Ratownictwo i ochrona ludności

Przewidzieć oczywistość

Kategoria: Ratownictwo i ochrona ludności

Wisława Szymborska w swoim słynnym wierszu pisze, że w życiu nic dwa razy się nie zdarza. Szkoda, że nie dotyczy to pożarów powstających na skutek zaniedbań organizacyjnych, w szczególności związanych z wykonywaniem prac konserwacyjno-remontowych. W przypadku mostów nie jest inaczej – niedawny pożar mostu Łazienkowskiego w Warszawie jest tego najlepszym przykładem.

 Może tym razem będziemy chociaż mogli powiedzieć, że aktualne jest przysłowie „Mądry Polak po szkodzie”, a wszechstronna analiza problemu stanie się przyczynkiem do poprawy „kultury bezpieczeństwa pożarowego” wśród zarządców obiektów, nie tylko mostowych. Z tą nadzieją przyjrzyjmy się pożarowi mostu Łazienkowskiego, na początku z punktu widzenia zabezpieczenia prac niebezpiecznych pod względem pożarowym.

Prace niebezpieczne pod względem pożarowym
Przypomnijmy dla porządku, że przepisy § 36 rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji z czerwca 2010 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów dotyczą także obiektów mostowych i ich otoczenia. Nie ulega więc wątpliwości, że przed rozpoczęciem prac remontowych, kwalifikowanych jako niebezpieczne pod względem pożarowym, tj. mogących powodować bezpośrednie niebezpieczeństwo powstania pożaru lub wybuchu, właściciel, zarządca lub użytkownik omawianego obiektu powinien:
• ocenić zagrożenie pożarowe w miejscu, w którym będą wykonywane prace,
• ustalić rodzaj przedsięwzięć mających na celu niedopuszczenie do powstania i rozprzestrzeniania się pożaru lub wybuchu,
• wskazać osoby odpowiedzialne za odpowiednie przygotowanie miejsca pracy, jej przebieg oraz zabezpieczenie miejsca po zakończeniu pracy,
• zapewnić wykonywanie prac wyłącznie przez osoby do tego upoważnione, mające odpowiednie kwalifikacje,
• zaznajomić osoby wykonujące prace z zagrożeniami pożarowymi występującymi w rejonie ich wykonywania oraz z przedsięwzięciami mającymi na celu niedopuszczenie do powstania pożaru lub wybuchu.
Ponadto, zgodnie ze wspomnianym wcześniej przepisem, powinno się zadbać m.in. o:
• zabezpieczenie przed zapaleniem materiałów palnych występujących w miejscu wykonywania prac oraz w rejonach przyległych, w tym elementów konstrukcji obiektu i znajdujących się w nim instalacji technicznych,
• zapewnienie w miejscu wykonywania prac sprzętu umożliwiającego likwidację wszelkich źródeł pożaru,
• poddanie kontroli po zakończeniu prac miejsca, w którym prace były wykonywane oraz rejonów przyległych,
• używanie wyłącznie sprzętu sprawnego technicznie i zabezpieczonego przed możliwością wywołania pożaru.

Obowiązki zarządcy w praktyce
Jak zarządca mostu Łazienkowskiego wywiązał się z tego obowiązku od strony formalnej i w praktyce? Nie znamy szczegółów, jednak opierając się na dotychczasowym doświadczeniu, można domniemywać, że „w papierach się zgadzało”. Faktyczna skuteczność przyjętych rozwiązań zabezpieczających okazała się niestety – podobnie jak w wielu innych tego typu przypadkach – niewystarczająca.

Dlaczego często tak się dzieje? Przyczyn jest wiele, choć generalnie można je sprowadzić do wspólnego mianownika – „niskiej kultury bezpieczeństwa pożarowego”. Nie bez znaczenia jest również przekonanie, pokutujące także wśród części ekspertów i decydentów, że procedury określane w tym zakresie przez prawo są wymysłem niedobrych urzędników, generujących niepotrzebne koszty i inne zbędne obciążenia. Co prawda, od czasu do czasu słyszy się, że tu i ówdzie coś poszło nie tak, ale zdecydowana większość zarządców obiektów sądzi, że w ich przypadku tak nie będzie. Przecież wystarczy uważać i nic złego się nie stanie.

Nie należy również wykluczać, że część z nich dokonuje zwykłej kalkulacji ekonomicznej, licząc na to, że nawet w razie zaistnienia szkody jak kot spadną na cztery łapy. Niestety, wydaje się, że takim kalkulacjom sprzyjają również czynniki zewnętrzne, także leżące po stronie organów państwa, w tym organów dochodzeniowo-śledczych oraz wymiaru sprawiedliwości. W mojej ocenie wykazują one dużą pobłażliwość dla sprawców pożarów. Wyciąganie odpowiednich konsekwencji w kontekście odpowiedzialności cywilnej też pozostawia wiele do życzenia. Wszystko to sprawia, że organizatorzy i wykonawcy prac niebezpiecznych nie boją się grzeszyć niefrasobliwością.

