabierających kilkadziesiąt i więcej osób. Poza tym wiele miast, dotychczas odwróconych plecami do rzek i jezior, pod naciskiem społeczności lokalnych inwestuje w rozwój infrastruktury brzegowej służącej rekreacji. Modne staje się również mieszkanie nad wodą czy wręcz na wodzie. Powoduje to wzrost skali zagrożeń i powstanie nowych, na które powinna być przygotowana profesjonalna służba ratownicza.

Na przestrzeni lat Państwowa Straż Pożarna przeszła ogromną metamorfozę. Rozwijamy się w wielu kierunkach, rośnie bowiem zakres nakładanych na nas zadań. Doskonalimy się w nowych specjalizacjach, szczycimy udziałem w zagranicznych misjach ratowniczo-humanitarnych, ale… czy nie poświęcamy zbyt mało uwagi doskonaleniu w walce z pożarami? Nie jest to tylko moje spostrzeżenie, słyszę je także od kolegów służących w różnych częściach kraju. Cóż z tego, że statystycznie pożary to już mniej niż połowa zdarzeń, w których reagują siły KSRG – przecież jest to nadal nasze podstawowe zadanie. W tym kontekście wydaje się zasadne postawienie pytania: czy zakupione w ostatnim czasie ratownicze środki pływające przystosowane są do zwalczania pożarów? Niezwykle trudno jest skutecznie gasić pożar z jednostki do tego nieprzystosowanej, w szczególności na rzece, gdy prąd wody wyrzuca na powierzchnię smok z wężem ssawnym lub próbuje przewrócić i zatopić pompę pływającą. Należy uwzględnić siłę odrzutu wody wypływającej z pyszczka prądownicy, która ma negatywny wpływ na stabilność kursową lekkiej łodzi, utrudniając celowanie prądem w ognisko pożaru. Problematyczne jest też zbliżanie się pontonem z gumowymi burtami do palącego się obiektu, ze względu na możliwe duże promieniowanie cieplne lub kontakt z gorącymi elementami oddzielającymi się od płonącej konstrukcji.

Wyprzedzać zdarzenia
Nietrudno zgadnąć, że bezpośrednim impulsem do powstania tego artykułu był pożar mostu Łazienkowskiego w Warszawie. Zapewne powstanie rzetelna analiza tych działań ratowniczych, pozwalająca na wyciągnięcie odpowiednich wniosków. Jednakże już teraz można postawić tezę, że jeśli KDR miałby na miejscu jednostkę pływającą zdolną podać środek gaśniczy na konstrukcję mostu, to zadysponowałby ją bezzwłocznie. Przeciwnikom inwestowania w sprzęt, który bywa używany stosunkowo rzadko, proponuję przeprowadzenie analizy ryzyka, będącej iloczynem prawdopodobieństwa wystąpienia zagrożenia i skutków, jakie spowoduje. Opierając się na przykładzie przeprawy mostowej w dużym mieście, której awaria powoduje straty bezpośrednie idące w setki milionów złotych (odtworzenie mostu) oraz trudne do oszacowania, ale prawdopodobnie jeszcze wyższe straty pośrednie (np. czas spędzony przez mieszkańców w korkach, zwiększone zużycie paliwa, zatrucie środowiska itd.), łatwo dostrzec, że mimo pozornie niewielkiego zagrożenia pożarem ryzyko jest duże. Tak więc zakup odpowiedniej jednostki pływającej, zdolnej prowadzić skuteczne działania ratowniczo-gaśnicze, wydaje się zasadny.