Nie można jednak tracić wiary w ludzi. Miejmy nadzieję, że przy okazji kolejnego głośnego medialnie pożaru przynajmniej część właścicieli i zarządców obiektów zwyczajnie zainteresuje się problemem i w konsekwencji postanowi podejść do sprawy poważniej.

Przybliżmy czynniki, które miały lub najprawdopodobniej miały wpływ na powstanie i rozwój pożaru mostu Łazienkowskiego.

Zmniejszanie zagrożenia pożarowego przyczyną pożaru
Paradoks polega na tym, że doszło do niego w związku z pracami, których celem było zmniejszenie zagrożenia pożarowego. Polegały na wymianie palnych elementów podestu na elementy wykonane z materiałów niepalnych.

Charakterystycznych przykładów pożarów spowodowanych w trakcie prac remontowych, które miały poprawić stan techniczny obiektów budowlanych (często w kontekście ich bezpieczeństwa pożarowego), jest wiele. Bolesną ilustracją omawianego problemu jest chociażby pożar dachu kościoła pod wezwaniem św. Katarzyny w Gdańsku w maju 2006 r. (na szczęście strażakom udało się uratować uprzednio odrestaurowany zabytkowy carillon), czy wieży kościoła pod wezwaniem Chrystusa Króla na warszawskim Targówku w sierpniu 2011 r. Ta spłonęła najprawdopodobniej w konsekwencji prac remontowych, a właściwie nadawania obiektowi ostatniego szlifu przed odbiorem tych prac. Wróćmy jednak do pożaru mostu. Należy zwrócić uwagę, że planując zabezpieczenie prac, nie zadbano o przestrzeganie podstawowego zakazu, znajdującego się w przepisach bezpieczeństwa pożarowego dotyczącego mostów „od zawsze”, czyli zakazu składowania pod mostem i w jego bezpośrednim sąsiedztwie materiałów palnych. Czy rzeczywiście uwarunkowania występujące w miejscu wykonywania prac uniemożliwiały składowanie zdemontowanych desek w innym miejscu? Czy nie można było zorganizować ich wywożenia na bieżąco?

Wystarczyło respektować wspomniany zakaz i przewidzieć odpowiednie procedury zabezpieczające przed zapaleniem desek i przebiegających w ich sąsiedztwie instalacji technicznych (kable, gazociąg itp.). Tylko tyle i aż tyle.

Idźmy dalej. Jak wynika z doniesień prasowych, wspomnianego składowiska miał pilnować dozorca. Z tych samych doniesień wynika jednak, że pilnował nie dość skutecznie. Nic nie wskazuje na to aby zauważył pożar, zaalarmował o nim czy podjął próbę gaszenia. Zresztą nic również nie wiadomo o zapewnieniu w ramach zabezpieczenia rozpatrywanych prac sprzętu do likwidowania źródeł zapłonu.

A łatwy dostęp do opału na efektowne ognisko, na przykład podczas pikniku nad Wisłą, był pewnie niezwykle kuszący. Znalazła się osoba pragnąca ciekawej rozrywki. Czy naprawdę tak trudno było przewidzieć taką sytuację? Wydaje się, że nie.

Czy powstały kilka godzin wcześniej pożar innej sterty desek, znajdującej się po sąsiedzku, nie powinien wszystkim, również prowadzącym interwencję strażakom, dać do myślenia? Pytań, po części retorycznych, jest więcej.

Więcej dobrej woli
Post factum każdy powie, że ryzyko podpalenia tych desek było wręcz oczywiste. A skoro tak, dlaczego na przyszłość nie pokusić się o przewidywanie takich oczywistości i w konsekwencji o zapobieżenie powstawaniu zagrożenia?

W większości przypadków wystarczy odrobina dobrej woli i wykonanie prostych czynności, takich jak:
• zebranie kilkuosobowego grona zainteresowanych osób (jakiś specjalista od pożarów w tym gronie by się przydał), które (czasami wystarczy, że na zasadzie chwili refleksji) dokonają komisyjnej oceny zagrożenia i zastanowią się nad sposobem niedopuszczenia do jego powstania,
• zapisanie głównych ustaleń w tym zakresie (zasady wiedzy technicznej i poradniki mówią o formie protokołu, ale sądzę, że forma ma znaczenie drugorzędne – liczy się treść),
• dopilnowanie (na zasadzie skutecznego wbicia do głowy), aby osoby wskazane do wykonywania poszczególnych prac zostały faktycznie zapoznane z dokonanymi ustaleniami, w szczególności tymi kluczowymi, np. czynnościami, które bezwzględnie należy wykonać lub bezwzględnie zabronionymi, pod groźbą surowych konsekwencji – samo podpisanie oświadczenia o zapoznaniu się z zagrożeniami w miejscu prowadzenia prac to za mało,
• w myśl powiedzenia „Pańskie oko konia tuczy” – zapewnienie realnego nadzoru nad wykonywaniem prac (przecież wpuszczając ekipę remontową do własnego domu, patrzy się jej na ręce).

Rzeczywiście należy zgodzić się z niektórymi opiniami, że również w omawianym przypadku wysłanie od czasu do czasu ekipy „inspekcyjnej” przez zarządcę obiektu byłoby zasadne, podobnie jak wyciąganie „surowych konsekwencji”, w razie przyłapania na łamaniu ustalonych zasad bezpieczeństwa.

Zawiadamianie
Ze wstępnych analiz wynika również, że do rozprzestrzenienia się pożaru na elementy konstrukcyjne mostu mógł przyczynić się zwykły brak wrażliwości społecznej, czyli opóźnione powiadomienie o jego powstaniu. Jak już wiemy, dozorca w pewien sposób „zaspał”. Ale z mostu korzysta przecież bardzo wiele osób, a prawo wymaga, by każdy, kto zauważy pożar, niezwłocznie powiadomił o tym odpowiednie służby. W tym przypadku nikt się do tego początkowo nie kwapił.
Przykład natychmiastowego zgłoszenia do straży pożarnej niewielkiego ogniska pod innym warszawskim mostem, rozpalonego przez bezdomnego opalającego z izolacji miedziane kable, pokazuje, że może być inaczej. Szkopuł w tym, że niejednokrotnie jest to tylko chwilowy zryw, spowodowany aktualnością medialną danego zjawiska. Po zejściu z anteny większość osób przechodzi nad nim do porządku dziennego. Oby tym razem było inaczej.

Instrukcje i plany operacyjno-ratownicze
Spektakularny pożar zawsze rodzi emocje i pytania o procedury operacyjno-ratownicze, zarówno te wewnętrzne, jak i zewnętrzne. W przypadku mostów wiadomo, że ich zarządców nie dotyczą postanowienia przywołanego na wstępie rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji, dotyczące obowiązku opracowania instrukcji bezpieczeństwa pożarowego. Czy taka instrukcja, nie tylko w zakresie procedur postępowania na wypadek pożaru, lecz także w kontekście określenia szeroko rozumianych warunków ochrony przeciwpożarowej, wynikających z przeznaczenia i sposobu użytkowania obiektu, byłaby pożądana? Przecież, jak się okazało, most łączy w sobie funkcję obiektu użyteczności publicznej, w którym – a właściwie na którym – przebywa jednocześnie wiele osób, oraz obiektu produkcyjno-magazynowego (instalacje technologiczne w postaci przewodów elektrycznych i telekomunikacyjnych, gazociągów, wodociągów itp. – niektóre z nich można postrzegać jako elementy infrastruktury krytycznej).

Czy zatem w trakcie trwającej obecnie nowelizacji przepisów wspomnianego rozporządzenia MSWiA oraz rozporządzenia MTiGM w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogowe obiekty inżynierskie, nie powinniśmy pokusić się także o analizę kwestii instrukcji? Być może w odniesieniu do dużych obiektów mostowych o strategicznym znaczeniu zasadne byłoby wprowadzenie – na wzór autostrad – wymagań dotyczących opracowania planów działań ratowniczych, a nawet, tak jak to ma miejsce w odniesieniu do dłuższych tuneli, stworzenie centrów kontroli systemów bezpieczeństwa i urządzeń zainstalowanych w mostach. Ale my tu sobie fantazjujemy, kiedy w rzeczywistości nie ma komu przypilnować stosu desek…

To może chociaż na koniec apel do kolegów z PSP odpowiedzialnych za planowanie operacyjne. Spójrzmy w powiatowe plany ratownicze. Co tam widzimy w odniesieniu do drogowych obiektów inżynierskich, w tym mostów i wiaduktów? Czy koncepcja dostępu do tego typu obiektów została rozpracowana? Czy jest taktyka podania prądów gaśniczych w natarciu, w tym do przestrzeni zamkniętych, z lądu, wody a może i powietrza? Czy rozpatrzono procedury ewakuacji ludzi, którzy mogli utknąć w rozpatrywanych obiektach z różnych przyczyn, nie tylko na skutek pożaru (np. w związku z organizacją imprez masowych)?

A co z procedurami zwalczania awarii przemysłowych? Co z lokalizacją zaworów odcinających na rurociągach i gazociągach? Czy mamy rozpoznane kontakty do instytucji i podmiotów przewidzianych do współpracy podczas działań ratowniczych?

Jeśli odczuwamy, że niektórych detali tam brakuje, to pomyślmy o ich doprecyzowaniu. Bo przecież na przykładzie mostu Łazienkowskiego możemy potwierdzić słuszność innego porzekadła, mówiącego o tym, że historia lubi się powtarzać. W tym przypadku po 40 latach.

St. bryg. dr inż. Paweł Janik jest dyrektorem Biura Rozpoznawania Zagrożeń KG PSP
fot. Piotr Tabencki