Chciałbym się skupić nad tym, czego potrzebujemy do zabezpieczenia przed pożarem infrastruktury miejskiej, przemysłowej i transportowej zlokalizowanej w sąsiedztwie wody. Jednym z podstawowych wymogów jest zapewnienie możliwości prowadzenia i wspomagania działań gaśniczych z jednostek pływających o parametrach konstrukcyjnych i nautycznych odpowiednich do akwenu, na którym będą działać. Mam tutaj na myśli przede wszystkim zanurzenie, moc i rodzaj napędu, niepalny kadłub, pokład i nadbudówki, odporność na zderzenia z dnem i ewentualnie lodem. Wśród parametrów taktycznych za najważniejsze z naszego punktu widzenia uważam zdolność do podania z działka prądu wody i piany na znaczną odległość w biegu i na postoju oraz możliwość zasilania armatury pożarniczej znajdującej się na innych obiektach pływających lub nabrzeżu.
Rozwój techniki stoczniowej (a Polska należy do światowej czołówki w konstruowaniu i produkcji niewielkich jednostek pływających) pozwala na budowę sprzętu spełniającego opisane wyżej wymagania, który można transportować na podwoziach samochodowych. Łódź pożarnicza jadąca na miejsce działań lawetą zamiast drogą wodną często dotrze tam szybciej, albo dotrze w ogóle tylko w taki sposób. Wymaga to jednak wcześniejszego zaplanowania sposobu wodowania. Nie wszędzie jest dostępny odpowiedni slip, czasem łatwiej o miejsce do zrzucenia na wodę za pomocą dźwigu. Możliwość transportu drogowego ma jeszcze jedną szczególną zaletę – pozwala ominąć przeszkody nawigacyjne, jak np. budowle hydrotechniczne (jazy, nieczynne śluzy), czy miejscowe wypłycenia. Jest to szczególnie istotne ze względu na znaczną degradację polskich szlaków śródlądowych.

Nie tylko technika
Ze względu na postępujące ocieplenie klimatu niewłaściwe wydaje się praktykowane powszechnie zabezpieczanie sprzętu pływającego na okres zimowy w sposób, który skutkuje znacznym opóźnieniem w jego dysponowaniu. Zagrożenia w pobliżu wody w tym okresie również występują, niektóre nawet w zwiększonej skali, jak choćby wczesnowiosenne pożary roślinności na nieużytkach nadrzecznych. Przykład tegorocznej zimy pokazuje, że zalodzenie, w szczególności na rzekach, istnieje tylko okresowo. Przez resztę zimy akweny są wolne od lodu lub ma on formę śryżu, możliwą do sforsowania przez odpowiednio zaprojektowaną jednostkę.

Odwołując się ponownie do przykładu pożaru mostu w Warszawie – doskonałym pomysłem było skorzystanie z jednostki pływającej służb komunalnych. W miastach, w których funkcjonuje profesjonalna żegluga morska czy śródlądowa, stacjonują statki, które mogą być wielce pomocne w usuwaniu skutków zagrożeń. Warto z tej okazji korzystać, na zasadach określonych w sporządzonych odpowiednio wcześniej umowach cywilnoprawnych. Dają nam przecież taką możliwość przepisy dotyczące KSRG.

Powszechnie wiadomo, że nawet najlepszy sprzęt jest niewiele wart bez fachowej obsługi, stąd potrzeba doskonalenia strażaków z zakresu działań na wodach. Systematycznie biorę udział w inspekcjach gotowości operacyjnej podmiotów KSRG na terenie całego kraju. W większości JRG spotykałem różnego rodzaju jednostki pływające. Zawsze pierwsze moje pytanie do strażaków stanowiących obsadę brzmi: ile osób można bezpiecznie przewieźć tą łodzią? Najczęściej nie otrzymuję odpowiedzi w ogóle albo jest ona nieprawidłowa. Brakowało też umiejętności użytkowania wyposażenia pokładowego czy znajomości zasad zachowania na wodzie. Skierowanie strażaka na szkolenie stermotorzystów nie wystarczy. Nauczy ono tylko podstaw obsługi sprzętu pływającego, stanowiąc dopiero podstawę dalszego doskonalenia zawodowego.

Mam nadzieję, że wskazane wyżej spostrzeżenia będą pomocne przy planowaniu zabezpieczenia operacyjnego terenów leżących w sąsiedztwie akwenów. Celowe wydaje się zorganizowanie szerszej dyskusji – wzorem warsztatów, które odbyły się po tragicznej powodzi z 2007 r. Odwołując się do wspomnianego na wstępie artykułu sprzed 13 lat, zapytam ponownie: czy nadejdzie czas statków pożarniczych…?

Mł. bryg. Rafał Adamiec jest naczelnikiem Wydziału Organizacji w Biurze Kadr
i Organizacji KG PSP